Opublikowano
2017-10-24 19:42
Licencja
Wolna licencja

Legnica 1956: październikowe wrzenie miasta

Październik 1956 roku przeszedł do historii jako jeden z najgorętszych okresów w historii PRL. Nie inaczej było w Legnicy, gdzie dodatkowo stacjonował duży radziecki garnizon. To właśnie tu pozwolono na jedne z bardziej gwałtownych i spontanicznych protestów antyradzieckich w kraju.


Strony:
1 2 3 4

Czytaj pierwszą część tekstu

Wydarzenia, o których mowa, miały miejsce kolejno 23 i 24 października 1956 roku. W czasie ich trwania na ulice miasta wyszły tysiące legniczan, chcących wyrazić swój sprzeciw wobec sytuacji w kraju, jak również zaprotestować przeciwko uprzywilejowanej pozycji Armii Radzieckiej w mieście. Chociaż legnickie manifestacje, poprzez głoszone na nich hasła antyradzieckie, miały wyraźny wydźwięk polityczny, to jednak ich zasadniczych źródeł należy szukać także gdzie indziej. Jak dostrzega Joanna L. Świącik, każdy z protestów na ulicach miasta „wyrażał problemy gospodarcze miasta, nie obejmował zaś sprawy wycofania z Legnicy jednostek z radzieckich”. Radziecka obecność w mieście kojarzyła się Polakom z ich życiową niedolą.

23 październik

Nie wiadomo, kto i kiedy tak naprawdę zainicjował zdarzenia, które w ciągu kilku kolejnych godzin przerodziły się w regularne zamieszki na ulicach miasta. Były one wymierzone zarówno w znienawidzony aparat represji, słusznie utożsamiany z lokalną siedzibą Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego, jak i cieszący się nie mniej złą sławą radziecki garnizon. Ważnym punktem tamtych wydarzeń stał się plac Stalina (obecnie plac Słowiański) oraz znajdujący się w jego centralnej części Pomnik Wdzięczności dla Armii Radzieckiej.

Plac Stalina Legnica Pomnik Wdzięczności Plac Stalina (obecnie Plac Słowiański) ze słynnym Pomnikiem Wdzięczności.

Już w godzinach popołudniowych ludność miasta zaczęła gromadzić się przy placu oraz w jego bezpośredniej okolicy. Nastroje były wyjątkowo nerwowe, a pośród wznoszonych haseł przeważały te odwołujące się do obecności radzieckiej w mieście oraz w kraju. W drodze i już na miejscu śpiewano Mazurka Dąbrowskiego oraz pieśni patriotyczne (m. in. „Rotę” i „Boże coś Polskę”).

Wśród zebranych ludzi pojawił się pomysł, aby obalić Pomnik Wdzięczności dla Armii Radzieckiej. Wedle jednej z wersji wydarzeń, planowano to zrobić za pomocą rolniczego ciągnika. Inny powielany we wspomnieniach ówczesnych legniczan wariant wydarzeń z ówczesnego pl. Stalina mówi, że chciano wtedy „jedynie” odpiłować radzieckiego żołdaka od reszty postaci z pomnika, ponieważ jego obecność była dla zgromadzonych ludzi nie do zaakceptowania. Następna funkcjonująca wersja tamtych wydarzeń głosi, że „jeden mieszkaniec próbował piłką od metalu odciąć nogę żołnierzowi radzieckiemu”. To jednak nie koniec, bo nie brakuje wersji o innych zamiarach w stosunku do pomnika – podobno rozważano nawet jego wysadzenie. Brak jednak konkretnych źródeł na poparcie tego barwnego wariantu wydarzeń. Ostatecznie jednak pomnik nie został strącony z cokołu.

Terror w „Małej Moskwie”

Czytaj dalej...
Ludzie wiecowali na placu do późnej nocy. Jan K. Dąbrowski wspomina, że gdy o północy wracał już do domu, zgromadzenie na placu jeszcze trwało. A jako że oświetlenie placu było bardzo liche, ludzie przychodzili z własnymi latarkami i świecami. Cały czas śpiewano pieśni patriotyczne. Milicja nie interweniowała, ale znajdowała się w pobliżu.

Na ruskich!

Oprócz zdarzeń odbywających się na placu Stalina, istotnym elementem manifestacji były liczne pochody, które przeszły ulicami miasta. Zgromadzenia te tworzyły się, dzieliły, łączyły i rozwiązywały spontanicznie, więc trudno znaleźć w nich jakąś ciągłość lub chronologię. Według relacji Tadeusza Jasaka, kiedy jeden z większych pochodów opuścił pl. Stalina, część z manifestantów zatrzymała się przed siedzibą Miejskiej Straży Pożarnej, gdzie po wkroczeniu na dziedziniec zażądano wydania biało-czerwonych flag z magazynu. W tym samym czasie pojawiły się plotki, że w budynku straży przetrzymywani są zatrzymani przez UB demonstranci, co wywołało wściekłość zebranych ludzi. Doszło do przepychanek, próbowano nawet przewrócić wóz strażacki. Zdezorientowani strażacy wezwali na pomoc milicjantów, którzy musieli wyjaśnić rozwścieczonemu tłumowi, że żadnych aresztowanych tam nie ma.

Dworzec PKP w Legnicy (fot. Michał Paczyński, opublikowano na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0).

Następnym przystankiem demonstrujących była stacja kolejowa. Tam doszło do innego znanego epizodu legnickiego Października. Zebrany tam tłum entuzjastycznie przywitał kapitana wojska polskiego Eugeniusza Janasa, który podobnie jak inni wykładowcy Szkoły Oficerskiej Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego w Legnicy został wysłany przez swoich przełożonych do miasta na przeszpiegi, aby zbadać ówczesne nastroje społeczne. Jeden ze świadków tego zdarzenia wspominał:

Chodnikiem szedł kapitan wojska. Idący ulicą tłum wykrzyknął: „Lud z wojskiem, wojsko z ludem!”. Dwóch bardziej rozentuzjazmowanych podbiegło do kapitana, posadzili go na ramiona i ponieśli ulicą. Ludzie bili brawo. W końcu postawili kapitana na balkonie parteru budynku blisko miejsca, gdzie mieści się obecnie pogotowie (ul. Dworcowa). „Przemawiaj!” – wołali do niego. Oficer coś tam mówił, że nie bardzo potrafi. W końcu powiedział kilka zdań, zagłuszony zaraz okrzykami: „Niech żyje!”, „Lud z wojskiem!”, pozdrawiał wszystkich uniesionymi w górę ramionami, ubawiony niezwykłością sytuacji. W końcu został, a tłum poszedł dalej.

Ironią losu stało się to, że bohaterem chwili dla demonstrujących ludzi został przedstawiciel jednostki, która jeszcze tego samego dnia brała czynny udział w siłowym rozpędzeniu manifestantów.

Gmach Oficerskiej Szkoły Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego (później Centralnego Ośrodka Szkolenia Wojsk Łączności) w Legnicy (fot. Lubicz, domena publiczna).

Kolejnym przystankiem uczestników pochodu były, znajdujące się w pobliżu dworca kolejowego, Zakłady Przemysłu Dziewiarskiego im. Hanki Sawickiej – wówczas jeden z największych zakładów przemysłowych miasta. Manifestanci wezwali załogę zakładu do przyłączenia się do pochodu, jednak robotnicy odmówili. Protestujący wdarli się więc do przyzakładowego Domu Kultury, gdzie zniszczyli portret marszałka Rokossowskiego i Bolesława Bieruta oraz czerwone flagi.

Według niektórych relacji, pochód miał następnie powrócić na plac Stalina, gdzie część demonstrantów na hasło „Idziemy na ruskich!”, ulicami Mickiewicza i Traugutta, skierowała się w stronę sektora miasta zajmowanego przez wojska radzieckie. Sytuacja robiła się coraz bardziej niebezpieczna. Do pochodu, maszerującego w stronę radzieckiego garnizonu, próbował przemawiać w uspokajającym tonie wspomniany już kapitan Janas, jednak jego słowa okazały się bezskuteczne. Dotarcie do sektora miasta zajmowanego przez garnizon radziecki uniemożliwił kordon milicji, ustawiony przy ul. Jaworzyńskiej. Protestujący nie zdecydowali się na konfrontację z funkcjonariuszami. Ludzie zawrócili na pl. Stalina, gdzie część po odśpiewaniu kilku patriotycznych pieśni rozeszła się do domów. W toku dalszych wydarzeń powstał kolejny pomysł, który zakładał wyruszenie pod znajdujący się w pobliżu Dom Oficera Armii Radzieckiego (dzisiaj siedziba legnickiej Kurii), jednak drogę do niego zablokował oddział żołnierzy KBW. Polscy żołnierze zostali poproszeni o pomoc w opanowaniu sytuacji.

Tekst ma więcej niż jedną stronę. Przejdź do pozostałych poniżej.

Polecamy e-book Pawła Sztamy pt. „Inteligenci w bezpiece: Brystygier, Humer, Różański”:

Autor: Paweł Sztama
Tytuł: „Inteligenci w bezpiece: Brystygier, Humer, Różański”

Wydawca: PROMOHISTORIA [Histmag.org]

ISBN: 978-83-65156-14-3

Stron: 127

Formaty: PDF, EPUB, MOBI (bez DRM i innych zabezpieczeń)

12,9 zł

(e-book)
Zobacz też nasze pozostałe e-booki!

Strony:
1 2 3 4
Napisz komentarz
Regulamin komentarzy

Gość: Andrzej |

...pobito oficera i żołnierza wojsk radzieckich – oboje trafili do szpitala."
Moi drodzy Autorzy. Po polsku "oboje" pisze się i mówi kiedy występują kobieta i mężczyzna, kiedy mówimy o mężczyznach mówimy "dwóch" a kiedy chodzi o kobiety mówimy "dwie" Wstyd że muszę o tym informować osoby o z wyższym,zapewne, wykształceniem.



Odpowiedz

@ Gość: Andrzej Dziękujemy za zwrócenie uwagi.



Odpowiedz
Marek Żak

Historyk, doktorant w Instytucie Historycznym Uniwersytetu Wrocławskiego oraz członek zarządu stowarzyszenia Pamięć i Dialog. Współpracownik tygodnika „Nowiny Jeleniogórskie”. Autor artykułów naukowych i tekstów popularnonaukowych oraz współautor wydanej w tym roku książki „Legnica w 1956 roku” (razem z M. Kubasik). Swoje zainteresowania badawcze kieruje przede wszystkim w stronę powojennej ziemi legnickiej oraz dziejów dolnośląskiej Milicji Obywatelskiej.

Maria Kubasik

Historyk, wieloletnia pracownica Urzędu Miasta w Legnicy, gdzie przez ponad dwadzieścia lat zajmowała się popularyzacją działań legnickiego samorządu, będąc, m. in. rzecznikiem prasowym Prezydenta Legnicy oraz opracowując kadencyjne „Raporty o stanie miasta Legnicy”. Autorka licznych artykułów oraz dwóch książek: „Legniccy Sybiracy” (2015) oraz „Legnica w 1956 roku” (2017). Obecnie emerytka oraz wiceprezes stowarzyszenia legnickiego Pamięć i Dialog. W swoich badaniach koncentruje się na współczesnych dziejach Legnicy i Dolnego Śląska.

Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.

UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji i filmów dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod nimi lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org