Opublikowano
2014-12-01 18:18
Licencja
Wolna licencja

„Doktor Łokietek, Tata Tasiemka” albo promocja komunizmu AD 2014

(strona 2)

Jakiś czas temu, lustrując witryny księgarń na Krakowskim Przedmieściu, doznałem prawdziwego szoku. Na jednej z nich zobaczyłem doskonale znaną mi książkę „Doktor Łokietek i Tata Tasiemka. Dzieje gangu”. Czy to możliwe, że w roku 2014 ktoś wznawia – i to zupełnie bez komentarza – tego rodzaju książki? Niestety, okazuje się że tak.


Strony:
1 2 3

A więc według Rawicza duet Łokietek i Siemiątkowski był bezpośrednio powiązany z PPS. Na kartach „wzoru reportażu historycznego” pozwala to przedstawić czołowych polskich socjalistów jako skłóconych, zawistnych bonzów, którzy szafowali krwią robotniczą, zwalczali komunistów i powstrzymywali rewolucję. Aby nie być gołosłownym:

Sytuacja taka, kiedy w obawie przed „dalszym ciągiem” rewolucji, PPS stosowało zabiegi hamujące, powtarzała się jeszcze kilkukrotnie w rok później w Krakowie w roku 1926, a nawet w pewnym sensie w roku 1930 i 1936 ale to dalsze sprawy (s. 38/36).

Zdumiewająco wypada porównanie słów Rawicza z rewelacjami z czasów stalinowskich, gdy na przykład o powstaniu krakowskim 1923 r. pisał Henry Raort w „Materiałach pomocniczych do szkolenia partyjnego” z roku 1950:

W nocy z 6 na 7 listopada zdradzieccy przywódcy PPS oddają broń władzom wojskowym. Tak więc „pokojowo” zlikwidowano powstanie krakowskie, złamano bojową i zbrojną postawę proletariatu krakowskiego.

Czy też Felicja Kalicka w „Powstaniu krakowskim 1923 roku” wydanym w 1953 roku:

KPRP demaskowała ohydną zdradę lewicowych przywódców PPS, wzywała powstańców do trwania w walce i nieoddawania broni.

Norbert Barlicki, jeden z przywódców PPS (domena publiczna). Podobieństwo pomiędzy tymi słowami jest uderzające. PPS jest tu przedstawiona nie tylko jako ugrupowanie dogłębnie skłócone, w łonie którego dochodzi do krwawych rozpraw, ale także jako wielki zdrajca sprawy robotniczej. Co na ten temat mieliby do powiedzenia Adam Ciołkosz, Norbert Barlicki, Mieczysław Niedziałkowski i wielu bezimiennych działaczy socjalistycznych z przemysłowych miejscowości II RP?

Morderca z Belwederu

Głównym bohaterem negatywnym jest jednak dla Rawicza sam Józef Piłsudski. Czytelnik książki dowie się, że Pierwszy Marszałek Polski był paranoikiem, mordercą, niedoszłym samobójcą (s. 94/95) czy szefem mafii, porównywanym do Mussoliniego i Hitlera (s. 166/165). Żadne podawane przez Rawicza rewelacje nie bazują na konkretnych źródłach, a są jedynie opiniami wyssanymi z nieżyczliwego dziennikarskiego palca.

Jednym z bardziej kuriozalnych fragmentów książki jest oskarżenie Piłsudskiego o zabójstwo. Zdaniem Rawicza miał on bowiem własnoręcznie zabić niewinnego żandarma. Jak miało do tego dojść? W nocy z 4 na 5 grudnia 1928 roku w otoczeniu Belwederu zginął sierżant Stanisław Koryzma. Większość gazet podało informację, że zabił go niejaki Stefan Kossowski, alkoholik, był pracownik kontrwywiadu. Andrzej Garlicki przedstawia również wersję, że mógł on zginąć w wyniku nieszczęśliwego splotu wypadków będącego wynikiem rywalizacji między żandarmerią a Policją Państwową. Co na to Rawicz?

Koryzmę zastrzelił sam Piłsudski. Osobiście skłaniam się właśnie ku tej wersji. Wiadomą było rzeczą, że Piłsudski przez wiele lat żył w obawie przed planowany na niego rzekomym zamachem. (s. 231/232).

Oskarżenie poważne, lecz nie podparte żadnym dowodami. Autor „wzoru reportażu historycznego” wysnuwa swoje teorie na podstawie mętnych wypowiedzi konserwatysty nieznoszącego Piłsudskiego oraz księdza, który miał utrzymywać, że… Marszałka nawiedzały widziadła. Andrzej Garlicki pisze w biografii Piłsudskiego, że tego typu oskarżenia drukowano w pamfletowych broszurkach w drugiej połowie lat trzydziestych, nikt jednak nie traktował ich poważnie. Szkoda, że wydawcy poskąpili czytelnikom jakiegokolwiek komentarza w tej sprawie.

Józef Piłsudski w Wilnie, 1933 r. (fot. ze zbiorów NAC, Koncern Ilustrowany Kurier Codzienny - Archiwum Ilustracji, 1-P-3322-5).

A piłsudczycy, w szczególności Konwent Organizacji A, czyli grupa współpracowników Piłsudskiego z 1918 roku? Dla Rawicza to po prostu mafia:

Zresztą niewykluczone, że miejsce Konwentu zajęły później inne mafijne organizacji czy związki, może nawet bez wiedzy samego Piłsudskiego. Rydz-Śmigły przy niewątpliwym poparciu „dwójki” stworzył znany nam już Związek Orła Białego chyba około 1929-30 roku. (s. 434/433).

Zdaniem Rawicza, przez całe dwudziestolecie Polską władała mafia. A ta, jak wiadomo, stosuje mafijne metody. Dlatego w książce o Łokietku i Siemiątkowskim autor opisuje pobicia pisarza Tadeusza Dołęgi-Mostowicza czy działacza socjalistycznego Adama Ciołkosza, których w czasach II RP nie wiązano z dwoma warszawskim przestępcami. Jedynym powiązaniem jest dla Rawicza to, że obydwaj byli w ten czy inny sposób związani z sanacją.

Zobacz też:

Oczywiście tam gdzie jest mafia, pojawia się też potrzeba spektakularnej zbrodni. W tym wypadku Rawicz wybrał sprawę tajemniczego zniknięcia generała Włodzimierza Ostoi-Zagórskiego (napisał o tym zresztą osobną książkę – może niebawem dzięki jakiemuś wydawnictwu będziemy mieli okazję przeczytać wznowienie?). W Doktorze Łokietku Rawicz nie bawi się w przytaczanie poważniejszych argumentów, pisząc po prostu: „W rzeczywistości Zagórski został zamordowany przez nieznanych sprawców” (s. 204/206), potem zaś dodając, że zrobił to Łokietek (s. 246/248), aby w końcu uzupełnić listę sprawców m.in. o Aleksandra Prystora, Bolesława Wieniawę-Długoszowkiego, Józefa Becka i Walerego Sławka (s. 260/260-261). Argumenty? Jako dowód służy mu endecka ulotka z roku 1928 i kilka wspomnień. Rawicz powołuje się również na… drukowaną w efemerycznej gazecie „Głos Stolicy” (brukowca PPS) sensacyjną powieść Bezkarni Bandyci Stolicy. Autor „wzoru reportażu historycznego” uznał ją za stuprocentowo wiarygodne źródło historyczne mówiące o faktach, a nie tekst literacki.

Tekst ma więcej niż jedną stronę. Przejdź do pozostałych poniżej.

Strony:
1 2 3
Napisz komentarz
Regulamin komentarzy

Uwaga, wyświetliliśmy tylko ostatnio opublikowane komentarze. Zobacz wszystkie komentarze!

Gość: gość II |

Gdzieś pod koniec 1938 r. pisał o tym M. Wańkowicz wymieniając (bez podania źródła) około 600 zburzonych i przejętych cerkwi. Gdy to ok. 1995 r czytałem to wydawało mnie się iż zasadniczo przesadza.



Odpowiedz

Gość: Nati |

przy ocenie sanacyjnej Polski nigdy nie zapominajcie o tej zbrodni: http://www.cerkiew1938.pl/



Odpowiedz

Gość: gość III |

Ebenezer Rojt rządzi!!!



Odpowiedz

Gość: Turu |

Takie akcje mnie zupełnie nie dziwią: wydawnictwo pewnie chciało odświeżyć jakiś "kultowy" tytuł z PRL, taki żeby modnie go podpiąć (stąd pewnie rekomendacja od pani Chutnik) i trochę zarobić. Biorąc pod uwagę, "zapracowanie", niski poziom czytelnictwa i lecenie po kosztach nie zlecono jakiejś ekspertyzy, czy rzeczowego komentarza (to kosztuje, a wydawnictwo jest prywatne więc musi zarabiać - ma być klimatycznie i estetycznie), zastanawiam się czy ktoś w ogóle przeczytał całościowo pozycję przed wydaniem. Akurat biorąc pod uwagę współczesną sytuację polityczną, rosnącą wiarę Polaków w spiski i wszelkie zło pochodzące od władzy, wychodzi, że książka dobrze wpasowuje się w wizję historii, gdzie to prawdziwi Polacy (dawniej komuniści, dziś nasza kochana prawica) byli zwalczani, prześladowani przez mafijni spisek POlskiego państwa i kierujących nim sprzedawczyków, zbrodniarzy i przestepców ;) Serio, nie mogłem pozbyć się tego wrażenia, szczególnie po fragmencie "KPP była partią nieliczną, ale posiadającą silne poparcie społeczne i niekwestionowaną legitymację ze strony robotników. Ponieważ cieszyła się ona tak wielkim poparciem mas, musiała być gnębiona i zwalczana przez siły wrogie postępowi. W sytuacji, gdy cała II RP była zgniłym mafijnym układem, w którym poszczególne części składowe nawzajem próbowały się zwalczyć, komuniści mieli według Rawicza odgrywać rolę jedynych sprawiedliwych.", czy wspomnieniu "terroru rządów Witosa". Chyba serio muszę przestać czytać prawicową publicystykę ;)



Odpowiedz

Gość: Necrotrup |

Przepraszam, to jest ktoś, kto nie obciąża sanacji odpowiedzialnością za śmierć gen. Zagórskiego? I jeszcze jedna uwaga - poszlaka to nic innego, jak właśnie dowód. W nauce prawa karnego nierzadko uważany nawet za bardziej wartościowy, niż dowód bezpośredni.



Odpowiedz
Paweł Rzewuski

Absolwent filozofii i historii Uniwersytetu Warszawskiego, doktorant na Wydziale Filozofii i Socjologii UW. Publikował w „Uważam Rze Historia”, „Newsweek Historia”, „Pamięć.pl”, „Rzeczpospolitej”, „Teologii Politycznej co Miesiąc”, „Filozofuj”, „Do Rzeczy” oraz „Plus Minus”. Tajny współpracownik kwartalnika „F. Lux” i portalu Rebelya.pl. Wielki fan twórczości Bacha oraz wielbiciel Jacka Kaczmarskiego i Iron Maiden.

Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.

UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji i filmów dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod nimi lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org