Marek Łuszczyna – „Bękarty Polski” – recenzja i ocena
Marek Łuszczyna – „Bękarty Polski” – recenzja i ocena

„Bękarty Polski” wpisują się w gatunek historycznego reportażu, ale równocześnie wykraczają poza jego ramy. To książka, która nie tylko rekonstruuje wydarzenia pierwszych miesięcy powojennej rzeczywistości, lecz przede wszystkim próbuje zmierzyć się z mitem narodowej niewinności kraju, który w czasie wojny cierpiał jak mało który. Autor wchodzi więc w przestrzeń, którą wypełniały uproszczenia, przemilczenia i półprawdy.
Powojenna Polska nie jawi się jako kraj wyzwolony, lecz raczej jako terytorium chaosu i przemocy. Władza dopiero się organizuje, granice nie są ustalone, a broń znajduje się w rękach ludzi, którzy dopiero uczą się, kim mają być: stróżami prawa czy też wykonawcami odwetu. Łuszczyna prowadzi narrację dynamicznie. Siła scen obław, egzekucji czy też nocnych napadów wynika głównie z faktu, że są one oparte na archiwaliach i dokumentach. To nie literacka fikcja, lecz prawdziwa historia.
Jednym z największych atutów książki jest sposób konstruowania bohaterów. Badacz nie tworzy postaci czarno-białych. Funkcjonariusze nowej władzy, żołnierze, chłopi czy ocalali z Zagłady: każdy z nich uwikłany jest w traumę i przemoc. Szczególnie poruszający jest wątek ocalonych Żydów, którzy po doświadczeniu obozów koncentracyjnych trafiają do struktur bezpieczeństwa. Co ich motywuje? Zemsta, potrzeba przetrwania, czasem wiara w nowy porządek.
Narracja opiera się na rozległej bazie źródłowej: aktach IPN, raportach milicyjnych i dokumentach administracyjnych, które autor sprawnie splata z literacką rekonstrukcją wydarzeń, nadając opowieści wyrazisty rytm i intensywność. Zabieg ten wzmacnia siłę reportażu, a zarazem prowokuje pytanie o granice między literaturą faktu a prozą historyczną. Łuszczyna świadomie balansuje na tej linii, co dla jednych stanowi dowód warsztatowego kunsztu, dla innych zaś impuls do dyskusji. Książka napisana jest w pierwszej osobie i w dużej mierze opiera się na autobiograficznej relacji Tuwii Friedmana, znanego również jako Tadeusz Jasiński, jednego z najbardziej rozpoznawalnych „łowców nazistów”, który po ocaleniu z Holokaustu poświęcił życie ściganiu sprawców zbrodni wojennych.
„Bękarty Polski” to praca niewygodna i nie dla każdego. Uderza w mit jednorodnej, solidarnej wspólnoty ofiar. Pokazuje powojenne miesiące jako czas brutalnych rozliczeń, grabieży, samosądów i lokalnych wojen. Przypomina, że na terenach Pomorza i Warmii działały zarówno oddziały podziemia niepodległościowego, jak i grupy maruderów, a granica między działalnością polityczną a bandytyzmem nie istniała. Jednym z epizodów jest historia likwidacji byłego esesmana Karla Ellerta w czerwcu 1945 r. Przeprowadzono ją bez formalnego śledztwa, jako akt odwetu.
Styl książki bywa ostry, momentami dosadny, ale nie popada w zbyt duże emocje i przesadę. Widać reporterską dyscyplinę i dbałość o detal. Opisy zrujnowanego Gdańska czy prowincjonalnych miasteczek Pomorza działają na wyobraźnię, tworząc sugestywny obraz kraju w ruinie: dosłownie i metaforycznie. Nie jest to jednak lektura łatwa. Gęstość faktów, ilość nazwisk i instytucji wymagają skupienia. To książka dla Czytelnika gotowego na konfrontację z trudną pamięcią historyczną.
„Bękarty Polski” mogą być ważnym głosem w historycznej debacie. Tytułowe „bękarty” można rozumieć różnorako: jako ludzi zrodzonych z przemocy historii lub jako niechciane dzieci nowego systemu. Niewątpliwie nie były to łatwe wybory. Łuszczyna nie proponuje prostych odpowiedzi ani moralnych rozgrzeszeń. Zamiast tego stawia pytania o odpowiedzialność, sprawiedliwość i cenę, jaką płaci się za budowę nowego ładu na gruzach spowodowanych przez II wojnę światową. To książka, która zostanie z nami na długo. Nie tylko jako zapis historycznych faktów, ale jako memento, że koniec wojny nie zawsze oznacza początek pokoju.
