Armenia i Turcja doszły do porozumienia. Czy aby na pewno?

Media, szczególnie zachodnie, bo polskie sprawę raczej zignorowały, doniosły wczoraj o podpisaniu przez ministrów spraw zagranicznych Turcji (Ahmet Davutoğlu) i Armenii (Edward Nalbandian) negocjowanego od wielu miesięcy porozumienia, mającego doprowadzić do ponownego nawiązania stosunków dyplomatycznych, otwarcia granicy i rozwikłania historycznego sporu. Czy słusznie obwieszczono triumf?
REKLAMA

Już ceremonia podpisania dokumentu w sobotę wieczorem pokazała, jak bardzo napięte są wzajemne relacje. Z powodu obiekcji strony armeńskiej uroczystość przesunięto o kilka godzin. Wydawało się wręcz, że może dojść do zerwania rozmów w ostatniej chwili. Przyczyną była już nie treść dokumentu, ale... przewidywanego komentarza, jaki miał wygłosić turecki minister po podpisaniu porozumienia. Ostatecznie komentarza nie przedstawiła żadna ze stron.

Dzień wcześniej, 9 października, w Erewaniu, stolicy Armenii, doszło do masowej demonstracji przeciwników zbliżenia z Turcją. Przybyło na nią około 10 000 osób. Jeden z liderów opozycji zapowiedział w rozmowie z reporterem Radia Wolna Europa, że jeśli dokument zostanie podpisany, to postara się zmusić do ustąpienia z urzędu prezydenta Armenii Serża Sarkisjana. Traktat wprawdzie podpisano, nie jest jednak pewne czy wejdzie on w życie. Dokument wymaga ratyfikacji w parlamentach obydwu państw – zarówno w Armenii, jak i w Turcji doprowadzenie do niej będzie bardzo trudne.

Jak doskonale widać na mapie, podpisane porozumienie nie zostało zawarte między partnerami o równym potencjale. W rzeczywistości jednak w relacjach między Turcją i Armenią swoje interesy ma także szereg państw trzecich.

Co zakłada dokument budzący tak wiele kontrowersji? Przede wszystkim przywrócenie relacji dyplomatycznych między krajami oraz ponowne otwarcie granicy turecko-armeńskiej. Została ona zamknięta przez Turcję w 1993 roku, po tym jak Armenia zaatakowała Azerbejdżan i zajęła sporny region Górskiego Karabachu. W konflikcie tym Turcy tradycyjnie wsparli Azerów – spokrewniony z nimi i posługujący się językiem z grupy tureckiej naród.

Do więzienia za słowo na „l”

Zajawka artykułu z New York Timesa z 15 grudnia 1915 roku: Miliony Ormian zabitych i przepędzonych.

Konflikt o Górski Karabach, wciąż kontrolowany przez Armenię i będący stałym punktem zapalnym regionu, jest tylko jedną z przeszkód na drodze do zbliżenia turecko-armeńskiego. Przez ostatnie miesiące Turcy domagali się, by ewentualne porozumienie zawierało także odniesienie do tego tematu. Dla Armenii było to niedopuszczalne. Ostatecznie Turcja zdecydowała się zrezygnować ze swojego postulatu, co wywołało protesty tak w kraju, jak i – rzecz jasna – w Azerbejdżanie. Pozostała druga, niezwykle drażliwa kwestia sporna: zbrodnie na narodzie ormiańskim, do których doszło w Turcji w 1915 roku.

Zdaniem Ormian i zdecydowanej większości historyków zajmujących się na świecie tym tematem, przeprowadzono wówczas planowe ludobójstwo, w którym z rąk Turków zginęło ok. 1,5 miliona Ormian. Strona turecka od lat utrzymuje całkowicie odmienne stanowisko – według „oficjalnej” wersji wydarzeń zginęło kilka razy mniej Ormian (200-600 tys.) i to nie w wyniku ludobójstwa, ale wojny i powiązanych z nią czynników – epidemii, lokalnych walk na tle etnicznym, tłumienia przez władze buntów itd. W Turcji za samo określenie wydarzeń z 1915 roku ludobójstwem można dostać wyrok więzienia. Od 2005 roku obowiązuje kontrowersyjny artykuł 301 Kodeksu Karnego, który pozwala karać za „obrażanie tureckości”. Kilka razy doszło do głośnych procesów, gdy osoby publiczne pozwoliły sobie na użycie słowa ludobójstwo w odniesieniu do wydarzeń z I wojny światowej. Trzykrotnie sądzony był za to Hrant Dink, znany dziennikarz turecko-armeńskiego pochodzenia. Za pierwszym razem oczyszczono go z zarzutów, za drugim natomiast skazano na pół roku więzienia w zawieszeniu. Trzeciego wyroku nie dożył – w styczniu 2007 roku został zamordowany przez tureckiego ultranacjonalistę. W innym głośnym procesie na ławie oskarżonych znalazł się Orhan Pamuk, turecki pisarz i laureat literackiej nagrody Nobla. Sądzono go w atmosferze międzynarodowego skandalu – za pisarzem wstawił się Parlament Europejski, Amnesty International i twórcy z całego świata. Presja odniosła skutek. Na wniosek ministerstwa sprawiedliwości zarzuty zostały oddalone.

Ustalanie ustalonego

Dla Armenii warunkiem wstępnym jakiegokolwiek porozumienia z zachodnim sąsiadem było uznanie przez Turcję, że w 1915 roku doszło do ludobójstwa. Strona turecka taką opcję uznawała i uznaje za nieakceptowalną. Dlaczego? Obecnie nad Bosforem trwa istny renesans tradycji ottomańskich. Ten, jak nazywają zjawisko zachodni komentatorzy, neo-ottomanizm, zbudowany został na dumie narodowej i mitach historycznych. Turkom, odbudowującym w nowych realiach geopolitycznych lokalne mocarstwo, bardzo trudno jest przyznać, że ich dziadkowie dokonywali najgorszych wyobrażalnych zbrodni. Zaakceptowanie, że w 1915 roku doszło do ludobójstwa byłoby jednocześnie zgodą na padające ze strony armeńskiej porównania działań Turków do zbrodni nazistów na Żydach – czegoś takiego turecka duma nie jest w stanie przełknąć. Warto w tym miejscu nadmienić, że w rejonie Zakaukazia sytuacja Ormian rzeczywiście w pewnym stopniu odpowiadała w ostatnich stuleciach uwarunkowaniom, jakie były udziałem Żydów w Polsce czy Zachodniej Europie. Ormianie stanowili kupiecką (i nie tylko) elitę miast, odróżniającą się religią i znienawidzoną przez wielu Azerów, Gruzinów czy Abchazów. Pisałem na ten temat więcej w „Źródłach nienawiści”, na marginesie gruzińsko-abchaskiego konfliktu etnicznego.

Ormiańska matka z dziećmi na wygnaniu.

Ostatecznie Ormianie, po długich negocjacjach, zdecydowali się zaakceptować pośrednią propozycję strony tureckiej. W podpisanym przedwczoraj porozumieniu znalazło się zobowiązanie, że zostanie powołana wspólna komisja skupiająca neutralnych historyków i to ona będzie miała na celu wyjaśnienie wydarzeń z 1915 roku. Mogłoby się wydawać, że jest to dobre rozwiązanie – w końcu takie komisje działają w wielu krajach, żeby wspomnieć tylko polsko-rosyjską grupę do spraw trudnych. Tyle tylko, że w odniesieniu do wydarzeń z 1915 roku należy zapytać: czy jest w ogóle co wyjaśniać? Turcy do stworzenia niezależnej komisji nawoływali już wcześniej. Na taką propozycję w 2005 roku odpowiedziało Międzynarodowe Stowarzyszenie Badaczy Zbrodni Ludobójstwa w specjalnym liście otwartym, adresowanym do tureckiego premiera. Napisano w nim: Reprezentujemy większość europejskich i północnoamerykańskich badaczy zajmujących się zbrodniami ludobójstwa. Odnosimy wrażenie, iż nawołując do powołania niezależnej grupy badaczy nie jest Pan świadomy, jak bardzo bogaty jest już wypracowany materiał naukowy odnoszący się do ludobójstwa na Ormianach w 1915 roku oraz jak tamte wydarzenia korespondują z Konwencją Genewską. Pragniemy podkreślić, że nie tylko Ormianie są przekonani o tym, iż na ich narodzie dokonano ludobójstwa. Jest to opinia przytłaczającej większości badaczy zajmujących się tym zagadnieniem – setek niezależnych naukowców, którzy nie mają żadnych powiązań z rządami i którzy działają w wielu krajach, należą do przeróżnych narodów i publikowali swoje prace na przestrzeni kilku dekad.

Wobec powyższego, trudno się dziwić, że ustępstwo armeńskiego rządu wywołało w kraju liczne protesty. Dla Ormian jest jasne, że w porozumieniu ich władze zgodziły się na wyjaśnianie sprawy, która już dawno została wyjaśniona i która nie powinna podlegać dyskusji. Christian Caryl na łamach „Foreign Policy” przytacza wypowiedź Armena Ajwazjana, dyrektora centrum analitycznego „Ararat” w Erewaniu: Ten ruch jest skandaliczny. (...) Proszę sobie wyobrazić, że nieskruszone Niemcy nawoływałyby po wojnie do stworzenia niezależnej komisji debatującej nad Holocaustem!

Imperialny trójkąt. Kto ma w tym interes?

Mogłoby się wydawać, że relacje turecko-armeńskie leżą na absolutnym marginesie polityki międzynarodowej. Nic bardziej mylnego. W ceremonii podpisania porozumienia, która odbyła się w Zurychu, brali udział wielcy tego świata – sekretarz stanu USA Hillary Clinton, szef MSZ Rosji Siergiej Ławrow i reprezentujący dyplomację Unii Europejskiej Javier Solana. Wszyscy zgodnie wspierali kroki prowadzące do porozumienia – ten spór to rzadki, jeśli nie jedyny przypadek, gdy Rosja idzie noga w nogę z Zachodem w sprawach konfliktu między dwoma państwami. Myliłby się jednak ten, kto twierdziłby, że interesy poszczególnych stron są takie same.

To jak silne były naciski mocarstw na drodze do rozwiązania konfliktu, dobrze pokazuje wydarzenie sprzed kilku miesięcy. 24 kwietnia, w Dzień Pamięci o Ludobójstwie (będący nota bene jedynym świętem państwowym w Armenii) na temat zbrodni z 1915 roku wypowiedział się Barack Obama. Starając się nie obrazić żadnej ze stron, niedawny laureat Pokojowej Nagrody Nobla przyznanej m.in. za poprawę klimatu dyplomacji międzynarodowej... rozwścieczył tak Ormian, jak i Turków. Ormian tym, że nie użył słowa „ludobójstwo”. Turków zaś faktem, że nawet zastępując ludobójstwo zbrodnią, myślał właśnie o ludobójstwie. Turecki premier Recep Tayyip Erdoğan stwierdził wówczas ostro, że Armenia i Turcja dojdą do satysfakcjonującego obie strony porozumienia, o ile inne państwa nie będą się mieszać w nie swoje sprawy.

Nie swoje? Bynajmniej. Interesy w regionie mają Stany Zjednoczone, ma też Unia Europejska, Rosja i sama Turcja. Rosji zależy na zabezpieczeniu swoich wpływów na Zakaukaziu i wzmocnieniu Armenii, która jest jej głównym sojusznikiem w okolicy. Jeśli porozumienie wejdzie w życie, otwarcie granicy powinno ożywić pogrążoną w kryzysie gospodarkę Armenii. W interesie UE jest z kolei ustabilizowanie sytuacji na obszarze kluczowym dla tranzytu surowców. W tym miejscu pragnę podtrzymać (zresztą nie tylko swoją) opinię, którą przedstawiłem we wspomnianych już „Źródłach nienawiści” – Rosja rok temu parła do wojny z Gruzją m.in. po to, by zniweczyć plany rozwoju tranzytowej roli tego państwa w handlu ropą i gazem.

Zainteresował Cię temat Zakaukazia? Polecamy książkę Źródła Nienawiści: Konflikty etniczne w krajach postkomunistycznych - wspólny projekt wydawniczy "Histmaga" i Instytutu Wydawniczego Erica.

Zachód nadal pragnie uspokoić sytuację, by w przyszłości móc wykorzystać potencjał regionu w dywersyfikacji źródeł energii. Tym razem, przypadkowo, jest to jednak działanie zbieżne także z celami administracji Putina-Miedwiediewa. Rosja liczy, że polepszając pozycję swojego sojusznika, zwiększy własne wpływy na Zakaukaziu. Zdaniem części analityków jednym z celów ubiegłorocznej wojny było stworzenie połączenia lądowego między Rosją i jej bazami wojskowymi w Armenii. Nie udało się to, więc jest naturalne, że Federacja Rosyjska szuka innych metod umocnienia swojej pozycji. Być może znaczenie ma także kwestia abchaska.

Rok temu Rosja stanęła „w obronie” nie tylko Osetii Południowej, ale także drugiej republiki separatystycznej – Abchazji. Wspólnie z Osetią została ona później de facto zaanektowana w obręb Rosji. Tymczasem w Abchazji wciąż silne są wpływy tureckie. Kiedy w połowie lat 90. Rosja nałożyła (mało szczelne) embargo na Abchazję, to właśnie półlegalny handel z Turcją pozwalał nieuznawanemu przez nikogo na świecie państewku przetrwać. Temat abchaski jest z perspektywy Turcji ważny o tyle, że w kraju tym żyje być może nawet pół miliona osób o pochodzeniu abchaskim, których przodkowie zostali zmuszeni do emigracji w drugiej połowie XIX wieku. Unormowanie relacji armeńsko-tureckich powinno pośrednio pozwolić Rosji na bardziej swobodne działanie w Abchazji. Sama Turcja zyska bowiem większe możliwości w regionie i nie będzie musiała opierać swoje strategii na kontaktach z tym mikroskopijnym państewkiem. Bez swego stałego wroga będzie mogła bardziej elastycznie podchodzić do relacji z Gruzją czy Rosją. Łatwiej będzie jej też odgrywać rolę lokalnego mocarstwa, w ramach tradycyjnego trójkąta Turcja-Iran-Rosja, sięgającego korzeniami do XVIII wieku.

***

Na koniec kwestia podstawowa. Czy porozumienie turecko-armeńskie wejdzie w życie? Zapewne tak, choć w razie sprzeciwu któregoś z parlamentów będzie to długi proces i być może zajdzie potrzeba korekty podpisanego dokumentu. Porozumienie jest w interesie obydwu stron tak z politycznego, jak i gospodarczego punktu widzenia. Tylko nagłe zaognienie sytuacji w Górskim Karabachu mogłoby doprowadzić do całkowitego załamania procesu ocieplania relacji. Nie ma się natomiast co łudzić, że porozumienie doprowadzi do przełomu w kwestiach historycznych – prace wspólnej komisji mogą zająć lata, a jej ustalenia zapewne nie będą wiążące. Przedłużanie debaty na temat ludobójstwa jest nawet na rękę Turcji, która będzie mogła wpływać na państwa trzecie, by te wstrzymały się z potępianiem jej postawy i upamiętnianiem wydarzeń z 1915 roku, aż „niezależni badacze” zakończą swoją pracę.

Wybrana bibliografia

  1. Court drops Turkish writer's case, „BBC NEWS”, 23 stycznia 2006.
  2. Genocide scholars call on Turkey to end denial of the Armenian genocide, petycja zamieszczona na stronach Armenian National Committee of America.
  3. Noah’s Dove Returns: Armenia, Turkey and the Debate on Genocide, European Stability Initiative, Berlin – Istanbul – Yerevan, 21 kwietnia 2009.
  4. Obama avoids g-word, brands Armenian killings ‘great atrocity’, „Today's Zaman”, 26 kwietnia 2009.
  5. Statement of President Barack Obama on Armenian Remembrance Day, pełny tekst zamieszczony na stronach Białego Domu.
  6. The Armenian Genocide: A Bibliography, bibliografia prac naukowych zamieszczona na stronach University of Michigan-Dearborn.
  7. Turkey-Armenia ink historic accord, „Aljazeera.net”, 11 października 2009.
  8. Turcja i Armenia nawiązały stosunki dyplomatyczne, „Gazeta.pl”, 11 października 2009.
  9. Taner Akçam, A Shameful Act: The Armenian Genocide and the Question of Turkish Responsibility, Metropolitan Books, 2006.
  10. Nick Birch, Judge throws out charges against Turkish novelist, „Guardian”, 22 września 2006.
  11. Christian Caryl, Turkey's Guilty Conscience, „Foreign Policy”, 9 października 2009.
  12. Mark Champion, Turkey Sidesteps Obstacle to Armenia Pact, „The Wall Street Journal”, 8 października 2009.
  13. Vahakn Dadrian, The History of the Armenian Genocide: Ethnic Conflict from the Balkans to Anatolia to the Caucasus, Berghahn Books, 1995.
  14. Emil Danielyan, Armenia and Turkey Inch Closer to Normalization, „Eurasia Daily Monitor”, Vol. 6, Issue 163, 8 września 2009.
  15. Kamil Janicki, Abchazja. Stuletnia wojna o raj? [w:][_Źródła nienawiści. Konflikty etniczne w krajach postkomunistycznych_](http://konflikty.histmag.org), pod. red. Kamila Janickiego, IW Erica/Histmag.org, Kraków-Warszawa 2009, s. 141-198.
  16. Kamil Janicki, Abchazja i Osetia Południowa. Pionki w grze mocarstw? [w:][_Źródła nienawiści. Konflikty etniczne w krajach postkomunistycznych_](http://konflikty.histmag.org), pod. red. Kamila Janickiego, IW Erica/Histmag.org, Kraków-Warszawa 2009, s. 247-310.
  17. Scott Jaschik, Genocide Deniers, „History News Network”, 22 października 2007.
  18. Stuart. J. Kaufman, Modern Hatreds: The Symbolic Politics of Ethnic War, Cornell University Press 2001.
  19. Clive Leviev-Sawyer, Praise, criticism for Turkey – Armenia deal, „The Sofia Echo”, 11 października 2009.
  20. Clive Leviev-Sawyer, Turkey, Armenia sign deal on normalising relations, „The Sofia Echo”, 10 października 2009.
  21. Robert Melson, Revolution and Genocide. On the Origins of the Armenian Genocide and the Holocaust, The University of Chicago Press, 1996.
  22. Hugh Pope, Armenia haunts the Turks again, „Los Angeles Times”, 23 stycznia 2007.
  23. Ernest Wyciszkiewicz, Rosyjska polityka energetyczna w basenie Morza Kaspijskiego [w:] Geopolityka rurociągów. Współzależność energetyczna a stosunki międzypaństwowe na obszarze postsowieckim, pod. red. Ernesta Wyciszkiecza, PISM, Warszawa 2008, s. 137-186.
REKLAMA
Śledź nas!
Komentarze
lub zaloguj się za pośrednictwem konta Google

O autorze
Kamil Janicki
Historyk, były redaktor naczelny „Histmag.org” (lipiec 2008 – maj 2010), obecnie prowadzi biuro tłumaczeń, usług wydawniczych i internetowych. Zawodowo zajmuje się książką historyczną, a także publicystyką historyczną. Jest redaktorem i tłumaczem kilkudziesięciu książek, głównym autorem i redaktorem naukowym książki „Źródła nienawiści. Konflikty etniczne w krajach postkomunistycznych” (2009) a także autorem około 700 artykułów – dziennikarskich, popularnonaukowych i naukowych, publikowanych zarówno w internecie, jak i drukiem (również za granicą).

Wszystkie teksty autora

Polecamy artykuł...
Pierwszy polski portal historyczny
ISSN: 1896-8651
Wydawca portalu
Michał Świgoń PROMOHISTORIA
ul. Koźmiana 2/89
01-606 Warszawa
m.swigon@histmag.org
NIP 626-281-54-56
Numer konta: PL 33 1140 2004 0000 3802 7410 0716
Patronaty
Jak uzyskać patronat
Kontakt z redakcją
Mateusz Balcerkiewicz
redaktor naczelny
redakcja@histmag.org
Reklamuj się u nas
Oferta reklamowa
Konkursy
Nasze konkursy