Opublikowano
2019-03-17 14:40
Licencja
Wolna licencja

„Kurier” – reż. Władysław Pasikowski – recenzja i ocena filmu

„Kurier” to najnowszy film Władysława Pasikowskiego poświęcony Janowi Nowakowi-Jeziorańskiemu i jego misji w przededniu wybuchu powstania warszawskiego. Czy zasługuje na naszą uwagę?


„Kurier” – reż. Władysław Pasikowski – recenzja i ocena filmu

„Kurier” – reż. Władysław Pasikowski – recenzja i ocena filmu - plakat Tytuł: „Kurier”
Reżyseria: Władysław Pasikowski
Scenariusz: Władysław Pasikowski, Sylwia Wilkos
Gatunek: Wojenny, Sensacyjny
Kraj produkcji: Polska
Data premiery: 15 marca 2019 (Polska)
11 marca 2019 (świat)
Czas trwania: 1 godz. 40 min.

Ocena naszego recenzenta: 5/10
(jak oceniamy?)

Dzięki doświadczeniu reżysera kurier z Warszawy miał wszystko, by stać się polskim Bondem. Niestety, po raz kolejny niezwykły bohater z kart naszej historii stał się prymusem ze szkolnych apeli, a Pasikowski pierwszy raz w swojej karierze nakręcił film akcji bez akcji.

„Faworyta” – reż. Yorgos Lanthimos – recenzja i ocena filmu

Czytaj dalej...

„Mam taki sen, choć to daleko, w końcu dojdziemy tam” – śpiewa Krzysztof Zalewski w piosence promującej film „Kurier”. I ja też miałem taki sen, że w końcu dojdziemy tam, gdzie uda się znaleźć przepis na dobre, sensacyjne kino wojenne o historii Polski i jej niezwykłych bohaterach. Miałem sen, że Pasikowski stworzy to, o czym marzyłem od lat – bohatera na miarę amerykańskiego kina wojennego, ale lepszego. Bo polskiego i prawdziwego. Mój sen miał racjonalną podstawę. Za historię Jana Nowaka-Jeziorańskiego wziął się w końcu filmowiec mający w swoim dorobku „Operację Samum”, „Jacka Stronga” czy „Pokłosie”. To naprawdę napawało mnie optymizmem jako miłośnika kina akcji i historii szpiegowskich.

„Kurier” – reż. Władysław Pasikowski – recenzja i ocena filmu - plakat „Kurier” – reż. Władysław Pasikowski (fot. materiały Muzeum Powstania Warszawskiego)

Niestety, to nie mój sen się nie ziścił, a raczej słowa piosenki Zalewskiego stały się niejako prorocze. Najnowszy film Władysława Pasikowskiego miał wszystko – historię, bohatera, reżysera i aktorów, którzy mogli dojść do oczekiwanego celu. Niestety, nadal jest on daleko. „Kurier” to kino akcji zachowawcze, grzeczne i po prostu nudne. Uderza na każdym kroku w wydumane patriotyczne tony, nie realizując celów kinematograficznych, a raczej politykę Muzeum Powstania Warszawskiego. Nie ma miejsca na trzymającą w napięciu rozrywkę czy niejednoznaczne oceny powstania.

„Kurier” to wreszcie film, który obuchem wbija do głów tezę, że wybuch powstania był nieodzowny dla przetrwania narodu polskiego. Szkoda tylko, że w tym wszystkim ginie jednak główny bohater, stając się tłem dla politycznie narzuconej narracji.

„Kamienie na szaniec” – reż. Robert Gliński – recenzja i ocena filmu

Czytaj dalej...

„Kurier” wręcz w pigułce przedstawia nie tyle historię Jana Nowaka-Jeziorańskiego, co dzieje jego ostatniej misji w trakcie II wojny światowej. Bohater zostaje wysłany przez Rząd Polski w Londynie z misją przekazania instrukcji gen. Tadeuszowi Borowi-Komorowskiemu przed rozpoczęciem akcji „Burza”. Od wyprawy emisariusza zależeć będzie decyzja o rozpoczęciu działań zbrojnych na terenie Warszawy. W całą sprawę wmiesza się też jednak gestapo i działający dla nich szpiedzy. Zaczyna się prawdziwy wyścig z czasem. I choć wiemy, jak to się wszystko skończy, wiemy też że Pasikowski wie jak zagrać suspensem, wie jak pociągnąć za struny naszych emocji. W „Kurierze” jednak zapomniał jak to się robi.

„Kurier” – reż. Władysław Pasikowski – recenzja i ocena filmu - plakat „Kurier” – reż. Władysław Pasikowski (fot. materiały Muzeum Powstania Warszawskiego)

Szpiegowska gra pozorów zaprezentowana w filmie jest iluzoryczna, naiwna, przewidywalna i całkowicie brak jej poczucia zagrożenia. Podróż bohatera granego przez Philippe’a Tłokińskiego jest w efekcie pozbawiona emocji, widz nie martwi się czy bohater zginie, czy misja się uda czy nie. Tak samo jest ze scenami akcji, których jest jak na lekarstwo. Strzelaniny, pościgi, ucieczki, bijatyki z agentami obcych wywiadów, czyli to co powinno kreować szpiegowskie kino akcji są tutaj tylko sporadycznym dodatkiem i to też zrealizowanym pod szkolne wycieczki. Są one krótkie, ugrzecznione, pozbawione dynamiki. Śmiało można powiedzieć, że Pasikowski przy tym filmie rozleniwił się jak nigdy. Co więcej, gdyby nie napisy końcowe widz nie uwierzyłby nawet, że to film polskiego mistrza kina akcji.

„Kurier” – reż. Władysław Pasikowski – recenzja i ocena filmu - plakat „Kurier” – reż. Władysław Pasikowski (fot. materiały Muzeum Powstania Warszawskiego)

Wszystko to można by „Kurierowi” wybaczyć, gdyby był on chociaż sprawnie zrealizowanym kinem historycznym. Niestety, nawet na tym poziomie film zawodzi. Choć kostiumy nie pozwalają się do niczego przyczepić, to próby postarzenia Warszawy są średnio udane. Stolicę z czasów wojny gra dosłownie kilka współczesnych ulic i w niektórych momentach trudno uwierzyć, że akcja rzeczywiście dzieje się w 1944 roku. Historyczność filmu cierpi jednak przede wszystkim ze względu na brak szczegółów historycznych. Twórcy nie przybliżają widzowi sytuacji Polski i Europy w 1944 roku. Nie ma miejsca na osadzenie misji Jana Nowaka-Jeziorańskiego w szerszym kontekście. Niby w dialogach pojawiają się jakieś sugestie, ale jest to nader słabo uchwytne dla widza, który nie ma wiedzy historycznej. Zaznaczę jednak wyraźnie, nie byłoby to wszystko dla mnie żadną wadą, gdyby Pasikowski lepiej zrealizował warstwę sensacyjno-szpiegowską.

Na plus filmu można oczywiście zaliczyć grę aktorską. Rafał Królikowski w zaledwie 2 minuty wykreował postać generała Tatara jako bardzo niesympatycznego osobnika, a Cezary Pazura niewielkim epizodem udowadnia, że był i nadal jest mistrzem polskiego humoru. Chociaż w obsadzie pojawiło się wiele innych znakomitych nazwisk, między innymi Adam Woronowicz, Zbigniew Zamachowski, Mirosław Baka, Grzegorz Małecki czy Jan Frycz – ich role są tak małe, że aż momentami niepotrzebne. Mirosław Baka pojawia się dosłownie dwa razy i wypowiada jedno zdanie. Dosłownie jedno. Widać oczywiście, że większość aktorów pierwszego i drugiego planu dwoi się i troi by coś wycisnąć ze swoich postaci, ale przeszkadza im w tym scenariusz.

„Kurier” – reż. Władysław Pasikowski – recenzja i ocena filmu - plakat „Kurier” – reż. Władysław Pasikowski (fot. materiały Muzeum Powstania Warszawskiego)

Dotyka to w szczególności głównego bohatera, który ma kilka momentów pokazujących, że był potencjał w tej kreacji. Philippe Tłokiński, czaruje nienaganną prezencją, co więcej cieszy ucho świetną angielszczyzną, co jest niezwykle rzadko spotykane w polskim kinie. Jest też kilka momentów, gdy aktor pokazuje ludzką twarz bohatera – błądzi, potyka się, ale finalnie dokonuje wielu bohaterskich czynów nie mając walizki pełnej bondowskich gadżetów. Niestety jego potencjał całkowicie zniweczony jest przez partie dialogowe typu „to te kilka minut w Twoim życiu, które zdecydują o losie Polski i świata”. Wypowiadane są one oczywiście z odpowiednio patetyczną muzyką w tle rodem z filmów o inwazji obcych na USA. Nagromadzenie tego typu scen i dialogów sprawia, że film, który miał opowiedzieć emocjonującą historię Kuriera z Warszawy, bardzo mało o nim samym mówi.

„Kurier” – reż. Władysław Pasikowski – recenzja i ocena filmu - plakat „Kurier” – reż. Władysław Pasikowski (fot. materiały Muzeum Powstania Warszawskiego)

Bohater filmu jest jednowymiarowy, przewidywalny. Pod koniec filmu zmienia o 180 stopni swoją opinię na temat wybuchu powstania warszawskiego, ale widz nie będzie potrafił zrozumieć dlaczego tak się stało, jakie były motywacje bohatera. Podróż Jana Nowaka przez Polskę miała nim wstrząsnąć – każą nam myśleć twórcy filmu. Sami nie robią jednak nic, by wstrząsnąć widzem – ot partyzanci uciekający przez Niemcami, jakaś spalona chałupa, zabawa w chowanego w pociągu oraz jedna, dwie łapanki w Warszawie.

„Dywizjon 303. Historia prawdziwa” – reż. Denis Delić – recenzja i ocena filmu

Czytaj dalej...

Mam wrażenie, że Pasikowski pod wpływem nacisków swoich patronów zrobił kino, które miało zadowolić wszystkich, a finalnie nie spodoba się nikomu. Brak tutaj akcji, która przyciągnie przeciętnego widza spragnionego rozrywki. Brak to większej ilości szczegółów historycznych, by z filmu cokolwiek mogły wynieść wycieczki szkolne. Brak tutaj w końcu odwagi jak z czasów „Pokłosia” by wzbudzić jakąś ogólnonarodową dyskusję na temat powstania warszawskiego. „Kurier” to jeden z tych filmów, o których po seansie szybko zapomnimy. I bardzo dobrze, bo nie chcę pamiętać Jana Nowaka-Jeziorańskiego przez pryzmat filmu, który całkowicie nie zasłużył sobie na opowiadanie dziejów tak niezwykłej postaci.

Tytan, despota, patriota – Jan Nowak-Jeziorański

Jan Nowak-Jeziorański zapewnił rozgłośni Radio Wolna Europa prestiż i popularność. Była ona dla wielu mieszkańców PRL jedyną szansą na kontakt z rzeczywistością poza żelazną kurtyną. Kim był „Kurier z Warszawy”?



Czytaj dalej...

Polecamy e-book Mateusza Kuryły – „Powaby totalitaryzmu. Zarys historii intelektualnej komunizmu i faszyzmu”

Powaby totalitaryzmu. Zarys historii intelektualnej komunizmu i faszyzmu - Mateusz Kuryła - okładka Autor: Mateusz Kuryła
Tytuł: „Powaby totalitaryzmu. Zarys historii intelektualnej komunizmu i faszyzmu”

Wydawca: PROMOHISTORIA [Histmag.org]

ISBN: 978-83-65156-23-5

Stron: 116

Formaty: PDF, EPUB, MOBI (bez DRM i innych zabezpieczeń)

9,9 zł

(e-book)
Zobacz też nasze pozostałe e-booki!
Napisz komentarz
Regulamin komentarzy

Uwaga, wyświetliliśmy tylko ostatnio opublikowane komentarze. Zobacz wszystkie komentarze!

Gość: eddy |

Czyżby recenzent nie wiedział, że film z założenia jest oparty na życiorysie Jana Nowaka-Jeziorańskiego oraz jego książce "Kurier z Warszawy" i nie może przekroczyć krainy baśni? I tak jest tutaj dużo fikcyjnych sytuacji mających na celu "podkręcenie" akcji, jak np. wprowadzenie postaci agentki gestapo, która ściga Nowaka aż do Warszawy. Film jest generalnie dobry, ale jak zwykle szwankuje to czego zawsze brak w polskich filmach historycznych - emocjonującej akcji. Polski film historyczny można streścić jednym zdaniem, a wszystko co się dzieje na ekranie to zbiór incydentów, wydarzeń i epizodów z epoki, powybieranych z różnych źródeł. Jak to robią Turcy, że ich "Wspaniałe stulecie" oglądało się z wypiekami na twarzy i czekało na następny odcinek - co będzie dalej? Już po "Katyniu" Wajdy zacząłem podejrzewać polskich reżyserów, że to sabotażyści, którzy nie chcą aby Polacy byli zbyt dumni ze swej historii. Przykład z filmu Pasikowskiego: Jan Nowak Jeziorański w swej książce "Kurier z Warszawy" wspomina niesamowity wybuch entuzjazmu wśród warszawiaków, gdy pierwszego dnia Powstania ludzie budujący barykadę na Świętokrzyskiej zaczynają śpiewać "Warszawiankę": "Śpiewała cała ulica, ludzie na ulicy i ci w oknach i na balkonach(...) Ogarnia mnie uniesienie, jakiego nie doznałem nigdy przedtem i nigdy później. Za tę jedną chwilę oddałbym życie". Tej sceny, którą aż się prosi o to aby umieścić ją w filmie (tym bardziej że była prawdziwa) reżyser Pasikowski nie uznał za wartościową. Myślę, że dlatego, że zbyt wielu Polaków płakałoby wtedy w kinie ze wzruszenia.



Odpowiedz

Gość: AK |

Zobaczyć i zapomnieć...., barwna postać... film bezbarwny, schematyczny, wręcz nudny, reżyser i główny bohater nietrafieni, szkoda ...



Odpowiedz

Gość: Paweł Broda |

Bóg , Honor, Ojczyzna.
Niestety film patetyczny i naiwny w swej wymowie.
Kolejne pokolenia będą karmione mitem o garsce tchórzy i impotentów intelektualnych siedzących w londyńskich luksusowych klubach dla dżentelmenów i arystokracji, setki kilometrów od pola walki i posyłający kobiet, dzieci i kwiat młodzieży na okrutną rzeź.
Później powiedzą no cóż nie udało się odzyskać władzy i wyemigrują do Stanów i Kanady wcześniej nadając sobie odznaczeń i awansów.
Cóż za manipulacja, pan wiceprezes Antoni Macierewicz powinien koniecznie przyznać kilka orderów za ten film.



Odpowiedz

Gość: Osjan |

Dzisiaj, w dzień premiery obejrzałem nowy film w reżyserii Pasikowskiego "Kurier". Jest on luźno oparty na wspomnieniach Jana Nowaka-Jeziorańskiego "Kurier z Warszawy". Mimo, że kilka dni temu odświeżyłem sobie tę znakomitą książę i opinii, którą podzielam, że żaden film nie dorównuje literackiemu pierwowzorowi film mnie nie zawiódł. To solidny kawałek dobrego wojenno-sensacyjnego filmu zrobiony naprawdę przekonująco. Takiego filmu jeszcze nie było - ukazującego polski dylemat, dylemat kraju walczącego, krwawiącego, porzuconego i oddanego nadchodzącym ze wschodu nowym okupantom. Przeczytałem naprawdę dużo książek na temat powstania warszawskiego, dorobiłem się oczywiście swojego zdania na ten temat. Wszystkie te lektury poszły w kąt gdy oglądałem w filmie scenę narady u komendanta głównego AK gen. Bora ukazującej dyskusję o tym czy bić się w Warszawie czy nie. Ta scena naprawdę robi wrażenie, przypomina grecką tragedię, w której jej bohaterowie wiedzą, że rozwój wydarzeń idzie w kierunku tragedii ale cokolwiek by zrobili jest ona nieuchronna. To bardzo ważna scena, która uświadomiła mi to, że są skarby naszej kultury i przeszłości, które bezwzględnie musimy chronić ale jesteśmy i my: Polacy, naród - nosiciel wartości, które stanowią o tym kim jesteśmy, wtedy, w 1944 r. naród postawiony w sytuacji bez wyjścia a raczej w sytuacji, w której wszystkie wyjścia są złe ale w imię tych wartości trzeba podjąć decyzje prowadzące do zguby.
Oczywiście pamiętać trzeba, że jest to film a więc pewnego rodzaju fikcja mająca swoje słabości. Jednak, co z przyjemnością stwierdzam, nie ma w nim aktora źle grającego swoją rolę. Dobrze zrobiona jest też scenografia a wojna, choć ta wielka toczy się w tle akcji pokazana jest przekonywująco. Oczywiście nie będę zdradzał szczegółów akcji zachęcam jednak do obejrzenia tego filmu, ja na pewno do niego powrócę.



Odpowiedz

Gość: |

Uważam ze te recenzje to głupota! Mi jak najbardziej film był doby i trzymał w napięciu! Mało tego uważam ze to jest nasza Polska historia-prawdziwa i tak było... jestem Patriotką i wspieram Polskie kino nawet te banalne komedie romantyczne bo są Nasze-Polskie! I porównywanie Polskiego kina do Amerykańskiego jest słabe-wiadomo dlaczego...



Odpowiedz

Gość: Alix |

Byłam dzisiaj. Film mi sie podobał. Potwierdzam dobre opinie



Odpowiedz
Marcin Sałański

Historyk, dziennikarz prasowy i telewizyjny, wieloletni współpracownik Histmag.org, autor popularnych e-booków. Współpracował m.in. z portalem Historia i Media, Wydawnictwem Bellona i Muzeum Niepodległości w Warszawie. Był również członkiem redakcji kwartalnika „Teka Historyka”. Interesuje się historią średniowiecza, dziejami gospodarczymi, popularyzacją historii i rekonstrukcją historyczną.

Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.

UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji i filmów dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod nimi lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org