Opublikowano
2015-09-03 18:30
Licencja
Prawa zastrzeżone

Droga do stanu wojennego - wspomina Karol Modzelewski

W marcu 1981 roku napięcie w Polsce sięgnęło zenitu. Na skutek poważnego konfliktu pomiędzy PZPR a „Solidarnością” cała Polska szykowała się do strajku generalnego. W ostatniej chwili, 30 marca 1981 r. zostało zawarte porozumienie, które odsunęło konfrontację. Jak się okazało - tylko na pewien czas.


1 2 3 4

Zobacz też: Stan wojenny w Polsce 1981–1983

Karol Modzelewski (Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0.) Po odjeździe czołgów, które przybyły do nas pod pretekstem manewrów „Sojuz-81”,moskiewski nacisk na Polskę nie przybierał już formy militarnych demonstracji siły, ale to nie znaczy, że w ogóle ustał. Każdy dzień istnienia „Solidarności” był traktowany na Kremlu jak zagrożenie. Wielki niepokój budził ponadto w ekipie Breżniewa (a także w otoczeniu Husaka i Honeckera) zbliżający się termin IX Nadzwyczajnego Zjazdu PZPR (lipiec 1981 r.).W świetle przebiegu i wyników tego zjazdu kremlowskie obawy mogą się wydać śmieszną obsesją, ale przywódcy radzieckiej partii byli ludźmi na tyle starymi, że dobrze pamiętali własny strach w obliczu zjazdu Komunistycznej Partii Czechosłowacji w sierpniu 1968 r. Skłonny jestem przypuszczać, że ten strach prześladował ich w czerwcu 1981 r., gdy rozważali, co uczynić w „kwestii polskiej”. Tym razem zamiast czołgów postanowili rzucić do ataku swoich wiernych sprzymierzeńców w KC PZPR.

5 czerwca 1981 r. Komitet Centralny komunistycznej Partii Związku Radzieckiego wystosował list do Komitetu Centralnego PZPR. Autorzy listu alarmowali, że trwająca w Polsce ofensywa kontrrewolucji jest już bliska obalenia ustroju socjalistycznego, ponieważ kierownictwo PZPR i polski rząd, zamiast wydać wrogowi walkę, ciągle ustępują przed naciskiem sił kontrrewolucyjnych. „Stanisław Kania i Wojciech Jaruzelski – pisali przywódcy Kremla do członków polskiego KC – zgadzali się w rozmowach z naszym zdaniem (…) lecz wszystko pozostaje po staremu”, bo nie podejmuje się walki z kontrrewolucją. W tej sytuacji ton kampanii przedzjazdowej „nadają siły wrogie socjalizmowi”. Nie można więc wykluczyć, że na IX Zjeździe dojdzie do „porażki marksistowsko--leninowskich sił partii”, a nawet do jej likwidacji. To, czy uda się zapobiec katastrofie, zależy od aktywu PZPR i od jej kierownictwa. „Tak, kierownictwa” – powtarzali retorycznie kremlowscy autorzy, jakby w obawie, że nie wszyscy członkowie polskiego KC zrozumieją aluzję. „Partia może i powinna znaleźć w sobie dość sił, aby przełamać bieg wydarzeń i jeszcze przed IX Zjazdem PZPR skierować je we właściwy nurt”.

Flaga zwiazku zawodowego "Solidarność" (fot. Ludek/wikipedia; Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0.)

Po latach, w obszernym wywiadzie udzielonym Andrzejowi Urbańczykowi (Zatrzymać konfrontację, Warszawa 1991, s. 155 ), Stanisław Kania wyraził pogląd, że list KC KPZR nie miał na celu zmiany polskiego kierownictwa, lecz tylko nastraszenie jego samego i Jaruzelskiego, by wymusić na nich zmianę linii politycznej. Nie podzielam tej łagodnej interpretacji. Reprymendy, i to bardzo surowej, udzielano obu polskim przywódcom wcześniej. Tym razem list skierowany był nie do nich, lecz do wszystkich członków KC, czyli do gremium, które między zjazdami partii uprawnione było do zmiany kierownictwa. Kania i Jaruzelski nie występowali tu faktycznie w roli adresatów, lecz w roli oskarżonych. W dodatku obaj zostali nazwani tylko z imienia i nazwiska, bez obowiązującego między komunistami tytułu „towarzysz”. Oznaczało to, że w oczach Moskwy już nie są oni godni tego tytułu. Dla aparatczyków, którzy rozumieli wewnętrzny kod partyjnej nowomowy, był to czytelny sygnał, że Moskwa sugeruje usunięcie Kani i Jaruzelskiego ze stanowisk oraz wybór nowego kierownictwa partii i rządu, które zapewni zasadniczą zmianę kursu przed rozpoczęciem IX Zjazdu. Polski „beton” sugestię tę zrozumiał i rzeczywiście podjął na XI Plenum KC (w dniach 9–10 czerwca 1981 r.) próbę obalenia I sekretarza i premiera oraz wyboru nowego Biura Politycznego. Ale się nie udało. Znaczną większością głosów udzielono votum zaufania dotychczasowemu kierownictwu. Wśród większości, która udzieliła I sekretarzowi i premierowi poparcia, znalazła się przeważna część wyższych oficerów Wojska Polskiego zasiadających w komitecie Centralnym. Dla Kremla był to znak, że dobrzy i lojalni towarzysze z „betonu” nie mają w PZPR siły sprawczej, a Jaruzelski mą silną pozycję w wojsku, więc to na nim trzeba starać się wymusić stan wojenny. To, co w zamyśle miało być przewrotem pałacowym, okazało się w efekcie środkiem nacisku. Nie był to jednak nacisk pozbawiony skuteczności.

W toku gorących dyskusji nad moskiewskim listem Kazimierz Barcikowski zasugerował na posiedzeniu Biura Politycznego, by pozyskać teraz zrozumienie w przywódczych kręgach „Solidarności”. Kania replikował, że „Solidarność” i tak nie zmieni swego konfrontacyjnego nastawienia. Tamtych dniach miałem okazję przekonać się, że było inaczej, niż sądził I sekretarz. Kierownik Wydziału Prasy KC Józef Klasa kazał rozesłać list KC KPZR teleksem do wiadomości Podstawowych Organizacji Partyjnych. Równało się to niezwłocznemu przekazaniu tego tekstu regionalnym ogniwom „Solidarności”, z którymi liczne Komitety Zakładowe PZPR pozostawały w dobrych stosunkach. Zarząd regionu wrocławskiego otrzymał moskiewski list od Komitetu Zakładowego „Dolmelu” i omawiał go na zebraniu w gronie kilkudziesięciu działaczy. Bezceremonialna ingerencja Kremla w politykę i sprawy kadrowe PZPR wywarła na tym gronie piorunujące wrażenie. Takiej atmosfery nie widziałem od października 1956 r., gdy naród fetował Gomułkę w obliczu ataków Chruszczowa.

Pomnik stoczniowców zabitych w grudniu 1970 (fot. DerHexer; Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0.)

Na tym samym zebraniu Zarządu Regionu omawialiśmy buńczuczną wypowiedź Rulewskiego, że w sprawie bydgoskiej gotów jest proklamować strajk choćby w dniu otwarcia IX Zjazdu partii. Wypowiedź ta wprawiła naszych działaczy z Frasyniukiem na czele w taką furię, że chcieli natychmiast uchwalić i opublikować rezolucję potępiającą nieodpowiedzialny wyskok Rulewskiego. Z trudem zdołałem im wyperswadować, że nie powinniśmy awanturować się między sobą, lecz raczej przyjąć uchwalone przez uczestników przedzjazdowej konferencji wojewódzkiej PZPR zaproszenie przedstawiciela wrocławskiej „Solidarności” do pojawienia się na ich obradach. Powierzyliśmy tę misję Januszowi Bałenkowskiemu z „Hydralu” i osobiście napisałem tekst mowy powitalnej, którą odczytał on najwyższemu gremium partyjnemu naszego województwa, jakby przynosił gałązkę oliwną. Został przyjęty owacyjnie, a lokalna telewizja i radio transmitowały to na żywo. Na tym jednak skończyło się nasze zbliżenie z „przewodnią siła narodu”.

Gdyby nawet Barcikowski miał bodaj przez chwilę na myśli, żeby partia z „Solidarnością” stworzyły wspólny front w obronie zagrożonej suwerenności, to myśl taka nie mieściła się w głowach Kani, Jaruzelskiego ani innych działaczy rządzącej partii. Nic dziwnego. To już nie był rok 1956 i polscy przywódcy nie mieli w kraju wystarczającej siły, by otwarcie przeciwstawić się Moskwie. musieli kluczyć, potakiwać i bodaj częściowo ulegać naciskom. Tenże Barcikowski został wysłany na spotkanie działaczy „struktur poziomych”, by spacyfikować wewnątrzpartyjną frondę. Po tym spotkaniu przywódca „poziomek” Zbigniew Iwanow złożył rezygnację z pełnionej funkcji. W kampanii przedzjazdowej przyjęto reguły dyskryminujące organizacje partyjne dużych zakładów przemysłowych, skąd delegatów na zjazd wybierano bezpośrednio. Nadreprezentację uzyskali w rezultacie delegaci wyłaniani w wyborach pośrednich, na kontrolowanych przez wojewódzki aparat konferencjach. Na IX Zjeździe PZPR zwolennicy porozumienia z „Solidarnością” ponieśli klęskę. Partia konsolidowała się na starych zasadach; stawała na własnych nogach, a były to nogi aparatu. Latem 1981 r., równolegle ze zjazdem PZPR, ale niezależnie od niego, pojawiły się zresztą nowe źródła konfliktów między „Solidarnością” a partią i rządem.

Podpisanie porozumień sierpniowych w Szczecinie (fot. Stefan Cieślak; Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0.

Powyższy tekst jest fragmentem książki Karola Modzelewskiego „Zajeździmy kobyłę historii. Wspomnienia poobijanego jeźdźca”:

Autor: Karol Modzelewski
Tytuł: „Zajeździmy kobyłę historii. Wspomnienia poobijanego jeźdźca”
Oprawa: twarda z obwolutą
Numer wydania: I
Ilość stron: 400
ISBN: 978-83-244-0335-6
ISBN e-publikacji: 978-83-244-0348-6
Wymiary: 170 × 240 mm
Książka już w sprzedaży!

Tekst ma więcej niż jedną stronę. Przejdź do pozostałych poniżej.

1 2 3 4
Napisz komentarz
Regulamin komentarzy

Gość: gadu |

teraz o tym się pisze, mogę powiedzieć - byłem świadkiem historii !



Odpowiedz
Karol Modzelewski

Wybitny historyk, działacz opozycji politycznej w okresie PRL, wieloletni więzień polityczny. Współautor (wraz z Jackiem Kuroniem) Listu do partii, a także ważna postać pierwszej „Solidarności” (m.in. do marca 1981 r. rzecznik prasowy KKP); w latach 1989-1991 senator. Autor m.in. książek Organizacja gospodarcza państwa piastowskiego X-XIII wiek (1975), Chłopi w monarchii wczesnopiastowskiej (1987) i Barbarzyńska Europa (2004). Ostatnio opublikował swoje wspomnienia pt. Zajeździmy kobyłę historii. Wspomnienia poobijanego jeźdźca (2013).

Prawa zastrzeżone – ten materiał jest chroniony przez przepisy prawa autorskiego.

Kopiowanie, przedrukowywanie (poza dozwolonymi prawnie wyjątkami) wyłącznie za zgodą redakcji: redakcja@histmag.org