Antinous. Kochanek cesarza, który stał się bogiem
Ten tekst jest fragmentem książki Toma Hollanda „PAX. Wojna i pokój w złotej epoce Rzymu”.
Był koniec października 130 roku. Z Nilu wyłowiono ciało młodego mężczyzny, który nie skończył jeszcze dwudziestu lat. Wydobyto je z rzeki, powleczono po mule naniesionym przez częste wylewy i przeniesiono na suchy ląd. Nie ulegało wątpliwości, że topielec nie był zwyczajną osobą. Jego ciało było wyrzeźbione przez ćwiczenia i miało idealne proporcje. Z jego twarzy biło zapierające dech w piersiach, niemal nadprzyrodzone piękno. Kim był? Niewątpliwie cudzoziemcem. Ten odcinek Nilu, gdzie utonął, nie był jednak zbytnio odwiedzany przez tak olśniewających cudzoziemców. Aleksandria leżała daleko na północy. Chociaż w pobliżu znajdowała się górująca nad płynącymi wodami starodawna świątynia, ozdobiona przysadzistymi filarami i rzeźbami jakiegoś zapomnianego faraona, budowla ta nie należała do największych atrakcji turystycznych Egiptu. Nie było tam nic, poza jakąś zaniedbaną wioską. Do tego obskurnego miejsca na dalekiej prowincji przybył jednak sam cezar, który rządził Egiptem jako faraon – król i żywy bóg w jednej osobie. Jego barka, wraz z wielką flotyllą towarzyszących jej statków, nadal stała na kotwicy na płyciźnie obok świątyni. Młodzieniec, którego zwłoki wyłowiono z Nilu, najwyraźniej musiał należeć do uczestników tej wyprawy. I w istocie tak było.
Młody topielec był ukochanym Hadriana. Miał na imię Antinous. Cesarz, na wiadomość o tym, co stało się z jego faworytem, pogrążył się w rozpaczy. „Szlochał jak kobieta”. Tak ekstrawaganckie okazywanie emocji uchodziło za niegodne mężczyzny; nie oznaczało to jednak, że sam konkubinat uważano za jakikolwiek powód do skandalu. Wręcz przeciwnie. Mężczyźni, w tym cesarze, mieli mimo wszystko swoje potrzeby i oczekiwano, że je zaspokoją, niezależnie od tego, czy z pomocą prostytutki czy niewolnika, kobiety czy chłopca. Większość obywateli wyłącznie pozazdrościłaby cesarzowi jego szczęścia na widok Antinousa, który był „szczególnie piękny i bardzo umiłowany”. Co do tego wszyscy byli zgodni.
Zakaz kastrowania chłopców, wprowadzony przez Domicjana i podtrzymany zarówno przez Nerwę, jak i samego Hadriana, wcale nie zmniejszył szeroko rozpowszechnionej namiętności do delicati. Jeśli już, to – doprowadzając do zmniejszenia liczby kastratów – sprawił, że tocząca się w kręgach elit rywalizacja o chłopców olśniewającej urody jeszcze bardziej się zaostrzyła. Antinous nie był niewolnikiem, ale nie był też obywatelem, a zatem, według surowych standardów rzymskiego prawa i moralności, stanowił w pełni uprawnioną zwierzynę łowną. Pochodził z Claudiopolis, niewielkiego miasteczka w Bitynii, które wcześniej zasłynęło jedynie z produkcji serów. Był nie tylko piękny, gdyż „jego serce było mądre, a rozum jak u dojrzałego męża”, pisał Hadrian w inskrypcji ku czci ukochanego. Nawet Sabina, którą od dawna łączył z mężem trudny związek, uznała, że Antinous wywierał na cesarza dostatecznie łagodzący wpływ i zgodziła się towarzyszyć Hadrianowi w jego podróży po wschodniej części basenu Morza Śródziemnego. Cesarz popłynął zatem w górę Nilu, mając u boku zarówno żonę, jak i kochanka.
Dla wolnego obywatela Rzymu okazanie uległości wobec zalotów innego mężczyzny, nawet cezara, stanowiłoby niezmywalną hańbę do końca życia. Do Witeliusza, którego jako chłopca miał podobno wykorzystać podstarzały Tyberiusz, przylgnął z tego powodu przydomek Sphincter (Zwieracz). Jeszcze bardziej szokująca – bo bardziej wiarygodna – była plotka, że Mucjan, sprzymierzeniec Wespazjana, który pomógł mu zdobyć władzę nad światem, w łóżku lubił być traktowany jak kobieta. Kiedy pewnego razu Mucjan zachował się wobec niego szczególnie niegrzecznie, Wespazjan miał odburknąć: „Ja przynajmniej jestem mężczyzną”. Reputacji zbrukanej przez takie pogłoski oczywiście nie można było oczyścić. Chociaż Rzymianie gardzili mężczyznami, którzy aktywnie wyrażali zgodę na spenetrowanie ich i uważali takie osoby za najgorszych dewiantów, mieli jednak świadomość, że nie wszędzie podchodzono do tej sprawy w taki sposób. Jak zauważał jeden z nich, w Grecji „poczytuje się za chlubę młodym ludziom, jeżeli któryś z nich miał wielu kochanków”. Świadomość tego faktu sprawiała, że Rzymianie odczuwali jednocześnie moralną wyższość i ekscytację. Postać chłopca, który był nie tylko piękny, ale także olśniewająco i kusząco grecki, zawładnęła erotyczną wyobraźnią Rzymian. Lekkoduchy, twórcy pornografii, poeci – wszyscy oni rozkoszowali się tą fantazją. To dlatego delicati tak często otrzymywali greckie imiona. Fakt, że Antinous nie był niewolnikiem, lecz wolnym Bityńczykiem – zrodzonym z tej samej ziemi, na której Hylas, cudowny ulubieniec Heraklesa, spotkał w wodzie swoje przeznaczenie – tylko dodawał mu uroku. Biorąc sobie takiego kochanka, Hadrian robił jedynie to, co chętnie uczyniłoby wielu dziarskich Rzymian. Spełniał marzenia.
Marzenia samego Hadriana były jednak osobliwie złożone i bogate. Antinous oferował mu coś więcej niż tylko piękną buzię. Oferował miłość, i to miłość typowo grecką. Dzięki temu zacierała się granica między erotyką i poezją: Antinous odgrywał rolę Hylasa, a Hadrian rolę Heraklesa. To, co w Rzymie mogło wydawać się całkowicie konwencjonalną relacją między panem i jego kochankiem, zyskiwało zupełnie inny wydźwięk w Grecji. Widząc cesarza w towarzystwie wolno urodzonego syna greckiego świata, lud ateński nie uważał tego za zniewagę, ale za powód do dumy. Kiedy Hadrian przybył do Aleksandrii, obecność u jego boku Antinousa przekonała obywateli tego niespokojnego miasta, że cezar szanuje ich tradycje. Cesarz mógł okazywać swoją wyższość na wiele sposobów i nie każdy z nich był rzymski. Hadrian ochoczo skorzystał z możliwości spotkania się z filozofami i poetami Aleksandrii na ich własnym terenie. Wezwawszy czołowych uczonych miasta, zadał im całą serię pytań, aby samemu triumfalnie udzielić wszystkich odpowiedzi. Następnie, na wieść o tym, że na pustyni koło Aleksandrii grasuje szczególnie groźny lew, postanowił odegrać rolę Heraklesa. To polowanie okazało się przygodą, z której dumni byliby nawet nasłynniejsi pogromcy lwów. Poeci, za podszeptem Hadriana, który dostarczył im szczegółowych informacji na temat swojej wyprawy, dołożyli należytych starań, żeby uwiecznić ją w pieśni. Ogień buchał z oczu lwa, który wściekle toczył pianę z pyska.
Zainteresował Cię ten fragment? Koniecznie zamów książkę Toma Hollanda „PAX. Wojna i pokój w złotej epoce Rzymu” bezpośrednio pod tym linkiem!
Hadrian i Antinous, walcząc wspólnie z tym potworem, zademonstrowali nie tylko biegłość w rzemiośle łowieckim, ale i wzajemną miłość. Tak jak Herakles starał się nauczyć Hylasa umiejętności potrzebnych herosowi, tak Hadrian rozmyślnie chybił celu swoją włócznią, aby Antinous mógł pokazać swoją sprawność. Natomiast gdy lew powalił konia Antinousa, cesarz ocalił życie kochankowi, zabijając bestię jednym, mocnym pchnięciem. Była to scena nie tylko bardzo grecka, ale niczym wyjęta z mitu o herosach. Wymiar mitu był jednak potencjalnie zdradliwy nawet dla Hadriana. Egipt był starożytnym krajem, a Nil uchodził za tajemniczą rzekę. Cesarska flotylla, wyruszając w rejs, była świadkiem, jak wczesnym latem i jesienią rzeka wzbierała, zalewając wysuszoną ziemię. Te wylewy pozwoliły Egiptowi zostać spichlerzem ówczesnego świata, gdyż woda nanosiła czarny muł o cudownej żyzności. Nie tylko Egipcjanie byli pod ogromnym wrażeniem tego zjawiska. Grecy również. Jeszcze przed założeniem Aleksandrii przybysze z Hellady byli zafascynowani Nilem oraz pierwotną mądrością egipskich kapłanów, którzy już zgłębili prawdziwe dzieje bogów.
W czasach Hadriana greccy uczeni byli już równie dobrze zaznajomieni z opowieścią o tym, jak i dlaczego Nil wylewa, co z historią wojny trojańskiej. Ta opowieść zdawała im się niemal ich własnym dziedzictwem. Głosiła ona, że bóg Ozyrys panował niegdyś jako faraon. Jego siostra Izyda była zaś królową. Potem jednak ich brat Tyfon, który był okrutny, dziki i rudy, niczym rozciągająca się po obu stronach Nilu pustynia, oszukał Ozyrysa i zamknął go w skrzyni, którą wrzucił do rzeki, żeby spłynęła do samego morza. Zawsze wierna Izyda przeszukała jednak cały świat i w końcu odnalazła zwłoki swego męża; a kiedy Tyfon ponownie ukradł jego ciało, a następnie „rozczłonkował je na czternaście części i rozrzucił”, znalazła wszystkie, poza jego „fallusem”, który został pożarty przez pewną rybę żyjącą w Nilu. „Izyda zastąpiła go jego podobizną i poświęciła fallusa, na cześć którego Egipcjanie i dziś świętują”. Ozyrys, przywrócony do życia przez swoją królową, przeszedł do królestwa zmarłych, aby rządzić przez wieczność. Chociaż nie zasiadał już na ziemskim tronie, nadal służył ludzkości jako wzór wszystkiego, co najlepsze i najsprawiedliwsze. W ten sposób tłumaczono sobie wylewy Nilu: że wody rzeki to nic innego, jak nasienie Ozyrysa, a nasiąknięta nim ziemia to ciało Izydy, jego królowej.
Na potwierdzenie prawdziwości tej opowieści można było przytoczyć wiele dowodów. Dla chłopów, którzy co roku pod koniec października, gdy poziom rzeki zaczynał opadać, obsiewali tę czarną glebę, takim dowodem był urodzaj na ich polach. Inne mogli przedstawić uczeni, tacy jak sekretarz Hadriana, wyzwoleniec o imieniu Flegon. Potwierdzając obserwację poczynioną przez Pliniusza Starszego, jakoby „wypita woda z rzeki Nil zwiększa płodność”, przytoczył on przykład pewnej kobiety z Aleksandrii, która „w czterech porodach wydała na świat dwadzieścioro dzieci”. Nie trzeba jednak było ani mieszkać w Egipcie, ani studiować statystyk urodzeń, żeby poczuć czystą moc tej starożytnej opowieści. Przekonanie, że Ozyrys jest najpotężniejszym z bogów, a Izyda panią żywiołów i pierwszą rodzicielką wieków, dysponującą największą z boskich mocy, rozprzestrzeniło się po całym greckim świecie.
A nawet w Rzymie, chociaż oczywiście nie wszyscy w stolicy imperium podzielali ten pogląd. Tym bardziej że kapłani Izydy, ze swoimi ogolonymi głowami i świątyniami ozdobionymi podobiznami bogów o głowach zwierząt, musieli budzić u wielu Rzymian skrajnie ponure przeczucia. U schyłku republiki senat głosował nawet za zburzeniem jej ołtarzy i świątyń. Stopniowo jednak ta podejrzliwość wygasła, chociaż konserwatyści mogli nadal kręcić nosem na Izydę, uznając ją za obcą. Kiedy minęło już ponad sto lat od upadku republiki, Rzymianin mógł swobodnie oddawać cześć egipskiej bogini, nie mając wcale poczucia, że była taka obca. Jej rozentuzjazmowani wyznawcy uważali, że Izyda była królową nie tylko Egiptu, ale wszystkich krajów. Rzymianie znali ją jako Junonę, Sycylijczycy jako Prozerpinę, a Cypryjczycy jako Wenus, „której jedno jedyne bóstwo cały czci świat we wielorakim kształcie, w różnym obrządku i pod różnorakim imieniem”. Bogini zdolna okazywać tak władczą pewność siebie była godna szacunku nawet samego cezara. Domicjan uciekł z Kapitolu szturmowanego przez stronników Witeliusza w przebraniu kapłana Izydy. Wespazjan i Tytus w noc poprzedzającą ich triumf zatrzymali się w jej świątyni na Polu Marsowym. Niczym niewolnica przywieziona z jakiegoś odległego kraju do stolicy świata, aby tam, po długiej służbie, zostać obdarzona wolnością, królowa Egiptu stała się Rzymianką.
Zainteresował Cię ten fragment? Koniecznie zamów książkę Toma Hollanda „PAX. Wojna i pokój w złotej epoce Rzymu” bezpośrednio pod tym linkiem!
Były jednak rzeczy, których nie dało się zrobić w Rzymie. Dla człowieka o tak niezmordowanej ciekawości jak Hadrian szansa pożeglowania wodami Nilu w czasie największych wylewów stanowiła nieodpartą pokusę. Gdy jego flotylla płynęła w górę rzeki, wszyscy członkowie jego świty musieli zdawać sobie sprawę ze znaczenia rozgrywającego się wokół nich spektaklu: wzgórza zmieniły się w wyspy, a sam Nil w morze. Musieli doskonale rozumieć, co ten widok zwiastował dla bezpieczeństwa imperium, gdyż zbyt mały wylew Nilu zapowiadał fatalne zbiory, a te z kolei oznaczały zagrożenie dla Egiptu, dla Rzymu i dla cezara. Wszak stabilność rządów cesarskich jak zwykle zależała od zapewnienia ludowi rzymskiemu zaopatrzenia w zboże.
Annona nie była jednak królową niebios. Mit o wielkim dramacie Izydy i jej miłości do Ozyrysa objawiający się w tych samych wodach, po których Hadrian żeglował pod koniec października 130 roku, przekazywał również pewne większe prawdy. Były one dostępne dla tych, którzy potrafili dostrzec najgłębsze tajemnice kosmosu będącego miejscem, w którym schematy życia i śmierci, nienawiści i miłości, umierania i zmartwychwstania mogły być odczytane przez ludzi posiadających niezbędną do tego wiedzę. Nastał świt 24 października. Tego dnia obchodzono święto upamiętniające śmierć Ozyrysa, gdy został on wrzucony do rzeki i utonął. W poprzedzającą go noc na Nil wypływały niewielkie łodzie oświetlone kagankami. Z leżących wzdłuż brzegów rzeki wiosek dobiegały dźwięki muzyki i zabawy. Tymczasem na barce cezara uczeni mężczyźni i kobiety zastanawiali się nad prawdziwym znaczeniem tego święta. Najprawdziwszą odpowiedź podsunęła filozofia.
Nie od rzeczy zatem powiadają w micie, że dusza Ozyrysa jest wieczna i niezniszczalna, a jego ciało Tyfon po wielekroć rozczłonkowuje i ukrywa przed światem, Izyda zaś błąkając się, odnajduje i spaja na powrót; gdyż to, co istniejące, to, co umysłowe i dobre, znaczy więcej niż wszelkie zniszczenie i zmienność.
Niedługo po tej rocznicy śmierci Ozyrysa, w ostatnim tygodniu października, odnaleziono zwłoki Antinousa. Łzy wylewane przez Hadriana nie były wcale największym skandalem w tej sprawie. Przyczyny i okoliczności śmierci Antinousa wkrótce stały się bowiem przedmiotem najdzikszych spekulacji. Według relacji samego Hadriana był to zwykły wypadek: „Wpadł do Nilu”. Inni proponowali jednak bardziej ponure wyjaśnienie: „Został złożony w ofierze”. Pomysł, że cezar, w obawie przed śmiercią, mógłby chcieć przedłużyć własne życie, ofiarowując zaświatom życie innego śmiertelnika, z pewnością nie był czymś bezprecedensowym. Swetoniusz, który został zwolniony w niełasce ze służby u Hadriana i po powrocie do Rzymu zajął się pisaniem żywotów następców Augusta, mógłby tutaj przytoczyć wymowny przykład z życiorysu Nerona. Za jego panowania na niebie ukazała się bowiem kometa, „która według wieści ludowej wróży zgubę panom świata”. W tej sytuacji Neron poszedł za radą astrologa, głoszącego, „że królowie zwykle unieszkodliwiają takie znaki złowieszcze ofiarą krwawą z kogoś znacznego i odwracają od siebie nieszczęścia na głowy pierwszych obywateli – i zgotował zgubę wszystkim najznakomitszym osobistościom”. Antinous wprawdzie nie był znakomitą osobistością, ale pomijając ten fakt, podobieństwa do tej historii były wyraźne. Poza tym, na niebie zapłonęła nowa gwiazda. Co to oznaczało? Nil był idealnym miejscem do rozważania tej kwestii. Po jego wodach żeglował kiedyś astrolog samego Nerona. Ekwita o imieniu Balbillus, dysponujący wielką wiedzą o Egipcie, został mianowany prefektem tej prowincji. Wprawdzie kilkadziesiąt lat później Balbillus już od dawna nie żył, ale jego wnuczka miała się dobrze. Julia Balbilla, siostra Filopappusa, towarzyszyła Hadrianowi na Nilu. Będąc w żałobie po niedawno zmarłym bracie, przebywała w otoczeniu Sabiny. Były to wystarczające poszlaki dla tych, którzy w śmierci Antinousa chcieli dopatrywać się jakiegoś spisku.
Istniały jednak i inne możliwości. Być może Antinous, wiedząc, że wkracza w dorosłość i aż nadto boleśnie zdając sobie sprawę z pogardy, jaką zazwyczaj w takich sytuacjach budził kudłaty utrzymanek bogatego pana, po prostu się utopił. Być może Hadrian, jako człowiek prezentujący zazwyczaj żelazną samokontrolę, ale zdolny jednocześnie do okazjonalnych wybuchów gwałtownej złości, rzucił się na kochanka w napadzie morderczego gniewu. Być może Sabina, zazdrosna o władzę, jaką nad jej mężem miał Antinous, postanowiła się go pozbyć. Być może stała za tym jakaś inna ważna osobistość z otoczenia Hadriana, która była równie podejrzliwa w stosunku do Antinousa, jak poprzednie pokolenie Rzymian było wobec Azjatyka, faworyta Witeliusza. A być może prawda miała nigdy nie wyjść na jaw. Jedna rzecz była jednak pewna ‒ niezmierzona rozpacz Hadriana. Niezależnie od tego, jaka była przyczyna śmierci Antinousa, w ciągu następnych dni i tygodni cesarz wydawał się całkowicie z jej powodu załamany.
Zainteresował Cię ten fragment? Koniecznie zamów książkę Toma Hollanda „PAX. Wojna i pokój w złotej epoce Rzymu” bezpośrednio pod tym linkiem!
[…]
„Z powodu objawienia został uhonorowany jako bóg”. Wiele szczegółów połączyło się ze sobą, przekonując Hadriana, że jego sen, w którym Antinous objawił mu swoje zmartwychwstanie, był autentyczny. Zawierał bowiem przepowiednie, które Hadrian ujął w wiersz i ogłosił publicznie. Astrologowie, zbadawszy nową gwiazdę, która rozbłysła na niebie, zapewnili swego cesarskiego pana, że wcale nie zwiastuje ona zagłady, ale „naprawdę powstała z ducha Antinousa”. Najbardziej niepokojący dla Hadriana i jednocześnie kluczowy dla sposobu rozumienia przez niego losu, który spotkał jego faworyta, był fakt, że zginął on w taki sam sposób, w tej samej rzece i o tej samej porze roku co Ozyrys. Czy mógł to być tylko zwykły zbieg okoliczności? Hadrian odrzucił taką możliwość ledwie kilka dni po śmierci Antinousa. Postanowił również, że nad brzegiem rzeki, w miejscu, w którym wydarzył się tragiczny wypadek, zostanie od zera wybudowane miasto poświęcone nowemu bogu ‒ Ozyrantinousowi.
Tamtej zimy, powróciwszy z rejsu w górę Nilu do Aleksandrii, Hadrian przedstawił swoje plany. Nowe miasto, nazwane Antinoopolis, miało być okazałym pomnikiem greckiej urbanistyki, chociaż jego centralna świątynia, gdzie ubóstwiony Antinous miał „słuchać próśb tych, którzy go wzywają i uzdrawiać chorych spośród ubogich w potrzebie”, została zaprojektowana w stylu egipskim. W nowym roku rozesłano wszędzie posłańców, aby ogłosić dobrą nowinę: Antinous wstał z martwych i wstąpił do nieba. Rozjechali się oni po całym Egipcie, udali do Grecji i do Bitynii, ojczystej prowincji zmarłego tragicznie faworyta cesarskiego. Grek znad Propontydy, ulubieniec cezara, utonął w Nilu i zmartwychwstał, aby żyć wiecznie, jak Ozyrys; Antinous był wręcz ostentacyjnie wielokulturowym bogiem.
Niezależnie jednak od tego, jak bardzo Hadrian pragnął poświęcić się wyłącznie pamięci ukochanego, na jego barkach nadal spoczywała odpowiedzialność za rządzenie światem. Opuściwszy Egipt, kraj, który przysporzył mu tak wiele smutku, wznowił swoje podróże. Z Aleksandrii pożeglował do Syrii, a stamtąd udał się drogą lądową do brzegów Morza Egejskiego. Zimą był już z powrotem w Atenach. Czekały tam na niego wielkie rzeczy. Wokół ukończonej świątyni Zeusa Olimpijskiego zniknęły rusztowania, otaczający ją wielki mur także już stał, a na jej dziedzińcu tłoczyły się posągi. Z okazji zadedykowania jej olimpijskiemu bogu wiosną 132 roku każde miasto ze świata greckiego podarowało świątyni portret cesarza, natomiast sam cesarz podarował świętemu przybytkowi węża sprowadzonego z Indii. Zatwierdzony oficjalną uchwałą senatu rzymskiego Panhellenion został otwarty wśród wspaniałych uroczystości. Ateny były wreszcie gotowe zająć swoje miejsce na tronie, który cezar tak pieczołowicie im przygotował.
Dla samego Hadriana był to moment nie tylko uroczysty, ale i niesłychanie podniosły. Zjednoczenie najsłynniejszych miast Grecji w powszechnej unii nie było łatwym zadaniem. Udało mu się wykuć przyjaźń tam, gdzie wcześniej przez wiele stuleci panowała tylko wzajemna nienawiść. Okaleczona i wykrwawiona Hellada została przywrócona do życia. W opinii Hadriana Ateny bardzo zasługiwały na hołd ze strony innych miast, bo przecież dla chwały Aten co roku świętowano możliwość zmartwychwstania, triumfu życia nad śmiercią, w rytuale budzącym grozę większą niż jakikolwiek inny na świecie. Minęło osiem i pół roku od inicjacji cesarza w misteria eleuzyńskie oraz trzy i pół roku od czasu, gdy ponownie wziął w nich udział w towarzystwie Antinousa. Teraz, zbierając się w „najwspanialszym mieście Ateńczyków”, Panhellenion sam dzielił się „owocem misteriów”. Pokazywał, że możliwe jest odkupienie przeszłych cierpień i nieszczęść. Świadczył o tym, że braterstwo może zrodzić się z bratobójstwa, pokój z wojny, porządek z chaosu.
Tymczasem na niebiosach gwiazda, która oznaczała wyniesienie Antinousa do rangi nieśmiertelnych, rozbłysła ponad wszystkimi krajami świata. Hadrian nie zaniedbywał pielęgnowania kultu swojego ukochanego nawet gdy przewodniczył uroczystości otwarcia Panhellenionu. W Atenach ustanowił doroczne igrzyska, Atinoeia, w czasie których młodzieńcy stojący u progu wieku męskiego mieli rywalizować o nagrody w zawodach sportowych i artystycznych. W Eleuzis, gdzie Hadrian ufundował podobne zawody, w tamtejszej świątyni wzniesiono posąg przedstawiający Antinousa jako boskiego lekarza uzdrawiającego złamania i rany. Od czasu pogrzebu Poppei Sabiny prawie siedemdziesiąt lat wcześniej żaden cezar nie okazywał tak publicznie swojego smutku. Ogłaszając bogiem Greka, prowincjusza, który nie był nawet obywatelem, Hadrian okazał jednak lekceważenie dla tradycji i obyczajów ludu rzymskiego, co pewnie nawet Nerona zmusiłoby do refleksji.
Nigdy wcześniej żaden cezar nie zaliczył w poczet nieśmiertelnych śmiertelnika, który nie był ani cesarzem, ani członkiem rodziny cesarskiej. Kiedy Neron opłakiwał swoją ukochaną, sceną było dla niego rzymskie Forum, ale Hadrian wykorzystywał do tego celu cały świat. Zamiast uzyskać zgodę senatu na zaliczenie Antinousa w poczet bogów, nie zadał sobie nawet trudu, żeby wrócić do stolicy. Kiedy mieszkańcy rzymskich prowincji w Egipcie, Azji czy Grecji patrzyli w oblicze nieziemsko pięknego młodzieńca, który – jak głosiła plotka – umarł po to, żeby cezar mógł żyć, nie widzieli w nim wyrazu potęgi i odległego majestatu Rzymu. Widzieli w nim samych siebie.
