Kazimierz Kwiatkowski – Polak, którego pokochali Wietnamczycy
Sanktuarium My Son przez lata było wielką dumą Wietnamu. Ukryty wśród gór i dżungli zabytkowy kompleks świątyń hinduistycznych stanowił duchowe centrum dawnego królestwa Czampa istniejącego na tych terenach od IV do XIV wieku. Sanktuarium, zwane często „wietnamskim Angkor Wat” w nawiązaniu do największego zabytku religijnego na świecie ulokowanego w Kambodży, przez wieki było ważnym centrum religijnym przyciągającym nie tylko Wietnamczyków, ale i przybyszów zza granicy. Do czasu.
Podczas wojny wietnamskiej partyzanci Vietcongu założyli w dolinie My Son kwaterę, wykorzystując najwyższą wieżę świątyni jako maszt radiostacji. Amerykanie nie pozostali obojętni. W 1969 roku amerykańskie bombowce B-52, dążąc do zniszczenia baz komunistycznych bojowników z północy Wietnamu, wykonali nalot dywanowy na sanktuarium. W ciągu kilku dniu zamieniły jeden z najcenniejszych zespołów architektury Azji Południowo-Wschodniej w pole gruzów. Z najstarszej świątyni, zbudowanej w VII wieku, został stos potłuczonych cegieł, wiekowe konstrukcje rozpadły się na kawałki, a teren, na którym stały budynki, pokrył się kraterami, szeregiem min i niewybuchów.
Wyczerpane długą wojną władze Wietnamu nie były w stanie samodzielnie odbudować zniszczonego kompleksu. Dlatego też po zakończeniu konfliktu zwróciły się do UNESCO z prośbą o pomoc w ratowaniu zniszczonego dziedzictwa architektonicznego. Jako że Polska miała wówczas dobre relacje z tym krajem, odpowiedziała na jego apel – w 1980 roku władze utworzyły Polsko-Wietnamską Misję Konserwacji Zabytków w celu wspomożenia Hanoi. Tu właśnie historia prowadzi do Kazimierza Kwiatkowskiego.
Z miłości do architektury
Urodzony na Lubelszczyźnie przyszły architekt od dziecka przejawiał zdolności plastyczne, dlatego też wybór artystycznej ścieżki kształcenia był dla niego oczywistością. Padło na Wydział Architektury Politechniki Krakowskiej. Uczelnię tę ukończył w 1969 roku, po czym trafił do Wojewódzkiej Pracowni Urbanistycznej w Urzędzie Wojewódzkim w Lublinie. Następnie podjął pracę w lubelskim oddziale Państwowego Przedsiębiorstwa Pracowni Konserwacji Zabytków oraz – jako kierownik zespołu – w Biurze Projektowo-Badawczym Budownictwa Ogólnego Miastoprojekt.
Swoją pracą – planami urbanistycznymi i projektami domów jednorodzinnych – kształtował przestrzeń, w której żył. Z czasem coraz bardziej zaczęły jednak interesować go budynki wniesione w odległej przeszłości. To zainteresowanie zaprowadziło go na ścieżkę konserwacji zabytków – najpierw dla utworzonego niedługo wcześniej Muzeum Wsi Lubelskiej, w 1979 roku dla Państwowego Przedsiębiorstwa Pracowni Konserwacji Zabytków PPPKZ. Jak się jednak wkrótce przekonał, był to zaledwie przystanek – i to niedługi – w jego karierze.
W 1980 roku, odpowiadając na apel Wietnamu, Polska utworzyła Polsko-Wietnamską Misję Konserwacji Zabytków. Kierownictwo nią powierzono Kwiatkowskiemu. Zapewne nie przypuszczał, jak bardzo zmieni to jego życie.
Na dalekiej ziemi
Misja w dalekim Wietnamie nie była łatwa. W wyniszczonym długotrwałą wojną kraju brakowało praktycznie wszystkiego – zwłaszcza pieniędzy, sprzętu i nowoczesnych materiałów konserwatorskich niezbędnych do ratowania zabytków. Do tego dochodziły trudne warunki życia – diametralnie odmienna od europejskiej kultura, tropikalny klimat, bieda. Sytuacja była na tyle trudna, że ekipa konserwatorów mieszkała w bambusowej chacie. Kwiatkowski nie dawał jednak za wygraną.
W pierwszej kolejności trafił na kompleks świątyń w sanktuarium My Son. Najpierw zajął się ich opisaniem i inwentaryzacją, później nadzorował proces rozminowywania terenu. Dopiero po tym mógł zabrać się za konserwację zabytków. Kwiatkowski podszedł do tego z najwyższą starannością. Nie chciał iść na łatwiznę i stosować najprostszych rozwiązań architektonicznych. Zależało mu na tym, by jak najwierniej odtworzyć zburzone obiekty. Dlatego jego zespół skrupulatnie zbierał każdy, nawet najmniejszy odłamek budynku czy prowadził specjalistyczne badania chemiczne, by odtworzyć tradycyjne spoiwa stosowane przez samych Czamów.
Polecamy e-book Mateusza Będkowskiego pt. „Polacy na krańcach świata XX wiek. Część 2”:
Był to proces długotrwały i momentami żmudny – Kwiatkowski pozostawił po nim tysiące stron rysunków i analiz dokumentujących te prace. Powtarzał jednak, że autentyczność i oryginalność są ważniejsze niż kopiowanie rozwiązań nowoczesności. Trud się opłacił – udało się odtworzyć bezcenne zabytki My Son. W 1994 roku powstało tam muzeum, pięć lat później kompleks trafił na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO.
Następnie Kwiatkowski zabrał się za Hoi An. Na znajdujące się tam zabytki trafił przypadkiem – podczas urlopu, zwiedzając najstarszą część miasta. Choć władze przeznaczyły znajdującą się tam drewnianą zabudowę, a w zasadzie to, co z niej zostało, do rozbiórki, Kwiatkowski zdołał przekonać je, by ją zachować. Czuł, że zrujnowana miejscowość kryje w sobie coś więcej. Kolejny raz się nie pomylił – udało się ją odrestaurować i także ona trafiła na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO, stając się jednym z najpopularniejszych miejsc turystycznych w regionie.
Za ciosem
Za sprawą talentu, uporu i pracowitości Kwiatkowski udowodnił lokalnym władzom, że potrafi zdziałać cuda ze wszystkim, za co się zabierze. Kiedy je o tym przekonał, pojawił się jednak inny problem. W 1989 roku w Polsce zmienił się ustrój polityczny i kraj – borykający się z wieloma własnymi problemami związanymi z transformacją nie chciał już przeznaczać środków finansowych na renowację zabytków w dalekim Wietnamie. Kwiatkowski się jednak nie poddał – postanowił poszukać innego źródła finansowania. I znalazł je w Towarzystwie Przyjaciół Kultury Czam działającym w Stuttgarcie. Pozyskane od niego środki pozwoliły mu kontynuować prace.
W polowie lat 90. XX wieku przeniósł się do dawnej stolicy Wietnamu – Hue – by tam uratować znajdujące się tam Zakazane Purpurowe Miasto. Badania prowadził też na terenie Cytadeli i kompleksu grobowców dawnych władców z dynastii Nguyen. Jego upór i pracowitość przynosiły nie tylko spektakularne efekty architektoniczne, ale i duże uznanie miejscowych. Nie tylko tym zaskarbił sobie jednak ich względy. Wietnamczycy zapamiętali go jako człowieka skromnego i unikającego wygód, a przy tym niezwykle przyjaznego, otwartego i szczerze zainteresowanego ich problemami. Starsi ludzie do dziś wspominają, że mężczyzna z odległego kraju o jasnych włosach i bujnej brodzie prawdziwie odmienił ich życie.
Niektórzy okrzyknęli go „Znachorem” ze względu na duże podobieństwo do Jerzego Bińczyckiego, który wcielił się w główną rolę bardzo popularnego wówczas filmu Jerzego Hoffmana. Inni nazywali go „Człowiekiem z Dżungli” – miejscowi architekci nie raz wspominali, że Kwiatkowski często zrzucał koszulkę i w samych spodenkach przedzierał się przez dżugnlę w poszukiwaniu śladów miejscowej architektury. Dla innych był po prostu Kazikiem – który jadał skromnie, żył jak Wietnamczycy i dzielił z nimi ich codzienne trudny, nie korzystając z przywilejów, na które mógłby liczyć jako członek zagranicznej misji. To też przypłacił zdrowiem – trzy razy chorował na malarię. Mimo to nie przerwał pracy.
Intensywna praca pod presją, na wysokich obrotach i bez odpoczynku dała jednak o sobie znać, przedwcześnie kończąc misję Kwiatowiego w Wietnamie. 19 marca 1997 roku, mając 52 lata, nagle zmarł na zawał serca. Śmierć polskiego architekta była dla wielu szokiem. Wietnamczycy pożegnali go z największymi honorami – sarkofag z ciałem wystawiono w Sali Mandarynów w Zakazanym Mieście, a w uroczystym kondukcie ulicami Hue przeszły tysiące ludzi pragnące pożegnać przybysza z Polski.
Pamięć o nim przetrwała w Wietnamie do dziś. Przy głównej ulicy ocalonego przezeń Starego Miasta Hoi An znajduje się jego pomnik – jedyny monument obcokrajowca – a skwer, na którym stoi, nazywany jest powszechnie Parkiem Kazika. Jego ślady widać też we wszystkich zabytkach, które odnowił, a które dziś są jednymi z największych atrakcji turystycznych Wietnamu. Rzesze turystów, którzy szukają w nich śladów minionych lat, być może nie wiedzą, że mają taką możliwość dzięki uporowi i poświęceniu architekta z odległego kraju.
Polecamy e-book Mateusza Będkowskiego pt. „Polacy na krańcach świata XX wiek. Część 2”:
Bibliografia
- Cymer A., Kazimierz Kwiatkowski – znachor od budynków, [dostęp: 1.03.2026 r.]
- Maciaszek A., W Polsce zostawił żonę i trójkę dzieci. Zmarł nagle. W wieku 52 lat [dostęp: 1.03.2026 r.].
- Matuszak J.Z., , Kazimierz Kwiatkowski (1944-1997) Wspomnienie niezwykłego człowieka, Warszawa-Hanoi 2016.
