Opublikowano
2011-12-30 18:48
Licencja
Wolna licencja

I kryzys marokański. Gdy świat stanął u progu wojny (cz. 1): Wilhelmstraße

Bernhard von Bülow oraz Friedrich von Holstein wpadli na pomysł wywołania międzynarodowego kryzysu, który miał doprowadzić do spektakularnej klęski zawartej niedawno ententy. Wilhelm II wspominał później o samym sobie, że „Kaiser znów się ugiął” i zgodził się na realizację tego planu.


Strony:
1 2 3

Dramatis Personae – fotografie i podstawowe informacje o postaciach występujących w artykule.

Fotografie przedstawiają Friedricha von Holsteina jako osobę zamyśloną i surową. Wysokie czoło, zmarszczone nad binoklami brwi i małe, przenikliwie, świdrujące oczy sprawiały, że wyglądał na osobę srogą i nieufną. Siwa broda skrywająca usta czyniła go jeszcze bardziej tajemniczym i nieprzeniknionym.

Holstein – szara eminencja

W wieku dwudziestu trzech lat został attaché ambasady pruskiej w Petersburgu. W latach 60. XIX wieku był członkiem różnych pruskich misji dyplomatycznych. Podróżował do Brazylii, Wielkiej Brytanii, Włoch czy Danii. W okresie wojny prusko-austriackiej przebywał na placówce w Waszyngtonie, lecz gdy wdał się w romans z żoną jednego z senatorów, musiał wrócić do Niemiec. W latach 70. trafił na pięć lat do Paryża w charakterze sekretarza niemieckiej ambasady.

Po kilku latach znalazł się w Auswärtiges Amt (Urząd Spraw Zagranicznych; w ówczesnym Cesarstwie Niemieckim odpowiednik ministerstwa spraw zagranicznych, na jego czele stał jednak nie minister, lecz sekretarz stanu, bowiem ster polityki zagranicznej dzierżył kanclerz) kierowanym przez Bernharda Ernsta von Bülowa. Pokonywał kolejne szczeble kariery i został szefem wydziału politycznego. Po odejściu Bismarcka zyskał sobie sławę szarej eminencji urzędu.

Bülow – ambitny intrygant

Otto von Bismarck (fot. ze zbiorów Deutsches Bundesarchiv, Bild 146-2005-0057) Bernhard von Bülow był jedną z najważniejszych postaci Cesarstwa Niemieckiego. Jego ojcem był Bernhard Ernst von Bülow, duński dyplomata, który za przejście na służbę Wilhelma I otrzymał w 1873 roku stanowisko sekretarza spraw zagranicznych. Piastował je aż do swojej śmierci. Cały czas pozostawał jednym z najwierniejszych popleczników żelaznego kanclerza Ottona von Bismarcka.

Gdy B. Ernst von Bülow umierał na udar, posłał po Holsteina i prosił go o opiekę nad swymi synami: Bernhardem i Adolfem. Ten był raczej zaskoczony, dotychczas bowiem, jak mu się wydawało, sekretarz robił wszystko, co mógł, aby go udręczyć.

Holstein opisywał młodego Bülowa jako osobę bladą, z której twarzy nigdy nie schodził uśmiech. Był pamiętliwym, nieszczerym intrygantem, który nigdy nie patrzył rozmówcy w oczy, a jeśli już to czynił, to z wysiłkiem. Holsteina uderzała również ogromna ambicja Bernharda – był on niezwykle przychylnie usposobiony do swojego opiekuna, jednak głównie dlatego, że zdawał sobie sprawę z jego koneksji. Ten, choć pozostawał zdystansowany wobec planów i zabiegów swego protegowanego, zachowywał niekłamany podziw dla jego zdolności manipulatorskich. Czasem czuł się z ich powodu nieswojo, nie potępiał jednak raczej ich używania, dostrzegając ich skuteczność. Z niekłamanym zadowoleniem obserwował natomiast, gdy jedna „mała hrabina” owijała sobie Bülowa wokół palca.

Przyszły kanclerz był osobą przebiegłą i ambitną, toteż szybko piął się w urzędniczej i dyplomatycznej hierarchii. W pierwszej połowie lat 70. pełnił szereg funkcji dyplomatycznych na placówkach w Rzymie, Petersburgu, Wiedniu i Atenach. Później został attaché ambasady niemieckiej w Paryżu oraz sekretarzem niemieckiej delegacji na kongres berliński. Pozwoliło mu to na zdobycie doświadczenia i dość istotnie wpłynęło na jego dalszą karierę. Niemało przysłużyło mu się małżeństwo z Marią Beecadelli di Bologna, wcześniejszą żoną hrabiego Dönhoffa. Dla jej „znamionujących inteligencję, a ponad wszystko dobroć i uczucie, czarnych oczu” stracił głowę (B. Bülow, Memoirs, vol. 4, s. 349, 406, 408, 531-532). To ją określił Holstein mianem „małej hrabiny”. Dla Bülowa porzuciła męża, z którym miała kilkoro dzieci, i wystarała się o papieskie unieważnienie małżeństwa.

O podbojach miłosnych młodego dyplomaty, zwłaszcza tych petersburskich, było głośno, po latach zapewniał on jednak, że Maria była jedyną prawdziwą miłością w jego życiu. Ich związek, choć nie można wykluczyć rzeczywistego uczucia, miał dla Bülowa znaczenie praktyczne, jego małżonka była bowiem powiernicą księżniczki Wiktorii, żony następcy cesarskiego tronu księcia Fryderyka. Nie ulega jednak wątpliwości, że Maria miała istotny wpływ na męża. Nakłoniła go do przyjęcia posady w Bukareszcie, gdzie został chargé d'affaires, a następnie szefem ambasady niemieckiej. Pozostawał tam do 1897 roku, gdy mianowano go jednocześnie sekretarzem spraw zagranicznych Niemiec (a więc szefem Auswärtiges Amt) oraz ministrem spraw zagranicznych Prus.

Gdy tylko Bülow objął kierownictwo na Wilhelmstraße (ulica, na której znajdował się między innymi Urząd Spraw Zagranicznych), Holstein stał się jego zaufanym współpracownikiem. Przez trzy lata udało im się zdobyć wpływy porównywalne jedynie z pozycją Bismarcka. Ukoronowaniem kariery Bülowa było objęcie przez niego w 1900 roku urzędów kanclerza Niemiec i premiera Prus przy zachowaniu stanowiska ministra spraw zagranicznych Prus. Chciał on, aby szefem Auswärtiges Amt został Holstein, ten jednak miał już sześćdziesiąt trzy lata i nawykł do załatwiania spraw z tylnego fotela. Pozostał on zatem szefem wydziału politycznego urzędu, a kierownictwo Wilhelmstraße przypadło baronowi Oswaldowi von Richthofenowi, który „do czasu swej przedwczesnej śmierci wspierał mnie [tj. Bülowa] nieprzeciętną pracowitością, niezawodną lojalnością, dalekowzrocznością i wielką skrupulatnością w sprawach wielkich i małych” (B. Bülow, Memoirs, vol. 1, s. 252).

Strategia i taktyka w trosce o „miejsce pod słońcem”

Zarówno Bülow jak i Holstein byli zwolennikami budowania silnej pozycji międzynarodowej Niemiec. W odróżnieniu jednak od Bismarcka, który w obawie przed francuskim rewanżem koncentrował się na uzyskaniu jak najlepszej pozycji w Europie w oparciu o system sojuszy, zdecydowali się wprowadzić Cesarstwo na arenę polityki światowej. Tak zwana Weltpolitik, dążenie do poszukiwania „swego miejsca pod słońcem” opierało się na przeświadczeniu, iż mocarstwo światowe winno posiadać kolonie. Przeciwny tego rodzaju ekspansji Bismarck pozyskał pod naciskami pewne posiadłości w Afryce i Oceanii, lecz nie zamierzał wykraczać poza to. Inni politycy znad Szprewy uważali jednak, że o sile mocarstw decydowały w dużej mierze terytoria zamorskie.

Kaiser Wilhelm II Retoryka kolonialna miała silny wpływ na cesarza Wilhelma II. Gdy objął tron po swym przedwcześnie zmarłym ojcu, od razu było wiadomo, że zachowawcza – w jego oczach – polityka Bismarcka będzie musiała odejść w zapomnienie. Coraz lepszą pozycję zaczęli zyskiwać zwolennicy Weltpolitik. Wśród nich obok Bülowa i Holsteina znalazł się Alfred von Tirpitz, ojciec cesarskiej marynarki wojennej (Kaiserliche Marine). Prowadzenie polityki światowej, nabywanie kolejnych posiadłości kolonialnych i ochrona dotychczasowych oraz efektywne wywieranie nacisków na inne mocarstwa w celu ochrony niemieckich interesów handlowych i gospodarczych wymagało posiadania floty wojennej.

Teoretycznie budowa nowych okrętów nie oznaczała od razu wejścia w konflikt z Wielką Brytanią. Była ona największą potęgą morską, która dbała o to, by jej siły były zawsze większe niż połączone floty dwóch kolejnych potęg (Two Power Standard). Royal Navy nie musiała zatem niepokoić się dopiero raczkującą Kaiserliche Marine. Na Wilhelmstraße uważano jednak, że trzeba rywalizować z mocarstwem najpotężniejszym, aby pozostałe poczuły respekt.

Tekst ma więcej niż jedną stronę. Przejdź do pozostałych poniżej.

Lubisz czytać artykuły w naszym portalu? Wesprzyj nas finansowo i pomóż rozwinąć nasz serwis!

Strony:
1 2 3
Napisz komentarz
Regulamin komentarzy

Gość: Przemysław Damski |

@Turu Właśnie tworzę drugą część. Proszę o cierpliwość. Jednocześnie pracuję nad rozdziałem doktoratu na zgoła inny temat. Mam nadzieję, iż ciąg dalszy Cię nie rozczaruje. Pozdrawiam Przemysław Damski



Odpowiedz

Gość: Turu |

Kiedy będzie ciąg dalszy? I dlaczego muszę czekać nań aż tak długo?



Odpowiedz
Przemysław Piotr Damski

Doktor nauk humanistycznych w zakresie historii powszechnej, specjalista dziejów XIX i XX wieku, ze szczególnym uwzględnieniem lat 1871–1918. Absolwent Uniwersytetu Łódzkiego; wykładowca w Akademii Finansów i Biznesu Vistula w Warszawie; współpracował ze Społeczną Akademią Nauk w Łodzi przy projekcie „Colonisation and Decolonisation in National History Cultures and Memory Politics in European Perspective”, nadzorowanym przez Universität Siegen (Siegen, Niemcy). Stypendysta Roosevelt Study Center (Middelburg, Holandia).

Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.

UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji i filmów dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod nimi lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org