Błażej Brzostek – „Życie codzienne kobiet w PRL” – recenzja i ocena
Błażej Brzostek – „Życie codzienne kobiet w PRL” – recenzja i ocena
Oś konstrukcyjna jest pomysłowa: trzy części – „Cykle”, „Linie” i „Pory” – układają materiał w rytm biologii, historii i doby, pokazując, jak państwo, gospodarka i dom „ustawiają zegary” życia oraz jak kobiety negocjują narzucone ramy czasu i pracy. Układ ten autor sygnalizuje już we wstępie i konsekwentnie realizuje w całej książce – od teoretycznych wywodów po szczegółowe sceny z życia codziennego. Konsekwencja, jakiej nie powstydziliby się najwybitniejsi pisarze i badacze.
Wprowadzenie otwiera mikrohistoria „rozmów przy obieraniu ziemniaków” w kartoflarni więzienia w Śremie – zderzenie języka władzy, plotki i rozpaczy. Na tym tle Brzostek pokazuje, że dyscyplinowanie czasu (regulaminy, syreny, dyrektywy) przenika nie tylko więzienie czy obóz pracy, lecz i zwykły dzień: szkołę, zakład, kuchnię.
W pierwszej części („Cykle”) autor zestawia „polskie miesiące” buntu i załamań z rytmami gospodarki (okres grzewczy, kolejki) oraz z cyklami natury i cielesności, sięgając po koncepcję rytmów dobowych Jürgena Aschoffa i pojęcie „dawców czasu”. Od razu wybrzmiewa kluczowa teza: społecznie wytwarzany czas kobiet jest inny niż czas mężczyzn.
Druga część („Linie”) prowadzi narrację linearną tworzywem są tu wybrane lata począwszy od 1945 po 1981. To tutaj dochodzi do głosu ciężar wojny i powojnia: kultura gwałtu, wdowieństwo, przewaga liczebna kobiet, migracje, wreszcie stalinizm z jego militarną metaforyką zrywu („równaj krok!”) i próbą „zatrzymania cyklu” politycznego poprzez fasadowe rytuały wyborcze. Na plan dalszy wysuwa się codzienne „zarządzanie niedoborem”, ale i ambiwalentny awans: szybka feminizacja wielu zawodów (zwłaszcza nauczycielek, fryzjerek, sprzedawczyń) przy równoczesnej petryfikacji „podwójnej zmiany” w domu – co wymuszało na kobietach dodatkową pracę w domu. Autor przypomina też, jak w kolejnych latach zmieniały się wzory małżeństwa, seksualności i macierzyństwa, a także jak różnicował je wiek i wykształcenie.
Trzecia część („Pory”) wraca do dobowego rytmu – od „bardzo rano” po noc. To katalog czynności i miejsc: mycie w zatłoczonej łazience, dojazdy, praca biurowa i fizyczna, zakupy „na wystanie”, gotowanie „garnka codziennego”, pranie, szycie, opieka nad dziećmi; a dopiero potem „szkło i mrok” wieczoru, bufet, randka, przemoc. Brzostek świetnie wykorzystuje źródła: pamiętniki konkursowe, literaturę socjologiczną, fotografie Zofii Rydet, filmy dokumentalne, a także akta Komisji Specjalnej do Walki z Nadużyciami i Szkodnictwem Gospodarczym. Pasjonujące są wykorzystywane przez niego tropy interpretacyjne – od Zanussiego („Bilans kwartalny”) po „Robotnice” Ireny Kamieńskiej – aby uchwycić sprzeczności między rytuałem codzienności a pragnieniem wolności.
Wyraźna jest tu także agenda metodologiczna. Autor nie chce „wydobywać sekretu”, jak w znanym ujęciu Shany Penn. Przeciwnie, pragnie pisać o tym, co powszednie, widzialne, wspólne, choć nierówno rozłożone między płcie. Historia kobiet zostaje wpisana w historię społeczną: bez fetyszyzowania „oddzielnej sfery”, za to z konsekwentnym śledzeniem, jak płeć porządkuje dostęp do czasu, pracy, ciała i instytucji. Brzostek uczciwie omawia ograniczenia źródeł i pokazuje, dlaczego – pomimo niekończących się dyskusji o wiarygodności – pamiętniki konkursowe i dzienniki są dziś nie do zastąpienia w badaniu życia codziennego „z dołu”.
Na uznanie zasługuje skrupulatność autora. Obok klasyków socjologii pracy, sięga po mało znane studia zawodów sfeminizowanych i bada codzienność instytucji (szkoła, handel), a w warstwie archiwalnej opiera się na aktach Komisji Specjalnej w AAN oraz bogatych materiałach Radia Wolna Europa; dzięki temu widzimy zarówno język urzędowej normalizacji, jak i spontaniczne opowieści „z dołu”. Brzmią tu również echa sporów o rozrodczość i prawo – np. historia aborcji po 1956 roku – ale zawsze w perspektywie życia codziennego.
Trzy zalety trzeba zatem szczególnie podkreślić. Po pierwsze, świetnie pomyślaną strukturę, która pozwala zobaczyć tę samą rzeczywistość w trzech ujęciach – cyklicznym, linearnym i dobowym – bez jałowych powtórzeń, za to z drażniącym efektem paralaksy. Po drugie, znakomite wyczucie skali: autor potrafi zatrzymać kadr na „obierce z ziemniaka” i zaraz potem pokazać mapę zmian. Po trzecie, klarowny styl. Książka zyskuje też dzięki gęstemu, wielogatunkowemu aparatowi źródłowemu, który rozpycha historię kobiet poza mury akademii ku reportażowi, filmowi, fotografii. Jeśli czegokolwiek brakuje, to może jeszcze śmielszego porównania z innymi krajami bloku oraz głębszej eksploracji różnic regionalnych (np. między metropolią a Polską powiatową).
„Życie codzienne kobiet w PRL” porządkuje spór o pamięć PRL: nie romantyzuje, nie demonizuje – cierpliwie czuwa przy codziennych rytuałach, by wydobyć z nich mechanizmy nierówności, a zarazem sprawczość w drobiazgach. Dla badaczy to kopalnia źródeł i pytań. Dla czytelnika – wyważona lekcja widzenia społecznego. Po lekturze trudno patrzeć na PRL inaczej niż przez pryzmat rytmów, linii i pór – pamiętając, że właśnie kobiecy czas był tu najbardziej dociążony.
