Opublikowano
2013-10-03 16:15
Licencja
Wolna licencja

Mały Powstaniec, duża hańba?

Mały chłopiec z karabinem stojący w Warszawie u zbiegu ulic Podwale i Wąski Dunaj, dla jednych jest wzruszającym przypomnieniem o bohaterstwie dzieci poległych w Powstaniu Warszawskim, inni dostrzegają w nim przesadę zwracając uwagę, że broń niekoniecznie dobrze komponuje się z dzieciństwem. Ponad trzydzieści lat po odsłonięciu pomnika Małego Powstańca nie milkną spory o jego sens.


Strony:
1 2 3

Pomnik Małego Powstańca (fot. Cezary p, na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa–na tych samych warunkach 3.0 niezlokalizowana) Bardzo dobrze pamiętam jedną z moich pierwszych świadomych wycieczek do Warszawy. Było to w drugiej klasie szkoły podstawowej. Jednodniowa podróż siłą rzeczy ograniczała ilość miejsc, które mogliśmy odwiedzić. Przypominam sobie, że zabrano nas na Powązki, obejrzeliśmy także Łazienki, Starówkę, a na koniec pozwolono wjechać na taras widokowy Pałacu Kultury skąd rozpościerał się wspaniały widok na miasto, a w szczególności lunapark Cricoland, jeden z zapomnianych symboli przemian i pozorną namiastkę Europy w szarym molochu ówczesnej stolicy. Zwiedzanie Starego Miasta – które niektórzy złośliwcy nazywają najdoskonalszą makietą w skali 1:1 – oczywiście zakończyliśmy spacerem wzdłuż zrekonstruowanych murów obronnych. Prawdopodobnie wtedy pierwszy raz zobaczyłem pomnik Małego Powstańca. Przyjąłem go najpewniej bezrefleksyjnie. Przewodnik bajał o niezwykłym bohaterstwie warszawskich dzieci, a mnie i moim rówieśnikom jakoś trudno było sobie wyobrazić, że chłopiec z pomnika mógł być w naszym wieku, że każdy z nas mógł tam stać w za dużej kurtce i hełmie, oraz przyciężkim karabinem zawieszonym na szyi. O ile dobrze pamiętam w pobliskim sklepie kupiłem nawet miniaturkę momumentu. Nie dlatego, że wzbudził we mnie jakieś niezwykłe uczucia, ale raczej z czystego dziecięcego konformizmu, który każe iść za tłumem i masowo wykupywać te same zbiory pamiątek. Mały Powstaniec stał później w moim domu i wspaniale spełniał swoją rolę rzeczy, na której perfekcyjnie osadza się kurz. Ot, kolejny gadżet przywieziony z podróży, który dziś najpewniej leży na gdzieś dnie szafy w zdartym kartonie.

Figurka chłopca towarzyszyła mi jednak na kolejnych etapach edukacji szkolnej. Kazano mi się nią wzruszać przy okazji lektury wierszy Baczyńskiego, przy poznawaniu powstańczych piosenek, które każdy uczeń kończący podstawowy kurs muzyki powinien znać, oraz na lekcjach historii przy okazji odkrywania kolejnych tajemnic przeszłości. Pomnik Małego Powstańca stał się wręcz nieznośną sztampą, która pojawiała się zawsze, gdy mówiono o tym narodowym zrywie, tak jak gdyby wydawcy wszystkich książek szkolnych nie mieli innego pomysłu na ilustrowanie tego wydarzenia. Być może chodziło tu o chęć utożsamienia nas uczniów z postacią tego chłopca, tyle że ten cel nie został chyba nigdy osiągnięty. Symbol nie skłaniał do refleksji, lecz z każdym kolejnym podręcznikiem ulegał dewaluacji. Zresztą nigdy nie mówiono o nim więcej niż to, że przedstawia on bohaterskie dziecko, które najpewniej poległo na gruzach stolicy.

Dziecko-bohater

Pomnik Małego Powstańca zbudowany jest z paradoksów i tak samo paradoksalna jest jego historia. Pierwszy jego projekt powstał już w 1946 roku. Rzeźba chłopca nie miała być nigdy pomnikiem. Jej twórca, Jerzy Jarnuszkiewicz – wybitny polski plastyk - twierdził, że miała być jedynie wyrazem jego uczuć, formą hołdu oddanego dzieciom poległym w walkach. „Dziecko-bohater” – jak pierwotnie nazywano figurkę – funkcjonować zaczęła jednak wśród rodzin powstańców jako symbol, wspomnienie bliskich, którzy na barykadach stracili życie. W latach 80-tych, kiedy władze komunistyczne zdecydowały się włączyć warszawski zryw do własnej narracji historycznej, powstał pomysł postawienia pomnika upamiętniającego powstanie. Rzeźba Jarnuszkiewicza zdawała się być dla wielu idealna do realizacji tego celu. Myśl ta zakiełkowała w głowach harcerzy z Chorągwi Stołecznej ZHP im. Bohaterów Warszawy. Sam twórca podchodził do pomysłu niechętnie.

Prowadzę ze sobą samym spór o tę rzeźbę. Uległem sentymentalnej potrzebie spłacenia długu walczącym dzieciom, potem jednak zacząłem się wstydzić tej rzeczy. Wyrzucałem sobie, że - choć nieświadomie - dokonałem manipulacji na najbardziej intymnych uczuciach, że zaniedbałem formę na rzecz treści, że zrobiłem knota.

- twierdził z wyraźnym dystansem. Ostatecznie pomnik postawiono, choć w formie miniatury i na uboczu. W 1983 roku doszło do jego uroczystego odsłonięcia. Waldemar Braniewski o monumencie pisał:

W rzeźbie tej realistyczne obrazowanie załamuje się w potężnej dawce dysharmonii i dysproporcji, zauważalnych niemal w każdym jej fragmencie.(...) Można z pewną doza umowności widzieć to dzieło w kręgu obrazowania idei Vanitas, przemijalności i marności życia, gdzie częste są wyobrażenia dziecka z czaszką lub klepsydrą.

Na dzieło Jarnuszkiewicza nigdy jednak tak nie patrzono. Już w momencie odsłonięcia mało kto zwracał uwagę na formę antypomnika, którą w istocie przyjął. Choć nie stanął w żadnym reprezentacyjnym miejscu, będąc raczej zdominowanym przez okoliczną zabudowę, szybko stał się jednym z ważniejszych miejsc pamięci. Nikt nie dostrzegał chłopca przytłoczonego ciężarem wojskowe stroju i obciążonego karabinem, widziano raczej bohatera, osobę godną naśladowania, kogoś kogo należy pokazywać kolejnym wycieczkom szkolnym jako przykład heroizmu. Taką interpretację pogłębiał napis umieszczony w pobliżu monumentu. Warszawskie dzieci pójdziemy w bój, za każdy kamień Twój stolico damy krew – zacytowano znaną pieśń powstańczą. Chyba nikt w tym patriotycznym zgiełku nie zauważył, że na twarzy chłopca z pomnika wcale nie widnieje uśmiech, ani tym bardziej duma.

Polecamy książkę „Z Miodowej na Bracką”:

Autor: Maciej Bernhardt
Tytuł: „Z Miodowej na Bracką. Opowieść powstańca warszawskiego”

Wydawca: i-Press [Histmag.org]

ISBN: 978-83-925052-9-7

Oprawa: miękka

Liczba stron: 334

Format: 140×195 mm

24 zł

(papierowa)

8,9 zł

(e-book)

Artykuły publicystyczne w naszym serwisie zawierają osobiste opinie naszych redaktorów i publicystów. Nie przedstawiają one oficjalnego stanowiska redakcji „Histmag.org”.

Tekst ma więcej niż jedną stronę. Przejdź do pozostałych poniżej.

Strony:
1 2 3
Napisz komentarz
Regulamin komentarzy

Uwaga, wyświetliliśmy tylko ostatnio opublikowane komentarze. Zobacz wszystkie komentarze!

Gość: Pikier |

Dzieci–żołnie­rze w Po­wsta­niu War­szaw­skim to kompletne mi­sty­fika­cja. Nic ta­kiego nie miało miej­sca – nikt dzieci nie wy­sy­łał do walki. Oczy­wi­ście spo­ra­dycz­nie mo­gło się zda­rzyć, że ja­kiś trzy­na­stola­tek w za­mie­sza­niu „dor­wał się” na chwilę do broni, ale nic po­nadto.
Wystarczy do­wód z po­szlak (na ogół pew­niej­szy od świa­dectw (któ­rych zresztą i tak nie ma)):
- nikt przy zdro­wych zmy­słach nie po­sy­łałby dzieci do boju
- zwłaszcza że doro­słych żoł­nie­rzy – bez­czyn­nych wsku­tek roz­paczli­wego nie­do­boru broni – było aż nadto!
Legenda o wal­czą­cych dzie­ciach opiera się wy­łącznie na kilku dość zna­nych fo­to­gra­fiach. Na pierw­szy rzut oka wi­dać jed­nak, że są to czy­ste in­sceni­za­cje: ubrano kilku chłop­ców w mun­dury, dano im broń do ręki – i dzienni­karz–fo­to­graf uzy­skał wzru­sza­jące „świa­dec­two”.
Legenda prze­szła na­tych­miast do filmu „Zaka­zane pio­senki” (1947) w któ­rym poka­zano kilku chłop­ców tkwiących na posterunku wśród ruin, w hełmach i z pistoletami maszynowymi. Przychodzi do nich dowódca i poleca zniszczyć czołg butelkami zapalającymi. No i pokazane jest jak rzucają - tak jakby nie było pod do­stat­kiem do­ro­słych, któ­rzy rzucą prze­cież bu­telką znacz­nie le­piej. Tak więc film podtrzymuje mit znacznie silniej.
A po latach po­sta­wiono w War­sza­wie Po­mnik Ma­łego Po­wstańca – w mun­du­rze i pod bro­nią.

Stwier­dzi­łem że w dwóch szko­łach pod­sta­wo­wych w W-wie pielę­gnuje się sta­ran­nie mit o dzie­ciach–
–żoł­nier­zach w Po­wsta­niu. Moja dema­ska­cja zo­stała skwi­to­wana po­błaż­li­wym uśmie­chem.

źródło: http://pikier.com/private/anabis/2.htm



Odpowiedz

Gość: Adam |

Projekt był Jerzego Jarnuszkiewicza ale wykonawcą był Józef Gazy ,który 1945 roku dołączył do Biura Odbudowy Stolicy. W latach osiemdziesiątych w swojej pracowni na Mokotowie ,zaraz koło Rakowieckiej, tworzył rzeźbę. Modelem do tego pomnika ,była w tym czasie 3 letnia jego wnuczka Kinga Gazy, żyje dzisiaj na Mazurach. Tak samo Józef Gazy był głównym szefem zespoły w Faraz, zasługi brał prof. Kazimierz Michałowski



Odpowiedz

Gość: |

Inspiracją dla pomnika Małego Powstańca była historia kpr. Witka Modelskiego-najmlodszego Powstańca. Doczepić się do AK bo został sierotą. Ciekawe dlaczego? Dzieci w Powstaniu nie dostawały broni. Przenosiły meldunku i pocztę. Witek zginął przenosząc meldunek na Czerniakőw



Odpowiedz

Odnoszę wrażenie, że w całym tym tekście chodzi po prostu o zdezawuowanie Małych Powstańców i ich bohaterstwa. Trzeba pamiętać, że jako wychowani w duchu patriotyzmu sami wykazywali ogromną determinację, aby wstąpić w szeregi Powstańców mimo młodego wieku. Biorąc pod uwagę realia powstańczej Warszawy, niewiele można było zrobić by zapewnić im ochronę od ogarniającej miasto wojny.



Odpowiedz

Gość: Mirek |

Poznając historię, ucząc się przeszłości powinniśmy nie tylko patrzeć na budynki, rzeźby czy obrazy stworzone przez poprzednie pokolenia, ale też powinniśmy próbować zrozumieć ich świat, sposób myślenia oparty na ówczesnej wiedzy, uwarunkowania historyczne w jakich im przyszło żyć itd. Niestety w dzisiejszych czasach większość ludzi swoje opinie opiera na dniu dzisiejszym, na świecie dzisiejszym, na wartościach obowiązujących dzisiaj. Tak jak nie można oceniać Powstania Warszawskiego poprzez pryzmat dnia dzisiejszego tak i nie można wypowiadać się o małych powstańcach czy bezsensownym rozlewie krwi z pozycji dnia dzisiejszego kiedy wojna na Ukrainie powoduje śmierć kilku-kilkunastu ludzi tygodniowo. Świat zachodni doszedł do etapu gdzie wmawia się ludziom że każde życie się liczy, każdy człowiek się liczy a każda śmierć jest bezsensowna (oczywiście o ile nie ginie Afrykańczyk albo Muzułmanin). W czasach II WŚ życie miało inną wartość a śmierć była czymś powszechnym. Słowa taki jak honor czy Ojczyzna nie były czymś pustym bez znaczenia tylko miały wymierną wartość a oficer strzelający sobie w głowę aby nie iść do niewoli był bohaterem (o ile nie był Japończykiem, oczywiście. W tym wypadku to był fanatyzm). W czasach gdy ten pomnik był odsłonięty, mówiło się o nim jako o hołdzie dla tych najmłodszych powstańców którzy w nim walczyli i ginęli i może niech tak pozostanie.



Odpowiedz
Sebastian Adamkiewicz

Członek redakcji portalu „Histmag.org”, doktor nauk humanistycznych, asystent w dziale historycznym Muzeum Tradycji Niepodległościowych w Łodzi, współpracownik Dziecięcego Uniwersytetu Ciekawej Historii, współzałożyciel i członek zarządu Fundacji Nauk Humanistycznych. Zajmuje się badaniem dziejów staropolskiego parlamentaryzmu oraz kultury i życia elit politycznych w XVI wieku. Interesuje się również zagadnieniami związanymi z dydaktyką historii, miejscem „przeszłości” w życiu społecznym, kulturze i polityce oraz dziejami propagandy. Miłośnik literatury faktu, podróży i dobrego dominikańskiego kaznodziejstwa. Współpracuje - lub współpracował - z portalem onet.pl, czasdzieci.pl, novinka.pl, miesięcznikiem "Uważam Rze Historia".

Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.

UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji i filmów dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod nimi lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org