Byleby tylko esesmanom się podobało

opublikowano: 2026-01-14, 14:39
wszelkie prawa zastrzeżone
To od komendanta niemieckiego obozu zależała decyzja o utworzeniu orkiestry. I czy grali w niej zawodowi muzycy, czy amatorzy. Sam fakt przynależności do zespołu bywał dla wybranych jedyną szansą na przetrwanie.
reklama

Ten tekst jest fragmentem książki Anne Sebby „Trzeba było grać. Pierwszy reportaż o dziewczęcej orkiestrze z Auschwitz”.

Męska orkiestra grająca na wymarsz więźniów do pracy przy bramie głównej Auschwitz I, 1941 rok (fot. Znak Literanova; prawa zastrzeżone)

Dla Mandl orkiestra obozowa była sposobem na podniesienie własnego statusu – miała przydać nadzorczyni poloru, a zarazem wzbudzić szacunek mężczyzn sprawujących władzę w Auschwitz. By zrealizować ten cel, nie cofała się przed niczym, skłonna była nawet nawiązać współpracę z żydowską więźniarką. Zippi miała proste wyjaśnienie, dlaczego Niemcy to tolerowali: „Bo kiedy kobiety wykonywały prace w obozie, mężczyźni mogli iść na wojnę”, skwitowała w wywiadzie z 1983 roku.

Mandl była wyznawczynią nazistowskiej ideologii wykorzystującej muzykę do zjednywania sobie mas, jako akompaniament parad i partyjnych wieców. Od założenia pierwszych obozów koncentracyjnych w 1933 roku strażnicy regularnie zmuszali więźniów do śpiewania podczas marszów, a nawet tak zwanego sportu – karnych ćwiczeń – popularnych wśród SS piosenek. Była to kolejna metoda pognębienia osadzonych. Kto śpiewał zbyt głośno lub cicho, był bity. W niektórych obozach ze specjalnie zamontowanych szczekaczek puszczano radiową propagandę bądź nagrania z płyt gramofonowych, w innych zaś – głośne marsze, żeby w czasie egzekucji zagłuszyć krzyki straceńców. W KL Buchenwald, funkcjonującym od 1937 roku, z megafonów całymi nocami dobiegała głośna muzyka koncertowa z niemieckiego radia, mająca uniemożliwić więźniom zaśnięcie.

Decyzję o utworzeniu zespołów muzycznych w obozie musiał ostatecznie podjąć jego komendant. To od niego zależało, czy wcielano do nich jedynie zawodowych muzyków, czy również amatorów. I czy wolno było grać Żydom.

Pierwsze orkiestry obozowe założono w KL Dürrgoy, KL Oranienburg oraz KL Sonnenburg po dojściu Hitlera do władzy w 1933 roku. Nowsze lagry, utworzone po 1936 roku, od początku miały swoje orkiestry, podobnie jak większe podobozy i obozy zagłady. W Auschwitz I istniało kilka zespołów, w tym studwudziestoosobowa orkiestra dęta i osiemdziesięcioosobowa orkiestra symfoniczna, obydwie złożone mniej więcej w połowie z zawodowych muzyków. Na koniec 1942 roku te i tak już wysokie standardy muzyczne, wytyczone przez ten duży, całkowicie nieżydowski zespół, zostały podniesione, gdy do Auschwitz zesłano członków orkiestry radiowej.

reklama

W szeregach tej orkiestry dochodziło do ciągłych tarć i konfliktów. Przewodził jej polski więzień polityczny Franciszek Nierychło, nazywany z niemiecka Franzem. W latach 30. pracował na krakowskiej poczcie i dyrygował tamtejszą orkiestrą pocztową. Aresztowano go w 1940 roku, a wypuszczono – w maju 1944 roku. Nierychło nie cieszył się dobrą opinią, jak zauważa badacz Holokaustu Jacek Lachendro w artykule poświęconym orkiestrom w Auschwitz: „większość byłych więźniów, zwłaszcza zatrudnionych w kuchni, oceniała go negatywnie. Eksponowali przede wszystkim jego brutalne zachowanie wobec współwięźniów (bicie, obrzucanie obelgami), a także służalczość wobec esesmanów”. Niektórzy orkiestranci rozumieli jednak, że zawdzięczają życie muzycznym występom pod batutą kapelmistrza Nierychły. Powstrzymywali się zatem od krytykowania go, a jego bestialstwo tłumaczyli „niemożnością postępowania w inny sposób w obecności esesmanów”.

Muzyków nie zwolniono od pracy. Poza obowiązkami wykonywanymi w przydzielonym im komandzie musieli także grać marsze dla więźniów prowadzonych poza obóz i wracających po kilkunastogodzinnych szychtach, podczas gdy ci obrzucani byli przez wartowników szyderstwami i złowieszczymi okrzykami: „Zu Fünfe!” (piątkami). Na żądanie esesmanów orkiestra zapewniała im także rozrywkę. Te „koncerty na życzenie” odbywały się przeważnie w niedziele. Oficerowie SS, wygodnie rozłożeni na krzesłach, wsłuchiwali się w grane przez orkiestrę utwory – kompozycje kameralne i popularne z filmów lub operetek bądź hymny obozowe – i bili brawo, jeśli któreś wykonanie wyjątkowo im się podobało. W pewnym oddaleniu stali za nimi więźniowie.

Więzień Wojciech Kawecki tak wspomina jeden z tych koncertów: „Płyną dźwięki z opery Verdiego, marsze Wagnera, melodie Offenbacha i serenada Schuberta. Orkiestra gra je cudownie”. W warunkach obozowych powstawały też utwory oryginalne, takie jak Arbeitslager Marsch (Marsz Obozu Pracy) skomponowany przez Mieczysława Krzyńskiego i Henryka Króla.

Zainteresował Cię ten fragment? Koniecznie zamów książkę Anne Sebby „Trzeba było grać. Pierwszy reportaż o dziewczęcej orkiestrze z Auschwitz” bezpośrednio pod tym linkiem!

Anne Sebba
Trzeba było grać. Pierwszy reportaż o dziewczęcej orkiestrze z Auschwitz
cena:
59,99 zł
Podajemy sugerowaną cenę detaliczną z dnia dodania produktu do naszej bazy. Użyj przycisku, aby przejść do sklepu — tam poznasz aktualną cenę produktu. Szczęśliwie zwykle jest niższa.
Wydawca:
Znak Literanova
Tłumaczenie:
Dawid Czech
Rok wydania:
2026
Okładka:
twarda
Liczba stron:
416
Premiera:
14.01.2026
Format:
140x205 mm
EAN:
9788383678009
reklama
Orkiestra więźniów Mauthausen

Popularność tych wartkich marszowych melodii najdobitniej świadczy o tym, że muzyka w rękach nazistów stała się narzędziem tortur. Jednych zmuszano do grania, drugich – do słuchania, a wszystko to na tle niewyobrażalnego ludzkiego cierpienia. Robotników, głodnych i wycieńczonych, często kopano, gdy zostawali w tyle. Wracający z robót więźniowie musieli taszczyć zwłoki swoich towarzyszy, którzy tego dnia zmarli przy pracy lub zostali zamordowani przez „esmanów” – strażników w gwarze obozowej – a tak objuczeni nie mogli utrzymać kroku. „Nienawidziliśmy tych muzyków”, przyznał po latach pewien były więzień. „Drewniaki z nóg nam spadały, był dwudziestostopniowy mróz […] orkiestra potęgowała atmosferę śmierci”.

„Nagle do moich uszu dotarła muzyka – grano Violettę […]”, wspominała więźniarka Janina Janiszewska. Z żeńskiego obozu mogła obserwować wracające komanda zewnętrzne:

Gdy doszłam do okna, zobaczyłam widok, który spowodował skurcz serca. Ulicą obozową szedł, a raczej snuł się, pochód żywych trupów. Wokół tej kolumny gonili też więźniowie z grubymi kijami i okładali innych za zbyt powolny marsz. Co jakiś kawałek towarzysze nieśli na prowizorycznych noszach zrobionych z kiji [sic!] swoich towarzyszy już nieżywych. Widok był straszny. Wykrzywiona twarz trupa, oczy otwarte wyrażały cierpienia, które poprzedziły zgon. [...] Podczas całego pochodu muzyka wciąż grała do marszu.

Pomimo pogardy, jaką wśród więźniów wzbudzały obozowe zespoły, nie brakowało muzyków ani samozwańczych muzykantów gotowych dołączyć do obsady – chętnych zawsze było więcej niż miejsc. Korzyści płynące z męskiej orkiestry skłoniły hitlerowców do założenia kolejnej w Birkenau w sierpniu 1942 roku, kilka miesięcy po utworzeniu obozu. W jej skład początkowo wchodziło szesnastu polskich muzyków przeniesionych z Auschwitz I. Założono ją na prośbę SS Obersturmführera Johanna Schwarzhubera, z zawodu drukarza i doświadczonego członka lagrowej załogi, do którego obowiązków należało przeprowadzanie masowych selekcji. Z jego rozkazu tysiące osób trafiły do komór gazowych. Orkiestra w Birkenau, podobnie jak ta z obozu macierzystego, miała wygrywać marsze dla wychodzących i wracających więźniów oraz dostarczać esesmanom rozrywki.

reklama

Pierwszymi dyrygentami męskiej orkiestry z Birkenau byli Polacy Jan Zaborski i Franz Kopka. Po śmierci pierwszego z nich w listopadzie 1942 roku doszło do roszad w kierownictwie zespołu i ostatecznie ster objął Szymon Laks, polski Żyd i absolwent warszawskiego konserwatorium. W 1941 roku deportowano go z Francji, gdzie wówczas studiował. Zanim stanął na czele orkiestry, grał na skrzypcach, kopiował nuty i przygotowywał repertuar, często odtwarzając utwory z pamięci. Jako dyrygent nie miał złudzeń co do sensu istnienia obozowej orkiestry, która u więźniów wzmagała cierpienie, a muzyków stawiała przed karkołomnym zadaniem tworzenia prawdziwej muzyki w warunkach obozowych. Gdy u schyłku 1942 roku przejął obowiązki kapelmistrza, choć nominalnie funkcję tę nadal pełnił Kopka, przerażało go „okropne fałszowanie niektórych instrumentów dętych, którym smyczki nie potrafią pomóc, ale całe szczęście, że zagłusza je potężne walenie w duży bęben i jednocześnie zderzanie mosiężnych talerzy”.

Laks uważał, że „muzyka była zwyczajnie jednym ze składników życia obozowego i że oszołamiała nowo przybyłego, podobnie jak go oszołamiało wszystko, z czym się w obozie stykał w pierwszych dniach i do czego z biegiem czasu stopniowo »się przyzwyczajał« – aż do chwili kompletnej aklimatyzacji i znieczulenia. Muzyka podtrzymywała „na duchu” (a raczej na ciele) jedynie… muzyków, którzy nie musieli chodzić do ciężkiej roboty i mogli się lepiej odżywiać”.

W pierwszych miesiącach istnienia orkiestry jej członkowie nie mieli kiedy ćwiczyć, ponieważ wysyłano ich na ciężkie roboty w innych komandach. Grali poranny marsz, wychodzili do pracy, wracali nieco wcześniej i grali znowu. Laksowi udało się jednak wywalczyć dla członków orkiestry pewne przywileje, w tym czas na próby, pomniejszając tym samym wymiar wykonywanej przez nich pracy fizycznej. Z kolei nieustanny napływ transportów z europejskimi Żydami istotnie podniósł standardy męskiej orkiestry z Birkenau. Laks wzbogacił swój szybko powiększający się zespół o muzyków wysokiej próby, w tym specjalizujących się w jazzie – gatunku potępianym przez ideologię nazistowską jako „zdegenerowany”, a mimo to znajdującym uznanie wielu hitlerowców.

Zainteresował Cię ten fragment? Koniecznie zamów książkę Anne Sebby „Trzeba było grać. Pierwszy reportaż o dziewczęcej orkiestrze z Auschwitz” bezpośrednio pod tym linkiem!

Anne Sebba
Trzeba było grać. Pierwszy reportaż o dziewczęcej orkiestrze z Auschwitz
cena:
59,99 zł
Podajemy sugerowaną cenę detaliczną z dnia dodania produktu do naszej bazy. Użyj przycisku, aby przejść do sklepu — tam poznasz aktualną cenę produktu. Szczęśliwie zwykle jest niższa.
Wydawca:
Znak Literanova
Tłumaczenie:
Dawid Czech
Rok wydania:
2026
Okładka:
twarda
Liczba stron:
416
Premiera:
14.01.2026
Format:
140x205 mm
EAN:
9788383678009
reklama
Orkiestra obozowa w Buchenwaldzie (fot. United States Holocaust Memorial Museum)

Tworzenie się orkiestry z prawdziwego zdarzenia nabrało impetu po skonfiskowaniu przez władze obozowe wspaniale wykonanych instrumentów muzycznych, odebranych niczego niepodejrzewającym Żydom, którzy sądzili, że są jedynie przesiedlani. Nierzadko były to bezcenne pamiątki przekazywane z ojca na syna. Laks pisał o „olśniewającym widoku”, jaki ujrzał w bloku orkiestry. Porozwieszano tam

najprzeróżniejsze instrumenty dęte, blaszane i drewniane, wszystko wypucowane na glanc. Rozróżniam kolejno wielgachną tubę-helikon, puzon, kilka trąbek, blaszane tenory, alty, jak również saksofony, klarnety i dwa flety, duży i piccolo. W jednym z kątów stoi oparty o ścianę imponujący kontrabas z wciśniętym pod strunami smykiem, w drugim wielki bęben z talerzami i werbel ze wszystkimi przyborami perkusyjnymi. Na specjalnie dostosowanej do tego celu szerokiej, solidnej półce ustawionych jest kilka harmonii (akordeonów) i skrzypiec w futerałach. Jeden z nich, nieco większy od reszty, na pewno zawiera altówkę. Stwierdzam brak wiolonczeli.

Laks opisuje także drugą, nieco węższą półkę z zestawami nut oraz stosem czystych kartek. W obozie stale brakowało jednak kompozycji marszowych oraz papieru w pięciolinię. Orkiestra musiała radzić sobie z ograniczonym materiałem.

Sprawne funkcjonowanie tej mniejszej „lagerkapeli” kierowanej przez Laksa mogło skłonić Marię Mandl do założenia orkiestry żeńskiej. Muzycy w Birkenau grali na tak zwanym odcinku BIb, więc Mandl zaproponowała zakwaterowanie nowo powołanych orkiestrantek w odrębnej, ale pobliskiej sekcji BIa, gdzie również miały wygrywać marsze dla więźniarek.

reklama

„Miałam zorganizować orkiestrę pod kierownictwem Mandl”, stwierdziła Zippi w powojennym wywiadzie, i dodała: „Zauważyła, że jestem artystką i muzyczką”. Uwagi Zippi ujawniają, jak bardzo wkupiła się w łaski aufzejerki, wiedziona niezawodnym instynktem przetrwania. Aby przeżyć w obozie zagłady, musiała, wykorzystując całe swoje doświadczenie życiowe i rozległe umiejętności, stać się niezastąpiona dla Mandl – obozowej pani życia i śmierci. „Nawet ona nie rozumiała całego systemu”, przyznała Zippi. „Interesowały ją tylko rezultaty. Jeśli kazała mi przygotować osiemnaście czy dwadzieścia diagramów [ruchu więźniarek po obozie] dla Berlina, nie obchodziło ją, kiedy i jak to zrobię, byle było to zrobione”.

Pewnego dnia Zippi dostała tak gwałtownych skurczów żołądka, że musiała położyć się na swojej pryczy, co w godzinach pracy stanowiło poważne naruszenie obozowej reguły. Mandl znalazła ją w tym stanie, lecz zamiast brutalnie ukarać, jak to miała w zwyczaju – delikatnie musnęła dłonią po czole w matczynym geście i pozwoliła dalej wypoczywać. „Wiedziała, że dobrze wykonuję swoje obowiązki, że pracuję po nocach. Dlatego dała mi tego dnia wolne”, wyjaśniła Zippi. „Niektóre komanda były chronione […]. Nie dociekałam, skąd to wiem. Po prostu to wiedziałam”.

Gdy tylko Mandl oznajmiła swój zamiar utworzenia żeńskiej orkiestry, Zippi pojęła, że podawanie się za „muzyczkę”, nawet jeśli znała tylko podstawowe akordy na mandolinie, pozwoli jej jeszcze bardziej uzależnić nadzorczynię od siebie. Tak zacieśniała się wzajemna pętla manipulacji.

Stworzenie żeńskiej orkiestry poprzedzały jednak pewne nieuniknione komplikacje, szczególnie że ostateczna decyzja w tej sprawie nie należała do Mandl. Aufzejerka musiała najpierw uzyskać zgodę oficera SS stojącego wyżej w lagrowej hierarchii. Szczęśliwie dla Mandl Schutzhaftlagerführer Paul Müller, podległy bezpośrednio samemu komendantowi, dostrzegł pewne zalety posiadania orkiestry w żeńskim obozie: ułatwiała ona zliczanie więźniarek maszerujących do pracy i narzucenie im pozornie wojskowej dyscypliny. Müller zgodził się pomóc Mandl w dopełnieniu formalności niezbędnych, aby projekt trafił na biurko komendanta Hössa.

Zainteresował Cię ten fragment? Koniecznie zamów książkę Anne Sebby „Trzeba było grać. Pierwszy reportaż o dziewczęcej orkiestrze z Auschwitz” bezpośrednio pod tym linkiem!

Anne Sebba
Trzeba było grać. Pierwszy reportaż o dziewczęcej orkiestrze z Auschwitz
cena:
59,99 zł
Podajemy sugerowaną cenę detaliczną z dnia dodania produktu do naszej bazy. Użyj przycisku, aby przejść do sklepu — tam poznasz aktualną cenę produktu. Szczęśliwie zwykle jest niższa.
Wydawca:
Znak Literanova
Tłumaczenie:
Dawid Czech
Rok wydania:
2026
Okładka:
twarda
Liczba stron:
416
Premiera:
14.01.2026
Format:
140x205 mm
EAN:
9788383678009
reklama
Komentarze
o autorze
Anne Sebba
(Ur. 1951) - brytyjska autorka biografii i książek non-fiction.

Zamów newsletter

Zapisz się, aby otrzymywać przegląd najciekawszych tekstów prosto do skrzynki mailowej. Tylko wartościowe treści, zawsze za darmo.

Zamawiając newsletter, wyrażasz zgodę na użycie adresu e-mail w celu świadczenia usługi. Usługę możesz w każdej chwili anulować, instrukcję znajdziesz w newsletterze.
© 2001-2026 Promohistoria. Wszelkie prawa zastrzeżone