Grzegorz Łyś – „Przystanek Tworki. Historia pewnego szpitala” – recenzja i ocena
Grzegorz Łyś – „Przystanek Tworki. Historia pewnego szpitala” – recenzja i ocena
Gdybyśmy jednak mieli powiedzieć o Tworkach coś więcej niż to, że jest słynnym szpitalem psychiatrycznym, mielibyśmy kłopot. Choć jest to miejsce pobudzające wyobraźnię, dopiero teraz doczekało się własnej biografii. Książka Grzegorza Łysia jest bowiem biografią miejsca. Autor stworzył opowieść o losach – nie człowieka, a szpitala.
Łyś jest dziennikarzem, reporterem, który zajmuje się tematyką społeczną, historyczną, ekonomiczną. Publikował w prasie, m. in. w „Życiu Warszawy” i „Rzeczpospolitej”. W ostatnich latach napisał dwie książki – biografię antropologa i podróżnika Bronisława Malinowskiego oraz utrzymany w reporterskim stylu Bzik kolonialny. II Rzeczpospolitej przypadki zamorskie, w którym przybliża plany i próby realizacji polityki kolonialnej w międzywojennej Polsce.
W najnowszej publikacji sięga po równie interesujący temat. Pisze, zachowując bliski sobie styl reporterski, przeplatając go fabularyzowanymi fragmentami. Zabieg ten nie tylko nadaje tekstowi dynamiki, lecz także sprawia, że opisywane miejsce ożywa, a ludzie stają się realni, dzięki temu, że mogą mówić własnym głosem. Autor w czternastu rozdziałach zawarł historię szpitala psychiatrycznego w Tworkach i związanych z nim osób – personelu i pensjonariuszy. Ważnym wątkiem, który osadza szpital w szerszym kontekście, są dzieje psychiatrii i podobnych placówek we wcześniejszych wiekach, a także w okresie jej istnienia. Łyś kilkakrotnie nawiązuje do tego tematu, co pozwala lepiej zrozumieć czym były Tworki na przestrzeni ponad stu lat istnienia oraz z jakimi problemami borykali się lekarze, a także ich podopieczni. Pokazuje również zmiany, które w ciągu wieków zachodziły w podejściu do chorób psychicznych i osób nimi dotkniętych.
Placówka została otwarta w 1891 roku po przeszło 25 latach starań i planów. Była nowoczesna, nie tylko jeśli chodzi o rozwiązania architektoniczne, sanitarne czy bytowe, lecz także w podejściu do pacjentów. Można przeczytać o jasnych przestronnych salach, oświetleniu elektrycznym, wodociągu, kanalizacji a nawet absolutnej nowości – kuchni parowej. Pacjentom wprawdzie nadal nie można było zaproponować zbyt wiele w zakresie leczenia, na to przyjdzie jeszcze poczekać do połowy XX wieku i rewolucji farmakologicznej, ale starano się im zapewnić spokój i godne traktowanie. W oknach zrezygnowano z krat, by nie budziły przykrych skojarzeń. Wielu z nich pozostało w szpitalu do końca życia. Autor przybliża relacje personelu między sobą, a także z pacjentami – jaki stosowano podział na grupy wśród pensjonariuszy, jak zajmowano się nimi w zależności od zdiagnozowanej choroby. Ciekawie opisuje jak zmieniały się dolegliwości i zachowania chorych, w czym swój udział miały chociażby zdobycze cywilizacji. Zaspokaja przy okazji ciekawość czytelników, którzy zapewne liczą na anegdoty. Tych w książce nie brakuje.
Nie tylko pacjenci spędzali w Tworkach lata. Dla wielu lekarzy i personelu pomocniczego to również był najważniejszy adres w ich życiu. Praca przechodziła z rodziców na dzieci. Ludzie się znali, spędzali razem czas, żenili się między sobą. Mieszkały tu kolejne pokolenia, co tworzyło, zwłaszcza na początku, szczególną atmosferę. Dość powiedzieć, że na terenie szpitala działało przedszkole. Na początku istnienia praca w tym szpitalu była przedmiotem starań ambitnych lekarzy, ze względu na możliwości rozwoju zawodowego i przyzwoite zarobki. Dopiero w okresie PRL to się zmieniło i więzi pokoleniowe zaczęły się rozpadać, a młodzi nie wiązali swej przyszłości już tak ściśle ze szpitalem. To, że każde miejsce tworzą ludzie, znajduje potwierdzenie w wyborze fotografii na okładkę. Nie znajdziemy na niej budynków, jak można by się spodziewać, a personel.
Zdjęcia placówki zamieszczono w środku książki. Przedstawiają obiekty szpitalne, od początku istnienia po współczesność, ludzi z nim związanych oraz inne miejsca na terenie lecznicy, takie jak kościół czy cmentarz. Patrząc na pierwsze fotografie trudno się dopatrzyć idyllicznej atmosfery przywołanej przez autora, a zaczerpniętej z ówczesnych relacji. Ceglane gmachy sprawiają raczej posępne wrażenie, zwłaszcza że szpital powstał na otwartej przestrzeni, a dzisiejsze drzewa musiały dopiero urosnąć.
Atmosfera miejsca, które żyło trochę własnym życiem, pozostając w lekkiej izolacji od reszty świata, została trafnie przedstawiona. Sprzyjało to różnym działalnościom, które wymagają dyskrecji, stąd w książce pojawia się na przykład wątek wolnomularstwa i równie interesujący dotyczący pacjentów, którzy symulując chorobę trafili do szpitala, by uniknąć kary np. za nielegalną działalność polityczną. Podczas II wojny światowej ukrywano tu Żydów, w czasie stanu wojennego władze podejrzewały, że w murach szpitala znaleźli schronienie działacze Solidarności.
Tajemniczy tworkowski szpital staje się dzięki tej publikacji nieco mniej nieodgadniony. Autor z powodzeniem przyczynił się do zachowania pamięci o tym miejscu, ludziach i tym co się w nim działo. Najwięcej uwagi poświęcił początkom i pierwszym dekadom działalności szpitala aż do II wojny światowej. Okres PRL i współczesność scharakteryzował już bardziej zwięźle. Mam jednak wrażenie, że autor nie do końca zapanował nad obszernym materiałem. Osią konstrukcji jest wprawdzie upływający czas i chronologia, ale i tak ma się wrażenie lekkiego chaosu, przeskakiwania z wątków w skali mikro do wątków w skali makro bez dobrego sklejenia ich w całość. Sądzę, że wynika to z doświadczeń autora, które są bardziej dziennikarskie niż pisarskie.
Podczas pisania korzystał z ówczesnej prasy, wspomnień lekarzy, personelu oraz ich rodzin (z niektórymi rozmawiał osobiście), artykułów i opracowań dotyczących szpitala i dziejów psychiatrii. Sięgnął również po fabuły osadzone w scenerii tworkowskiej. Relacje świadków zawsze stanowią ciekawe choć subiektywne źródło informacji dlatego daje się odczuć brak tych, które pochodziłyby od pacjentów lub ich bliskich czy okolicznych mieszkańców.
Jest to sprawnie napisana książka, która na pewno nie wyczerpuje tematu, ale pozostawia odbiorcę z ciekawymi przemyśleniami i pojęciem czym były szpitale psychiatryczne kiedyś i czym są obecnie. Znalazłam w niej co najmniej kilka wątków, które zainteresowały mnie na tyle, by poświęcić im więcej uwagi. Jako społeczeństwo jesteśmy coraz bardziej otwarci na zaburzenia natury psychicznej. Już nie są tak stygmatyzowane jak kiedyś. Tabu wokół nich zmniejsza się i Przystanek Tworki moim zdaniem dobrze wpisuje się w tę humanistyczną atmosferę.
