Autor: Balázs Ablonczy
Tagi: Artykuły, Historia polityczna, I wojna światowa i dwudziestolecie międzywojenne, Kraje Europy środkowo-wschodniej
Opublikowany: 2020-05-29 16:00
Licencja: wszystkie prawa zastrzeżone

Konferencja pokojowa w Wersalu z perspektywy węgierskiej

Pál Teleki był jednym z delegatów strony węgierskiej na konferencję pokojową w Paryżu w 1919 roku, jednak za radą swoich współpracowników nie uczestniczył w podpisaniu traktatu w Trianon. W dniu podpisania tego dokumentu w całych Węgrzech bito w dzwony i odprawiano nabożeństwa żałobne.
Tekst ma więcej niż jedną stronę!
Strona 1
Strona 2

Teleki oficjalnie nie wchodził w skład rządu Friedricha, ale 21 sierpnia 1919 r. uruchomił biuro przygotowań do rokowań pokojowych i zabrał się do intensywnej pracy organizacyjnej. Biuro rozpoczęło działalność w gmachu Ministerstwa Spraw Zagranicznych, a potem przeniosło się do jednego ze skrzydeł pałacu królewskiego. Początkowo składało się zaledwie z dwóch pracowników – jednym z nich był zauważony przez Telekiego w Segedynie hrabia István Csáky, świeżo upieczony absolwent Akademii Konsularnej w Wiedniu, późniejszy szef dyplomacji. W krótkim czasie dołączył do nich cały zastęp współpracowników i ekspertów. Jesienią nie można było prowadzić działalności w jednym miejscu, ponieważ węgierskie przygotowania do konferencji napotkałyby na utrudnienia ze strony rumuńskich władz okupacyjnych. Poszczególni urzędnicy i eksperci pracowali rozproszeni w różnych punktach miasta, w ministerstwach. Teleki objeżdżał dorożką urzędy, uczestniczył w zebraniach, po czym wracał do skrzydła pałacu położonego od strony Krisztinaváros i nieraz jadał z pracownikami biura cienką zupę przygotowaną w dawnej kuchni królewskiej. Zbieraniem materiałów i redagowaniem dokumentacji zajmowali się specjaliści z ministerstw: Wyznań i Oświaty, Rolnictwa, Spraw Wewnętrznych, Handlu, Spraw Zagranicznych i Finansów, jak również pracownicy Urzędu Statystycznego i wielu innych, mniejszych instytucji.

Pál Teleki w 1921 roku

W trakcie przygotowań po raz pierwszy pojawili się eksperci, którzy odegrali później ważną rolę w karierze Telekiego. Członkiem zespołu ze strony Ministerstwa Wyznań i Oświaty był Zoltán Bencs, Alajos Kovács koordynował zbieranie danych statystycznych, a w biurze głównym pracował Ferenc Fodor, nauczyciel zbiegły z Karánsebes (obecnie Caransebeș w Rumunii) – wszyscy okazali się znaczącymi postaciami w późniejszej polityce personalnej Telekiego. Z początkiem października przygotowania wkroczyły w nowy etap. Zebrano odpowiednią ilość materiałów, a drukiem ukazał się traktat z Austrią, co do którego przypuszczano, że w dużej mierze posłuży za wzór przyszłego traktatu z Węgrami, dlatego zajęto się porządkowaniem i redagowaniem zgromadzonych dokumentów i systematycznie opracowywano co ważniejsze zagadnienia. W listopadzie z Koloszwaru (Klużu) przybył Jenő Cholnoky, który niebawem objął kierownictwo nad biurem. Tworzone materiały dyskutowano w ministerstwach na zebraniach sekretarzy stanu, a pod kątem przydatności korygowali je Teleki i Bethlen, dwaj główni organizatorzy przygotowań do zawarcia traktatu pokojowego, do których dołączał czasami Albert Apponyi. Następnie zlecano tłumaczenie tekstów na angielski i francuski. Mimo niesprzyjających warunków, na początku grudnia delegacja węgierska w gotowości oczekiwała zaproszenia na konferencję paryską. Nadeszło ono jeszcze w tym miesiącu i na posiedzeniu 29 grudnia rząd Huszára zdecydował, że wyśle przedstawicieli do stolicy Francji. Rankiem 5 stycznia 1920 r. z Dworca Wschodniego w Budapeszcie wyruszył pociąg specjalny złożony z ośmiu wagonów, a wśród siedemdziesięciu trzech pasażerów znajdował się Pál Teleki, jeden z głównych reprezentantów misji węgierskiej.

W Paryżu delegacja została praktycznie internowana na eleganckich przedmieściach, w pewnym mniej wykwintnym hotelu. Château de Madrid w Neuilly we wspomnieniach świadków jawi się po prostu jako podejrzany przybytek, któremu daleko było do elegancji lubianego przez Telekiego Hôtel Mirabeau. Członkowie misji – w tym siedmiu delegatów głównych – mieli nadzieję, że będą w stanie korzystnie wpłynąć na decydentów za pomocą wykazów i materiałów wstępnych przygotowanych w Budapeszcie. Taka możliwość jednak się nie nadarzyła.

Delegacja zabrała ze sobą niewielką, obsługiwaną ręcznie prasę drukarską, ażeby móc wytwarzać dokumenty również na miejscu. Maszynę ulokowano w hotelu, obsługiwały ją dwie osoby za pomocą konstrukcji połączonej z rowerem. Tę pracę musieli wykonywać także członkowie misji. Teleki robił to chętnie, a naoczny świadek stwierdził wręcz, że „bardzo dobrze kręcił”. Tydzień po przyjeździe delegaci mogli przekazać udoskonaloną wersję materiałów wstępnych, które wypełniły po brzegi taksówkę. Owa masa papierów – w dużej części zredagowanych przez Telekiego – wprawiła urzędników francuskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych w pewne zakłopotanie. Kilka godzin potem przedstawiciele Rady Najwyższej konferencji wręczyli przedstawicielom węgierskim projekt traktatu pokojowego. Dokonało się to w tzw. salonie czerwonym gmachu francuskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych przy Quai d’Orsay. Przewodniczący rady Georges Clemenceau oznajmił reprezentantom Węgier, że nazajutrz, 16 stycznia, Albert Apponyi będzie mógł wyrazić węgierskie stanowisko na temat projektu. Delegaci pospieszyli z powrotem na kwaterę, żeby zapoznać się z warunkami ententy. Chociaż w zarysie znali założenia przygotowywanego traktatu m.in. w sprawach terytorialnych, to prawdopodobnie nieco się łudzili, że wydarzy się cud. Ten nie nastąpił – po przeczytaniu postanowień delegację ogarnęły „powszechna konsternacja i zgroza”. W Château de Madrid nastał smutny wieczór. Nie było jednak czasu na rozpaczanie, gdyż w ciągu jednego dnia należało ułożyć i uargumentować danymi przemówienie, w którym Apponyi miał zaprezentować stanowisko Węgier. W kontekście tego wystąpienia bezsprzecznie najważniejszym posunięciem było to, że rankiem 16 stycznia Teleki naniósł tuszem na swoją mapę etnograficzną granice kraju określone w traktacie pokojowym.

Przemowa Apponyiego nie miała w całości charakteru mowy obronnej mocarstwowej polityki Węgier oraz integralności terytorialnej kraju. Sędziwy polityk podkreślił wprawdzie historyczną jedność Kotliny Panońskiej, ale oparł się też na argumentach gospodarczych i przyrodniczo-geograficznych. Poza tym opowiedział się za prymatem kulturowym Węgrów, a w zakończeniu wskazał, że rząd węgierski z góry akceptuje wynik plebiscytu, który ma się w przyszłości odbyć na terytoriach oderwanych od Węgier. Apponyi mówił po francusku, niektóre wątki podsumowywał po angielsku, a pod koniec powiedział również kilka słów po włosku. Na prośbę brytyjskiego premiera Lloyda George’a i ze względu na jego problemy ze słuchem Apponyi przesunął się w pobliże przywódców ententy, wyciągnął z kieszeni „czerwoną mapę” i objaśniał aspekty terytorialne kwestii węgierskiej. Spotkało się to z pewnym zainteresowaniem wielu polityków brytyjskich, francuskich i włoskich, jednak ostatecznie Clemenceau zamknął posiedzenie, a delegaci węgierscy mogli jedynie pokładać nadzieję w porywającej przemowie Apponyiego tudzież w materiałach, które mieli później przekazać. Po dwóch dniach wysłannicy wrócili na Węgry i zdali relację rządowi. Teleki w swoich wystąpieniach zaznaczał, że granice są całkowicie nierealistyczne, przecinają miasta wpół. Wtedy po raz pierwszy podniósł sprawę obrony praw mniejszości i skrytykował traktat z perspektywy narodowościowej. Zapowiedział, że w przygotowywanej odpowiedzi Węgier większy nacisk zostanie położony na kwestie etniczne.

Pál Teleki jako premier Węgier

11 lutego delegacja powróciła do Paryża i starała się również zakulisowo wpłynąć na warunki pokoju. Politycy węgierscy bardzo ufali w moc dyplomacji nieoficjalnej i zakulisową działalność niektórych wysłanników Węgier, ale czekało ich rozczarowanie. Konferencja pokojowa odrzuciła wniosek o ponowne wysłuchanie Apponyiego. Delegaci musieli zadowolić się przekazaniem osiemnastu zestawów odpowiedzi. Z węgierskich prób zmiany traktatu najwięcej przyniosła ta, której Ministerstwo Spraw Zagranicznych Węgier dawało zapewne najmniejsze szanse. Teleki jeszcze przed rozpadem Austro-Węgier utrzymywał kontakty finansowe z Károlyem Halmosem, koszyckim adwokatem i posiadaczem ziemskim w komitacie Abaúj-Torna, którego z kolei łączyła dawna znajomość z francuskim ministrem do spraw odbudowy Louisem Loucheurem. W dotarciu do wpływowych Francuzów mógł pomóc młody ziemianin hrabia Andor Semsey, właściciel dóbr na Górnych Węgrzech i kuzyn francuskiego dyplomaty Louisa de Robiena (który podówczas był osobistym asystentem świeżo mianowanego sekretarza generalnego Ministerstwa Spraw Zagranicznych Maurice’a Paléologue’a). Teleki – zarówno wtedy, jak i później – potrafił w dyplomacji korzystać nie z kanałów oficjalnych, ale z własnych zaufanych ludzi: nauczycieli francuskiego, znajomych rodziny, dalekich krewnych i osób, które miały wobec niego dawne zobowiązania. Semsey i Halmos jeszcze jesienią 1919 r. nawiązali kontakt z Telekim, a na początku roku 1920 pojechali do Paryża, aby razem z baronem Adolfem Ullmannem (dyrektorem generalnym Węgierskiego Powszechnego Banku Kredytowego), który później do nich dołączył, zainteresować Węgrami kapitał francuski. Ich działalność była na tyle skuteczna, że przyjął ich Paléologue. Negocjacje te mają swoją literaturę, która składa się już na osobny gruby tom.

Ogólnie można powiedzieć, że po upadku Clemenceau i jego ministra spraw zagranicznych Pichona nowe kierownictwo dyplomacji francuskiej rozważało, czy w Europie Środkowej dotychczasowej orientacji czechosłowacko-rumuńsko-serbsko-polskiej nie zastąpić sojuszem opartym na Węgrzech, Rumunii i Polsce, który wspomagałby ekspansję gospodarczą i finansową Francji. Strona węgierska wyczuwała te zamiary i oferowała Francuzom dzierżawę kolei państwowych, możliwość budowy portu nad Dunajem, a grupie Schneider-Creusot i różnym firmom zrzeszonym w Union Européenne Industrielle et Financière – większościowy pakiet akcji w Węgierskim Powszechnym Banku Kredytowym oraz innych przedsiębiorstwach. Plany cieszyły się poparciem reprezentantów tej grupy oraz ich znajomych wpływowych polityków. W połowie marca Halmos i Semsey powiadomili o rozmowach stronę węgierską, która również pozytywnie odniosła się do propozycji, ale jej przyjęcie uzależniała przede wszystkim od zmiany postanowień terytorialnych traktatu pokojowego. Zaufani dyplomaci i politycy węgierscy zaoferowali ponadto udział Węgier w wojnie z Sowietami. Dyplomata Imre Csáky oraz Bethlen przygotowali dla sekretarza generalnego Paléologue’a ofertę, którą z pewnością zaaprobował również Teleki. W zamian za zbliżenie węgiersko-francuskie Budapeszt chciał zatrzymać tereny przygraniczne zamieszkiwane wyłącznie przez Węgrów oraz te, na których stanowili oni większość. Poza tym władze Węgier życzyły sobie plebiscytów terytorialnych na zachodzie kraju, w Banacie i na Rusi Karpackiej, autonomii w Siedmiogrodzie dla Węgrów i Sasów, a także zwrotu dóbr zagrabionych przez armię rumuńską. Strona francuska, choć w odpowiedzi z końca marca odrzucała postulaty terytorialne, to rozgrywała sprawę na tyle zręcznie, że Węgrzy nie tracili nadziei na uporządkowanie tej kwestii. Mogli wszelako wiedzieć, że właśnie dyplomacja francuska na szczycie w Londynie przekreśliła wszelkie próby Brytyjczyków i Włochów zmierzające do rewizji postanowień pokoju z Węgrami. Teleki na początku był nastawiony zdecydowanie pesymistycznie.

„Wracamy na Wielkanoc – pisał do bardzo już wtedy schorowanego Lajosa Lóczyego – ale z czym, to jeszcze niepewne, lecz prawie nie ma szans, aby nie był to pokój najgorszy, niezmieniony. I może rząd będzie jednak musiał go podpisać, bo Budapeszt padnie z głodu, a Wołosi znowu dojdą do Cisy. Ja nawet gotów byłbym ponieść tę ofiarę, ale inni w większości – nie”.

Ten tekst jest fragmentem książki Balázsa Ablonczy'ego „Pál Teleki (1879–1941)”:

Balázs Ablonczy
„Pál Teleki (1879–1941)”
30 zł
Wydawca: IPN, Węgierski Instytut Kultury oraz Fundacja im. Wacława Felczaka w Budapeszcie
Tłumaczenie: Szymon Brzeziński
Liczba stron: 232
ISBN: 978-83-8098-858-3

Teleki wrócił do Budapesztu na początku kwietnia. Od początku lub połowy marca było tajemnicą poliszynela, że obejmie tekę ministra spraw zagranicznych w rządzie Sándora Simonyiego-Semadama. Wybory z początku 1920 r. i nowe prawo wyborcze gruntownie zmieniły scenę polityczną na Węgrzech. Po przeszło półwieczu niemal nieprzerwanych rządów przestały istnieć Partia Liberalna i jej następczyni, Narodowa Partia Pracy. Po zwycięstwo sięgnęły dwa ugrupowania: Partia Drobnych Rolników, istniejąca od 1909 r., lecz do tej pory mająca marginalne znaczenie, oraz niedawno utworzona Chrześcijańska Partia Zjednoczenia Narodowego. Wynik wyborów zmusił obie formacje do zawiązania wielkiej koalicji. Ich zwycięstwo stało się niepodważalne po wyborach uzupełniających, które odbyły się w Kraju Zacisańskim po wycofaniu się stamtąd wojsk rumuńskich. W ten sposób stracił rację bytu wcześniejszy rząd wielkiej koalicji – socjaldemokraci nie wzięli udziału w wyborach, powołując się na biały terror (akcję odwetową za Republikę Rad), a partie liberalne dobrze wypadały głównie w miastach, choć i tam nie najlepiej. Rząd powstał w warunkach chwiejnej równowagi między stronnictwami, a 15 marca premierem został wyjątkowo bezbarwny Sándor Simonyi-Semadam, polityk partii chrześcijańskiej. 26 kwietnia 1920 r. Teleki wygłosił swoje ministerialne exposé.

Pałac Grand Trianon, Wersal, gdzie podpisano traktat, 1920

Pod wpływem wieści z Paryża sytuację Węgier oceniał dość optymistycznie, jakkolwiek nie liczył na zmiany w krótkiej perspektywie. „Widziałem tam, jak zmieniają się nastroje, i trzeba było skorzystać z okazji. Sądzę, że nie można było czekać ani dnia dłużej” – pisał do Lóczyego. Po czym ciągnął dalej, nieco się usprawiedliwiając: „Nikt nie może uczynić tego, co absolutnie najlepsze, ale tym, czemu najbardziej ufam w skomplikowanym położeniu, jest zmysł, który mam jako geographus syntheticus”.

Podobne myśli zawarł w swym pierwszym przemówieniu: wyczuł zmianę oceny Węgier w Europie Zachodniej i okrasił wypowiedź wywodami geograficznymi. Nie było to jednak głównym wątkiem wystąpienia. Podkreślił, że Węgry muszą się dopasować do nowego porządku w Europie, i w tym celu wezwał społeczeństwo do narodowej jedności. Uważał, że dorobek delegacji pokojowej nie jest doraźny, ale obliczony na przyszłość – jako praca dokumentacyjna i badawcza, która „nadrobiła dawne zaniedbania, nadrobiła, czego przez dziesięciolecia zaniechaliśmy, aby poznać nasz kraj”. W jego opinii wysiłek delegacji był pożyteczny również dlatego, że „musi przyjść świadomość, że ten stan rzeczy jest nie do zniesienia i nie do utrzymania”. Nie chciał dyskryminować urzędników, którzy wywodzili się z dawnego wspólnego Ministerstwa Spraw Zagranicznych Austro-Węgier, gdyż – jak mówił – zna tylko dobrych i złych dyplomatów. Upomniał atakujących Niemcy, ale wyraził gotowość do współpracy z Francją. Przemówienie podobało się dyplomatom służącym na Węgrzech. Zdaniem posła francuskiego Teleki nie był profrancuski, ale także nie proniemiecki. Jako doskonały dżentelmen przedstawicielowi Paryża w cztery oczy powiedział to samo, co przed zgromadzeniem narodowym. Komentatorzy londyńscy ocenili mowę jako bardzo interesującą.

Nowy minister wraz z wpływowymi towarzyszami partyjnymi 22 kwietnia wystąpił z KNEP, co tłumaczyli dość pokrętnie – miało to zbliżyć do siebie obie partie rządzące. To posunięcie, jak również przecieki dotyczące negocjacji z Francją i kontroferty Węgier dużą część posłów nastawiły negatywnie do polityki Telekiego. Sam miał dylemat, czy jechać do Paryża na podpisanie traktatu pokojowego. Było jasne, że polityk, który złoży podpis na dokumencie, może zrezygnować z jakichkolwiek ambicji politycznych. Wątpliwości pomógł rozwiać poseł francuski – szefowi węgierskiej dyplomacji, uważanemu za profrancuskiego, odradził podróż do Paryża. W ten sposób ocalił go przed polityczną śmiercią.

Mimo to Teleki również w kwietniu z pewnym sceptycyzmem odnosił się do nawiązania relacji z Paryżem. W jego opinii zaprowadzany przez Francję ład terytorialny niósł ze sobą niebezpieczeństwo, że w dalszej perspektywie może zostać zrozumiany także jako rezygnacja z integralności terytorialnej. Zastrzeżenia brytyjsko-włoskie i tajne rokowania węgiersko-francuskie niemal nie wpłynęły na treść pisma francuskiego przewodniczącego konferencji Milleranda, które 6 maja dotarło do Budapesztu razem z ostatecznym tekstem traktatu. List przewodni zawierał mgliste obietnice – chociaż zaznaczono w nim, że „obecny stan rzeczy, nawet o tysiącletniej metryce, nie jest wiążący w odniesieniu do przyszłości, jeżeli uznano go za niesprawiedliwy”6, to nie wykluczono, że Liga Narodów zaoferuje pomoc przy zmianie nowych granic na drodze pokojowej, gdyby stosowna komisja graniczna uznała to za pożądane. Znaczenie listu wzrosło w związku z oświadczeniem, które przedstawiciel Francji w Budapeszcie Fouchet odczytał 18 maja w obecności regenta Miklósa Horthyego, rządu i głównych delegatów Węgier na konferencję paryską. Francja zadeklarowała skuteczną współpracę w celu złagodzenia niesprawiedliwych rozstrzygnięć traktatu w wymiarze narodowościowym i gospodarczym – wszystko to oczywiście dopiero po podpisaniu traktatu pokojowego. Było to prawie tyle co nic, ale rząd węgierski nie miał wyboru. W końcu maja zatwierdzono oddanie Francuzom w dzierżawę kolei węgierskich, podpisano też umowę zawierającą opcję sprzedaży hut żelaza w Budapeszcie i Diósgyőr. Owe nikłe nadzieje i konieczność ustabilizowania sytuacji w kraju powodowały Telekim i Apponyim, gdy w zgromadzeniu narodowym toczyli boje na rzecz przyjęcia traktatu. I chociaż pojawiły się całkiem liczne głosy przeciwników, to i tak trzeba go było sygnować. 4 czerwca 1920 r. kilka minut przed wpół do piątej minister zdrowia i pracy Ágoston Benárd oraz poseł nadzwyczajny i minister pełnomocny Alfréd Drasche-Lázár, jeden z czołowych urzędników resortu dyplomacji, podpisali traktat pokojowy z Węgrami w pałacu Grand Trianon, położonym w parku pałacu wersalskiego.

Decyzje traktatu w sprawach terytorialnych są znane. Powierzchnia Węgier została okrojona z 282 tys. (nie licząc Chorwacji) do 93 tys. km kw., liczba ludności zmalała z 18,2 do 7,9 mln. Tym samym Węgry stały się najmniejszym państwem nowej Europy Środkowej. Liczebność armii ograniczono do 35 tys. żołnierzy, a kraj musiał wypłacić reparacje. 3,3 mln Węgrów pozostało w państwach ościennych, z czego ok. połowa tworzyła zwarte grupy i żyła na obszarach położonych bezpośrednio przy granicy. Na Węgrzech nie istniały grupy społeczne albo ugrupowania polityczne, które akceptowałyby ten pokój. Różne były strategie jego podważania, proponowano całą gamę rozwiązań – od zbrojnego odzyskania utraconych ziem, po zmianę granic na drodze pokojowej, od całościowej rewizji i przywrócenia stanu sprzed wojny, po korektę przebiegu granic na podstawie kryterium etnicznego.

Mapa przygotowana przez Pala Telekiego dla celów konferencji w Trianon. Czerwonym kolorem oznaczone zostały tereny z etniczną przewagą Węgrów.

Po podpisaniu traktatu z Trianon stało się jasne, że dni rządu Simonyiego-Semadama są policzone. Premier, mało znaczący politycznie, nie był zdolny utrzymać koalicji w ryzach. Największe szanse na schedę po nim mieli trzej politycy: Gyula Rubinek z Partii Drobnych Rolników, István Bethlen i Albert Apponyi. Sam Teleki uważał, że na premiera prawdopodobnie zostanie desygnowany Bethlen lub Apponyi, a on sam zatrzyma stanowisko szefa dyplomacji. Scenariusz ten udaremniła jednak czerwcowa seria wymierzonych w nich ataków, które dotyczyły prowadzonych gier politycznych, okoliczności podpisania traktatu oraz reprezentowania interesów Węgrów pozostałych na ziemiach utraconych. Kryzys polityczny, który ogarnął kraj na początku lata, oraz ingerencja wielkich mocarstw eliminowały kolejnych kandydatów na szefa rządu. Anglicy i Francuzi wykluczali Apponyiego z powodu jego proniemieckiej postawy w czasie wojny i rojalizmu. Bethlen ostatecznie wycofał się i zaskakująco łatwo odstąpił od misji tworzenia gabinetu. W zamian polecił na stanowisko Telekiego. Były minister spraw zagranicznych jeszcze tego samego dnia wstąpił do partii rządzącej, a 19 lipca Horthy mianował go premierem. Bethlen sądził zapewne, że gdy sytuacja się wyklaruje, w spokojniejszych okolicznościach wnet stanie na czele rządu. Nie był w tej opinii odosobniony, przedstawiciele dyplomatyczni w Budapeszcie – niemiecki i francuski – uważali, że premierostwo Telekiego tylko o kilka tygodni bądź miesięcy przedłuży stan przejściowy.

Teleki wszak przetrwał i rządził ze względnym powodzeniem przez dziewięć miesięcy. Co najmniej czterokrotnie próbowano go obalić, raz utworzył nowy gabinet, ustępował pola, łagodził sytuację, targował się i udawał.

Ten tekst jest fragmentem książki Balázsa Ablonczy'ego „Pál Teleki (1879–1941)”:

Balázs Ablonczy
„Pál Teleki (1879–1941)”
30 zł
Wydawca: IPN, Węgierski Instytut Kultury oraz Fundacja im. Wacława Felczaka w Budapeszcie
Tłumaczenie: Szymon Brzeziński
Liczba stron: 232
ISBN: 978-83-8098-858-3

Tekst ma więcej niż jedną stronę!
Strona 1
Strona 2
Śledź nas!
Komentarze

O autorze
Balázs Ablonczy
(ur. 1974) Węgierski historyk. Autor prac poświęconych XX-wiecznej historii Węgier.

Wszystkie teksty autora

Pierwszy polski portal historyczny
ISSN: 1896-8651
Wydawca portalu
Michał Świgoń PROMOHISTORIA
ul. Koźmiana 2/89
01-606 Warszawa
telefon: 692 929 681
m.swigon@histmag.org
NIP 626-281-54-56
Numer konta: PL 33 1140 2004 0000 3802 7410 0716
Patronaty
Jak uzyskać patronat
Kontakt z redakcją
Magdalena Mikrut-Majeranek
redaktor naczelna
redakcja@histmag.org
telefon: 796 418 763
Reklamuj się u nas
Oferta reklamowa
Konkursy
Nasze konkursy