Autor: Piotr Abryszeński
Tagi: Artykuły, Historia wojskowości, Film i telewizja, II wojna światowa, Ameryka Północna, Europa
Opublikowany: 2021-09-09 05:03
Licencja: wolna licencja

Czy „Kompania braci” jest najlepszym serialem wojennym?

Produkcja „Kompanii braci” trwała trzy lata i kosztowała 120 mln dolarów. Ten dziesięcioodcinkowy serial swoją premierę miał 9 września 2001 roku.

Od chwili tej aż do końca świata, w pamięci ludzkiej będziemy żyć: my, wybrańców garść, kompania braci. Kto dziś wespół ze mną krew przeleje, ten mi bratem. [William Szekspir, Henryk V]

„Kompania braci” to miniserial wyprodukowany dla stacji HBO przez Stevena Spielberga i Toma Hanksa na podstawie książki Stephena Ambrose’a pod tym samym tytułem. Opowiada o losach słynnej spadochronowej Kompanii E wchodzącej w skład 101 Dywizji Powietrznodesantowej. Akcja rozpoczyna się w obozie szkoleniowym Toccoa w Georgii, a kończy kapitulacją Niemiec i Japonii. Ta zrealizowana z olbrzymim rozmachem produkcja okazała się jedną z najczęściej kupowanych na nośnikach DVD, przynosząc w ciągu dziesięciu lat zyski przekraczające 250 mln dolarów.

Plansza tytułowa z serialu „Kompania braci” (prawa zastrzeżone)
Plansza tytułowa z serialu „Kompania braci” (prawa zastrzeżone)

Jak zrealizowano „Kompanię braci”?

Produkcję cechuje przede wszystkim realizm w prezentowaniu sylwetek żołnierzy na polu bitwy. Aktorzy istotnie potrafili pokazać szczególny rodzaj braterskiej więzi między kolegami, którzy ramię w ramię przez długie miesiące walczyli w nieraz skrajnie trudnych warunkach. W celu odpowiedniego przygotowania obsady zorganizowano specjalny, dziesięciodniowy obóz treningowy. Osiemnastogodzinny dzień był wypełniony wyczerpującym szkoleniem taktycznym, spadochronowym, musztrą i nauką posługiwania się bronią. Uczestnicy nocowali w koszarach – zgodnie z relacjami aktorów nauczyli się pomagać sobie nawzajem, oddając kurtkę czy skarpety zziębniętym kolegom. Ważne było również scementowanie relacji między aktorami, którzy zdołali nawiązać ze sobą szczególny rodzaj więzi, dzięki czemu na ekranie wyglądają jak prawdziwy i zgrany zespół. Była to dla nich ważna lekcja, która uzmysłowiła ogromne poświęcenie żołnierzy walczących na frontach II wojny światowej. Warto dodać, że szkolenie prowadził weteran z Wietnamu, kapitan piechoty morskiej Dale Dye, który w serialu wcielił się w rolę pułkownika Roberta Sinka.

Pominę błędy realizatorskie w stylu ostrzelanej ściany, która w kolejnym ujęciu pozostaje nienaruszona. Nie chcę też skupiać się na błędach w odtworzeniu uzbrojenia i umundurowania. Specjaliści te uchybienia drobiazgowo wyliczali w różnych miejscach, ja natomiast nie czuję się kompetentny, by je weryfikować. W produkcji realizowanej z takim rozmachem część podobnych błędów jest po prostu nie do uniknięcia. Ograniczę się do stwierdzenia, że specjaliści od umundurowania, charakteryzacji i uzbrojenia wywiązali się ze swojego zadania znakomicie. Dość powiedzieć, że za ubiory odpowiadała Anna Biedrzycka-Sheppard, wybitna polska kostiumolog, która pracowała przy wielu hollywoodzkich filmach (m.in. „Liście Schindlera”, „Pianiście”, „Bękartach wojny” czy „Furii”).

Na planie wykorzystano cztery autentyczne samoloty transportowe Dakota C-47 („pomnożone” w postprodukcji) oraz 700 karabinów i pistoletów pamiętających II wojnę światową, a także setki gumowych replik broni. Niektóre rekwizyty były już wykorzystywane na planie „Szeregowca Ryana”. Według producentów w czasie intensywnego dnia zdjęciowego zużywano nawet 14 tys. sztuk amunicji! Ciekawostką jest, że sceny walk w mroźnym Bastogne były kręcone w hangarze lotniczym wypełnionym ponad 200 sztucznymi drzewami, a miejsce kręcenia zostało pokryte specjalnie opracowanym sztucznym śniegiem. Samo jego rozpylenie zajęło ekipie cztery tygodnie. Filmowcy zastosowali filtry, dzięki którym widz odnosi wrażenie, że akcja rzeczywiście rozgrywa się w środku zimy.

Na szeroką skalę w „Kompanii braci” zastosowano CGI, co w 2001 roku wcale nie było tak często spotykane. Większość efektów komputerowych wkomponowano na tyle sprawnie, że nie widać ich na ekranie. Twórcy wykorzystali też nowatorski wówczas sposób prezentowania wojny – widzowie dostrzegą pewne podobieństwa realizacyjne do „Szeregowca Ryana” ze znakomitymi zdjęciami Janusza Kamińskiego.

Sporą dyskusję za Oceanem wzbudził natomiast sposób sportretowania porucznika Normana Dike’a. Wszyscy jego towarzysze z Easy Company wyrażali się niepochlebnie o jego kompetencjach dowódczych, ciągłych zniknięciach, które przyniosły mu przydomek „Foxhole Norman”. Zgodnie oskarżali go o katastrofalne dowodzenie szturmem na Foy. W serialu został pokazany jako „dostarczony w teczce”, niekompetentny i tchórzliwy oficer. Czy słusznie? Przed feralną kampanią Dike został dwukrotnie odznaczony Brązową Gwiazdą za skuteczne dowodzenie rozproszonymi siłami w Holandii oraz, już w Bastogne, za uratowanie trzech rannych żołnierzy pod intensywnym ostrzałem niemieckim. Niektórzy twierdzili, że chaos w prowadzeniu ataku na Foy był spowodowany nie szokiem, a raną postrzałową.

Pomnik Richarda „Dicka” Wintersa na plaży Utah w Normandii (fot. Chatsam; CC BY-SA 3.0)
Pomnik Richarda „Dicka” Wintersa na plaży Utah w Normandii (fot. Chatsam; CC BY-SA 3.0)

Najczęściej wypominanym błędem była sprawa Alberta Blithe’a, sportretowanego w odcinku „Carentan”. W serialu podano informację, że po odniesieniu obrażeń szeregowiec nie powrócił do zdrowia i zmarł w 1948 roku. Po emisji odcinka z twórcami skontaktowała się rodzina żołnierza, która poinformowała, że w rzeczywistości Blithe nie został postrzelony w szyję, a w ramię i powrócił do służby. Walczył w wojnie koreańskiej, gdzie został odznaczony za waleczność, dosłużył się stopnia sierżanta, założył rodzinę. Interesujący jest natomiast fakt, że w rzeczywistości Joseph Liebgott nie był żydem, ale... katolikiem. Być może scenarzyści nie zdawali sobie z tego faktu sprawy, a być może chcieli w ten sposób podkreślić szczególną wymowę dziewiątego odcinka pt. „O co walczymy” ukazującego m.in. odkrycie i wyzwolenie niemieckiego obozu koncentracyjnego znajdującego się niedaleko Landsbergu.

Warto zaznaczyć, że „Kompania braci” spotkała się początkowo z krytyką brytyjskiej prasy. Na łamach „The Daily Mail” nazywano wręcz haniebnym pominięcie poświęcenia angielskich żołnierzy. Twierdzono, że można odnieść wrażenie, jakoby pokonanie III Rzeszy było wyłączną zasługą Stanów Zjednoczonych. Zarzuty mają zapewne drugie dno – władze Wielkiej Brytanii udzieliły sporej ulgi podatkowej na produkcję, a zdjęcia powstawały głównie na Wyspach.

„Kompania braci”, czyli jak mówić o wojnie

Serial Spielberga i Hanksa przyczynił się do rozpropagowania wiedzy na temat dziejów słynnej Kompanii E. Niektórzy żyjący wciąż weterani zdecydowali się tę historię uzupełnić. M.in. również na polskim rynku ukazały się wspomnienia Richarda „Dicka” Wintersa, który sprostował i rozszerzył wiele wątków z opowieści Ambrose’a.

„Kompania braci” to serial efektowny, choć na szczęście nie jest efekciarski. Nie wykorzystano bowiem historii Easy Company do przerysowania mitu bohaterstwa żołnierzy amerykańskich. Oczywiście tego bohaterstwa w żaden sposób nie można im odmówić, natomiast nie tkwi ono w płomiennych przemowach, powiewających sztandarach i niepotrzebnej brawurze, w której tak lubują się hollywoodzcy twórcy. Właśnie przerażająca frontowa codzienność, gotowość do walki pomimo braków w zaopatrzeniu, strach o życie swoje i – z czasem może nawet w większym stopniu – obawa o życie towarzyszy broni były tym, co stanowiło o heroizmie amerykańskich spadochroniarzy. Pokazywanie chwil słabości nie służy egzaltacji realizatorów lubujących się w osądzaniu innych. Zwątpienie, znużenie i trwoga nie są wcale rysą na nieskazitelnym portrecie, ale częścią żołnierskiej doli. Może dlatego dwadzieścia lat po premierze superprodukcja HBO wciąż robi tak duże wrażenie i zostaje w pamięci widzów.

Polecamy e-book Mariusza Gadomskiego – „Jak zabijać, to tylko we Lwowie”

Mariusz Gadomski
Jak zabijać, to tylko we Lwowie
14,90 zł
Wydawca: PROMOHISTORIA [Histmag.org]
Liczba stron: 224
Format ebooków: PDF, EPUB, MOBI (bez DRM i innych zabezpieczeń)
ISBN: 978-83-65156-40-2

Śledź nas!
Komentarze
lub zaloguj się za pośrednictwem konta Google

O autorze
Piotr Abryszeński
Absolwent historii i politologii, doktorant na Wydziale Historycznym Uniwersytetu Gdańskiego. Pracownik Europejskiego Centrum Solidarności w Gdańsku. Przygotowuje pracę doktorską poświęconą postawom społeczno-politycznym środowiska akademickiego Politechniki Gdańskiej w latach 1969-1980.

Wszystkie teksty autora

Polecamy artykuł...
Pierwszy polski portal historyczny
ISSN: 1896-8651
Wydawca portalu
Michał Świgoń PROMOHISTORIA
ul. Koźmiana 2/89
01-606 Warszawa
m.swigon@histmag.org
NIP 626-281-54-56
Numer konta: PL 33 1140 2004 0000 3802 7410 0716
Patronaty
Jak uzyskać patronat
Kontakt z redakcją
Mateusz Balcerkiewicz
redaktor naczelny
redakcja@histmag.org
Reklamuj się u nas
Oferta reklamowa
Konkursy
Nasze konkursy