Gioia Diliberto — „Kolekcja. Diabelski szyk Coco Chanel” – recenzja i ocena

opublikowano: 2008-08-10 22:53
wszystkie prawa zastrzeżone
poleć artykuł:
O Coco Chanel napisano już dziesiątki książek. Czy najnowsza wnosi coś nowego do tej obszernej... kolekcji?
REKLAMA
Gioia Diliberto
Kolekcja. Diabelski szyk Coco Chanel
cena:
Tytuł oryginalny:
The Collection
Wydawca:
[Znak](http://www.znak.com.pl/kartoteka,ksiazka,2083,tytul,Kolekcja)
Tłumaczenie:
Anna Gralak
Rok wydania:
2008
Okładka:
miękka
Liczba stron:
320
Format:
136 x 205 mm
ISBN:
978-83-240-0956-5

Niewiele kobiet żyjących w XX w. doczekało się tylu biografii, spektakli teatralnych i różnego rodzaju wystaw na swój temat, co Gabrielle Bonheur Chanel. Wielką popularność zyskała dzięki kilku prostym wynalazkom – przede wszystkim małej czarnej sukience.

Z okazji 125. rocznicy urodzin wybitnej projektantki mody wydawnictwo Znak opublikowało powieść Gioi Diliberto pod tytułem „Kolekcja. Diabelski szyk Coco Chanel”.

Książka ta jest osadzona w realiach historycznych, nie stanowi jednak powieści historycznej. Wszystkie postaci, z wyjątkiem Chanel, jej kochanka Arthura Capela oraz niewielkiej grupy znanych projektantów i artystów, są fikcyjne. Podobnie fabuła powieści, choć autorka nawiązała do prawdziwych wydarzeń (obchody dnia Bastylii, ponowne otwarcie toru wyścigowego w Longchamps po I wojnie światowej i strajk pracownic paryskich domów mody).

Europa owych czasów jest tutaj tylko rozmazanym tłem. Śledzimy akcję powieści rozgrywającą się w czasach międzywojnia, w epilogu zaś pisarka przenosi nas do 1962 roku. Nie ma jednak mowy o tym, co działo się przez te wszystkie lata: ani o przyjaźni Chanel z nazistowskim szpiegiem (Hansem Guntherem von Dincklage) podczas II wojny światowej, ani o kryzysie jej domu mody spowodowanym końcem wojny. Tym bardziej autorka nie przedstawia dziejących się w tle wydarzeń wielkiej historii. „Kolekcja” traci na tym i staje się, w mojej opinii, mało ambitną powieścią beletrystyczną dla kobiet.

Tragedia za tragedią...

Główna bohaterka, Isabelle Varlet, jest młodą prowincjuszką, która postanawia wykorzystać swój krawiecki talent. Za namową szefowej pracowni krawieckiej w swojej wiosce, postanawia — po śmierci bliskich — wyruszyć do Paryża i zdobyć pracę u samej Chanel.

Już od pierwszych stron miałam dziwne wrażenie, że autorka bardzo spieszy się z akcją, przez co nie rozwija jej w należyty sposób. W II rozdziale powieści najpierw umiera chłopak Isabelle, Jacques, a kilka tygodni potem, dziwnym trafem, wszystkie ciotki, które ją wychowują.

Ale cóż, możemy przyjąć ten traf za zamysł autorki: od samego początku dziewczyna ma w życiu strasznego pecha...

Zły los odwraca się zaledwie kilka stron dalej, kiedy Chanel przyjmuje Varlet do pracy, ponieważ widzi dobrze skrojoną, uszytą przez dziewczynę, sukienkę. Odrobinę naiwne. Tak samo naiwne, jak pokazanie, jakoby Coco pozwalała dziewczynom pożyczać na imprezy sukienki z garderoby swojej pracowni.

Duch epoki pilnie poszukiwany

Diliberto przedstawiła epokę jazzu, nie czując jej ducha. Zabawa, na którą wybiera się główna bohaterka, wydaje się jedynie spędem znanych osobistości i niczym więcej. Scena ta stanowiła świetną okazję do popisania się pisarskim kunsztem, ukazania przepychu i splendoru towarzyszącego zabawom paryskiej śmietanki towarzyskiej.

Fotografia Coco Chanel autorstwa słynnego amerykańskiego fotografa Horsta

Widać tutaj wyraźnie, że Gioia Diliberto pisząc książkę, nie przestała być dziennikarką. Fantazja to ostatnie słowo, z jakim można skojarzyć opisy literackie w „Kolekcji”. Treść książki, ze względu na swoją lakoniczność, mogłaby być co najwyżej podstawą do stworzenia scenariusza prostego filmu.

Powtarzające się sformułowania w rodzaju „zmiażdżyła ustami moje policzki”, czy też „petite bleue” za pierwszym razem bawią, na następnych stronach już tylko denerwują i psują przyjemność czerpaną z lektury. Nie wiadomo jednak, czy jest to wina tłumaczki, czy pisarki posiadającej stępione pióro.

REKLAMA

Rozumiem, że w latach międzywojnia zasady szyku i dobrego stylu wyznaczał Paryż, ale nie jest to wystarczający powód do nadużywania francuskojęzycznych zwrotów. Odnoszę wrażenie, że autorka za pomocą tak obfitego ich nagromadzenia próbuje budować klimat powieści. Co zresztą i tak jej się nie udaje.

Ciągłe zaglądanie do słownika (znajdującego się z tyłu książki) potrafi zepsuć każdą lekturę, nawet na tak lekki i przyjemny temat, jakim jest moda.

Chanel – diabeł w spódnicy?

Zalet książki długo nie szukałam. Po krótkim namyśle potrafię wskazać tylko jedną.

Autorka dość barwnie przedstawiła zarys współpracy krawcowych z Coco Chanel. To jak były traktowane przez kreatorkę i warunki, w jakich pracowały. Wygląd hali, w której szyły, przymiarki, wykrawanie wzorów i tworzenie modeli, można sobie ze szczegółami wyobrazić.

Ten, kto w „Kolekcji” poszukuje informacji na temat projektantki, w powieści postaci drugoplanowej, może srogo się zawieść. Nie dajcie się skusić na wabik w postaci podtytułu „Diabelski szyk Coco Chanel”. Nie wiadomo, dlaczego właściwie diabelski.

Wizjonerka mody okresu międzywojennego nie zostaje przedstawiona ani jako tyranka, ani jako władczyni miłościwie panująca w królestwie szyku.

Zabrakło wyrazistego portretu psychologicznego najjaśniejszej gwiazdy ówczesnego krawiectwa albo chociażby analizy któregoś z jej zachowań. Kilka epizodów przemawiających za tym, że Gabrielle traktowała ludzi z wyższością, choć miała też dobre serce i poczucie humoru, wcale a wcale mnie nie przekonało. Są one jakby wyjęte z kontekstu.

Można za to dowiedzieć się co nieco o kulisach przygotowywania kolekcji w domu mody Chanel. W książce występuje też wątek kradzieży modeli z pracowni, działania nagminnego w tamtych czasach. Autorka przedstawiła realia pracy nad jedną z kolekcji. Pod olśniewającym efektem końcowym — pięknymi sukniami i kostiumami — kryją się nieraz przestępstwa i nadużycia świata mody. Gioi Diliberto udało się je pokazać.

Dobra książka na plażę?

Biorąc tę powieść do ręki myślałam, że jej fabuła będzie kręcić się wokół Coco, a nie dziewczyny z prowincji, która próbuje zrobić karierę w wielkim mieście (jak niegdyś sama Chanel). Miałam nadzieję, że będzie to coś, co mnie zaczaruje, wzruszy, przeniesie do Paryża. Nie za pomocą francuskojęzycznych wstawek, tylko słów składających się na opisy obrazujące klimat.

Tymczasem „Kolekcja” to książka dobra na plażę, w sam raz do poleżenia z nią na słońcu. Niestety czytelniczki nie dowiedzą się z niej, że modę na opalanie rozpowszechnił nikt inny, tylko właśnie Chanel. Nie dowiedzą się też wielu innych rzeczy o wielkiej krawcowej i jej pomysłach.

Książki nie broni nawet współpraca autorki z Billym Atwellem, byłym wykładowcą na wydziale mody w School of the Art Institute of Chicago. Nie broni jej także przypadająca 19 sierpnia 125. rocznica urodzin Gabrielle Chanel.

Współczesne i dawne kolekcje domu mody Chanel stworzone za życia ich projektantki podobają mi się zdecydowanie bardziej, niż powieść. Mają charakter, który ich broni. Książka na temat jednej z nich go niestety nie posiada.

Tekst zredagował: Kamil Janicki

Korekta: Małgorzata Misiurek

REKLAMA
Komentarze

O autorze
Gabriela Francuz
Studentka Uniwersytetu Jagiellońskiego (kulturoznawstwo bliskowschodnie). Interesuje się kulturą okresu międzywojennego, historią mody, sytuacją kobiet w świecie arabskim oraz tematyką żydowską. Publikowała m.in. w „Didaskaliach”, „Gazecie Wyborczej” i „Gazecie Krakowskiej”. Prowadzi rubrykę poświęconą modzie w internetowym wydaniu „Gazety Wyborczej” i bloga Street Fashion in Cracow

Wszystkie teksty autora

Zamów newsletter

Zapisz się, aby otrzymywać przegląd najciekawszych tekstów prosto do skrzynki mailowej. Tylko wartościowe treści. Za darmo.
Zamawiając newsletter, wyrażasz zgodę na użycie adresu e-mail w celu świadczenia usługi. Usługę możesz w każdej chwili anulować, instrukcję znajdziesz w newsletterze.
© 2001-2023 Promohistoria. Wszelkie prawa zastrzeżone