Autor: Sławomir Leśniewski
Tagi: Artykuły, Późne średniowiecze, Polska, Historia polityczna
Opublikowany: 2022-11-20 15:51
Licencja: wszystkie prawa zastrzeżone

Jak zakon krzyżacki zapuścił korzenie w Prusach?

Krzyżacy przybyli na pogranicze pruskie zapewne w 1228 roku. Według papieża Honoriusza III „Zakon miał władać Prusami tak, aby nie zawładnęła nimi żadna inna siła”.
REKLAMA

Ten tekst jest fragmentem książki Sławomira Leśniewskigo „Krzyżacy. Czarno–biała legenda”.

Na pograniczu pruskim pierwsi zakonni wojownicy postawili nogę prawdopodobnie w 1228 roku. Był to niewielki liczebnie oddział dowodzony przez Konrada von Landsberga. Składał się zapewne z nowicjuszy, być może również ozdrowieńców pochodzących z terenu Niemiec, którzy po wyleczeniu z ran i odbyciu rekonwalescencji znów byli gotowi do służby. Oddział liczył zaledwie siedmiu rycerzy oraz około setki giermków i sług. Jak scharakteryzował ich Urban: „Byli oni dobrze uzbrojeni, dobrze wyposażeni i bardzo dobrze wyćwiczeni, ale żaden z nich nie mógł uchodzić za supermena. Zewnętrznie wyglądali jak zwykli rycerze; wewnętrznie byli gorliwymi mnichami”.

Krzyżacy na rycinie Michała Elwiro Andriollego

Tu historyk pije do zakonnej reguły nakazującej codzienne, ośmiokrotne modły, co musiało zabierać znaczną część czasu, ale stopniowo, w miarę oddawania się przez Krzyżaków bardziej przyziemnym obowiązkom, doznawało ograniczeń Prusowie mieli już wcześniej do czynienia z rycerzami-mnichami, jednak ci, których przyprowadził Konrad von Landsberg, wyraźnie się od nich różnili. Już samym swoim wyglądem budzili przestrach i zmuszali do szacunku. Jak napisał Henryk Sienkiewicz w Krzyżakach: „Rosłe i silne ich postawy (słabych nie chcieli Krzyżacy przyjmować), szerokie ramiona, kręte brody i srogie spojrzenia czyniły ich podobniejszymi do drapieżnych zbójów-rycerzy niemieckich niż do mnichów. Z oczu patrzyła im odwaga, hardość i pycha niezmierna”. Wizja pisarza, znanego z barwnego stylu i pewnej przesady w opisach, zapewne nie odbiega jednak w tym przypadku od rzeczywistości.

Prawdą jest bowiem, że nowicjusze aplikujący do zakonu krzyżackiego musieli sprostać dość wygórowanemu standardowi fizycznemu i w jego szeregach trudno było uświadczyć braci-rycerzy z widocznymi niedomogami w tym względzie. Na razie jednak przybyła tylko awangarda, nieledwie zwiad Krzyżaków. Na więcej nie mogli się zdobyć, gdyż w tym samym czasie trwała szósta krucjata pod przewodnictwem Fryderyka II, która miała doprowadzić do odzyskania Jerozolimy w drodze ugody z sułtanem Al-Kamilem, a Hermann von Salza wsparł go niemal wszystkimi siłami zakonu. Musiał jednak w sposób zauważalny zaakcentować, iż Krzyżacy poważnie traktują umowę i będą ją realizować.

Ostatnią rzeczą, jakiej mógł sobie życzyć wielki mistrz, była zmiana decyzji po stronie księcia Konrada lub pojawienie się na mazowiecko-pruskim pograniczu, obok działających tam już innych rycerskich zakonów, templariuszy i joannitów. Zwłoka mogła oznaczać zaprzepaszczenie podjętych dotychczas wysiłków oraz snutych planów.

REKLAMA

Pierwszą siedzibą von Landsberga i jego ludzi był gródek na niewielkim wzniesieniu na lewym brzegu Wisły, położony dokładnie naprzeciwko dzisiejszego Torunia. Nazwali go Vogelsang (ptasi śpiew). Sądząc po tym, co napisał cytowany przez Urbana, żyjący w XIV wieku niemiecki kronikarz i kapelan wielkiego mistrza Nicolaus von Jeroschin, czyniąc tak, posłużyli się ironią, bowiem: „Śpiewało tam wielu rannych, nie tak jak śpiewają skowronki, ale bolesną pieśń umierających”. Vogelsang był darem księcia Konrada, podobnie jak i kolejny gródek usytuowany po drugiej stronie rzeki w tzw. Starym Toruniu. Po niemiecku jego nazwa brzmiała Torn i wydaje się, że nawiązywała do znanej im z Ziemi Świętej twierdzy Toron (Tibnin), zbudowanej na początku XII wieku dla szachowania muzułmańskiego jeszcze podówczas Tyru.

Hermann von Salza

Późniejsza tradycja głosiła, że ta pierwsza strażnica na pruskiej ziemi powstała w konarach potężnego dębu, wzmocnionego drewnianymi blankami i otoczonego zasiekami. Miało w niej pełnić służbę siedmiu Krzyżaków. Wydaje się, że rzeczywistość była inna. Mogło być tak — co sugeruje znawca średniowiecznej wojskowości Andrzej Nowakowski — że potężnych rozmiarów dąb rósł wewnątrz fortalicji i w takim razie służył załodze wyłącznie jako doskonały punkt obserwacyjny. Niezależnie od tego, ile w krzyżackiej legendzie jest prawdy, a ile opowieści tworzących barwny „mit założycielski”, początki z pewnością były skromne. Co jednak nie znaczy, że tak również zachowywali się Krzyżacy. Przeciwnie. Nawet na nowym dla siebie i niepewnym gruncie nie potrafili ukryć swojego prawdziwego oblicza.

Bogobojni z pozoru bracia dopuścili się wobec schwytanych przez siebie pogan haniebnych uczynków, pokazując niewyobrażalne barbarzyństwo. Między innymi pochwycili znacznego pruskiego wielmożę, niejakiego Pipina, i za rzeczywiste bądź domniemane winy, jakich dopuścił się wobec chrześcijan — taki przekaz można znaleźć w źródłach — dosłownie wypatroszyli go z wnętrzności, stosując tzw. karę kiszek. Po wyciągnięciu ich z rozciętego brzucha i przybiciu jednego końca do drzewa, goniono nieszczęśnika wokół pnia tak długo, aż w mękach skonał. To nie była dobra prognoza na przyszłość, ale Konrad, i nie tylko on, wolał jej nie widzieć. Może dlatego, że sam pławił się w nieludzkim okrucieństwie, tracąc w nim nie tylko miarę, ale także przestając je dostrzegać u innych. Zupełnie coś innego liczyło się dla księcia. Gotów był zapewne przymknąć oczy na dużo większe barbarzyństwo, byle tylko osiągnąć swoje cele.

Setka Krzyżaków miała szczęście, że miejsce, w którym stacjonowali, było dość bezpieczne. Zawdzięczali to znacznemu wyludnieniu okolicznych ziem. Ci z nielicznych Prusów, którzy na nich zamieszkiwali, w części przyjęli chrzest i nie potraktowali nowo przybyłych zakonników z wrogością. Pracę misyjną prowadził wśród nich nie tylko biskup Chrystian.

Zainteresował Cię ten fragment? Koniecznie zamów książkę Sławomira Leśniewskigo „Krzyżacy. Czarno–biała legenda” bezpośrednio pod tym linkiem!

Sławomir Leśniewski
„Krzyżacy. Czarno-biała legenda”
54,90 zł
Wydawca: Wydawnictwo Literackie
Rok wydania: 2022
Okładka: zintegrowana
Liczba stron: 480
Premiera: 09.11.2022
Format: 143x205 [mm]
Format ebooków: epub, mobi
Zabezpieczenie ebooków: watermark
ISBN: 978-83-08-07689-7
EAN: 9788308076897
REKLAMA

Ten tekst jest fragmentem książki Sławomira Leśniewskigo „Krzyżacy. Czarno–biała legenda”.

Duże zasługi położył na tym polu także legat papieski, biskup Wilhelm z Modeny, człowiek obdarzony charyzmą i autentycznie przekonany, że nawracanie pogan powinno odbywać się bez użycia siły, zaś religia chrześcijańska powinna im się kojarzyć wyłącznie z dobrocią. To piękne przesłanie Krzyżacy mieli szybko zbrukać. Początkowo Konrad von Landsberg bardzo się pilnował i z wielką ostrożnością badał teren wokół Vogelsangu. Kiedy już poczuł się stosunkowo pewnie, wysłał zwiad na drugą stronę Wisły. Nie obyło się bez starcia z autochtonami — padli zabici, a Krzyżacy zgodnie ze średniowiecznym schematem prowadzenia walki — spalili napotkane osady i dokonali zniszczeń zasiewów. Przed wycofaniem się pozostawili po sobie jasny przekaz: ochrzcijcie się albo niebawem przyjdziemy znowu. Zapewne nie interesowali się faktem, że kierują go po części do religijnych neofitów, którzy porzucili już dawne wierzenia.

Litwini walczą z krzyżakami (relief z zamku w Malborku)

Po pierwszym rajdzie na prawy brzeg Wisły przyszły kolejne. Konrad von Landsberg, mając świadomość swoich ograniczonych sił, traktował je wyłącznie jako element rozpoznania przyszłego przeciwnika. Krzyżacy zapuszczali się coraz bardziej w głąb ziemi dobrzyńskiej, ale nie wznosili żadnych umocnień i stałych placówek. Czekali na posiłki. Wielki mistrz mógł je nadesłać dopiero po zakończeniu krucjaty w Ziemi Świętej i ciągle w mocno ograniczonej ilości. Był to czas, kiedy on i zakonna kapituła ciągle jeszcze liczyli na możliwość korzystnego obrotu spraw w Siedmiogrodzie.

Gdyby tak się stało, najprawdopodobniej właśnie tam zakon byłby gotów zainwestować środki materialne i ludzkie, w skali większej niż nad granicą z Prusami, które jeszcze w tym czasie — to opinia Williama Urbana — mimo bardzo interesujących perspektyw „zajmowały ostatnie miejsce w jego kalkulacjach”. Włochy, Niemcy, ciągle jeszcze Ziemia Święta, pomijając już wspomniany Siedmiogród, to były atrakcyjniejsze miejsca dla rozwoju zakonu niż Prusy.

Na czele posiłków, które wyruszyły w kierunku Bałtyku, wielki mistrz postawił człowieka na wskroś rzutkiego i inteligentnego, nadając mu urząd mistrza krajowego Prus. Pochodzący z Dolnej Saksonii Hermann von Balk, który pojawił się w Vogelsangu wraz z grupą rycerzy i sług w 1230 roku, patrząc z perspektywy czasu okazał się jedną z najważniejszych postaci zakonu, niewiele ustępując samemu Hermannowi von Salzie. W szeregi zakonu wstąpił prawdopodobnie podczas trzeciej wyprawy krzyżowej i tak jak wielki mistrz miał umrzeć w 1239 roku. Posiadał podobne cechy charakteru: obdarzony zmysłem organizacyjnym i energią, łatwo zdobywał zaufanie, był rzetelny i słowny.

REKLAMA

Ale też, co pokazała już niedaleka przyszłość, miał okazać się bezlitosny dla Prusów, w każdym razie dla tych spośród nich, którzy odrzucili propozycje dobrowolnego przyjęcia chrztu. O szczególnej pozycji Hermanna von Balka świadczy fakt, że na pieczęci, którą się posługiwał, obok motywu przedstawiającego ucieczkę Świętej Rodziny do Egiptu, widniało jego imię. Później już żaden z mistrzów krajowych nie zasłużył sobie na takie wyróżnienie. Wydaje się, że wszechstronnie utalentowany von Balk miałby wielkie szanse zostać następcą Hermanna von Salzy, gdyby tylko przebywał bliżej Akki i nie pożegnał się ze światem piętnaście dni przed nim. Swoje rządy nad Wisłą wysłannik wielkiego mistrza rozpoczął od dyplomacji. Spotkał się z Konradem mazowieckim i biskupem Chrystianem, a owocem przeprowadzonych przez niego rozmów stało się prawdopodobnie uzyskanie potwierdzenia praw zakonu jako suwerena do ziemi dobrzyńskiej.

Bitwa na jeziorze Pejpus w 1242 roku

Najpierw należało oczywiście zdobyć ją na Prusach, lecz Hermann von Balk nie miał wątpliwości, że tak się stanie. Nie działał jednak pochopnie i bez pośpiechu budował grunt pod przyszłą ekspansję. Postępował podobnie jak Konrad von Landsberg. Balkowi udało się opanować grody w Rogowie i Starogardzie należące do wspomnianego pruskiego wielmoży Pipina, który wcześniej roztoczył swoją władzę nad znaczną częścią ziemi chełmińskiej.

Do wielkiej wyprawy mistrz krajowy przygotowywał się przez następne dwa lata. Mieli w niej uczestniczyć nie tylko Krzyżacy, których wciąż było zbyt mało, aby porywać się na takie cele. W organizacji krucjaty przeciwko poganom walnie dopomógł papież Grzegorz IX, twórca Inkwizycji i organizator barbarzyńskich wypraw przeciwko albigensom, który w 1230 i 1232 roku opublikował dokumenty nakazujące wszystkim krzyżowcom udającym się na krucjatę do Prus walczyć pod rozkazami Krzyżaków.

Na jego apel odpowiedzieli rycerze z Niemiec i z Polski. Znaleźli się wśród nich Konrad mazowiecki, Henryk Brodaty, Władysław Odonic. Przybyli też Morawianie. Liczne oddziały zmobilizowali władcy Pomorza Wschodniego, bracia Sambor II, książę lubiszewsko-tczewski, i Świętopełk Gdański. Wraz z pocztami uzbierało się aż około dziesięciu tysięcy zbrojnych. Przyozdobieni na tę okazję znakiem krzyża, prowadzeni przez tych, którzy tym znakiem szczycili się na co dzień, latem 1233 roku wkroczyli na ziemię Prusów.

Rozpoczynał się pierwszy akt trwającego przez pół wieku podboju. W jego trakcie miały zostać położone trwałe podwaliny pod państwo zakonu krzyżackiego nad Bałtykiem.

Zainteresował Cię ten fragment? Koniecznie zamów książkę Sławomira Leśniewskigo „Krzyżacy. Czarno–biała legenda” bezpośrednio pod tym linkiem!

Sławomir Leśniewski
„Krzyżacy. Czarno-biała legenda”
54,90 zł
Wydawca: Wydawnictwo Literackie
Rok wydania: 2022
Okładka: zintegrowana
Liczba stron: 480
Premiera: 09.11.2022
Format: 143x205 [mm]
Format ebooków: epub, mobi
Zabezpieczenie ebooków: watermark
ISBN: 978-83-08-07689-7
EAN: 9788308076897
REKLAMA
Śledź nas!
Komentarze

O autorze
Sławomir Leśniewski
Doświadczony popularyzator historii, autor kilkunastu książek, m.in.: Historia Polski (RTW, 1994; Mozaika, 2010), I i II wojna światowa (Fenix, 2011), Jan Zamoyski – hetman i polityk (Bellona, 2008), Książę Józef. Wódz i kochanek (Bellona, 2012), Mata Hari. Zdradzona przez wszystkich (Czerwone i Czarne, 2013), Historia tajemnic (RTW, 2007), Poczet polskich królów i książąt (Fenix, 2011), Poczet hetmanów polskich i litewskich (Somix, 1992), Wojsko Polskie w służbie Napoleona. Legia Nadwiślańska, lansjerzy nadwiślańscy (Karabela D. Chojnacka, 2008) oraz monografii bitew ([Jerozolima 1099], [Konstantynopol 1204], [Marengo 1800], [Wagram 1809] – wszystkie Bellona). Publikował artykuły historyczne m.in. w „Polityce”, „Rzeczpospolitej” i „Focusie”. Z zawodu jest adwokatem.

Wszystkie teksty autora
Pierwszy polski portal historyczny
ISSN: 1896-8651
Wydawca portalu
Michał Świgoń PROMOHISTORIA
ul. Koźmiana 2/89
01-606 Warszawa
NIP 626-281-54-56
Numer konta: PL 33 1140 2004 0000 3802 7410 0716
Patronaty
Jak uzyskać patronat
Kontakt z redakcją
Mateusz Balcerkiewicz
redaktor naczelny
Reklamuj się u nas
Oferta reklamowa
Konkursy
Nasze konkursy