Opublikowano
2013-04-28 13:15
Licencja
Wolna licencja

Sushi a sprawa polska

Polskę od Japonii zdaje się oddzielać wszystko: począwszy od odległości, a na gustach kulinarnych skończywszy. Dla dyplomatów nie ma jednak różnic zbyt wielkich, czego dowodzi współpraca, do jakiej doszło niegdyś między oboma krajami.


Strony:
1 2

Gdy Rzeczpospolita odzyskiwała niepodległość po rozbiorach, na jej ziemiach udałoby się, zapewne bez większej trudności, znaleźć ludzi, którzy nawet nie słyszeli o istnieniu Cesarstwa Japonii. Nie dotyczyło to dyplomatów jako ludzi dobrze obeznanych z geografią. Mimo to nie przypuszczali oni, że między zamorskim mocarstwem z drugiego końca świata a Rzecząpospolitą może dojść do współpracy na jakimkolwiek polu. Nie wskazywały na to również pierwsze kontakty dyplomatyczne pomiędzy stronami: na konferencji wersalskiej Japonia konsekwentnie nie wypowiadała się w kwestiach polskich, odmówiła także uznania Komitetu Narodowego Polskiego jako reprezentanta Rzeczypospolitej. Przypuszcza się, że był to po części efekt działań walczącej na Syberii 5. Dywizji Strzelców Polskich pułkownika Rumszy, którym Tokio bardzo uważnie się przyglądało. Z punktu widzenia japońskiej stolicy oddział ten był postrzegany głównie jako zagrożenie dla porządku i bezpieczeństwa transportu.

Członkowie Komitetu Narodowego Polskiego w Paryżu, 1918

W końcu jednak, 6 marca 1919 r., Japonia oficjalnie uznała polski rząd, a już miesiąc później, 7 kwietnia, Józef Targowski został pierwszym polskim dyplomatą w Tokio, gdzie objął stanowisko charge d’affaires. Z uwagi na opóźnienia informacyjne znalazł się w dość trudnej sytuacji – wszystkie decyzje musiał podejmować intuicyjnie, nie mogąc czekać na depesze z Warszawy. A problemy, którymi przyszło mu się zajmować, bywały iście fantastyczne, jak np. ukraińska propozycja stworzenia wspólnego, ukraińsko-polskiego kraju buforowego nad Amurem. Mimo to podejmował usilne starania, by doprowadzić do polepszenia stosunków między Rzecząpospolitą a Cesarstwem Japonii. Jego wysiłki zostały uwieńczone sukcesem. 14 maja 1919 r. Warszawa zgodziła się na przybycie do Polski japońskiego oficera, swoistego łącznika między polskim Sztabem Generalnym i japońskim Rikugun-sanbo-honbu. Oficerem tym był kapitan Yamawaki Masataka.

Dlaczego Polska? Mimo wszystkich zalet naszego pięknego kraju, należy przyznać, że państwo, które dopiero tworzy względnie zunifikowaną armię, nie wydaje się być zbyt atrakcyjnym partnerem do współpracy wojskowej. Japończycy myśleli jednak inaczej.

Pierwszy powód jest dość przewidywalny i logiczny: wspólny wróg. Japonia i Rosja już od wielu lat rywalizowały między sobą o wpływy na Dalekim Wschodzie. Dochodziło do rozmaitych konfliktów na tym polu, z wojną w roku 1905 na czele. Tematu zaszłości polsko-rosyjskich nie trzeba chyba w ogóle rozwijać. Skoro więc i Japonia, i Polska były skłócone z rosyjskim kolosem, współpraca wydawała się logiczna.

Yasumasa Fukushima, już w szlifach generalskich Już sam powyższy argument mógłby być wystarczający, istniały jednak także inne powody. Choć dziś może się to wydawać niezwykłe, Japonia była wówczas w fazie fascynacji odległą, egzotyczną Polską. W dużym stopniu ponosił za to odpowiedzialność major Yasumasa Fukushima, który pod koniec XIX wieku przewędrował konno z Berlina do Władywostoku. Jego wspomnienia z wędrówki po Polsce, a także inspirowana nimi smutna pieśń poety Naobumiego Ochiaiego pt. „Wspomnienie Polski” o kraju, który utracił wolność, robiły w Japonii absolutną furorę.

Sam Masataka, zapytany o przyczynę wybrania akurat Polski jako potencjalnego sojusznika, wymieniał wspomniane wcześniej przesłanki, ale dodawał także dwie kolejne. Po pierwsze, z jego doświadczeń wynikało, że Polacy mają coś, co określał mianem „prostego kręgosłupa”. Za tym literackim sformułowaniem kryje się opinia Japończyka o naszym charakterze narodowym. Polacy byli w jego oczach ludźmi honoru, uczciwości i odwagi. Ludźmi dumnymi i nie poddającymi się w obliczu trudności oraz nieskłonnymi do czołobitności. Drugi powód był bardziej skomplikowany. Otóż był on zdania, iż skoro przez okres zaborów udało nam się zachować swój język i kulturę, to musieliśmy mieć prawidłową strukturę rodzinną i odpowiednie zasady wychowania. Rodzice mają posłuch u dzieci, ważnymi wartościami są: szacunek dla tradycji i reguł, pamięć o zmarłych przodkach i wyznawanych przez nich zasadach, wierność ojczyźnie. Wszystkie te cechy przywodziły mu na myśl ojczystą Japonię. Krótko mówiąc, choć może się to wydać szalone, Polska wydawała się Japończykom podobna do Kraju Kwitnącej Wiśni.

Zarówno ta sympatia, jak i bardziej racjonalny rachunek korzyści z posiadania sprzymierzeńca za plecami przeciwnika sprawiły, że Japonia była żywo zainteresowana sytuacją podczas wojny polsko-rosyjskiej w 1920 roku i głęboko niepokoiła się o jej rezultat. Wiceministrowi spraw zagranicznych, Masanao Haniharze zdarzało się robić Targowskiemu gorzkie wyrzuty za rozpętanie wojny, którą Polacy mogą przegrać. Gdy 19 sierpnia do Tokio doszła informacja o wygranej pod Warszawą, polski poseł otrzymał gratulacje od ministra hrabiego Kosaiego Uchidy i premiera Takashiego Hary.

Takashi Hara

Dlaczego Japonii tak zależało na przetrwaniu Polski? Cóż, trudno zakładać, że powodowała nią jedynie czysta sympatia do nowo pozyskanego przyjaciela. Nie ma natomiast wątpliwości, że Japończycy nie chcieli tracić potencjalnego sojusznika w walce z potężnym przeciwnikiem, jakim wydawała się Rosja sowiecka. Zdawano sobie także sprawę, że klęska Polski będzie równoznaczna z upadkiem całego porządku wersalskiego, korzystnego także dla Japonii. Potencjalnie katastrofalnych skutków dopatrywano się przede wszystkim w wizji zbliżenia się Rosji i Niemiec, co znacząco utrudniłoby choćby egzekwowanie ustanowionych w Wersalu reparacji wojennych.

Polskie zwycięstwo przełożyło się na wzrost szacunku, jakim darzono młode państwo, a zwłaszcza jego siły zbrojne i wywiad. Kapitan Masataki wielokrotnie podkreślał, że autorami zwycięstwa byli Rozwadowski i Piłsudski, nie zaś Maxime Weygand. Opowiadał także, jak urzekł go generał Rozwadowski, gdy przy śniadaniu – na niskim, japońskim stoliku – tłumaczył Masatace plan bitwy, wykorzystując do tego zastawę stołową. Ogólnie rzecz ujmując, od czasu bitwy warszawskiej można odnotować zdecydowane ocieplenie relacji na osi Warszawa−Tokio.

Tekst ma więcej niż jedną stronę. Przejdź do pozostałych poniżej.

Strony:
1 2
Napisz komentarz
Regulamin komentarzy

Uwaga, wyświetliliśmy tylko ostatnio opublikowane komentarze. Zobacz wszystkie komentarze!

Gość: Grzegorz |

Bardzo ciekawy artykuł. Pozdrawiam



Odpowiedz

Gość: TRAC |

Zwlaszca iz bedziemy musieli stanac twarza w twarz z tym samymi wrogami znow....



Odpowiedz

Gość: TRAC |

Aczkolwiek sposob w jaki traktowali POWs nie rozumiem....



Odpowiedz

Gość: TRAC |

Narod Japonski jest Szlachetnym Narodem.. sadze iz w przyszlosci miec kogos jak Oni po swej stronie .... warto miec...



Odpowiedz

Gość: TRAC |

Aby nasz obecny wywiad korzystal z tego...



Odpowiedz
Przemysław Mrówka

Absolwent Instytut Historycznego UW, były członek zarządu Koła Naukowego Historyków Wojskowości. Zajmuje się głównie historią wojskowości i drugiej połowy XX wieku, publikował, m. in. w „Gońcu Wolności”, „Uważam Rze Historia” i „Teologii Politycznej”. Były redaktor naczelny portalu Histmag.org. Miłośnik niezdrowego trybu życia.

Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.

UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji i filmów dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod nimi lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org