Opublikowano
2008-08-11 18:59
Licencja
Wolna licencja

Felieton: Święto hipokrytów. Po raz trzeci

Dzięki Olimpiadzie Chiny się zmienią! – prorokują broniący decyzji o przyznaniu Igrzysk Pekinowi. Mało kto pamięta, że tak samo mówiono, kiedy w 1936 roku na stadionie w Berlinie zapłonął olimpijski znicz. 3 lata później gospodarze Igrzysk wywołali najkrwawszą wojnę w historii świata.


Zobacz też: Igrzyska Olimpijskie - historia i polscy Olimpijczycy

60 tys. widzów, najważniejsi ludzie świata, wiele głów państw, wreszcie setki dziennikarzy i reporterów, a za ich pośrednictwem miliony telewidzów, oglądało ceremonię otwarcia Igrzysk w Pekinie. Nie było mnie wśród nich, ale odgłosy hucznej inauguracji Olimpiady dochodziły z pokoju mojego małoletniego brata aż nadto wyraźnie (nie ma się mu co dziwić, wszak to jego „pierwsza” Olimpiada). Z zażenowaniem wsłuchiwałem się więc w zachwyty panów Szaranowicza i Babiarza nad wspaniałą chińską kulturą i genialnym spektaklem przygotowanym przez organizatorów. Irytację wzbudzało we mnie to, jak – kierowani zapewne troskliwymi uwagami MKOl-u – sprytnie omijają tematy związane z łamaniem praw człowieka w Chinach, przypominając co jakiś czas, że polityka nie może zdominować sportu.

Ta przedziwaczna konstrukcja semantyczna pojawiła się w debacie nad Igrzyskami w Pekinie nie po raz pierwszy. Już kilka dni temu prezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego Piotr Nurowski, delikatnie zmieszany, tłumaczył na lotnisku, że owszem – Chinom można wiele zarzucić, ale przecież to tylko polityka. I tak do jednego worka polityki wrzucono problemy Tybetu, Ujgurów, wolności słowa, wyzysku pracowników i innych praw człowieka regularnie łamanych przez władze chińskie.

Otwarcie pierwszych nowożytnych igrzysk w Atenach w 1896 r. Ile zostało z ideałów twórców MKOl-u?

Inni obrońcy Igrzysk wspominali, że przecież Chiny się zmieniają. W końcu odblokowano Internet, a i reprezentanci Tajwanu przyjęci zostali cieplej niż zwykle. Na ziemię powala argument byłego płotkarza Pawła Januszewskiego. W TVN24 stwierdził on, że przecież nie ma na świecie kraju, który w 100% realizowałby prawa człowieka.

Pławiąc się w hipokryzji, wszyscy zdają sobie sprawę, że trwające Igrzyska są plamą na sumieniu świata. W obliczu miliardów dolarów, jakie można zdobyć na chińskim rynku, do lamusa odesłano buńczuczne wypowiedzi o krzewieniu demokracji, niszczeniu dyktatur, prawach człowieka. Zastąpiła je próba udowodnienia wszystkim niedowiarkom, że Igrzyska Olimpijskie mają cudowną moc uzdrawiającą, a ich szczytne ideały głęboko utkwią w sercach Chińczyków i pobudzą w nich ducha wolności.

Jak zamienić Hitlera w potulnego baranka...

W próbie wykazania całemu światu, że białe jest czarne, a czarne jest białe, zapomniano o Igrzyskach, które odbyły się 72 lata temu. Wtedy to, przy aplauzie tłumów, Adolf Hitler witał z trybuny honorowej stadionu w Berlinie uczestników XI Igrzysk Olimpijskich. Wtedy również, mimo protestów i próby organizacji kontrolimpiady, zadowolono się złagodzeniem polityki rasistowskiej i obietnicami przeprowadzenia uczciwych zawodów sportowych.

Powtarzano, że światła idea olimpijska zmiękczy wrażliwe serce Hitlera i przywróci go na dobrą drogę. Mało robiono sobie z tego, że kilka miesięcy wcześniej Führer wkroczył z wojskiem do Nadrenii, łamiąc obowiązujące układy międzynarodowe. Żaden z polityków nie przypomniał, że już przynajmniej od 2 lat nazistowskie Niemcy prowadziły politykę dążącą do eksterminacji „ludności niearyskiej”. W tej sytuacji nikt z pewnością nie myślał o hasłach braterstwa, przyjaźni i solidarności pomiędzy narodami...

Stadion Olimpijski w Berlinie, 1936 rok. Święto pokoju i sportowej rywalizacji upiększały nazistowskie swastyki... (fot. Josef Jindřich Šechtl, licencja CC ASA).

Dla Hitlera celem Igrzysk w Berlinie było ukazanie silnych Niemiec i tryumfu nazizmu. Olimpiada nie miała być świętem sportowców, lecz trybuną dla propagandy niemieckiej, która chciała przedstawić całemu światu nordycki ideał człowieka. Jedyne, co mogło bronić Międzynarodowy Komitet Olimpijski to fakt, że decyzja o przyznaniu Igrzysk Berlinowi zapadła w 1931 roku, kiedy Hitler dopiero aspirował do roli kanclerza, choć jego partia była już znaczącą siłą polityczną.

...i ocieplić Zimną Wojnę?

Historia niewiele nauczyła MKOl i gospodarzem Igrzysk w 1980 roku została Moskwa. Święto komunistom popsuło jednak kilka państw zachodnich, które w obliczu Zimnej Wojny zbojkotowały Olimpiadę.

Dziś ponownie prawo do organizacji IO przyznano państwu, o którym od dawna wiadomo, że niewiele robi sobie z obowiązujących we współczesnym świecie praw człowieka. Raporty Amnesty International czy Reporterów bez Granic nie pozostawiają złudzeń. Mimo to władze chińskie otrzymały szanse na pokazanie swojej potęgi i przedstawienie światu gigantycznej wioski potiomkinowskiej, zasłaniającej szarą codzienność.

Dokonują zaś tego przy biernej postawie świata, który łudzi się, a może chce się łudzić, że Igrzyska zmienią Chiny, a powtarzane w kółko olimpijskie ideały nie są tylko pustym frazesem.

Nie da się więc uciec od polityki, ponieważ to ona, a nie sport, przyświeca organizatorom Igrzysk. Chińscy sportowcy, podobnie jak niemieckie cyborgi w 1936 roku, walczyć mają nie tyle w imieniu swoim czy nawet narodu, co w interesie politycznym państwa. Nie ma tu miejsca na zdrową rywalizacje sportową.

Pocieszające jest jednak to, że zarówno w Berlinie, jak i Moskwie, pojawiały się gesty i drobne wydarzenia, które w pył zmiatały nastrój tryumfu dyktatur. W 1936 czarnoskóry Jesse Owens, czterokrotny złoty medalista, udowodnił, że rasistowskie hasła Hitlera są jedynie pustymi sloganami. W tyle zostawiał on nazistowskich nadludzi, którzy zdominować mieli wszystkie dyscypliny sportu. W Moskwie zaś polski tyczkarz, w znanym wszystkim geście, pokazał rosyjskiej widowni co sądzi na jej temat.

Czy Igrzyska w Pekinie będą miały taki „swój” symbol? To pytanie zostaje otwarte. Być może nie dopuści do tego MKOl, który w strachu przed urażeniem władz chińskich zobowiązał się do wyszukiwania i karania wszelkich prób manifestacji politycznych. Jak szeroko potraktowane zostanie to pojęcie – nie wiadomo.

Dobrze, że Owens i Kozakiewicz występowali na Olimpiadach w 1936 i 1980. Dziś, w realiach nowoczesnego, demokratycznego świata, ich zwycięstwa odebrane zostałby pewnie jako manifestacja polityczna…

***

Nie namawiam do całkowitego bojkotu Igrzysk. Sportowcom, którzy przed 4 lata czekali na swój występ, należy się nasze wsparcie. Niestety tylko im.

Zobacz też:

Tekst zredagował: Kamil Janicki
Korektę przeprowadziła: Olga Śmiełowska

Przypominamy, że felietony publikowane w naszym serwisie zawierają osobiste opinie naszych redaktorów i publicystów. Nie przedstawiają one oficjalnego stanowiska redakcji "Histmag.org".


Czytając Twój felieton przypomniałem sobie deklaracje powtarzane przez chińczyków, że zdominują tabelę medalową i zwyciężą w tym roku w niemal każdej konkurencji... Czy takie slogany różnią się jakoś szczególnie do celów stawianych przez Hitlera niemieckim sportowcom w 1936 roku?



Odpowiedz

Gość: MB |

Czy aby na pewno powodem bojkotu w 1980 była zimna wojna, czy może jednak Afganistan?...



Odpowiedz

Od początku do końca nie mam najmniejszego zamiaru spoglądać na jakiekolwiek relacje z Olimpiady. Taki mały prywatny bojkocik.



Odpowiedz

Gość: Przemysław Damski |

W zasadzie zgadzam się z Sebastianem i Kamilem. Też oburza mnie stwierdzanie, że coś jest \"tylko polityką\". Ona decyduje o naszej rzeczywistości, a takie wypowiedzi świadczą tylko o ignorancji. W przypadku olimpiady nie chodzi jednak o politykę, wolność słowa, prawa obywatelskie etc. Od dawna chodzi tylko o pieniądze. Szafuje się na prawo i lewo szczytnymi hasłami, jednak to tylko propaganda. Liczy się interes. Jest to przykre, jednak nie chodzi tu tylko o Berlin, Moskwę czy teraz Pekin. Co dwa lata [vide letnie i zimowe igrzyska] jest to samo, lecz o cynizmie MKOl przypomina się mediom tylko w takich jak te sytuacjach. Mimo wszystko nie wydaje mi się, by porównanie Chin i III Rzeszy było zasadne. Ta paralela jest zbyt daleko posunięta. Wygląda jak dziennikarskie paplanie. Tak, Chiny się zbroją. Tak, stają się języczkiem u wagi w Azji. Tak, wykorzystują swoich obywateli, stając się potęgą gospodarczą. Mimo wszystko sytuacja w ChRL wygląda inaczej niż w Niemczech. Nawykliśmy do oceny azjatyckiej rzeczywistości z naszej zachodniej perspektywy. Prowadzi to do częstych wpadek. Mimo wszystko Chiny to nie III Rzesza, choć nie wiadomo w którą stronę pójdą. Sprawa rozbija się o duże pieniądze nie tylko zbite na Olimpiadzie, ale i współpracy ekonomicznej między Chinami a Rosją lub Stanami Zjednoczonymi czy Europą. Kto przeciągnie na swoją stronę Pekin zyska bardzo silną pozycję. Dopieszczanie Hitlera miało na celu zapobieżenie wojnie. Dopieszczanie, jeśli można to tak nazwać, Hu Jintao ma na celu przeciągnięcie go na swoją stronę. To nie jest też tylko tak, że Chińczycy chcą sobie podporządkować Tybetańczyków czy Ujgurów. Kim bowiem jest Chińczyk? Chińczycy to ludzie bardzo zróżnicowani etnicznie, mówiący różnymi językami. To co ich określa jako Chińczyków to identyfikacja z państwem. Ujgurowie i Tybetańczycy się z nim nie identyfikują. W tym tkwi sedno. By wzmóc ową identyfikację porwano przecież Panczenlamę, jeden z filarów buddyzmu tybetańskiego. Mało się teraz o tym mówi, jednak to on ma wskazać nowego Dalajlamę. Gdy obecny umrze, wskazania będzie miał dokonać marionetkowy Panczenlama Chin. Zapewne doprowadzi to do podziału wśród Tybetańczyków, jednak część z nich może pójść w stronę Pekinu. Nie zdziwiłbym się także, gdyby represje zelżały, aby pokazać, że to Dalajlama był problemem. Bo to głównie o symbole chodzi: Tajwan, Tybet. Zarówno Dalajlama jak i Kuomintang, mimo międzynarodowego uznania ChRL zdają się podważać jej potęgę. Rzekome ocieplenie relacji z tym drugim nie powinno nikogo zwieść. Odbiegłem jednak trochę od tematu. Olimpiada to święto sportowców. Powinniśmy ich wspierać z całych sił. Chciałbym jednak zauważyć, że nasze oburzenie na MKOl powinno być konsekwentne. Bo ilu mniejszych, ale przecież też istotnych, nadużyć dopuszczają się korporacje wykonujące zamówienia w tzw. krajach zachodu. Jak są traktowani imigranci, których rękami budowane są stadiony?



Odpowiedz

Hm, rozumiem idee bojkotu, ale rozumiem też tych fanów sportu, którzy kochają oglądać sportową rywalizację zwłaszcza, jeśli startują Polacy. I w zasadzie stajemy w sytuacji czarno-białej. Dzisiaj w rozmowie ze znajomymi, gdy rozpoczęła się dyskusja o bojkocie, doszedłem do wniosku, że w tym wszystkim ważna jest świadomość tego, co się w Chinach dzieje naprawdę i świadomość tego, że chce się nam wcisnąć kit i że za całą imprezą stają wielkie pieniądze. Z taką myślą oglądałem fragment otwarcia, dokładniej tradycyjnej parady reprezentacji. Chociaż jak wspomniałem, bojkot rozumiem. Sam nie oglądam relacji, chociaż z zupełnie innych powodów ;) A co do olimpiady w Berlinie. Kiedyś jak byłem w Empiku wpadła mi w oko (wystawiona na eksponowane miejsce) monografia poświęcona właśnie tej olimpiadzie. Pierwsza myśl jaka przyszła mi do głowy: \"No tak, przecież zbliża się Pekin...\"



Odpowiedz

W przypadku IPN-u zdobyłeś się Sebastianie na próbę obiektywnej oceny, wskazując zarówno na dobre, jak i złe strony działalności IPN-u. Tym razem napisałeś zaskakująco dla mnie jednostronny i nie wnoszący zupełnie nic nowego felieton. Moralizator zwyciężył w Tobie (i to chyba z łatwością) analityka. No trudno.



Odpowiedz

Gość: Kamil Śmiechowski |

Piękny, romantyczny bełkot humanistów.... Tak oto określiłbym powyższe dywagacje i to zarówno Autora jak i innych komentatorów artykułu. Rzecz znamienna, że za absurdalnymi w gruncie rzeczy, choć - przyznaję - szlachetnymi nawoływaniami do bojkotu Igrzysk stoi przyjęty gdzieś w tle [i wyraźnie nie wyartykułowany] paradygmat postrzegania IO jako instytucji demokratycznego świata, jako pewnego symblolu wolności. Otóż w rozwoju historycznym jest to oczywisty nonsens. Olimpiady miały cokolwiek wspólnego z ideałami olimpizmu może do igrzysk paryskich 1924 roku. Odtąd stały się dla poszczególnych organizatorów jedynie okazją dla demonstrowania swojej dumy narodowej czy ideologii państwowej, a przypadki brlińsikie, moskiewskie czy pekińskie są tylko ukoronowaniem tego trendu. Wteszcie nigdy instytucją demokratyczną nie był sam organizator - MKOL, zdominowany zaiste przez typy spod ciemnej gwiazdy, z reguły nie pochodzące z państw demokratycznych. Kamil Śmiechowski



Odpowiedz

Gość: Stylista;) |

Ogólnie ton artykułu i wypowiedzi podobny jest do moich odczuć odnośnie olimpiady, jednak osobista moja uwaga;) \"W TVN24 stwierdził on, że przecież nie ma kraju na świecie, który w 100% realizowałby prawa człowieka.\" i tu sie zgodze, nawet i z Polski skargi na NP.NA SADY WYGRYWAJA OBYWATELE, USa ciazy na sumieniu Guantanamo, wiezienie abu-grai (to w iraku gdzie torturowali wiezniow, nazwa uleciała wiec fonetycznie pisze:P) i inne.. tyle ze jest roznica drobna czy realizuje sie 90pare % i dazy do 100 czy realizuje 30 procent i uznaje ze to wystarcza jak np w Chinach;]My tez niejestesmy całkiem bialutcy, tyle ze Chiny w porownaniuz nami wygladaja jak murzyn;)



Odpowiedz

Gość: rodak |

Romku, nie wiem, jaką drugą stronę medalu dostrzegasz w tych igrzyskach? A jeśli jest jakaś - to chyba dosyć sporo o niej się nasłuchaliśmy przed i w trakcie inauguracji. Faryzejski jest argument, by polityka nie zakłócała igrzysk, bo jeśli mnie oczy nie myliły przez długie minuty mogliśmy obserwować gigantyczną podobiznę Mao, gdy pochodnia zbliżała się do znicza olimpijskiego. Jeśli przypominanie o łamaniu praw człowieka jest polityką. to dlaczego epatowanie chińskimi nacjonalistyczno-komunistycznymi (cóż za dziwaczny miks) ikonami jest czymś lepszym? Zgodzę się, że w swojej hałaśliwej histerii dziennikarze przesadzają i zachowują się niepoważnie. Jednemu zginął telefon i policja pomogła go znaleźć - od razu link na stronie głównej gazety.pl. że niby totalna infiltracja. Albo na innego pismaka żołnierz krzywo spojrzał i już zaczyna się doszukiwanie się agentów bezpieczeństwa w twarzach przechodniów. Mam w ogóle wrażenie, że dziennikarze są na swój (drapieżny) sposób zawiedzeni, że te Chiny to nie zafundowały bicia opozycjonistów i zamykania sportowców na oczach świata, więc próbują sami kreować rzeczywistość. Ale to akurat tylko odprysk głównej dyskusji, której sedno jest takie: kraj, który kpi sobie z zasad demokracji, z praw człowieka kupił sobie igrzyska. To jest haniebne i koniec. I wiara, że Chiny się zmienią pod wpływem zawodów jak na razie okazuje się dziecinną naiwnością. O czym w ogóle mówimy - skoro za WIELKI SUKCES odtrąbiono fakt, że dziennikarze (po wielu bojach) uzyskali w niektórych miejscach dostęp do Internetu - i to wciąż nie do wszystkich stron. To są te pozytywne zmiany? Tak, na pewno odczuli je więźniowie i dysydenci. Jedyne zmiany, na które zdecydowały się Chiny to te, które opłacają się w kontekście promocji (w tym najprostszym rozumieniu) igrzysk.



Odpowiedz

Gość: wf |

żeby krytykować to święto powinieneś chociaż znać jego prawdziwą nazwę. nie olimpiada, tylko igrzyska olimpijskie, różnica jest kolosalna



Odpowiedz

Kolosalna? Znaczy jaka? Jakakolwiek poza czystą, nic nie znaczącą semantyką?



Odpowiedz

Gość: Sebastian Adamkiewicz |

Wiem wf, że Olimpiada to okres pomiędzy igrzyskami, ale weź pod uwagę również to, że powtarzanie co zdanie słowa Igrzyska byłoby niezbyt estetyczne



Odpowiedz

Gość: Sebastian Adamkiewicz |

I może jeszce kilka słów odniesień do poszczególnych dyskutantów. @ MB Oczywiście oficjalnie tak. Ale czy interwencja w Afganistanie nie była jakimś drobnym elementem Zimnej Wojny @ Przemku Zauważ, iż celowo nie podnoszę tutaj sprawy Tybetu jako problemu naczelnego. W moim przekonaniu Tybet został trochę przypadkowo symbolem oporu wobec IO w Pekinie. Śmieszne troszkę jest to, że raptem wszyscy stali się obrońcami Tybetu jakby nagle przypomnieli sobie o tym problemie. Z resztą, sam Tybet w okresie teokracji też ostoją wolności demokratycznych nie był;) Ale Chiny to nie tylko Tybet...i może przede wszystkim nie on. Co zaś się tyczy porównania. Oczywiście jest ono przesadzone w sposób celowy, aczkolwiek czy do końca. My też patrzymy na III Rzesze z perspektywy wojny i holocaustu. Czy taka była III Rzesza w 1936?? Chodziło mi raczej o to, że obdarowywanie dyktatur, czy państw mających prawa człowieka w głebokim poważaniu, i mówienie przy okazji, że polityka nie może zdominować sportu, jest błędnym myśleniem... @ Kamilu Może i romantyczny, a może trzeba w sobie czasem uwolnić pokłady romantyzmu? Pewnie przykłądów rozmijania się haseł z praktyką jest w życiu codziennym wiele, ale czy to oznacza, że nie mamy tego krytykować, wskazywać owego rozmijania się...wytykania hipokryzji?? Dlaczego otwarcie nie mówić, że Bush, który z jednej strony walczy o lepsze, demokratyczne jutro, firmuję inaugurację IO swoją twarzą? Zawsze można powiedzieć, że przecież to polityka, a w polityce nie ma sentymentów, ale pozostając przy takim stanowisku zamieniamy się już tylko w intelektualnych koniunkturalistów.....



Odpowiedz

Rodak -> W zasadzie żeby odpowiedzieć na Twoje pytanie musiałbym napisać co najmniej osobny felieton (który na Hmagu by się już nie zmieścił, bo dotyczyłby stricte współczesności), więc trudno mi tutaj wyjaśniać, jaką drugą stronę medalu widzę. Chociaż człowiek wychowany w naszej kulturze nie może w zasadzie nie potępiać tego, co się w Chinach dzieje (w zakresie ochrony i przestrzegania praw człowieka), to jednak ograniczenie się do świętego oburzenia jest wręcz intelektualnym lenistwem (choć szlachetne odruchy są często jego przyczyną), które nie sprzyja nawet sprawiedliwej ocenie, a co dopiero głębszej analizie.



Odpowiedz

Gość: Przemysław Damski |

Wydaje mi się, że Romek ma rację. Nasz punkt widzenia nakazuje oburzenie, ale trzeba się postarać ich punkt widzenia, nawet jeśli nie możemy się z nim zgodzić. @ Sebastianie Oczywiście odnośnie Tybetu masz rację, jak również w przypadku sprzeniewierzenia ideałów olimpijskich, jednak ta sytuacja ma w istocie miejsce co roku. Nie podoba mi się oburzanie tylko przy okazji takich sytuacji jak Chiny, Niemcy czy ZSRS. Oczywiście są one najjaskrawsze, jednak społeczna reakcja tylko w tych przypadkach to cynizm naszej cywilizacji. Jeśli chodzi o to porównanie z Pekinu z Berlinem, w komentarzu rozjaśniłeś, co było Twoją intencją. Masz rację, że oceniamy tamte igrzyska post factum. Będę się jednak upierał, że to nie to samo. Posługiwanie się, charakterystycznymi dla publicystyki, hiperbolami czy nazbyt jaskrawymi parabolami prowadzi do zaciemnienia a nie do wyjaśnienia. Tym samym oddalamy się od zrozumienia obu problemów. Jakkolwiek podobieństwa, co starałeś się pokazać, występują, to postawienie obu tych sytuacji jest, w moim subiektywnym odczuciu, nadużyciem. Jeśli chodzi o Afganistan, wydaje mi się, że bardziej zasadne byłoby powołanie się na interwencję sowiecką w tym kraju, aniżeli na zimną wojnę. Oczywiście był to jej pewien element, jednak przypomnijmy, iż rywalizacja Moskwy i Waszyngtonu trwała w latach 1946-1989(1991). Zasadne wydaje się zatem doprecyzowanie, jaki był bezpośredni powód bojkotu. @ wf Zapewne wszyscy wiemy, iż olimpiada jest okresem pomiędzy igrzyskami. Stanę jednak po stronie Sebastiana, który, w kontekście nazywania różnego rodzaju imprez sportowych czy turniejów wiedzowych olimpiadami, miał - ze względów stylistycznych - prawo posłużyć się tymże określeniem.



Odpowiedz

Co do olimpiad - termin ten jako odcinek czasu między igrzyskami odnosi się do czasów antycznych. Nie spotkałem się z nim w naszych czasach, natomiast używa się go jako zamiennika słowa \"igrzyska olimpijskie\".



Odpowiedz
Sebastian Adamkiewicz

Członek redakcji portalu „Histmag.org”, doktor nauk humanistycznych, asystent w dziale historycznym Muzeum Tradycji Niepodległościowych w Łodzi, współpracownik Dziecięcego Uniwersytetu Ciekawej Historii, współzałożyciel i członek zarządu Fundacji Nauk Humanistycznych. Zajmuje się badaniem dziejów staropolskiego parlamentaryzmu oraz kultury i życia elit politycznych w XVI wieku. Interesuje się również zagadnieniami związanymi z dydaktyką historii, miejscem „przeszłości” w życiu społecznym, kulturze i polityce oraz dziejami propagandy. Miłośnik literatury faktu, podróży i dobrego dominikańskiego kaznodziejstwa. Współpracuje - lub współpracował - z portalem onet.pl, czasdzieci.pl, novinka.pl, miesięcznikiem "Uważam Rze Historia".

Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.

UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji i filmów dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod nimi lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org