Opublikowano
2018-01-02 10:25
Licencja
Wolna licencja

Jak nie potrafisz, nie pchaj się na afisz – kilka słów o „Koronie Królów”

Jak nie potrafisz, nie pchaj się na afisz – mówić miała często babcia mojego taty. Jak bardzo nieaktualna jest ta mądrość ludowa udowadniają twórcy serialu TVP „Korona Królów”. Oni nie potrafią, a i tak próbują wcisnąć wszystkim swój produkt.


1 2

Zobacz też: „Korona królów” – poznaj bohaterów serialu [Galeria]

Z publicystycznych opowieści o potrzebie polskiego kina historycznego można by zrobić jedną wielką copypastę. „Dlaczego nie ma filmu o tym i o tamtym!?”, „Przecież to gotowy scenariusz!”, „Tematy leżą na ulicy!” – od lat wytrząsali się rodzimi mędrcy na łamach różnych mediów. Ten brak kina historycznego (w dużej mierze mityczny, bo produkcji o polskiej historii powstało od czasu transformacji sporo) wpisywał się doskonale w narrację o porzuceniu dziejów, o odcięciu się od przeszłości, o zaniedbaniu polityki historycznej. Towarzyszyły temu jednocześnie zapowiedzi, że gdy tylko wrażliwi na historię staną się decyzyjni czasy wielkich filmów kostiumowych powrócą, a my już nie będziemy musieli się fascynować jedynie „Grą o tron” czy innymi „Wikingami”.

Kazimierz Wielki grany przez Mateusza Króla (fot. materiały prasowe Kazimierz Wielki grany przez Mateusza Króla (fot. materiały prasowe).

Opowieści takie ułatwiało to, że polska kinematografia przed 1989 przyzwyczaiła nas do wielu bardzo ciekawych i atrakcyjnych seriali dotykających historii. Serialowe adaptacje lektur, cała gama seriali wojennych, sagi rodzinne jak „Blisko coraz bliżej” czy „Najdłuższa wojna nowoczesnej Europy”, opowieści płaszcza i szpady takie jak „Czarne Chmury” lub „Przyłbice i kaptury” czy wreszcie historyczne tytany takie jak „Królowa Bona” i „Królewskie Sny”. Duża część mojego pokolenia na tych serialach się wychowała, a wielu kolegów historyków w nich upatruje swoją historyczną pasję. Stąd pragnienie ujrzenia współczesnych adaptacji dziejów wydaje się być naturalne, choć jednocześnie skażone amatorskim podejściem do kina jako takiego.

Film kostiumowy, a takim siłą rzeczy jest serial historyczny, podobnie jaka każdy inny produkt artystyczny wymaga pomysłu. Opowiadanie kamerą nie jest rzeczą prostą. Skonstruowanie historii i zamknięcie jej w 30 minutowym lub godzinnym odcinku, a jednocześnie podtrzymanie dramaturgii oraz sensowności akcji wymaga umiejętności większych niźli tylko dostrzeżenie, że w rozbiciu dzielnicowym tkwi potencjał na wielką opowieść filmową. W gruncie rzeczy historia na poziomie szczegółu jest dla przeciętnego odbiorcy dość nużąca. Filmowiec musi dokonać takich skrótów, aby ją uatrakcyjnić, sprawić by była po prostu ciekawą opowieścią. Dotyczy to zwłaszcza serialu, który musi trzymać w napięciu przez kilka, a może nawet kilkadziesiąt odcinków, w każdym mając swoje zwroty akcji, punkty kulminacyjne. Dodatkową trudnością filmu kostiumowego są koszty. Nie da się tego zrobić niskim budżetem i wolontaryjnym zatrudnianiem grup rekonstrukcyjnych. Oszczędności są na ekranie aż nadto widoczne.

„Korona Królów” odcinki 1. i 2. – recenzja

Czytaj dalej...

Być może dlatego przez lata do seriali historycznych nie wracano. Stawiano na produkty tańsze w wykonaniu, które za to były jeśli nie gwarantem zysku, to przynajmniej wyjścia na 0. Środowisko, które dochodziło do władzy w 2015 roku zapowiadało jednak powrót do tematyki historycznej podkręcając to ambitnymi zapowiedziami, że bez trudu osiągnie on poziom, do którego przyzwyczaiła nas zachodnia kinematografia. „Korona Królów” jest dowodem, że powiedzenie Pawlaka z filmu „Sami Swoi”, że im wyżej wleziesz, z większym hukiem zlecisz, jest mądrością uniwersalną. Nowy serial Telewizji Polskiej jest upadkiem z wysokiego konia. Nie chodzi o efekt finalny, ale całą historię tej produkcji. Na początku powstać miał serial inspirowany „Dynastią Tudorów” czy „Grą o tron” (choć ta przecież nie jest serialem historycznym!). Później deklaracje tonowano szukając prekursorów raczej w tureckiej telenoweli „Wspaniałe stulecie”. Z czasem jednak okazało się, że budżet produkcji był niedoszacowany, scenariusz słaby, a fotosy z planu które ujrzały światło dzienne bardziej przypominały jasełka w gminnym ośrodku kultury niż poważną produkcję.

korona  królów gra o tron wspaniałe stulecie piastowie kazimierz Na planie „Korony królów”, fragment programu Teleexpress z dnia 12.07.2017 r. - zrzut ekranu

W najbardziej krytycznym momencie do pomocy wezwana została Ilona Łepkowska, która swoim talentem do kreowania oper mydlanych pomóc miała nadchodzącej katastrofie wizerunkowej prezesa Kurskiego. Wywiady z nią nie napawały jednak optymizmem. Były raczej próbą bronienia czegoś, w stosunku do czego nawet konsultantka scenariuszowa (bo taką rolę przejęła Łepkowska) nie ma szczególnie serca. Ta zresztą – jak sądzę celowo – obniżała oczekiwania tłumacząc, że niczego wielkiego nie należy się spodziewać. TVP szło jednak w zaparte zapowiadając superprodukcję.

Poganka na polskim tronie? Kazimierz Wielki i Aldona Anna Giedyminówna

Czytaj dalej...
Jaki jest koń każdy, kto włączył TVP 1 w Nowy Rok o 18:30, mógł zobaczyć. Już na pierwszy rzut oka widać, że to projekt ratowany, że kłóci się w nim wola wielkiej narracji z wymuszoną niskim budżetem formą telenoweli. Pseudogwiezdnowojenne wprowadzenia do odcinków są tak zawiłe, że zamiast objaśniać niuanse historyczne jeszcze bardziej je zapętlają. Z jednej strony mamy pikanterię do której przyzwyczajają współczesne seriale (w „Koronie królów” to jedna scena pokazująca nagą kąpiel księżniczki Aldony), z drugiej zaś ugrzecznione dialogi i nienaganną czystość strojów. Rycerz, który z trudem uciekł z litewskiej niewoli jest czysty tak jakby właśnie wystąpił z Robertem Lewandowskim w reklamie szamponu, a jego szaty zostały wyprane przez Chajzera. Ambitne wątki fabularne mieszają się z kompletnie miałkimi, a widz ma wrażenie, że przez dwa pierwsze odcinki, autorzy po prostu nie mają na ten twór pomysłu. Dwór królewski wieje pustką jak przed remanentem, Wawel (w tej roli historyzujące Bobolice) stoi na jakimś odludziu, a nie w najbliższym sąsiedztwie sporego przecież jak na polskie warunki miasta.

Artykuły publicystyczne w naszym serwisie zawierają osobiste opinie naszych redaktorów i publicystów. Nie przedstawiają one oficjalnego stanowiska redakcji „Histmag.org”. Masz inne zdanie i chcesz się nim podzielić na łamach „Histmag.org”? Wyślij swój tekst na: redakcja@histmag.org. Na każdy pomysł odpowiemy.

Tekst ma więcej niż jedną stronę. Przejdź do pozostałych poniżej.

Polecamy e-book Antoniego Olbrychskiego – „Pojedynki, biesiady, modlitwy. Świat średniowiecznych rycerzy”:

Autor: Antoni Olbrychski
Tytuł: „Pojedynki, biesiady, modlitwy. Świat średniowiecznych rycerzy”

ISBN: 978-83-65156-07-5

Wydawca: Michał Świgoń PROMOHISTORIA (Histmag.org)

Stron: 71

Formaty: PDF, EPUB, MOBI (bez DRM i innych zabezpieczeń)

5,9 zł

(e-book)

1 2
Napisz komentarz
Regulamin komentarzy

Uwaga, wyświetliliśmy tylko ostatnio opublikowane komentarze. Zobacz wszystkie komentarze!

Gość: Koszmarna recenzja - dużo gorsza niż film. |

Jeśli nie potraficie nie silcie się na recenzje projektów takich jak telenowela historyczna. Popisując się wiedzą historyczną pokazujecie jednocześnie swoje dyletanctwo nie dostrzegająca takich błędów jak np. wykorzystanie produktów kuchennych czy sposobów przygotowania potraw nieznanych w średniowieczu. Większość rzeczy dostrzeganych przez Was jest bezmyślną krytyką czegoś co nazywa się "licentia poetica" - tak tak, taki termin poznaje się w podstawówce i choć telenowela poezją nie jest to dotyczy jej również. Tworzenie recenzji telenoweli tak jakby się oceniało pełnometrażowy wysokobudżetowy film jest kolejnym nieporozumieniem i żenadą. Wszystko to wskazuje że jest to uzasadnianie niechęci do tego ż wreszcie ktoś tworzy zachętę edukacyjną do pogłębienia wiedzy historycznej. Totalnie nie macie pojęcia o mechanizmach społecznych w wyniku których na wiele lat zostanie w wielu umysłach znajomość podstawowych faktów historycznych. Po raz któryś się przekonuje że Wasz portal to jedynie hałaśliwe bicie piany pseudohistrycznej. Wniosek - jeśli nie potraficie nie pchajcie się w strefę edukacji historycznej.



Odpowiedz

Gość: rafff |

@ Gość: Koszmarna recenzja - dużo gorsza niż film.
Najpierw trzeba zrozumiec recenzje chlopcze, a z tym u ciebie jak widze kiepsciutko. Ten serialik to jest dno; aktorskie, historyczne, polukrowane kolorami jak na odpuscie, kicz i tandeta. Autor wspomnial o Janosiku, a ja wspomne chociazby o Alternatywach 4, ale nie dlatego, ze to historycny obraz, bo przeciez wiadomo, ze nie. Ale dlatego, ze w tym serialu Barei roi sie od niescislosci, niespojnosci por dnia, pomieszczen (gdzie raz widzimy klatke 3 na 2 metry, a za chwile w tejze klatce miesci sie obraz matejki ktory ma chyba ze 7 metrow dlugosci. Kupa jest taich baboli. Ale zwroc uwage na jedno; MISTRZOWSKIE AKTORSTWO ktore powoduje, ze nie zauwaza sie tych wszystkich błędów. Czlowiek nie zwraca uwagi na te niedociagniecia, gdyz jest pochloniety pierwszym tłem, czyli znakomitymi dialogami, ukrytymi prztyczkami do owczesnej władzy. I to jest to czego w "koronie królów" brakuje. Aktorstwo jest a zenujaco niskim poziomie, a ta dziewczyna co gra Aldone to jest jakies kuriozum, dykcja, mimika, wyrazenie emocji jest na poziomie przedstwaienia szkolnego. Mysle, ze Marta Bryła powinna wrócic do formatu "pamietnikow z wakacji" albo "dlaczego ja?" W koncu w takim formacie zaczynala swoja przygode a aktorstwem i tam powinna zostac.....



Odpowiedz

Gość: mmz |

może to wynika z mojej zbyt niskiej wiedzy, ale jestem w tym serialu lekko zdziwiony:

mszami w języku polskim w XIV w. (?)
trzymaniem korony na wierzchu w mieszkaniu, jak dziś powiedzmy laptopa (chyba powinna być w skarbcu)
koroną rodem chyba z jakiegoś J-nexu (z pełnym szacunkiem dla wszelkich firm produkujących sztuczną biżuterię)



Odpowiedz

Gość: A mnie się |

serial wcale nie niepodoba. Po prostu nie oglądam. Ciekawe, jakby wyglądał gdyby za produkcję wziął się TVN (Polsatu nie podejrzewam o takie zapędy). Pewnie Karolak, Dereszowska, Linda, Pazura, Szyc, Sztur, Bujakiewicz, Khazadi, Piróg, Żmuda-Trzebiatowska, a Beata Tyszkiewicz jako królowna. Tylko krew, bluzgi i plucie. To by był dopiero hit.



Odpowiedz

Gość: Zapomniałem |

o Grabowskim. Jako król wyglądałby w dechę, prawie jak w Pitbulu.



Odpowiedz

Gość: |

Poza wszystkimi wymienionymi wadami, jest jeszcze ta, że twórcy serialu chcieli zrobić film dla wszystkich, także dla dzieci. Mamy więc grzeczną historyjkę a przecież, każdy kto zna biografię Kazimierza Wielkiego, wie, że pełno tam seksu i przemocy - gwarantów sukcesu tego typu produkcji.



Odpowiedz

Gość: Jasienica |

Serial nie powala kiepscy aktorzy, kostiumy itp. Plus za podjecie tematu. Moze nastepny serial bedzie lepszy jesli taki powstanie. Ale to wszystko wina PIS



Odpowiedz

Gość: asd |

@ Gość: Jasienica
ooo tak , ciepła zima w tym roku to niewątpliwie takze wina PIS :-))



Odpowiedz

Gość: Plusy za podjęcie tematu |

należą się też Kawalerowiczowi, w końcu nakręcił Quo vadis, którego wizualnie nie mógł znieść nawet papież (w końcu przysypiał na projekcji). Plusy za podjęcie tematu są tam, gdzie cała reszta siada, a odbiorca nie chce nic więcej, tylko żeby mu ktoś podjął temat. Widownia od ojca Rydzyka nie chce artyzmu, chce temat. To czemu się potem dziwić.



Odpowiedz
Sebastian Adamkiewicz

Członek redakcji portalu „Histmag.org”, doktor nauk humanistycznych, asystent w dziale historycznym Muzeum Tradycji Niepodległościowych w Łodzi, współpracownik Dziecięcego Uniwersytetu Ciekawej Historii, współzałożyciel i członek zarządu Fundacji Nauk Humanistycznych. Zajmuje się badaniem dziejów staropolskiego parlamentaryzmu oraz kultury i życia elit politycznych w XVI wieku. Interesuje się również zagadnieniami związanymi z dydaktyką historii, miejscem „przeszłości” w życiu społecznym, kulturze i polityce oraz dziejami propagandy. Miłośnik literatury faktu, podróży i dobrego dominikańskiego kaznodziejstwa. Współpracuje - lub współpracował - z portalem onet.pl, czasdzieci.pl, novinka.pl, miesięcznikiem "Uważam Rze Historia".

Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.

UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji i filmów dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod nimi lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org