Opublikowano
2011-02-27 00:20
Licencja
Prawa zastrzeżone

Miliony dla zuchwałych

Było jak w dobrym filmie sensacyjnym, jeśli scenarzyście przyszedłby do głowy tak szalony pomysł. Na głównej ulicy Częstochowy – alei Najświętszej Maryi Panny, noszącej już imię Adolfa Hitlera – wojska niemieckie paradowały w defiladzie z okazji urodzin swojego führera. W tym samym czasie, przy tej samej ulicy, kilkadziesiąt metrów od siedziby Gestapo, polscy żołnierze podziemnej armii dokonali napadu na bank. Owocem akcji było zarekwirowanie 2 600 000 okupacyjnych złotych.


Strony:
1 2

Rozgłos zuchwałej akcji sprawił, że zarówno Niemcy, jak i mieszkańcy Częstochowy, widzieli w niej atak desantu angielskiego. Prawda była bardziej niewiarygodna: napad było dziełem żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych dowodzonych przez księdza Feliksa Kowalika z parafii Czermna pod Końskimi.

Przygotowania

Władysław „Żbik” Kołaciński „Do wybuchu wojny nie należałem do żadnej partii politycznej. Nie kierowałem się też żadnymi sympatiami politycznymi. Było mi obojętne, jaki znak, jaka nazwa – wystarczyło mi, ze duch był polski. Tak samo złożyłbym przysięgę w Związku Walki Zbrojnej czy Batalionach Chłopskich”1 – pisał jeden z uczestników akcji, Władysław Kołaciński „Żbik”, tłumacząc wybór walk w szeregach Narodowej Organizacji Wojskowej. Pod tymi słowami mogła się podpisać większość żołnierzy „narodowej armii”. W Częstochowie silna była przed wojną endecja, jej zaplecze organizacyjne pozwalało stworzyć już jesienią 1939 roku prężną organizację konspiracyjną.

Ważna była sprawa, walka z wrogiem okupującym polską ziemie. W składanej wobec Boga przysiędze deklarowano poświęcenie swych sił, majątku, a nawet życia w walce z najeźdźcami na rzecz odbudowy Niepodległej Polski... z przymiotnikiem „Narodowej”. Niezrozumiałym dramatem były dla wielu z tych żołnierzy podziały powstałe w wyniku niezgody części dowództwa NOW na scalenie z Armią Krajową. Jan Załęcki „Okoński”, komendant powiatowy NOW w Radomsku, był tak wstrząśnięty rozłamem w swojej organizacji, że gotów był wycofać się z konspiracji. Ostatecznie przeniósł się do Częstochowy, gdzie objął funkcję szefa łączności Wydziału V w tworzącej się organizacji VI Okręgu Narodowych Sił Zbrojnych. Komendantem Okręgu był mjr Stanisław Nowak „Zygmunt”, szefem sztabu kpt. Tomasz Jarczewski „Tomasz”, kierownikiem Akcji Specjalnej por. Stanisław Szajna „Esman”. ZWZ korzystał z pomocy aliantów, tworzące się NSZ zmuszone były zdobywać w różny sposób środki na swoją działalność.

Potrzeby finansowe, związane z wydawaniem pisma Walka oraz pomocą udzielaną represjonowanym, były impulsem do podjęcia przygotowań do akcji ekspropriacyjnej. Kuszącym, lecz trudnym celem był Bank Emisyjny mieszczący się w Częstochowie przy alei Najświętszej Maryi Panny 34. Bank ten obsługiwał społeczność polską w zakresie ustalonym przez okupanta. Polski był także personel – dyrektorem był Ignacy Bazylski, kasjerem – Janusz Oczko. Ułatwiało to rozpoznanie możliwości przeprowadzenia akcji. Bank był bardzo dobrze zabezpieczony. Zainstalowano tam dzwonki alarmowe połączone bezpośrednio z siedzibą Gestapo i z polską policją. Pieniądze przetrzymywano w kasach zamykanych przez mechanizm zasilany energią elektryczną. Przed wojną włamanie do tego banku nie udało się nawet królowi kasiarzy, „Szpicbródce”. Na dodatek, sto metrów od banku, na obecnej ulicy Kilińskiego, mieściła się siedziba Gestapo. Domy w tej części alei zajęte były przez niemieckie instytucje administracyjne i wojskowe.

Bank Emisyjny w Częstochowie w 1920 roku

Trzeba więc było mieć iście kmicicowską fantazję, by wybrać ten bank i zdecydować się na akcję w dniu urodzin Hitlera. Ryzyko było zbyt duże, by dekonspirować lokalną organizację NSZ. O pomoc poproszono szefa komendy NOW AK w Radomsku, Mieczysława Brzuchanię „Jerzego”, a poprzez niego skontaktowano się z działającą pod Końskimi organizacją byłych żołnierzy „Hubala” – Ochotniczą Brygadą Obrońców Ojczyzny. Grupą tą dowodził proboszcz z Czermnej, ks. Feliks Kowalik „Zagłoba”.

Do przeprowadzenia planowanej akcji niezbędne były mundury niemieckie. W lutym 1943 roku żołnierze „Zagłoby” rozbroili oficerów Wehrmachtu przebywających na wczasach w majątku Kluczewsko pod Włoszczową. Broń i mundury ukryto w domu we wsi Sokola Góra, a następnie w Kietlinie pod Radomskiem.

19 kwietnia w Radomsku, w przedsiębiorstwie przewozowym prowadzonym przez volksdeutcha Otto Weinerta, zamówiono na następny dzień samochód ciężarowy do przewozu mebli. Ciężarówka zasilana była holzgasem, czyli paliwem uzyskiwanym z drewna, co ograniczało prędkość do 40 km/godz. Samochód poprowadził rano do Częstochowy polski kierowca Grzegorz Krućko. Był on zaprzysiężonym żołnierzem NOW o pseudonimie „Wańka”. Razem z nim samochodem wyjechał „Zagłoba”. Około godziny dziewiątej rano ciężarówka podjechała pod umówiony punkt we wsi Folwarki. Tam dostarczono z Kietlina mundury i broń, dosiedli się też kolejni uczestnicy akcji. Ośmiu z nich przebrało się w mundury niemieckie i zajęło miejsce na platformie ciężarówki. „Zagłoba”, „Orzeł” i „Wańka” w ubraniach cywilnych jechali w szoferce.

Około godziny dziesiątej rano 20 kwietnia samochód zatrzymał się przed częstochowskim bankiem.

Napad

Jest słoneczny, cudny, polski kwiecień. Aleja Najświętszej Maryi Pany w Częstochowie oblekła się już w lekką zieleń. W powietrzu wiruje rozświergotane, radosne ptactwo. Ulica pulsuje życiem. Chodniki, aleje i ławki wypełnione są publicznością. Przeważają młode panienki i dzieci. Pod komendą por. „Esmana” ubezpieczamy główne wejście do banku. […] Jest nas trzech. Por. „Esman” spaceruje wolno środkową aleją. Pali fajkę i jest zatopiony w czytaniu książki2 – wspomina „Żbik” Kołaciński.

Apel żołnierzy niemieckich na Alei Najświętszej Maryi Panny (plac przed ratuszem)

W tym samym czasie, na obecnym placu Biegańskiego, kilkadziesiąt metrów od banku, rozpoczyna się parada wojskowa z okazji urodzin Hitlera.

Przypisy

1 W. Kołaciński, Między młotem a swastyką, Warszawa 1991, s. 14.

2 Tamże, s. 19.

Tekst ma więcej niż jedną stronę. Przejdź do pozostałych poniżej.

Polecamy książkę „Z Miodowej na Bracką”:

Autor: Maciej Bernhardt
Tytuł: „Z Miodowej na Bracką. Opowieść powstańca warszawskiego”

Wydawca: i-Press [Histmag.org]

ISBN: 978-83-925052-9-7

Oprawa: miękka

Liczba stron: 334

Format: 140×195 mm

24 zł

(papierowa)

8,9 zł

(e-book)

Strony:
1 2
Napisz komentarz
Regulamin komentarzy

Gość: Waldi |

polecam zapoznanie sie z reszta artykulow pana Jaroslawa , sa rownie ciekawe.



Odpowiedz

Gość: Avers |

Ten artykuł powinny czytać małe dzieci w szkole obowiązkowo!!! a nie jakieś bzdety



Odpowiedz

Gość: kris79 |

Bardzo ciekawy artykuł.



Odpowiedz
Jarosław Kapsa

Politolog, pracownik samorządowy, autor książek i artykułów poświęconych najnowszej historii Częstochowy.

Prawa zastrzeżone – ten materiał jest chroniony przez przepisy prawa autorskiego.

Kopiowanie, przedrukowywanie (poza dozwolonymi prawnie wyjątkami) wyłącznie za zgodą redakcji: redakcja@histmag.org