Opublikowano
2012-10-29 18:23
Licencja
Wolna licencja

Dariusz Kołodziejczyk: Wiedeń to starcie imperiów, a nie cywilizacji

(strona 1)

Film „Bitwa pod Wiedniem” na nowo rozbudził zainteresowanie konfliktami polsko-tureckimi i historią Imperium Osmańskiego. Na ile dzieło Renzo Martinellego pokazuje pełen obraz wojny z 1683 r.? O opinię zapytaliśmy prof. Dariusza Kołodziejczyka, badacza dziejów Turcji z Uniwersytetu Warszawskiego.


Strony:
1 2 3 4

Zobacz też: Bliski Wschód - miejsce starcia cywilizacji? [historia, artykuły, publicystyka]

Tomasz Leszkowicz: Panie Profesorze, czy „Bitwę pod Wiedniem” można uznać za późne dzieło nurtu literatury antytureckiej z XVI/XVII wieku?

Dariusz Kołodziejczyk (ur. 1962) – historyk, profesor Uniwersytetu Warszawskiego, Dyrektor Instytutu Historycznego UW. Doktorat 1990 r., habilitacja 2001 r., profesor nadzwyczajny od 2003 r. Wiceprezydent Comite International des Etudes Pre-ottomanes et Ottomanes, visiting professor University of Notre Dame (2004), Hokkaido University (2009) i College de France (2010). Autor m.in. Podole pod panowaniem tureckim. Ejalet Kamieniecki 1672-1699 (Warszawa 1994), Ottoman-Polish Diplomatic Relations (15th-18th century). An Annotated Edition of 'Ahdnames and Other Documents (Leiden 2000), Defter-i Mufassal-i Eyalet-i Kamanice: The Ottoman Survey Register of Podolia (ca. 1681) (Cambridge 2004), The Crimean Khanate and Poland-Lithuania. International Diplomacy on the European Periphery (15th-18th Century). A Study of Peace Treaties Followed by Annotated Documents (Leiden 2011). Dariusz Kołodziejczyk: Tak, chociaż ja widzę tam bardzo dużo elementów typowo włoskich i współczesnych. Najbardziej wredną w tym filmie postacią jest muzułmanin mieszkający we Włoszech, uratowany przez Marka d’Aviano (głównego bohatera filmu) z pogromu. Widz po obejrzeniu całości mógłby właściwie dojść do wniosku, że drania należało zabić. Widać tu bardzo silne uzewnętrznienie pewnych współczesnych problemów i kompleksów. W filmie wyczuwa się strach przed muzułmanami. Jeżdżę trochę do Włoch i wiem, że w niektórych miastach włoskich są już niekiedy całe dzielnice zamieszkałe przez Somalijczyków, Erytrejczyków czy Libijczyków. Ten strach jest czymś nowym – we Włoszech w XVII w. bano się Turków zupełnie inaczej.

Największym moim zarzutem wobec tego filmu jest to, że Stambuł w ogóle nie przypomina Stambułu, armia turecka wygląda jak hordy Czyngis-chana, a meczety i cały świat islamu są pokazane niczym z arabskich „Baśni z tysiąca i jednej nocy”. To nie imperium osmańskie, które tak dobrze znamy.

T.L.: Czy w takim razie w okresie nowożytnym można w ogóle mówić o wojnie cywilizacji chrześcijańskiej z muzułmańską, czy może była to wojna imperiów, konflikt czysto polityczny?

D.K.: Na to pytanie każde pokolenie będzie odpowiadało na nowo. Nie mogę powiedzieć, że Samuel Huntington był idiotą – był przecież profesorem Harvardu. Ale nie zgadzam się z jego wizją, ja widzę tu jednak konfrontację imperiów.

Islam odgrywał pewną rolę, bo nie można przecież mówić, że ówcześni ludzi nie byli związani z religią. Ale warto pamiętać, dlaczego Turcy pojawili się pod Wiedniem – na Węgry zaprosił ich Emeryk Thököly, przywódca powstańców węgierskich (protestantów, ale i katolików), walczący z Habsburgami. Ludwik XIV, którego imię jako arcywroga Habsburgów wielokrotnie pada w tym filmie, był bardzo zadowolony, że Turcy poszli na Wiedeń. Jeżeli traktowalibyśmy tamte wydarzenia w kategoriach walki cywilizacji, to raczej trudno zakwalifikować Francję i Węgry do świata islamu.

Ale oczywiście nie można tego zupełnie ignorować. Nie możemy odbierać tamtym ludziom ich wiary, traktować ich jako pragmatycznych i agnostycznych, nie przejmujących się w ogóle religią. Nawet Sobieski, który przez lata był zwolennikiem Francji, miał dobre stosunki z Turkami i Tatarami (mimo, że z nimi walczył) i nie był typem ślepego bojownika za wiarę, gdy modlił się o zwycięstwo do Matki Boskiej Częstochowskiej, robił to raczej szczerze i nie mam prawa mu tego odmówić.

T.L.: Czy w ekspansji tureckiej czynnik religijny odgrywał ważną rolę?

D.K.: To jest pytanie na wykład i wcale nie byłby on zamknięty. W latach 30. Paul Wittek, austriacki turkolog, który uciekając przed Hitlerem trafił do Londynu, gdzie założył katedrę osmanistyki w School of Oriental and African Studies, napisał krótką książeczkę pt. The rise of the Ottoman Empire. Twierdził, że Turkom udało się zbudować imperium, bo pod sztandary Osmana garnęli się entuzjaści religijni z całego świata islamu, a ich państwo miało dogodne położenie – mogli poszerzać terytorium walcząc z Bizancjum, podczas gdy inne księstewka tureckie w Azji Mniejszej w pewnym momencie trafiały na przeszkodę w postaci morza i – żeby rozszerzyć swoje terytorium – musiały uderzać na braci muzułmanów, a ci wspólnie przywracali agresorów do pionu.

Osmanowie mogli więc uderzać na Bizancjum i nie dość, że nie narażali się muzułmanom, to jeszcze młodzi i ambitni wojownicy z innych księstewek garnęli się pod ich skrzydła. Termin ghazi, oznaczający bojownika za wiarę, zrobił ogromną karierę – do dziś w wielu podręcznikach tak właśnie wyjaśnia się sukces państwa Osmanów, walczącego z Bizancjum.

Tezy Witteka zostały bardzo mocno zakwestionowane jakieś 10 lat temu przez Heatha Lowry’ego, profesora Uniwersytetu w Princeton. Pokazał on, że obraz Osmana – bojownika za wiarę pochodzi z kronik z końca XV wieku, kiedy państwo osmańskie było już ustabilizowanym państwem muzułmańskim, z medresami, warstwą ulemów i przede wszystkim kronikarzami. Pisali oni o Osmanie, żyjącym 200 lat wcześniej, właśnie jako o bojowniku za wiarę. Lowry zwrócił uwagę na kłopotliwy fakt, że jednym z towarzyszy broni Osmana był niejaki Ghazi Mihal. Jego imię świadczy o tym, że nie przyjął islamu i był Grekiem bizantyńskim. Jednocześnie zaś nosił przydomek ghazi, co sugeruje, że był to wojownik, zwycięzca, ale niekoniecznie bojownik za wiarę. Lowry przypomniał też to, o czym wiedzieć będzie nawet przeciętny polski czytelnik – określenie islamskiej wojny religijnej to nie ghaza, ale dżihad. Dlaczego więc nie używano określenia mudżahedin (dosł. „uczestniczący w dżihadzie”) tylko ghazi? Wydaje się, że główne pole semantyczne wokół średniowiecznego terminu ghaza dotyczyło raczej walki, której celem było zdobywanie łupów, niż walki za wiarę. W konkluzji książki Lowry’ego wydanej w 2003 r. znajduje się propozycja, by państwo Osmana nazwać nie „imperium ghazich” jak chciał Wittek, a raczej „konfederacją drapieżników” („predatory confederation”). Tym samym autor zmarginalizował czynnik religijny jako możliwą przyczynę sukcesu Osmanów.

Tekst ma więcej niż jedną stronę. Przejdź do pozostałych poniżej.

Polecamy e-book Marcina Sałańskiego „Wyprawy krzyżowe. Zderzenie dwóch światów”:

Autor: Marcin Sałański
Tytuł: „Wyprawy krzyżowe. Zderzenie dwóch światów”

Wydawca: PROMOHISTORIA [Histmag.org]

ISBN: 978-83-934630-5-3

Stron: 76

Formaty: PDF, EPUB, MOBI (bez DRM i innych zabezpieczeń)

5,9 zł

(e-book)

Strony:
1 2 3 4
Napisz komentarz
Regulamin komentarzy

Uwaga, wyświetliliśmy tylko ostatnio opublikowane komentarze. Zobacz wszystkie komentarze!

Gość: gucio |

Sprzymierzyc z Turcja przeciw komu i w jakim celu?



Odpowiedz

Gość: Studios |

Świetny wywiad z jednym z najlepszych polskich znawców tematu. Oby więcej takich!



Odpowiedz

Gość: Mim |

Nieprawdą jest, że Sobieski nie miał wyboru. Wybór zawsze jest. Proponuję pójść śladem Zychowicza i rozważyć możliwość sprzymierzenia się z Turcją. Jeśli mogła Francja, to czemuż nie Polska?



Odpowiedz

Gość: Tomaszewski Wojciech |

@ p. Karolina B. 1. Ja wielokrotnie byłem w krajach muzułmańskich. Można powiedzieć, że poznałem je nieźle, od Tunezji do Malezji. Wyjazdy poza jednym przypadkiem miały charakter biznesowy a nie turystyczny. Miałem mnóstwo okazji do wszelkiego rodzaju rozmów na tematy nie tylko biznesowe, ale polityczne, kulturowe i historyczne. Większość moich rozmówców to ludzie wykształceni i otwarci. Szczególnie pozytywne wrażenie zrobili na mnie Irańczycy. Wywodzący się z dawnej przedrewolucyjnej klasy biznesu i inteligencji reprezentowali najwyższy poziom kultury osobistej, rzadko spotykany nawet w biznesie europejskim. Być może Pani opinia o mnie "wąskie spojrzenie na świat i odmienność" wiąże się z tym, że przez cały czas dyskutujemy o jednej cywilizacji: muzułmańskiej, do której mam najwięcej uwag. Ja nie widzę zagrożenia ze strony cywilizacji: konfucjańskiej, buddyjskiej, żydowskiej czy hinduskiej. Przedstawicieli wielu z nich poznałem osobiście. Faktem jest, że cywilizacje tak jak firmy konkurują pomiędzy sobą i jak firmy każda chce mieć większy udział w rynku, w przypadku cywilizacji, większy udział w świecie. Problemem jest sposób. Czy słyszała Pani o buddystach czy konfucjanistach, którzy porywają samoloty, wysadzają metro zabijają krytyków (van Gogh). Problem w tym, że niemały procent muzułmanów popiera albo solidaryzuje się z terrorystami. Jeszcze większy procent nie wykazuje tolerancji dla innych. W Kolonii budują meczet, który ma być wyższy od słynnej katedry kolońskiej. Jakie odczucia mielibyśmy my, gdyby w Warszawie na Placu Defilad, muzułmanie zaczęli budować meczet wyższy od Pałacu Kultury ?. Ale tamtejszej społeczności islamskiej to nie przeszkadza, zupełnie jest im obojętne co myślą niemieccy gospodarze. Większość muzułmanów nie jest taka, jak napisałem powyżej, to normalni ludzie. Problem w tym, że ta większość jest zdominowana przez mniejszość nastawioną na konfrontacje. Co do kebabów to nie narzucam swojego punktu widzenia. Mogę tylko dodać, że kebaby, które jadłem na Bliskim Wschodzie, różnią się od naszych. Nasi muzułmańscy producenci też idą na kompromis, ale nie w kwestii mięsa wieprzowego. Dyskusyjne jest czy wieprzowiny nikt by nie chciał. Kiedy była klienci kupowali. Mogę jeszcze dodać, że pizzernie też odniosły sukces, a idą na kompromis. Myślę, że uzyskanie oryginalnych składników do kebabów i pizz to chyba ten sam problem. Ostatnia sprawa. Jeśli ktoś, żyje z jakiegoś "tematu" to siła rzecz winnien w swoich wypowiedziach używać języka dyplomatycznego, a każdym razie nie zrażać swoimi krytycznymi tych lub tego z czego się żyje. Zazwyczaj wtedy w takich sytuacjach używa się sformułowań poprawnych a unika ostrych. Ponieważ ja, nie żyję z historii w związku z czym nie muszę stosować się do poprawności politycznej czy historycznej. Być może przez to moje teksty wydają się być "niepoprawne". Ponownie pozdrawiam



Odpowiedz

Gość: Karolina B. |

@ Tomaszewski Wojciech Idą na kompromis albo dlatego, że chcą zarobić na także na osobach, które kuchni zupełnie odmiennej od europejskiej do ust nie wezmą, albo dlatego, że z pewnością łatwiej i taniej jest dostać w Polsce polskie składniki niż oryginalne chińskie czy włoskie. Motywacja jest więc w sumie jedna - ekonomiczna: dążenie do dopasowania się do rynku. A kebaby? Kebaby odniosły tak duży sukces, że takie kompromisy nie są już im po prostu potrzebne. Podejrzewam, że i tak tej wieprzowiny nikt nie chciał - albo wybierano kurczaka (bo zdrowszy i mniej tuczy), albo baraninę (bo brzmi trochę ryzykownie, ale jednak kusząco i orientalnie). To oczywiście tylko moje domysły, ale jednak nie widzę powodu, dla którego miałyby mniej odpowiadać prawdzie, niż Pańskie. Dlaczego widzi Pan w innych cywilizacjach tylko zagrożenie? To smutne, zwłaszcza że bardzo swobodnie porusza się Pan w historii, dziwi mnie więc tak wąskie spojrzenie na świat i odmienność.



Odpowiedz
Tomasz Leszkowicz

Redaktor działu naukowego, członek redakcji merytorycznej portalu od października 2006 roku, redaktor naczelny Histmag.org od grudnia 2014 roku do lipca 2017 roku. Doktorant w Instytucie Historii im. Tadeusza Manteuffla Polskiej Akademii Nauk. Absolwent Instytutu Historycznego i Instytutu Dziennikarstwa Uniwersytetu Warszawskiego. Były członek Zarządu Studenckiego Koła Naukowego Historyków UW. Specjalizuje się w historii dwudziestego wieku (ze szczególnym uwzględnieniem PRL), interesuje się także społeczno-polityczną historią wojska. Z uwagą śledzi zagadnienia związane z pamięcią i tzw. polityką historyczną (dawniej i dziś). Publikował m.in. w „Mówią Wieki”, „Uważam Rze Historia”, „Pamięci.pl”, „Polityce” oraz „Dziejach Najnowszych”. Oprócz historii pasjonuje go rock i poezja śpiewana, jest miłośnikiem kabaretów, książek Ryszarda Kapuścińskiego i Hansa Helmuta Kirsta oraz gier z serii Europa Universalis.

Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.

UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji i filmów dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod nimi lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org