Autor: Waldemar Piasecki
Tagi: Artykuły, Historia polityczna, Sylwetki i biografie, II wojna światowa
Opublikowany: 2017-07-11 18:30
Licencja: wszystkie prawa zastrzeżone

Mikołajczyk i Stalin – kremlowski poker 1944

Mikołajczyk i Stalin dni po wybuchu powstania warszawskiego rozmawiali w Moskwie o radzieckim wsparcia dla powstania warszawskiego. Jak wyglądała polityczna gra o polską stolicę?
Tekst ma więcej niż jedną stronę!
Strona 1
Strona 2
Strona 3
Strona 4
Strona 5

Mikołajczyk i Stalin mieli różne oczekiwania polityczne względem powstania warszawskiego. Jaką "politykę prowadziły polskie władze cywilne i wojskowe?""https://histmag.org/Przyczyny-powstania-warszawskiego-polityka-polskich-wladz-cywilnych-i-wojskowych-9812

W czasie, kiedy książka Karskiego o Państwie Podziemnym znajdowała się w przygotowaniu, a zawarte w niej wołanie o sprawiedliwość dla Polski miało już lada chwila dotrzeć do czytelnika, Stalin szykował się do rozegrania ostatniej partii przeciwko polskiej niepodległości. W tym celu musiał wdeptać w ziemię Mikołajczyka. Spektakularnie.

(Józef Stalin w mundurze marszałka ZSRR (fot. z 1943 r. lub późniejsza))
Józef Stalin w mundurze marszałka ZSRR (fot. z 1943 r. lub późniejsza)
Rozmowa:

 – Co się działo w lipcu czterdziestego czwartego?

 – Antyszambrowanie. Zabiegi, aby Stalin przyjął Mikołajczyka. Obiecał to polskiemu premierowi Roosevelt, ale jedenastego lipca Stettinius powiedział Ciechanowskiemu, że wódz sowiecki nie widzi takiej możliwości. Było to pokazanie Waszyngtonowi, że guzik może w tej kwestii. Spróbowano zatem podejścia przez, coraz bardziej niechętnego nam i zniecierpliwionego, Churchilla. Ten w mig pojmuje, że jeżeli Stalin zgodzi się na jego prośbę przyjąć Mikołajczyka, Roosevelt dostanie prztyczka w nos. Pisze do „Wuja Józia” dwudziestego lipca depeszę oględnie stwierdzającą, że ma nadzieję, iż ten nie odmówi prośbie, jeśli Mikołajczyk się o to zwróci. Tego samego dnia Armia Czerwona zdobywa Grodno i przekracza Bug. Następnego dnia Stalin uruchamia agenturalny rząd Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego (PKWN). Dwudziestego drugiego PKWN ogłasza swój manifest ujawniający ambicję rządzenia Polską i zaczyna się instalować w zajętym przez Sowietów Lublinie. Wywiad AK przechwytuje niemiecki rozkaz o wycofaniu się ich wojsk na lewy brzeg Wisły. Od dwudziestego trzeciego administracja i ludność niemiecka zaczynają masowo opuszczać Warszawę. Następnego dnia Stalin odpowiada Churchillowi, że prawdziwi polscy patrioci biorą sprawy w swoje ręce, a podlegające emigracyjnemu rządowi polskiemu w Londynie podziemie okazało się efemeryczne i bezradne wobec okupanta. On, Stalin, przyjmie Mikołajczyka, ale jedynie dlatego, że Churchill sobie tego życzy. Dwudziestego szóstego lipca 1944 roku premier w towarzystwie przewodniczącego Rady Narodowej Stanisława Grabskiego i szefa dyplomacji Tadeusza Romera wylatuje do Moskwy przez Kair.

 – Tam Mikołajczyk czeka na Retingera.

 – Tak. Zdrowie Recia jest w fatalnym stanie. Informuje, że jego misja do Polski była grubo spóźniona. Nie ma klimatu dla zrozumienia ewentualnych ustępstw wobec Sowietów w kwestii granic wschodnich w naszym podziemiu, a lewicowe w ogóle nie jest zainteresowane jakimikolwiek rozmowami. Na dodatek na Retingera jeszcze urządzono polowanie, tak samo jak na Makowieckiego i Widerszala. Doktor widzi sprawy w czarnych barwach. Doradza premierowi, aby ten szedł w Moskwie, zależnie od rozwoju sytuacji, za własnym rozumem. Ustępstwa są nieuchronne, ale nie aż takie, aby doprowadziły do upadku rządu, na co liczą bardzo krajowi komuniści. Dodaje, że tym samym samolotem wylatywał spod Tarnowa do Brindisi, a potem do Londynu, prezes PPS Tomasz Arciszewski, którego socjaliści lansują na następcę prezydenta RP. Ma się rozumieć, przy opcji wycofania sukcesji dla Sosnkowskiego. Notebene Stalin dawał już do zrozumienia, że nie widzi możliwości współpracy z takim ludźmi, jak Raczkiewicz, Sosnkowski i Kot.

Stanisław Mikołajczyk na pogrzebie gen. Władysława Sikorskiego (fot. ze zbiorów NAC, fot. Czesław Datka, Archiwum Fotograficzne Czesława Datki, sygn. 18-362-15).

 – Co się będzie działo w Moskwie?

 – Na powitanie trzydziestego pierwszego lipca czterdziestego czwartego roku Mołotow zapytał Mikołajczyka lodowatym tonem: „A po co pan tu przyleciał? Co pan ma do powiedzenia?”. Pytanie miało zarówno chamską formę, jak i zakreślało horyzont możliwości polskiego premiera i jego rządu. Mikołajczyk odpowiedział, że przyleciał na rozmowy ze Stalinem. „Towarzysz Stalin jest bardzo zajęty. Swoje problemy proszę najpierw przedyskutować z Komitetem Lubelskim”, polecił zawiadowca sowieckiej dyplomacji. Dziwnym trafem lubelska ekipa była już w Moskwie. Cztery dni wcześniej w tajnym porozumieniu z Sowietami zaakceptowała linię Curzona oraz oddanie im Wilna i Lwowa. Mikołajczyk propozycję Mołotowa odrzucił, oświadczając, że przybył do Stalina, a nie do nieznanych mu polskich działaczy. Stanęło na niczym.

 – Nazajutrz wybuchło powstanie warszawskie…

 – Poprzedzone dość interesującą sekwencją zdarzeń. Kiedy Armia Czerwona, a w jej składzie dywizja Berlinga, zbliżała się do Pragi, Niemcy ogłosili mobilizację ludności do obrony Warszawy, tak jak to było w 1920 roku w czasie wojny z Sowietami. Warszawiacy mieli stawić się we wskazanych miejscach dwudziestego ósmego o ósmej rano. Dla władz podziemia był to ostatni dzwonek do rozpoczęcia powstania. Zgodnie z postanowieniami decyzję mógł podjąć tylko delegat rządu na wniosek komendanta głównego AK. Generał Tadeusz „Bór” Komorowski czeka. Wyrywa się jednak przed szereg komendant Okręgu Warszawskiego AK pułkownik Antoni Chruściel („Monter”) i ogłasza alarm bojowy. Komorowski reaguje natychmiast i alarm odwołuje. Chodzi zapewne o to, żeby mieć jakąś informację od Mikołajczyka.

Płk. Antoni Chruściel "Monter" w otoczeniu żołnierzy

Ten jednak czeka na spotkanie ze Stalinem, żeby zadać między innymi pytanie o sowiecką pomoc dla powstania. Moskwa prowadzi grę na spowodowanie wybuchu powstania przed rozmową Stalina z Mikołajczykiem. Widząc ostrożność władz podziemia, chce wymusić wybuch jak najprędzej. Wieczorem dwudziestego dziewiątego lipca 1944 roku Radio Moskwa w polskojęzycznej audycji wezwało do czynu i wyzwolenia stolicy. Od rana następnego dnia to samo bębni radiostacja Kościuszko, wzywa do uderzenia na Niemców i pomocy Armii Czerwonej w przeprawie przez Wisłę. „Milion ludności Warszawy niech stanie się milionem żołnierzy, którzy wypędzą niemieckich najeźdźców i zdobędą wolność!”, słyszą kilkakrotnie warszawiacy. Napięcie rośnie. Trzydziestego pierwszego Chruściel składa grubo przesadzony meldunek Komorowskiemu, że Sowieci zajęli Radość, Miłosną, Wołomin i Radzymin, a ich czołgi są już na Pradze. Komorowski udaje się do Jankowskiego i wymusza na nim zgodę na rozpoczęcie powstania. Jego wybuch wyznaczono na siedemnastą pierwszego sierpnia. W Moskwie zadbali, aby Mikołajczyk szybko się dowiedział o rozpoczęciu walk. Dowiedział się także i o tym, że drugiego sierpnia Churchill w Izbie Gmin ogłosił, że wojska sowieckie stojące u bram Warszawy przyniosą wyzwolenie Polski, a jej mieszkańcom zapewnią wolność i niepodległość.

Tekst jest fragmentem książki Waldemara Piaseckiego „Jan Karski. Jedno życie. Kompletna historia. Tom II (1939-1945). Inferno”:

Waldemar Piasecki
„Jan Karski. Jedno życie. Kompletna historia. Tom II (1939-1945). Inferno”
Wydawca: Wydawnictwo Insignis
Okładka: twarda
Liczba stron: 1472
Ilustracje: 600 zdjęć
Format: 140x210 mm
ISBN: 978-83-65315-60-1

 – Po co Stalinowi zależało na wybuchu powstania?

 – Po to, żeby móc powiedzieć trzeciego sierpnia Mikołajczykowi, którego wreszcie do siebie dopuścił, że nie zamierza pomagać tej „awanturze”, bo nikt jej z nim wcześniej nie uzgadniał. Mało tego, przez długi czas podziemie londyńskie zachowywało bierność, nie szczędząc natomiast krzywdzących oskarżeń ruchowi oporu związanemu z Moskwą. Stalin przyznaje, że miał plan zajęcia Warszawy piątego lub szóstego sierpnia, ale w zaistniałej sytuacji zwłoka jest nieunikniona. Nie jest w stanie powiedzieć, ile potrwa. Ludność walczącej Warszawy ze zdumieniem obserwowała więc, jak wojska sowieckie, które pojawiły się na obrzeżach miasta, wycofują się, a artyleria wstrzymuje ostrzał pozycji niemieckich. Delegat rządu zadepeszował do Londynu o „wstrzymaniu wszelkich operacji przez Armię Czerwoną”. Mikołajczyk zdał sobie sprawę, że zryw zbrojny nie tylko nie wzmacnia pozycji polskiego rządu w rozmowach z Sowietami, ale ją radykalnie osłabia. Został ograny.

Druga Rzeczpospolita. Czy słusznie polscy przedwojenni przywódcy przybierali postawę mocarstwową? (aut. Halibutt, DeirYassin & DJ Sturm, opublikowano na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0).

 – A co z kwestią graniczną?

 – „Za stary już jestem, aby postępować wbrew własnemu sumieniu. Ono mówi mi wyraźnie, że linia Curzona jest sprawiedliwa”, oznajmił Stalin Mikołajczykowi. Dodał, że Polska zyska ogromne obszary Prus Wschodnich oraz ziemie zachodnie po Odrę i Nysę. Mikołajczyk i tu przegrał.

 – Zapytał Stalina o pomoc dla powstania?

 – Naturalnie. Ten jednak powtórzył mu słowa Mołotowa. Odesłał go na konsultacje do… Komitetu Lubelskiego. Był to warunek następnego z nim spotkania.

 – I jak te konsultacje wyglądały?

 – Mikołajczyk spotyka się z Wandą Wasilewską, Edwardem Osóbką-Morawskim, Michałem Rolą-Żymierskim, bratem Wincentego Witosa Andrzejem i Bolesławem Bierutem, na którego Stalin stawiał najbardziej. Towarzystwo robi z Mikołajczyka durnia, twierdząc, że w Warszawie żadnego powstania… nie ma. Sprawę linii Curzona uważają za słuszną i sprawiedliwą. Stosunki polsko-sowieckie są o wiele ważniejsze niż granice. Jeżeli za Wilno i Lwów możemy mieć bezspornie Gdańsk oraz Olsztyn, Wrocław, Opole czy Szczecin, to trzeba podchodzić do tego racjonalnie. Bierut zaproponował Mikołajczykowi, aby zabrał z Londynu swoich zwolenników i przyjechał do Polski. Bierut będzie prezydentem, a on premierem. W nowym gabinecie osiemnastoresortowym dostanie trzy teki. Na uwagę premiera, że przecież może wrócić sam i bez uzgadniania tego z Bierutem stworzyć rząd, padła odpowiedź, że jeżeli się na to zdecyduje, zostanie aresztowany. Mikołajczyk nie miał złudzeń, z kim ma do czynienia.

 – Idzie jednak do Stalina…

 – A co ma robić? Stalin mówi mu na powitanie, że od „lubelskich Polaków” wie, że w Warszawie nie ma żadnych walk. Zmienia jednak nastawienie, kiedy dowiaduje się, że po spotkaniu z „lubelskimi” Mikołajczyk widzi jakieś szanse na tworzenie wspólnego rządu, ale musi to przedyskutować ze swoim gabinetem w Londynie. To się spodobało. Wódz sowiecki zapewnił, że nie chce narzucać Polsce komunizmu. Więcej nawet, pragnie, aby nowa Polska była silna, wolna i demokratyczna oraz pozostawała w przyjaźni z Anglią, Francją i Ameryką. Mówił, że postara się zorientować, co się rzeczywiście dzieje w Warszawie.

Odprawa na Woli w okolicach fabryki Kammlera, 4 sierpnia 1944. Od Lewej: Major Wacław Janaszek "Bolek" (szef sztabu "Radosława"), Generał Tadeusz Bór-Komorowski, pułkownik Jan Mazurkiewicz "Radosław" i kapitan Ryszard Krzywicki "Szymon" (adiutant)

 – Grał po prostu z Mikołajczykiem w durnia.

 – Wepchnął polskiego premiera w diabelski krąg. Żądał kapitulacji poprzez akceptację granic, co byłoby uznaniem legalności grabieży polskich ziem wschodnich. Zaś w kwestii rządu umywał ręce, odsyłając Mikołajczyka do „lubelskich”, z którymi negocjacje oznaczałyby automatycznie uznanie ich prawomocności.

 – Z czym wracał Mikołajczyk z Moskwy?

 – Z poczuciem klęski i świadomością, że bez radykalnych ustępstw wobec Sowietów nie uda się ocalić Polski przed jej całkowitym komunistycznym zwasalizowaniem. A tych, którzy będą się przeciwstawiać sowieckiemu terrorowi, czeka nieuchronna klęska. Uzmysławiał sobie też zapewne dramat powstania warszawskiego, które bez sowieckiego wsparcia nie mogło liczyć na powodzenie.

 – Co się dzieje po powrocie premiera do Londynu?

 – Dowiaduje się nie tylko o zupełnej bierności sowieckiej, ale także o otwartej dywersji propagandowej wobec ludności miasta. Radiostacja Kościuszko, która nawoływała do czynu zbrojnego, szczeka teraz przeciwko „Borowi” Komorowskiemu oraz rządowi londyńskiemu. Oskarża, że bez konsultacji z dowództwem sowieckim wzniecili oni powstanie, za którego skutki ponoszą pełną odpowiedzialność, w tym za straty wśród ludności cywilnej. Padają porównania do zbrodniarzy hitlerowskich. Mikołajczyk prosi Stalina o pomoc. Po paru dniach szesnastego sierpnia nadchodzi odpowiedź. Stalin powtarza słowo w słowo za radiostacją. Powstanie jest „nieprzemyślaną awanturą”, wszczętą bez wiedzy dowództwa sowieckiego i powodującą jedynie niepotrzebne straty. Rząd londyński prowadzi kłamliwą kampanię propagandową mającą sugerować, że powstanie zostało uzgodnione z sowieckim dowództwem, które oszukało ludność Warszawy. Wobec takich „faktów” Sowieci oświadczają, że „wycofują się z awantury” i nie ponoszą za nią żadnej odpowiedzialności.

Samolot transportowy Lockheed C-130 Hercules.

Zdumieni postawą Stalina Brytyjczycy i Amerykanie starali się uzyskać choćby zgodę na lądowania na lotniskach sowieckich ich samolotów podążających ze zrzutami dla powstańców. Loty bezpośrednie nad terenami opanowanymi przez Niemców powodowały duże straty. Loty wahadłowe miały o wiele większy sens. Na wspólny apel Churchilla i Roosevelta z 20 sierpnia Stalin zareagował stekiem wyzwisk pod adresem „grupy zbrodniarzy, która wywołała awanturę warszawską, rzucając grupy niemal nieuzbrojonych ludzi przeciw niemieckim działom, czołgom i samolotom”. Pochylając się nad losem polskiej stolicy, dodawał, że „każdy następny dzień nie służy wyzwoleniu Warszawy, ale nieludzkiemu wyniszczaniu jej mieszkańców przez hitlerowców”. Oczywiście odmówił lądowań.

Tekst jest fragmentem książki Waldemara Piaseckiego „Jan Karski. Jedno życie. Kompletna historia. Tom II (1939-1945). Inferno”:

Waldemar Piasecki
„Jan Karski. Jedno życie. Kompletna historia. Tom II (1939-1945). Inferno”
Wydawca: Wydawnictwo Insignis
Okładka: twarda
Liczba stron: 1472
Ilustracje: 600 zdjęć
Format: 140x210 mm
ISBN: 978-83-65315-60-1

30 sierpnia Brytyjczycy i Amerykanie, widząc swą bezsilność wobec Sowietów, zdobyli się na gest i uznali walczących powstańców za integralną część Polskich Sił Zbrojnych. Dla walczących miało to wielkie znaczenie moralne.

Następnego dnia generał Kazimierz Sosnkowski wydał przejmujący rozkaz do żołnierzy Armii Krajowej:

Żołnierze Armii Krajowej,

Pięć lat minęło od dnia, gdy Polska, wysłuchawszy zachęty rządu brytyjskiego i otrzymawszy jego gwarancję, stanęła do samotnej walki z potęgą niemiecką. Kampania wrześniowa dała sprzymierzonym osiem miesięcy bezcennego czasu, a Wielkiej Brytanii pozwoliła wyrównać braki przygotowań do wojny w stopniu takim, że bitwa powietrzna o Londyn i Wyspy Brytyjskie, stanowiąca punkt zwrotny dziejów, mogła być wygrana. Historia wyda ostateczny osąd co do znaczenia kampanii wrześniowej dla losów świata.

Ciągłość polskiego wysiłku zbrojnego w śmiertelnych zmaganiach z imperializmem niemieckim nigdy nie została zerwana. Zaledwie zapadła noc niewoli nad zgliszczami polskich wsi i miast, a już na obczyźnie zaczęły się odradzać Polskie Siły Zbrojne. Od lat pięciu walczą one bez przerwy na oceanach i kontynentach w obronie wolności ludów, wierząc, iż jest to droga do odzyskania Ojczyzny całej i prawdziwie niepodległej. W Kraju już w październiku 1939 roku zaczyna się praca nad stworzeniem armii podziemnej. Dzieje jej rozrostu, jej bojów i zmagań stanowią dowód tego, co osiągnięte być może poprzez uruchomienie najczystszych wartości duchowych. Żołnierze sił zbrojnych na obczyźnie, zwycięscy w bitwach o Londyn i Atlantyk, o Rzym i Paryż, patrzą na przykład swych braci w kraju jak na drogowskaz moralny i przyznają ich czynom pierwsze miejsce w hierarchii zasługi żołnierskiej.

Od miesiąca bojownicy Armii Krajowej pospołu z ludem Warszawy krwawią się samotnie na barykadach ulicznych w nieubłaganych zapasach z olbrzymią przewagą przeciwnika. Samotność kampanii wrześniowej i samotność obecnej bitwy o Warszawę są to dwie rzeczy zgoła odmienne. Lud Warszawy, pozostawiony sam sobie i opuszczony na froncie wspólnego boju z Niemcami, oto tragiczna i potworna zagadka, której my Polacy odszyfrować nie umiemy na tle technicznej potęgi sprzymierzonych u progu szóstego roku wojny.

SS-Gruppenführer Heinz Reinefarth w otoczeniu Kozaków na ul. Wolskiej.

Nie umiemy dlatego, gdyż nie straciliśmy jeszcze wiary, że światem rządzą prawa moralne. Nie umiemy dlatego, że nie wierzymy, aby polityka, oderwana od zasad moralnych, inne słowa aniżeli złowieszcze Mane, Tekel, Fares sama sobie na kartach historii wypisać zdołała. Nie umiemy, bo uwierzyć nie jesteśmy w stanie, że oportunizm ludzki w obliczu siły fizycznej mógłby posunąć się tak daleko, aby patrzeć obojętnie na agonię stolicy tego kraju, którego żołnierze tyle innych stolic własną piersią osłonili lub wyzwolili wysiłkiem własnego ramienia.

Brak pomocy dla Warszawy tłumaczyć nam pragną rzeczoznawcy racjami natury technicznej. Wysuwane są argumenty strat i zysków. Strata dwudziestu siedmiu maszyn nad Warszawą, poniesiona w ciągu miesiąca, jest niczym dla lotnictwa sprzymierzonych, które posiada obecnie kilkadziesiąt tysięcy samolotów wszelkiego rodzaju i typu. Skoro obliczać trzeba, to przypomnieć musimy, że lotnicy polscy w bitwie powietrznej o Londyn ponieśli ponad 40% strat. 15% samolotów i załóg zginęło podczas prób dopomożenia Warszawie.

Od lat pięciu Armia Krajowa walczy przeciw Niemcom, bez przerwy, w straszliwych warunkach, o których świat Zachodu pojęcia mieć nie może, które dopiero kiedyś w przyszłości uprzytomni sobie i zrozumieć zdoła. Nie rachuje ona swych ran, swych ofiar, swych mogił.

Armia Krajowa jest w Polsce jedyną siłą wojskową, która w rachubę wchodzić może. Bilans jej walk, osiągnięć i zwycięstw ma przejrzystość kryształu. Oto jest prawda, tak długo zacierana, aby gdzieś ktoś możny i silny brwi gniewnie nie zmarszczył. Toruje ona sobie jednak drogę na powierzchnię, a światła bijącego z Warszawy żadna ręka przemyślna zasłonić nie zdoła.

Warszawa czeka. Nie na czcze słowa pochwały, nie na wyrazy uznania, nie na zapewnianie litości i współczucia. Czeka ona na broń i amunicję. Nie prosi ona, niby ubogi krewny, o okruchy ze stołu pańskiego, lecz żąda środków walki, znając zobowiązania i umowy sojusznicze.

Warszawa walczy i czeka. Walczą żołnierze Armii Krajowej, walczą robotnicy i inteligenci, walczą dziewczęta i dzieci, walczy naród cały, który w namiętnym pragnieniu prawdy, wolności i zwycięstwa dokonał cudu całkowitego zjednoczenia.

Jeśliby ludność stolicy dla braku pomocy zginąć musiała pod gruzami swych domów, jeśliby przez bierność, obojętność czy zimne wyrachowanie wydana została na rzeź masową, wówczas sumienie świata obciążone będzie grzechem krzywdy straszliwej i w dziejach niebywałej. Są wyrzuty sumienia, które zabijają.

Bohaterskiego waszego dowódcę oskarża się o to, że nie przewidział nagłego zatrzymania ofensywy sowieckiej u bram Warszawy. Nie żadne inne trybunały, jeno trybunał historii osądzi tę sprawę. O wyrok jesteśmy spokojni. Zarzuca się Polakom brak koordynacji ich zrywu z całokształtem planów operacyjnych na wschodzie Europy. Gdy trzeba będzie, udowodnimy, ile naszych prób osiągnięcia tej koordynacji spełzło na niczym. Od lat pięciu zarzuca się systematycznie Armii Krajowej bierność i pozorowanie walki z Niemcami. Dzisiaj oskarża się ją o to, że bije się za wiele i za dobrze. Każdy żołnierz polski powtarzać sobie musi w duchu słowa Wyspiańskiego:

…podłość, kłam. Znam, zanadto dobrze znam.

Żołnierze Armii Krajowej,

My tutaj czynimy dalsze wysiłki, aby uruchomić pomoc dla was. Otrzymujemy wciąż jeszcze obietnice i przyrzeczenia. Wierzymy w nie i ufamy, że wiara ta nie będzie odebrana polskim siłom zbrojnym i to właśnie w przededniu zwycięstwa i tryumfu wspólnej sprawy sprzymierzonych.

Chcę was zapewnić w imieniu waszych braci, bijących się obecnie na wszystkich frontach świata, że ich troska najgłębsza, ich myśli pełne miłości towarzyszą wam wiernie w waszej walce, tak pełnej grozy i chwały. Oby świadomość tego choć trochę ulżyć wam mogła i dopomóc w przetrwaniu dni ciężkich jak koszmar. Przede wszystkim zaś wiedzcie, że żadna ofiara w czystym sercu poczęta nie jest daremną i że walka wasza oddaje sprawie polskiej wielkie i niezaprzeczalne usługi.

NACZELNY WÓDZ K. Sosnkowski Generał Broni Londyn, 1 września 1944”.

Rozkaz stał się sensacją. Nikt spośród polskich osobistości publicznych w tak bezpośredni sposób nie powiedział dotąd aliantom, co myśli o traktowaniu przez nich Polski i Polaków, na dodatek sugerując, iż to Wielka Brytania wciągnęła Polskę do wojny w 1939 roku, porzucając ją następnie na pastwę Hitlera. Sosnkowskiego tekst ten kreował w oczach rodaków na bohatera.

Tekst jest fragmentem książki Waldemara Piaseckiego „Jan Karski. Jedno życie. Kompletna historia. Tom II (1939-1945). Inferno”:

Waldemar Piasecki
„Jan Karski. Jedno życie. Kompletna historia. Tom II (1939-1945). Inferno”
Wydawca: Wydawnictwo Insignis
Okładka: twarda
Liczba stron: 1472
Ilustracje: 600 zdjęć
Format: 140x210 mm
ISBN: 978-83-65315-60-1

Władysław Raczkiewicz
Dla Churchilla i Roosevelta był gorzką pigułką, która musieli przełknąć. Przymusili wreszcie Stalina, by od 9 września 1944 roku zgodził się na amerykańskie loty wahadłowe z lądowaniami na sowieckich lotniskach oraz wydanie zgody oddziałom Berlinga na zdobycie Pragi, co zajęło zaledwie jeden dzień, 14 września. Widać było jak na dłoni, co mogłaby zdziałać pomoc, gdyby nadeszła. Sowieci sami rozpoczęli też sporadyczne zrzuty.

Na wszystko było już jednak za późno, Niemcy dobijali miasto. Powstanie padło 2 października 1944 roku w morzu krwi, rozpaczy i nieszczęścia. Co znamienne, wędrujący do niemieckiej niewoli generał Tadeusz „Bór” Komorowski nie był już wtedy komendantem Armii Krajowej, ale… naczelnym wodzem. Ostatniego września prezydent Polski Władysław Raczkiewicz, pod presją brytyjską i premiera Stanisława Mikołajczyka, zdymisjonował generała Kazimierza Sosnkowskiego w związku z jego dramatycznym rozkazem.

W Nowym Jorku Jan Lechoń napisał przejmujący wiersz Teatr na Wyspie:

Jeżeli z twoich ruin coś jeszcze zostało

W tym mieście, które całe jest ruiną nową,

Jeżeli groźną, chmurną ocieniony chwałą,

Stoisz jeszcze na wyspie w noc listopadową

[…]

To ja wiem, co się teraz gra na twojej scenie:

Widzę łunę i milion podniesionych dłoni

I słyszę chór, co woła przy Pallas Atenie:

„Przekleństwo tym, co Polsce odmówili broni!”.

Mikołajczyk rozpaczliwie próbował jeszcze ratować pozycję swoją i swego gabinetu, dla którego powstanie warszawskie okazało się klęską polityczną. Ranga polskiego rządu była bowiem tak mizerna, że nie mógł nic zrobić, aby powstrzymać tragedię Warszawy. Churchill i Roosevelt nieustannie proszeni o pomoc używali wobec Stalina instrumentów politycznych skazanych z góry na niepowodzenie. Radykalnych posunięć w postaci zwrócenia swoich opinii publicznych przeciwko Sowietom i ich wodzowi nie zamierzali zaryzykować. Stalin wykpił się wobec nich obłudnym tłumaczeniem, że nie mógł wydać rozkazu ofensywy, ta spowodowałaby bowiem nieuchronne straty ludności cywilnej, a tego nie chciał. Pozwolił wyrzynać miasto Niemcom.

 – Czy ktoś w polskim Londynie poczuwał się do odpowiedzialności za to, co się stało? Czy powstanie miało jakiekolwiek szanse?

Stanisław Mikołajczyk (fot. ze zbiorów NAC, Autor: Datka Czesław, Zespół: Archiwum Fotograficzne Czesława Datki, sygn. 18-65-4)
 – Jak widać, poczuwał się Sosnkowski. Był przeciwny wybuchowi powstania. Uważał, że powinno być częścią zrywu ogólnonarodowego, a nie zdarzeniem lokalnym. Przestrzegał przed tym „Bora” Komorowskiego. Jeszcze większym oponentem był dowódca 2. Korpusu, zwycięzca spod Monte Cassino, generał Władysław Anders, domagający się nawet odpowiedzialności dla tych, którzy decyzję o rozpoczęciu walki powzięli. Pisał: „Byłem całkowicie zaskoczony wybuchem powstania w Warszawie. Uważam to za największe nieszczęście w naszej obecnej sytuacji. Nie miało ono najmniejszych szans powodzenia, a naraziło nie tylko naszą stolicę, ale i tę część Kraju, będącą pod okupacją niemiecką, na nowe straszliwe represje. […] Chyba nikt uczciwy i nieślepy nie miał jednak złudzeń, że stanie się to, co się stało, to jest, że Sowiety nie tylko nie pomogą naszej ukochanej, bohaterskiej Warszawie, ale z największym zadowoleniem i radością będą czekać, aż się wyleje do dna najlepsza krew Narodu Polskiego”.

To tragiczne wydarzenie polskiej historii pozostanie tematem sporu i debaty o zasięgu międzynarodowym. Skala emocji, jaką wywołuje powstanie wśród samych Polaków, sięga zenitu. Niezależnie jednak od tego, co sobie wyobrażały ówczesne polskie władze emigracyjne i krajowe, jakie miały cele strategiczne i rachuby bieżące, niezbitym faktem pozostanie, że bez natychmiastowej pomocy sowieckiej i brytyjsko-amerykańskiej ten patriotyczny zryw narodowy nie miał najmniejszych szans. Bez takiej pomocy był to akt bezcelowy. Równocześnie jednak, i w tym dramat największy, nieunikniony. Społeczeństwo polskie rwało się do masowego czynu zbrojnego i dłużej czekać nie zamierzało. Nie jest wykluczone, że podjęłoby go spontanicznie, nie oglądając się na władze podziemia. Największym beneficjentem polskiej tragedii był Stalin.

 – Mikołajczyk leciał do niego tydzień po upadku powstania…

 – Formalnie miała to być konferencja sowiecko-brytyjsko-amerykańska z polskim udziałem w jej części. Mimo nalegań Churchilla Rooseveltowi udało się z podróży do Moskwy wymigać, zasłaniał się udziałem w kampanii wyborczej. Delegował do rozmów ambasadora Harrimana. Mikołajczyk wyleciał z Londynu wieczorem dziewiątego października 1944 roku w towarzystwie Grabskiego, Romera i generała Tatara („Tabora”).

Tekst jest fragmentem książki Waldemara Piaseckiego „Jan Karski. Jedno życie. Kompletna historia. Tom II (1939-1945). Inferno”:

Waldemar Piasecki
„Jan Karski. Jedno życie. Kompletna historia. Tom II (1939-1945). Inferno”
Wydawca: Wydawnictwo Insignis
Okładka: twarda
Liczba stron: 1472
Ilustracje: 600 zdjęć
Format: 140x210 mm
ISBN: 978-83-65315-60-1

Ostatnim dokumentem podpisanym przed wylotem przez szefa dyplomacji Tadeusza Romera jest… list do Jana Karskiego.

Bolesław Bierut – przywódca stalinowskiej Polski
 – Przybycie polskiej delegacji sowiecka prasa zignorowała, podając natomiast na pierwszych stronach o lądowaniu Bieruta, Osóbki-Morawskiego i Roli-Żymierskiego. Polski premier miał ze sobą kompromisowy – jak mu się zdawało – plan przedstawiony 30 sierpnia rządom brytyjskiemu i amerykańskiemu z zasadniczymi siedmioma punktami. 1) Sformowania, po wyzwoleniu Warszawy, rządu, w którym Stronnictwo Ludowe, Polska Partia Socjalistyczna, Stronnictwo Pracy, Stronnictwo Narodowe i Polska Partia Robotnicza będą mieć po tyle samo przedstawicieli. 2) Rząd nawiąże stosunki dyplomatyczne ze Związkiem Sowieckim i zawrze porozumienie o współdziałaniu z Armią Czerwoną. 3) Po zakończeniu wojny wszelkie obce wojska zostaną z Polski wycofane. 4) W najkrótszym możliwym czasie w demokratycznych i powszechnych wyborach wyłoniony zostanie sejm konstytucyjny, który przyjmie ustawę zasadniczą. Następnie wybrany sejm i prezydent RP. 5) Nowy rząd przeprowadzi reformy społeczne, przede wszystkim – rolną. 6) Zawarte zostanie porozumienie polsko-sowieckie o współpracy i z uwzględnieniem prawa do suwerenności samostanowienia. 7) Polska nie może wyjść z wojny terytorialnie pomniejszona. Na wschodzie w jej granicach pozostaną główne ośrodki życia kulturalnego i gospodarczego. Ostatecznego ustalenia granic dokona sejm konstytucyjny.

Mikołajczyk zaprezentował ten plan podczas spotkania 13 października 1944 roku. Ku jego zdumieniu, Churchill zakwestionował go. Sprzeciwił się wycofaniu Armii Czerwonej po wojnie z terenów Polski, oświadczył, że PPR powinna mieć znacznie większy udział w rządzie niż jakakolwiek inna partia, wezwał Mikołajczyka do przedyskutowania treści nowej konstytucji z… rządem sowieckim i Komitetem Lubelskim. Stalin z kolei zakomunikował, że Mikołajczyk musi uznać linię Curzona oraz porozumieć się z „lubelskimi”. Natychmiast poparł go premier brytyjski. Zdenerwowany Mikołajczyk odparł, że nie może zrzec się na własną rękę „połowy Polski”. „Pan jesteś imperialista”, krzyknął Stalin. „To wszystko zostało już postanowione w Teheranie. Polska zostanie podzielona według linii Curzona”, rzucił siedzący dotąd cicho Mołotow. Zapadła cisza. Kiedy Mikołajczyk przyszedł do siebie i zapytał, czy to prawda, Harriman spuścił tylko głowę i milczał, a Churchill odpowiedział: „Tak, to jest prawda”. W ciągu następnych dni brytyjski premier starał się przymusić polskiego kolegę do uznania linii Curzona. Stalin zaś obcesowo oświadczył Mikołajczykowi, że nie ma innej możliwości, bo „naród polski nie będzie przeciw temu oponował”, co powiedzieli mu panowie Bierut i Osóbka-Morawski. Chcąc zyskać na czasie, Mikołajczyk powiedział, że musi lecieć do Londynu, aby uzyskać zgodę swego gabinetu na przedstawiane mu żądania.

Wiaczesław Mołotow w Berlinie, 1940 (Bundesarchiv, Bild 183-1984-1206-523 / CC-BY-SA)

 – I co dalej?

 – Z Londynu przekazał Ciechanowskiemu rozpaczliwy list do Roosevelta, w którym pisał, że nie może wprost uwierzyć, że Mołotow mówił o Teheranie prawdę, i prosił prezydenta o zajęcie stanowiska. Roosevelt oczywiście do wyborów ani o tym myślał. Jedenastego października czterdziestego czwartego roku przyjął delegację Kongresu Polonii Amerykańskie i sfotografował się z nią na tle wielkiej mapy Europy z Polską w jej przedwojennych granicach. Dwudziestego ósmego, podczas kampanii wyborczej w Chicago, zapewnił prezesa KPA Karola Rozmarka, że ani na krok nie odstąpi od sprawy integralności Polski. Lider polonijny natychmiast udzielił mu entuzjastycznego poparcia w wyborach.

Dzień przed chicagowską deklaracją Roosevelta Churchill namawiał w Izbie Gmin Mikołajczyka do czegoś zupełnie odwrotnego – wyzbycia się integralności, co eufemistycznie określał „zawarciem dobrego porozumienia i uformowania rządu na ziemi polskiej”. Wzywał do natychmiastowego powrotu do Moskwy. Drugiego listopada premier brytyjski wezwał Mikołajczyka i Raczyńskiego na „decydującą naradę”. Po dłuższej tyradzie na temat „polskiego liberum veto”, które szkodziło Polakom przez wieki, ostrzegł, że jeżeli w ciągu najbliższych dwóch dni rząd polski nie uzna linii Curzona, on „umyje ręce od spraw Polski”.

Mikołajczyk czekał na wynik wyborów amerykańskich i odpowiedź Roosevelta na swój list. Zgodnie z oczekiwaniami siódmego listopada czterdziestego czwartego roku wygrał on zdecydowanie z Thomasem Dewayem. To była dobra wiadomość. List od wybranego na czwartą kadencję Roosevelta już taki radosny nie był. Do sprawy Teheranu nie odniósł się w ogóle, a z obiecanego arbitrażu w sporze polsko-sowieckim wycofał się, oświadczając, że wszelkie kwestie dyskusyjne pozostawia rozstrzygnięciu trójstronnemu: Polski, Wielkiej Brytanii i Związku Sowieckiego. Obiecywał jedynie pomoc w powojennej odbudowie Polski oraz w… przesiedlaniu ludności polskiej ze wschodu i w wysiedlaniu ludności niemieckiej z terenów przekazywanych Polsce.

Konferencja teherańska: Józef Stalin, Franklin D. Roosevelt, Winston Churchill

 – Czyli wszystko już było jasne?

 – Mikołajczyk zrozumiał, że nic się już więcej zrobić nie da. Dwudziestego czwartego listopada podczas posiedzenia rządu złożył rezygnację, podobnie postąpili pozostali członkowie gabinetu ze Stronnictwa Ludowego, a także przewodniczący Rady Narodowej Stanisław Grabski i szef dyplomacji Tadeusz Romer.

Pięć dni później powołano nowy gabinet Tomasza Arciszewskiego, który nie posiadał praktycznie zaplecza politycznego. Churchill łudził się, że rychło upadnie, a Mikołajczyk sformuje nowy rząd. Przeliczył się. Stalin oświadczył, że zmiany w Londynie są bez najmniejszego znaczenia. Komitet Lubelski radzi sobie doskonale, przeprowadza reformy i ma za sobą poparcie narodu. Tylko on powinien być popierany przez wszystkich aliantów. Nie odmówił sobie oceny Mikołajczyka, którego nazwał „parawanem dla przestępczych aktów terroru przeciwko narodowi sowieckiemu”. Z kolei Osóbka-Morawski ogłaszał, że będzie z Mikołajczykiem współpracował mimo jego ustąpienia. Był to de facto pocałunek śmierci mający ostatecznie pogrążyć go w oczach emigracji.

Kremlowski poker został przegrany z kretesem.

Tekst jest fragmentem książki Waldemara Piaseckiego „Jan Karski. Jedno życie. Kompletna historia. Tom II (1939-1945). Inferno”:

Waldemar Piasecki
„Jan Karski. Jedno życie. Kompletna historia. Tom II (1939-1945). Inferno”
Wydawca: Wydawnictwo Insignis
Okładka: twarda
Liczba stron: 1472
Ilustracje: 600 zdjęć
Format: 140x210 mm
ISBN: 978-83-65315-60-1

Tekst ma więcej niż jedną stronę!
Strona 1
Strona 2
Strona 3
Strona 4
Strona 5
Śledź nas!
Komentarze

O autorze
Waldemar Piasecki
Polski dziennikarz i pisarz mieszkający w Nowym Jorku. Współpracował z wieloma polskimi pismami (m.in. „Przekrój”, „Wprost”, „Przegląd”, „Angora”, „Zdanie”), publikował m.in. wywiady z takimi postaciami jak Elie Wiesel, Jerzy Kosiński, Claude Lanzmann, Teddy Kollek, Rabbi Jacob Baker z Jedwabnego… W ostatnich latach życia Jana Karskiego był jego sekretarzem, koordynatorem działalności publicznej, a przede wszystkim przyjacielem.

Wszystkie teksty autora

Pierwszy polski portal historyczny
ISSN: 1896-8651
Wydawca portalu
Michał Świgoń PROMOHISTORIA
ul. Koźmiana 2/89
01-606 Warszawa
telefon: 692 929 681
m.swigon@histmag.org
NIP 626-281-54-56
Numer konta: PL 33 1140 2004 0000 3802 7410 0716
Patronaty
Jak uzyskać patronat
Kontakt z redakcją
Mateusz Balcerkiewicz
redaktor naczelny
redakcja@histmag.org
telefon: 798 537 653
Reklamuj się u nas
Oferta reklamowa
Konkursy
Nasze konkursy