Grzegorz Wielgus – „Połaniecka. Najgłośniejsza zmowa milczenia w historii PRL” – recenzja i ocena
Grzegorz Wielgus – „Połaniecka. Najgłośniejsza zmowa milczenia w historii PRL” – recenzja i ocena
Z jednej strony mamy świąteczną atmosferę 1976 roku i senną polską wieś w cieniu gierkowskich bloków, z drugiej krwawą tajemnicę na drodze, gdzie pod kołami autokaru i w przydrożnym rowie znaleziono zmasakrowane ciała ofiar. To, co lokalna milicja i prokuratura próbują nieudolnie zakwalifikować jako nieszczęśliwy wypadek, okazuje się mistyfikacją, która wywraca życie mieszkańców do góry nogami.
Do akcji wkracza porucznik Grewling z krakowskiego wydziału kryminalnego. To postać z krwi i kości, outsider celowo rzucony w wir wydarzeń jako ktoś nieuwikłany w miejscowe układy. Zderza się on z murem milczenia, który sięga głębiej, niż ktokolwiek mógłby podejrzewać. Śledztwo prowadzi go do przerażającej rzeczywistości ukrytej za fasadą zwykłej polskiej wsi. Wielgus mistrzowsko buduje napięcie, serwując czytelnikowi kryminalny rollercoaster, gdzie jedynymi wiarygodnymi świadkami w tej sprawie wydają się być same ofiary, a kluczowe dowody znikają w tajemniczych okolicznościach.
Grzegorz Wielgus, który sam o sobie mówi, że jest ekspertem od „grzebania szpadlem w ziemi”, tym razem porzuca średniowieczne realia znane z cyklu o Bracie Gotfrydzie na rzecz mrocznego PRL-u. Choć debiutował fantastyką, w „Połanieckiej” udowadnia, że potrafi sprawnie poruszać się po gruncie reportażowym. Autor łączy fakty z fikcją, tworząc historię opartą na jednej z najgłośniejszych spraw w powojennej Polsce. Jednak, jak sam zaznacza w posłowiu, dokonuje pewnych zabiegów literackich, by nadać opowieści odpowiednią dynamikę, nie będąc jedynie kronikarzem sądowym. Jednocześnie na końcu książki znajdziemy bibliografię – przede wszystkim archiwalia.
Sercem tej ponurej historii jest konflikt między rodziną Łukaszków a Janem Sojdą, zwanym „Królem Zrębina”. Wielgus sięga tu po motyw chorobliwej zawiści, która prowadzi do tragedii antycznej w swym wymiarze. Konflikt nie wynikał z jednego zdarzenia, lecz narastał latami. Poszło o majątek, ziemię, a nawet o huczne wesele i nowego Fiata 125p, który w tamtych czasach był symbolem luksusu nie do zaakceptowania dla zazdrosnego sąsiada. To wstrząsające studium tego, jak sąsiedzka nienawiść i chęć dominacji mogą przerodzić się w czyste bestialstwo.
Najbardziej szokującym elementem powieści nie jest jednak sama zbrodnia, lecz to, co stało się w autokarze. Wątek „zmowy milczenia” został poprowadzony z dużym wyczuciem dramatyzmu. Scena, w której sprawca terroryzuje pasażerów, zmuszając ich do przysięgi na różaniec i maczania palców we krwi ofiar, wprowadza do powieści element niemal mistycznej grozy. To przerażający obraz psychologii tłumu i dominacji jednostki, gdzie strach skutecznie knebluje usta całej społeczności na niemal dwa lata.
Warto zwrócić uwagę na przemyślaną konstrukcję książki. Podział na dwadzieścia rozdziałów i dynamiczne dialogi sprawiają, że mimo objętości przekraczającej czterysta stron, lekturę pochłania się błyskawicznie. Autor z wprawą oddaje procedury milicyjne i prokuratorskie, szczególnie w pierwszych rozdziałach ukazujących zderzenie śledczych z absurdem sytuacji obnażając niewydolność ówczesnego systemu. „Połaniecka” to lektura mocna i angażująca, która staje się impulsem do refleksji nad naturą zła czającego się tuż za miedzą. To książka o pamięci i krzywdzie, która nie znika, dopóki ktoś nie odważy się o niej głośno opowiedzieć.
