Opublikowano
2013-09-12 19:09
Licencja
Wolna licencja

Bitwa pod Wiedniem. Czy było warto?

334 lata temu wojska koalicji polsko-habsbursko-niemieckiej pod dowództwem Jana III Sobieskiego rozgromiły armię turecką oblegającą Wiedeń. Choć zwycięstwo było niekwestionowane, a legenda polskiego władcy rozlała się po całej Europie, po latach historycy zaczęli zastanawiać się, czy interwencja Rzeczpospolitej miała jakikolwiek sens.


Strony:
1 2

Wybitny polski historyk Zbigniew Wójcik w opracowaniu dotyczącym położenia międzynarodowego Rzeczpospolitej w XVII wieku pisał:

Składając hołd Sobieskiemu jako wybitnemu dowódcy i politykowi, chyląc czoła przed bohaterstwem jego żołnierzy spod Wiednia, pamiętajmy, że załamanie potęgi ofensywnej Turcji i związanie się z Habsburgami… nie przyniosło Polsce właściwie żadnych realnych korzyści, a na dalsza metę, wobec wzrostu potęgi wrogich sąsiadów, właściwie szkody.

Kilka lat później powtórzył tę opinię w swojej biografii „Lwa Lechistanu” stwierdzając, że oceniając bitwę wiedeńską należy mieć w pamięci wydarzenia kolejnego stulecia. – To nie Turcy zagrażali państwu polskiemu w XVIII wieku, to nie Turcy zniszczyli je w kolejnych trzech rozbiorach, uczyniły to sąsiednie mocarstwa wśród, których była ocalona w 1683 roku Austria i sojuszniczka z późniejszej ligi antytureckiej, Rosja – podkreślał Wójcik.

Józef Brandt, Bitwa pod Wiedniem, 1873 (domena publiczna).

Autor, pomimo zrozumienia dla decyzji Sobieskiego o zawarciu sojuszu z Monarchią Habsburgów i włączeniu się do wojny, efekty odsieczy oceniał więc jednoznacznie negatywnie, dodając łyżkę dziegciu do beczki miodu, jakim był mit wiedeński podsycany przez stulecia w polskiej historiografii i powszechnej świadomości Polaków. Opinia Wójcika, choć wyrastała z pnia racjonalnej oceny konsekwencji geopolitycznych interwencji z 1683 roku, stała się podbudową pod przesadzone, a często wręcz absurdalne opinie jakoby bitwa pod Wiedniem była de facto porażką, albo też kolejnym, niepotrzebnym wydarzeniem w naszych dziejach, które jedynie złudnie podbijało nam bębenek. Dyskusja o sensowności odsieczy powraca tym samym za każdym razem kiedy zbliża się okrągła rocznica tego wydarzenia. Siłą rzeczy powrócić musi i dzisiaj kiedy tradycja mitu bitwy wiedeńskiej zaczyna odżywać w dyskusji na temat naszej przeszłości.

Zobacz też:

Dzieje się tak nie tylko z powodu upłynięcia 330 lat od tych wydarzeń, czy dwóch projektów filmowych (w tym jednego zrealizowanego), o których głośno było w ostatnich latach, ale przede wszystkim w wyniku coraz popularniejszej w kręgach politologów i komentatorów życia politycznego tezy o narastającym konfliktem pomiędzy cywilizacją euroatlantycką, a światem islamu. Zwycięstwo pod Wiedniem, odarte z historycznych kontekstów, stało się ponownie symbolem myślenia, w którym bitwa z 1683 roku była pokłosiem nie tylko sporu o naturze geopolitycznej, ale emanacją wielkiej wojny cywilizacji. Taką paralelę zbudował między innymi Cezary Harasimowicz w scenariuszu do niepowstałego ostatecznie filmu „Victoria”. Już we wstępie do swojego dzieła autor nawiązał do ataków na WTC, jakie miały miejsce 11 września 2001 roku. Stworzył tym samym wrażenie, że te dwa wydarzenia są elementem tej samej – niekończącej się – wojny. Bitwa pod Wiedniem, w mitycznej wersji tego zdarzenia, była więc zwycięstwem nad cywilizacją islamu, odepchnięciem zagrożenia przychodzącego ze wschodu.

Na sposób interpretacji skutków odsieczy wpływa więc w dużej mierze spojrzenie na to czym były konflikty polsko-tureckie i jaką naturę miała wojna rozpoczęta w 1683 roku. Dla jednych interwencja polska będzie ratunkiem dla cywilizacji, obroną Europy przed zalewem islamu, dla innych jedną z wielu wojen imperiów, w których wątki religijne czy kulturowe miały trzeciorzędne znaczenie. Ci drudzy dużo częściej będą rozpatrywać odsiecz wiedeńską także w kontekście dalekosiężnego skutku jakim było powstanie silnego państwa austriackiego i wzrost potęgi rosyjskiej. I choć z pozoru za tym stanowiskiem przemawia większy realizm polityczny, to nie należy odmawiać racji zwolennikom pierwszej tezy.

Z pewnością twierdzenie, że Polacy w 1683 roku uratowali cywilizację europejską jest mocno przesadzone. Po pierwsze – jak zauważył to w jednym z wywiadów dr Radosław Sikora – Imperium Osmańskie, choć pod koniec XVII wieku dysponowało dużą siłą militarną, było zbyt małe by opanować nie tylko Europę, ale nawet i Rzeszę. Upadek Wiednia najprawdopodobniej niczego nie przesądzał, choć stawiałby Monarchię Habsburgów w niezwykle trudnej sytuacji. Niewątpliwie między bajki należy jednak włożyć zagrożenie dla całości Starego Kontynentu. Nie wszystkie państwa były zresztą nastawione do Turcji wrogo. Ich działaniom sprzyjał arcykatolicki dwór paryski, a u źródeł samej wojny stanęło przecież węgierskie powstanie Thökölyego. Pamiętać też należy, że choć władza w Państwie Osmańskim miała mocne oparcie w islamie, to zasadniczo na europejskich podbitych terenach prowadzono politykę możliwie szerokiej tolerancji religijnej, o ile działalność wspólnot chrześcijańskich nie godziła w tureckie interesy. Trudno więc jednoznacznie stwierdzić, czy ewentualne zwycięstwo Osmanów pod Wiedniem doprowadziłoby do islamizacji Europy lub zasadniczych zmian kulturowych. Oczywiście, wątek religijny bywał podsycany zarówno przez jedną jak i drugą stronę sporu, ale nie należy – moim zdaniem – traktować go jako głównej przyczyny wojny, a tym bardziej rozpatrywać go jako naczelne zagrożenie dla Starego Kontynentu.

Tekst ma więcej niż jedną stronę. Przejdź do pozostałych poniżej.

Polecamy e-book Marka Groszkowskiego „Batoh 1652 – Wiedeń 1683. Od kompromitacji do wiktorii”

Autor: Marek Groszkowski
Tytuł: „Batoh 1652 – Wiedeń 1683. Od kompromitacji do wiktorii”

Wydawca: PROMOHISTORIA [Histmag.org]

ISBN: 978-83-934630-7-7

Stron: 117

Formaty: PDF, EPUB, MOBI (bez DRM i innych zabezpieczeń)

7,9 zł

(e-book)

Strony:
1 2
Napisz komentarz
Regulamin komentarzy

Uwaga, wyświetliliśmy tylko ostatnio opublikowane komentarze. Zobacz wszystkie komentarze!

Gość: szaju |

Tyle opinii ,tyle słów ,za dużo przemyśleń ,PRZESZŁOSC NIE ZMIENI NIC ,JEDYNIE YERAZNOEJSZOS.



Odpowiedz

Gość: Andi |

Nie można z dzisiejszej perspektywy krytykować Sobieskiego za udzielenie Austriakom pomocy. Jak to ktoś napisał komentarzach powyżej lepiej toczyć bitwę na cudzym terytorium niż u siebie. Jestem w 100% przekonany, że po upadku Wiednia mielibyśmy w ciągu 2-3 lat wojnę z Turcją w której NIK nie udzieliłby nam znaczącej pomocy. A doszukiwanie przyczyn upadku Rzeczpospolitej i rozbiorów w wiktorii wiedeńskiej to w mojej ocenie gruba przesada.



Odpowiedz

Gość: Che Ginewra |

@ Gość: Andi
Najwyzsza Izba Kontroli wtedy jeszcze nie istniała



Odpowiedz

Gość: papasmerf |

Ciekawie się to przedstawia :) Ja jednak zadam pytanie co by się stało gdyby Sobieski nie poszedł pod Wiedeń. Można zauważyć, że po klęsce pod Wiedniem Osmanów, rosjanie powoli zaczęli stawać się coraz silniejsi, tatarzy zaczęli "odpuszczać" na połnocnym wschodzie. Swoja droga pomimo ze były bitwy miedzy nami a tatarami to zawsze jakis rozejm był i względny pokój. Kozacy według mnie byli prowokatorami tatarów. Gdyby osmanie zdobyli Wiedeń na pewno nie małym kosztem (Wiedeń jednak był potężną twierdzą) zaczęli by się rozrastać w Europie. Tu pojawia się pewne ale. Im większy teren mamy pod władzą tym trudniej nad nim zapanować. Osmanie aby uniknąć problemów z terenami europejskimi musieliby mieć naprawdę potężną armie na tych terenach do pilnowania porządku. Do czego zmierzam, mianowicie: 1.z tatarami zawsze się dogadywaliśmy pomimo konfliktów, więc można by było ich "przeciągnąć" na naszą stronę. 2.tylko Tatarzy znali w miarę dobrze co potrafi nasze wojsko i jak może się skończyć z nami walka 3.Tatarzy zapewniali nam "trzymanie w ryzach" rosyjska stronę. 4.Gdyby Osmanie szli na nas od Wiednia nawet w sojuszu z francuzami jest 50% szans żeby nas podbili. 5.Jak dobrze wiemy z historii w tamtym okresie mieliśmy genialnych dowódców i nie miało dla nich znaczenia z jakim bądź z jak licznym wrogiem walczyli. 6. Sobieski zamiast iść na Wiedeń mógłby w tym czasie zrobić z dawnych Prus dzielnice Rzeczpospolitej i tam już zacząć "przygotowania obronne". 7.Kontynuować zasadę polityczną dotycząca innych państw 8. Niccolo Machiavelli: Żądza podbojów jest rzeczą bardzo naturalną i powszechną i zawsze, gdy je ludzie czynią z powodzeniem, zyskują pochwały, a nie naganę, lecz gdy chcą je czynić na wszelki sposób, wbrew możliwości, zasługują na naganę i popełniają błąd. (...) ten, który na potęgę cudzą pracuje, sam ginie. Albowiem owa potęga wzrasta bądź jego dzielnością, bądź jego siłą; obie zaś one zarówno podejrzane się stają temu, który urósł w potęgę.



Odpowiedz

Gość: vas |

I jeszcze tylko przypomnę o świadomości Słowian wypowiedź z kwietnia 1946 roku "Oświadczenie oficjalnego delegata Łużyc w Polsce, ministra dr. Pawła Cyża 30 kwietnia 1946 “W imieniu Łużyckiej Rady Narodowej, w imieniu narodu łużycko-serbskiego, który mam zaszczyt reprezentować wobec Polski, naszego słowiańskiego sławą okrytego brata i sąsiada – pragnę przede wszystkim wyrazić jak najbardziej przyjacielskie pozdrowienia bratniemu narodowi polskiemu, jego prezydentowi i rządowi. My, Łużyczanie, jako Słowianie dumni jesteśmy, że właśnie słowiańska Polska pierwsza przeciwstawiła się agresji niemieckiej, pierwsza powiedziała Niemcom “ani kroku dalej” i na swym sztandarze wypisała hasło “Honor” i honoru tego umiała bronić mężnie, niekiedy z gołymi rękoma idąc na niemieckie czołgi. Polska sama musiała przetrwać niemiecką nawałę, która przyprawiła ją o najcięższe ofiary w ludziach, największe straty materialne. Polska walczyła nie tylko o swą własną wolność, ale także o wolność całego świata. Żołnierz polski przelewał swą krew nie tylko na polskiej ziemi, nie tylko w krainach Rosji, na pustyni afrykańskiej, w górach Norwegii, na ziemi włoskiej, na polach Francji, Belgii i Holandii, nie tylko bronił przestworzy nad Londynem i bohatersko walczył na wszystkich morzach, – lecz krew jego, krew poległych Polaków, wsiąkła także w naszą ziemię, ziemię “Pięknej Łużycy”, jak ojczyznę naszą nazywa łużycki hymn narodowy. Chowamy w sercach niezapomnianą nigdy wdzięczność za te ofiary złożone na ołtarzu wolności, daj Boże także i naszej! Z głębi serca życzymy narodowi polskiemu, krwawiącemu z tysięcy ran zadanych przez wojny, aby te rany jak najszybciej się zagoiły, aby Polska znów stanęła mocna, silna i by zajęła w świecie poczesne miejsce, należne Jej po poniesieniu tylu ciężkich ofiar. Polsce należy się najcenniejsza zapłata. Cały świat cywilizowany winien wśród ruin polskiej stolicy, Warszawy, wznieść najpiękniejszy pomnik i wyryć na nim złotymi głoskami: “Z wdzięczności dla rycerskiego Narodu Polskiego”. Przynajmniej zaś powinien świat, a w szczególności kraje zachodnie i zamorskie, wyciągnąć rękę pomocną i bez żadnych zastrzeżeń udzielić pomocy materialnej na odbudowę zniszczonych miast i wsi, nieść powinien pełne zrozumienie dla minimalnych żądań Polski w sprawie zachodniej granicy na linii Odra – Nysa. Ta granic nie stanowi dla Polski ani odszkodowania, ani wyrównania strat zadanych przez Niemcy, ale jest jedynie aktem historycznej sprawiedliwości. Niemiec bowiem przemocą i orężem, zgodnie ze swymi “Drang nach Osten” w ciągu stuleci te ziemie sobie przywłaszczył, a ich słowiańską ludność po większej części systematycznie wymordował. Ziemie, które wróciły do Polski, a które w przeszłości wchodziły w skład królestwa polskiego, zostały przez Niemców zdobyte nie inaczej, jak Alzacja i Lotaryngia w 1870/1871 roku, tzn. – mieczem. My Łużyccy Serbowie – oświadczam to w imieniu Łużyckoserbskiej Rady Narodowej i w imieniu całego mego narodu, nie mięliśmy, nie mamy i nigdy mieć nie będziemy żadnych roszczeń w stosunku do terytoriów przyznanych Polsce przez Konferencję w Poczdamie. Granicą łużycko – polską jest rzeka Nysa ! Jesteśmy radzi, że przynajmniej część historycznego obszaru Łużyc wróciła do Narodu słowiańskiego. Gdyby zaś Polska już przy ustalaniu swoich zachodnich granic otrzymała była całe Łużyce, nie istniałoby dziś zagadnienie łużyckie, gdyż byłaby spełniła się wola naszego narodu wyrażona w żądaniu “oderwać się odNiemiec”. W naszym drugim memorandum z dnia 7 stycznia 1946 roku rzuciliśmy projekt oddania się pod protektorat polski. Tymczasem zaś toczy się dziś dalej walka półmilionowego narodu o nasze święte prawa, o prawa określone na nowo w Karcie Atlantyckiej, w uchwałach Konferencji Krymskiej (rozdz. V) i w Karcie Organizacji Narodów Zjednoczonych (rozdz. II. Par. 37 a, b rozdz. XII § 77 – a które muszą być przyznane także temu najmniejszemu narodowi. Rozwiązanie kwestii łużyckiej jest niejako zadaniem wszystkich narodów słowiańskich, a wśród nich przede wszystkim tych, które są nam kulturalnie i geograficznie najbliższe. Naszą drugą na przeszło 150 km granicą z Polską otwiera drogę dla jak najlepszych stosunków kulturalnych, gospodarczych i politycznych. Jest naszym gorącym zamiarem i życzeniem te kontakty łużycko - polskie w ciągu długich wieków nigdy w całości niewygasłe, dzisiaj ożywić i przepoić duchem wielkiej przyjaźni. Ponieważ zaś nie jesteśmy jeszcze panami na swojej ziemi, lecz nadal walczymy wciąż o podstawowe prawa ludzkie, należne każdemu narodowi, o prawo do całkowitej wolności, – my, Serbowie Łużyccy, pogrążeni w falach niemieckiego morza, wyciągamy ręce ku stojącej u brzegu tego morza Polsce i wołam do Niej, a także do innych narodów słowiańskich: “Nie dajcie nam zginąć”. Zapewne dziś stoimy pod osłoną Czerwonej Armii Związku Radzieckiego, która od najcięższego zła nas uwolniła, która gwarantuje nam swobodę kulturalnego rozwoju. Jeśli jednak już teraz nie rozstrzygnie się nasza dalsza przyszłość, znowu staniemy przed pytaniem “Co dalej?”, co stanie się gdy Armia Czerwona opuści naszą ziemię?! Znowu będziemy wydani na łup niemieckiego odwetu, tak jak w roku 1919 po pierwszej wojnie światowej, kiedy Niemcy uwięzili “za zdradę stanu” łużyckich działaczy narodowych, występujących w naszej sprawie na konferencjach w Paryżu i Genewie. Nadeszła dziś ostatnia chwila, jaka mogła się zdarzyć w naszej historii. Dobrze wiemy, że Polska w każdej dziedzinie ciężko dotknięta minioną wojną, musi się trudzić nad swymi wewnętrznymi sprawami, że stoi Ona wobec heroicznych wprost zadań, że jej miasta i wsie leżą w granicach. Wiemy jednak, że jak najbiedniejszy jednak człowiek dla swego bliźniego, tak i biedny naród dla innego biedniejszego jeszcze narodu rękę najszerzej otwartą. Z wielkim wzruszeniem obserwuję akcję Polski na rzecz Łużyc. Miałem sposobność przyjrzeć się bliżej pracy wielu ośrodków prołużyckich w Polsce. Musze stwierdzić bezstronnie, że w akcji tej przoduje bez wątpienia Wielkopolska. Poznańska młodzież akademicka, wypełniająca z pełną odpowiedzialnością misję ambasadorów Łużyc w Polsce, stworzyła już w konspiracji Polski Ruch Obrony Łużyc “Prołuż” i dziś przy żywym współudziale ogółu młodzieży i coraz wydatniejszej pomocy społeczeństwa oraz poparciu czynników rządowych, prowadzi z rozmachem z Centrali w Poznaniu – zorganizowaną na skalę ogólnopolską działalność w obronie praw wolnościowych narodu łużyckiego. Wierzę, że ta wspaniała akcja “Prołużu” wpłynie decydująco na urzeczywistnienie naszych dążeń wartościowych ! Z życzeniem, aby z krwi bohatersko poległych żołnierzy, z ruin miast i wsi powstało nowe życie, wyrosła silna demokratyczna Polska, godna swojej wielkiej przeszłości, – wołamy raz jeszcze : “Nie zapomnij, Polsko, o Twym najmniejszym słowiańskim bracie, którego hasłem jest – Bratr k bratej, krew k krewi, zemja k zemi.” (Brat z bratem, krew z krwią, ziemia z ziemią!) Nie zapomnij! Paweł Cyż” I jeszcze jedno, może Pan nie wie skąd wzięła się ludność tzw. polska za linią Bugu?



Odpowiedz

Gość: Ł |

Panie mbbaran- oczywiście nie wiedzieli! Ale wiemy to my, dlatego możemy tak odpowiadać na pomysł pana vas : "A Turcy powinny osłabiać pozycję Austrii i dalej kroczyć na zachód, a my tylko zbierać to co do Słowiańszczyzny należało jeszcze w XI wieku." :)



Odpowiedz

Gość: mbbaran |

Kilkupiętrowa elukurbacja poprzednika(Ł) jest, jak rozumiem przedstawieniem jego własnych poglądów. I dobrze, lecz skąd obrońcy Wiednia, nasz Jan III czy też organizujący obronę przed Tatarami opat z Lilienfeld mieli wiedzieć iż: "w II połowie XVII wieku możliwości ekspansji tureckiej w Europie zanikały-". Przecież 1683 rok to sam szczyt osmańskiej (ponoć nie tureckiej) ekspansji, kolejnej zwycięskiej, wojny Porty, w dodatku wojny prowadzonej tymi samymi a często lepszymi środkami technicznymi niż mieliśmy my i nasi sojusznicy. Wiednia czy Kandii nie zdobywano masami piechoty.



Odpowiedz
Sebastian Adamkiewicz

Członek redakcji portalu „Histmag.org”, doktor nauk humanistycznych, asystent w dziale historycznym Muzeum Tradycji Niepodległościowych w Łodzi, współpracownik Dziecięcego Uniwersytetu Ciekawej Historii, współzałożyciel i członek zarządu Fundacji Nauk Humanistycznych. Zajmuje się badaniem dziejów staropolskiego parlamentaryzmu oraz kultury i życia elit politycznych w XVI wieku. Interesuje się również zagadnieniami związanymi z dydaktyką historii, miejscem „przeszłości” w życiu społecznym, kulturze i polityce oraz dziejami propagandy. Miłośnik literatury faktu, podróży i dobrego dominikańskiego kaznodziejstwa. Współpracuje - lub współpracował - z portalem onet.pl, czasdzieci.pl, novinka.pl, miesięcznikiem "Uważam Rze Historia".

Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.

UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji i filmów dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod nimi lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org