Opublikowano
2008-10-13 14:46
Licencja
Prawa zastrzeżone

Marcin Wroński — „Komisarz Maciejewski. Kino Venus” – recenzja i ocena

Zaczyna się od ostrej libacji, a później jest tylko coraz ciekawiej. Przyznaję, że przez brak czasu rzadko czytam powieści. Tym bardziej cieszę się, że trafiłem na pozycję błyskotliwą i wciągającą.


Autor: Marcin Wroński
Tytuł: Komisarz Maciejewski. Kino Venus
Wydawnictwo: Red Horse
Data premiery: 17 października 2008
ISBN: 978-83-60504-49-9
Oprawa: miękka
Format: 125×195
Liczba stron: 384
Cena: 29,90 zł

Ocena naszego recenzenta: 9/10

Marcin Wroński na swoim koncie ma całą masę opowiadań i trzy książki. Znany jest przede wszystkim jako twórca fantastyki, m.in. z „Tfu, pluje Chlu!”. W ostatnich latach coraz częściej sięgał po motywy historyczne, fabuły swoich opowiadań oplatając wokół realnych wydarzeń z przeszłości. Tak było w przypadku tekstów opublikowanych w antologiach „Deszcze niespokojne” i „A.D. XIII”. Niezwykłą klasę Wroński pokazał rozpoczynając na pozór prowincjonalną opowieść o życiu i perypetiach komisarza Maciejewskiego, policjanta śledczego z Lublina. Drugi jej tom otrzymałem do recenzji na kilka tygodni przed premierą.

Nie spodziewałem się fajerwerków. Lekturę rozpocząłem jakby od niechcenia, czekając na nocny pociąg do Krakowa. Nawet nie zauważyłem, kiedy pociąg dojechał do celu. Bynajmniej nie przerwałem czytania książki z tak błahego powodu. Kolejny rozdział połknąłem w autobusie, a jeszcze jeden w domu. Powieść Wrońskiego wciągnęła mnie do reszty. Położyłem się spać dopiero po dotarciu do ostatniej strony. Była 10 rano.

Autor w niezwykle realistyczny sposób odmalowuje realia Lublina lat 30. Miasta brudnego, zabiedzonego i tonącego w przestępczości. Krótko mówiąc, odczuwającego wszystkie konsekwencje światowego kryzysu gospodarczego. Głównym bohaterem książki jest niedawny szef pionu śledczego miejscowej policji, który właśnie podpadł przełożonemu i w efekcie wylądował na stanowisku komendanta posterunku w dzielnicy żydowskiej.

Fabuła rozpoczyna się od usilnych starań komisarza Maciejewskiego, szukającego sposobu, by wrócić na dawne stanowisko. Szybko jednak próby te zostają przesłonięte przez nawiązującą do realnych wydarzeń intrygę, w której Maciejewski jest zarazem śledczym, jak i... narzędziem.

Marcin Wroński prezentuje Lublin lat 30. z wyczuciem historyka. Interesuje go nie tylko życie ludzi, ale także język, problemy codzienności, aspekty ówczesnej polityki. Widać, że autor sporo czasu poświęcił badaniom nad epoką, lekturze międzywojennych czasopism, a nawet przyswojeniu podstaw języka jidysz. Oczywiście popełnia pewne błędy, ale są one rzadkie i nie uprzykrzają w żadnym razie lektury. Merytorycznie jest to jedna z najlepszych powieści historycznych, jakie miałem okazje czytać.

Tempo akcji rośnie z kolejnymi stronami. Około 200 strony fabuła osiąga punkt szczytowy, a autor zręcznie ukrywa przed czytelnikiem jej rozwiązanie. W efekcie to nie tylko książka o realiach ówczesnej rzeczywistości, ale także niezły kryminał.

Wady? „Kino Venus” ma je podobnie jak każda książka. Przede wszystkim uderza słabe odrysowanie postaci. Poza głównym bohaterem, większość przewija się w tle, a autor nie daje czytelnikowi możliwości związania się z nimi. Dotyczy to przede wszystkim czarnych charakterów. W kilku punktach można też odnieść wrażenie, że autor poszedł jakby na łatwiznę, unikając dalszego komplikowania fabuły.

To jednak tylko drobne mankamenty. „Komisarz Maciejewski. Kino Venus” to powieść ciekawa, napisana świetnym językiem i wiernie oddająca realia epoki. Do tego przemyślana — niczym w dobrym spektaklu, możemy być pewni, że strzelba wisząca na ścianie w pierwszym akcie, wystrzeli w przedostatnim...

Książka trafi do księgarń 17 października. Jednym z jej patronów medialnych jest „Histmag.org”.

Korekta: Małgorzata Misiurek


Napisz komentarz
Regulamin komentarzy

Gość: Anna Nowakowska |

Brzmi interesująco. Lublin nie jest przecież najważniejszą metropolią, a tu proszę doczekał się własnego kryminału. Mi strasznie żal, że Polska nie jest już taka wielokulturowa jak dawniej... Być może autor poprawi swój warsztat psychologiczny i tak jak zgłębiał historię, aby stworzyć obraz przedwojennego Lublina, tak przeryje inne księgi i stworzy bohatera o głębokiej osobowości. ;)



Odpowiedz
Kamil Janicki

Historyk, były redaktor naczelny „Histmag.org” (lipiec 2008 – maj 2010), obecnie prowadzi biuro tłumaczeń, usług wydawniczych i internetowych. Zawodowo zajmuje się książką historyczną, a także publicystyką historyczną. Jest redaktorem i tłumaczem kilkudziesięciu książek, głównym autorem i redaktorem naukowym książki „Źródła nienawiści. Konflikty etniczne w krajach postkomunistycznych” (2009) a także autorem około 700 artykułów – dziennikarskich, popularnonaukowych i naukowych, publikowanych zarówno w internecie, jak i drukiem (również za granicą).

Prawa zastrzeżone – ten materiał jest chroniony przez przepisy prawa autorskiego.

Kopiowanie, przedrukowywanie (poza dozwolonymi prawnie wyjątkami) wyłącznie za zgodą redakcji: redakcja@histmag.org