Opublikowano
2014-12-17 10:30
Licencja
Wolna licencja

Dlaczego wprowadzono stan wojenny?

16 grudnia 1981 roku pluton ZOMO otworzył ogień do górników strajkujących w kopalni Wujek. To tragiczne wydarzenie pozostaje chyba najbardziej wyrazistym symbolem Stanu Wojennego. Od tych wydarzeń minęło już trzydzieści pięć lat. Spróbujmy odpowiedzieć: dlaczego wprowadzono stan wojenny?


1 2 3 4 5

Zobacz też: Stan wojenny w Polsce 1981–1983

12 grudnia 1981 roku, po godzinie 15.00 została podjęte zostały ostateczne szczegółowe decyzje w sprawie wprowadzenia stanu wojennego na terenie całego kraju. Miało do tego formalnie dojść o północy z 12 na 13 grudnia 1981 roku. Decyzja ta i poprzedzające ja wielomiesięczne przygotowania były najściślej strzeżoną tajemnicą państwową. Informacje na ten temat nie mogły przedostać się przede wszystkim do kierownictwa Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego „Solidarność”, który w latach 1980-1981 był potężnym politycznym przeciwnikiem polskich komunistów.

To właśnie powstanie „Solidarności” na skutek ogólnopolskich strajków w sierpniu 1980 roku, stało się początkiem największego w dziejach kryzysu politycznego jaki przeżyła Polska Rzeczpospolita Ludowa. Blisko dziesięciomilionowy związek zawodowy rzucił wyzwanie komunistom, domagając się przejrzystych zasad sprawowania władzy i zdecydowanego poszerzenia sfery wolności. Bezsilne władze musiały zgodzić się na powstanie związku, co nie znaczyło wcale, że na dłuższą metę mają go zamiar tolerować. Już w końcu sierpnia 1980 r. Mieczysław Rakowski, ówcześnie wpływowy warszawski dziennikarz stwierdzał, że dla opanowania sytuacji w kraju niezbędny jest „pokój brzeski”. Chodziło o zawarcie taktycznego porozumienia po to, aby w dogodnej chwili brutalnie je złamać.

Musiało upłynąć aż szesnaście miesięcy, aby władze państwowe i wojskowe zdecydowały się na użycie siły na masową skalę. Z jednej strony wiele czasu zajęło przezwyciężenie wewnętrznych oporów w łonie partii komunistycznej, niezbędne było też zgromadzenie sił i przynajmniej częściowe zdyskredytowanie „Solidarności”. W grudniu 1981 r. władze PRL poczuły się dostatecznie silne. Z drugiej strony jednak, polscy komuniści musieli przyznać się przed sobą, że bez użycia wojska odzyskanie kontroli nad sytuacją w kraju będzie dla nich niemożliwe. Wojciech Jaruzelski, w grudniu 1981 r. piastujący stanowisko I sekretarza KC, premiera oraz ministra obrony narodowej komentował ten fakt na kilka dni przed 13 grudnia:

Jest to potworna, makabryczna kompromitacja dla partii [PZPR – przyp. MP], że po 36 latach sprawowania władzy trzeba jej bronić siłą milicyjną. Ale przed nami nie ma już nic. Trzeba być przygotowanym do podjęcia decyzji, która pozwoli uratować to, co podstawowe.

A więc dla komunistów nie było innego wyjścia. Jak wyglądała droga do wprowadzenia stanu wojennego?

Gorące lato 1980

Lato 1980 roku obfitowało w ważne wydarzenia. Aura nie sprzyjała, ale temperatura wydarzeń politycznych była wysoka. Traf chciał, że to właśnie wtedy na moskiewskich igrzyskach olimpijskich, swój legendarny złoty medal olimpijski zdobywał polski mistrz tyczki Władysław Kozakiewicz. Cały lekkoatletyczny stadion w stolicy ZSRR kibicował faworytowi gospodarzy Konstantinowi Wołkowowi, jednak to Kozakiewicz wygrał wojnę nerwów. Gdy wylądował po swoim rekordowym skoku, w geście radości pokazał widowni zgiętą rękę, co dość powszechnie uznaje się za gest obraźliwy.

Niespełna dwa tygodnie wcześniej taki sam gest wykonali pod adresem polskich władz robotnicy Lubelszczyzny. To właśnie tam wybuchła bowiem pierwsza fala strajków, wywołanych pogarszającym się zaopatrzeniem rynkowym i ogólnym rozczarowaniem polityką prowadzoną przez ekipę Edwarda Gierka. O ile Lubelszczyznę udało się przejściowo spacyfikować podwyżkami płac, o tyle manewr ten nie udał się władzom na Wybrzeżu. Zastrajkowała tam Stocznia Gdańska, do której dołączyły mniejsze zakłady. Gdy wydawało się, że stoczniowców też uda się przekonać pieniędzmi, niespodziewanie proklamowany został strajk solidarnościowy z innymi zakładami. Władze znalazły się w bardzo trudnym położeniu. Nie było jednak czasu do stracenia, bo z każdym dniem strajki rozlewały się po całym kraju.

Ulotka propagandowa "Solidarności" z 1981 roku

Już 24 sierpnia 1980 roku na posiedzeniu Biura Politycznego KC PZPR rozważano możliwość siłowego zdławienia strajków. Na przeszkodzie stało jednak kilka problemów. Po pierwsze, nie było możliwości wprowadzenia stanu wyjątkowego. W polskim systemie prawnym po prosu nie było takiej możliwości. Istniała natomiast ewentualność wprowadzenia stanu wojennego jeżeli – jak stanowiła Konstytucja PRL – wymaga tego wzgląd na obronność lub bezpieczeństwo państwa. Po drugie, władze były zaskoczone skalą strajków. Czy można było realnie wyobrazić sobie użycie siły przeciwko blisko 250 tys. strajkujących w całym kraju? Było to nieprawdopodobne i z każdym dniem coraz bardziej niewykonalne. 30 sierpnia w całej Polsce strajkowało już 700 tys. ludzi. Po trzecie, ekipa Edwarda Gierka była zdecydowanie niechętna otwartemu użyciu siły przeciwko robotnikom. Pomna tego, że została wyniesiona do władzy po tragedii Grudnia 1970 roku, nie chciała wyprowadzać na ulicę wojska. Zamiast tego preferowano metody policyjne: inwigilację, prowokacje, rozbijanie jedności opozycyjnych grupek. W końcu zaś, po czwarte, ekipa Edwarda Gierka nie miała już właściwie żadnego poparcia. Ani wśród robotników, ani w aparacie partyjnym, ani w Moskwie.

W takiej sytuacji ostatecznie doszło do przełomu politycznego. Rozmowy polityczne prowadzone przez wicepremiera Mieczysława Jagielskiego z Międzyzakładowym Komitetem Strajkowym wciąż nieśmiało posuwały się do przodu, ale przedstawiciele władz wiedzą już, że strajków nie da się zdławić siłą. Polscy komuniści są zbyt słabi. Nastąpił szeregu roszad personalnych w kierownictwie i – ostatecznie – 31 sierpnia dochodzi do podpisania porozumienia ze strajkującymi. Władze godzą się na 21 postulatów, wśród których najważniejsze jest prawo do powołania niezależnych samorządnych związków zawodowych i prawo do strajku.

Narodziny „Solidarności”

W początkach września nikt nie wiedział co będzie dalej. Nie wiedzieli tego ani związkowi przywódcy, ani przedstawiciele komunistycznych władz, ani władcy Kremla, którzy z wielkim niezadowoleniem przyjęli wiadomość o kompromisie jaki zawarto w Polsce.

Obchody rocznicy wprowadzenia stanu wojennego w Krakowie (2006) (fot. Djdeaka/wikipedia; Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0.)

Krok po kroku sytuacja klarowała się. 5 września 1980 roku ze stanowiska I sekretarza KC PZPR usunięty został Edward Gierek, a jego następcą został Stanisław Kania. Ten drugi był doświadczonym aparatczykiem, długoletnim członkiem najwyższych władz państwowych. W drugiej połowie lat 70. do jego kompetencji należała walka z organizującą się od 1976 roku opozycją demokratyczną. Jeszcze w końcu sierpnia 1980 r. na stanowisku premiera pojawił się Józef Pińkowski, bezbarwny aparatczyk, wieloletni sekretarz KC. Czy to nie zaskakujące, że w takiej chwili na czele PRL pojawiły się osoby tak szare i pozbawione charyzmy?

Niedługo później miała zapaść inna, brzemienna w skutki decyzja. W Gdańsku, na spotkaniu delegatów niezależnych związków zawodowych zebrali się przedstawiciele nowotworzonych związków z całego kraju. Podstawowe pytanie brzmiało: czy powstanie jeden związek, czy szereg mniejszych, niezależnych od siebie? Charyzmatyczni przywódcy strajku w Stoczni Gdańskiej, na czele z Lechem Wałęsą, wcale nie byli chętni, aby utworzyć jedną, ogólnopolską strukturę. Obawiali się oni osłabienia własnego środowiska, które już od drugiej połowy lat 70. tworzyło Wolne Związki Zawodowe Wybrzeża. Przeważyło jednak jednoznaczne stanowisko terenu. Dobitnie wyraził je Karol Modzelewski, wybitny historyk, opozycjonista o stażu jeszcze z lat 60. Na gdańskim spotkaniu występował on jako delegat Wrocławia. W swoich wspomnieniach napisał on:

Władza ludowa bała się Gdańska, więc chodziła wokół niego na paluszkach, co po stronie związkowej mogło stwarzać poczucie siły, a przy okazji złudzenie bezpieczeństwa. W innych ośrodkach miejscowe władze partyjne i administracyjne traktowały organy założycielskie niezależnego związku z nieskrywaną wrogością i arogancją.

Polecamy e-book Tomasza Leszkowicza – „Oblicza propagandy PRL”:

Autor: Tomasz Leszkowicz
Tytuł: „Oblicza propagandy PRL”

ISBN: 978-83-65156-05-1

Wydawca: Michał Świgoń PROMOHISTORIA (Histmag.org)

Stron: 116

Formaty: PDF, EPUB, MOBI (bez DRM i innych zabezpieczeń)

9,9 zł

(e-book)

1 2 3 4 5
Napisz komentarz

Gość: Jan Stanisław Kowalski Nowak |

To zwyczajni terroryści, aby ukryć rozpuszczenie budżetowej kasy na reklamę ustroju, przyłapani na tym po prostu nocą wzięli ... zakładników!



Odpowiedz

Gość: mall |

Swego czasu była tu recenzowana książka opisująca stan wiedzy CIA na temat rozgrywki przed wprowadzeniem stanu wojennego. O ile dobrze pamiętam ZSRR faktycznie nie miał zbyt dużych możliwości samodzielnej interwencji. Tyle, że z informacji zawartych w tej książce wynika, że zmobilizowane były częściowo dywizje należące do sił reagowania Układu Warszawskiego plus kilka dywizji ZSRR. Stąd myśl, że chyba nie jest wykluczona możliwość interwencji w tamtym czasie ze 100% pewnością. I kto wie czy kiedykolwiek uda się to zrobić.



Odpowiedz

Gość: Marek |

Może ktoś się pokusi na przedstawienie co by się działo w naszym kraju gdyby nie wprowadzono stanu wojennego. W garnizonie przy granicy z NRD gdzie stacjonowała jednostka AR, z garaży wyprowadzono wszelkie pojazdy a na ich miejsce wstawiono łóżka polowe. Wkrótce na tych łóżkach leżeli, bo wychodzić z garażów im nie było wolno, żołnierze wojsk desantowych. Ciekawe po co? Miałem w tym czasie kontakty służbowe z dowództwem tej jednostki. Skóra mi cierpła gdy widziałem co się u nich dzieje. Po ogłoszeniu stanu wojennego Rosjanie nie umieli ukryć radości bo już wiedzieli, że to nie oni będą w to zamieszani. Tak było.



Odpowiedz
Michał Przeperski

Pasjonat historii i słowa pisanego. Absolwent historii w Instytucie Historycznym UW oraz prawa na Wydziale Prawa i Administracji UW; doktorant Instytutu Historii PAN i pracownik Instytutu Pamięci Narodowej. Od stycznia 2012 r. do czerwca 2014 r. redaktor naczelny portalu „Histmag.org”. Publikował m.in. w „Polityce”, „Znaku”, „Frondzie LUX”, „44 / Czterdzieści i Cztery. Magazynie Apokaliptycznym” i „Nowych Książkach”. Przygotowuje rozprawę doktorską o działalności politycznej Mieczysława F. Rakowskiego. Autor książki „Nieznośny ciężar braterstwa. Konflikty polsko-czeskie w XX wieku” (2016).

Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.

UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji i filmów dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod nimi lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org