Miłosz Szymański – „Szkoda Zachodu. Opowieści z Ziem Opuszczonych” – recenzja i ocena
Miłosz Szymański – „Szkoda Zachodu. Opowieści z Ziem Opuszczonych” – recenzja i ocena
Miłosz Szymański należy do tej grupy autorów, którzy potrafią połączyć reporterską ciekawość z wyraźnie zarysowaną ambicją interpretacyjną. „Szkoda Zachodu. Opowieści z Ziem Opuszczonych” jest książką sytuującą się gdzieś pomiędzy reportażem historycznym, esejem o przestrzeni i opowieścią autobiograficzną. Konstrukcja książki jest przejrzysta i dobrze przemyślana. Po otwierającym całość eseju „Pustka”, będącym rodzajem osobistego manifestu autora, następują kolejne rozdziały poświęcone poszczególnym miejscom. Wapienno, Polanów, Warcino, Piła, Biały Bór, Gorzów, Karlino i Słupsk – oto nasi bohaterowie.
Każdy z bohaterów niesie własną, indywidualną opowieść, zbudowaną wokół lokalnego mitu. Szymański nie próbuje stworzyć syntetycznej historii regionu. Interesują go raczej punkty skupienia pamięci, miejsca marginalne, które okazują się nośnikami szerszych procesów historycznych. To książka o prowincji, ale potraktowanej serio – jako przestrzeń ujawniająca ważne mechanizmy polskiej nowoczesności.
Najmocniejszą stroną „Szkody Zachodu” jest umiejętność wydobywania dramatyzmu z historii lokalnych. Autor bardzo sprawnie pokazuje, że dzieje niewielkich miejscowości mogą być soczewką procesów znacznie większych: industrializacji, nacjonalizmów, przymusowych migracji, powojennego chaosu czy transformacji po 1989 roku. Rozdział poświęcony Wapiennu jest pod tym względem szczególnie udany. Historia osady powstałej wokół kopalni wapienia zostaje tu opowiedziana jako historia narodzin i śmierci świata przemysłowego. Szymański z dużym wyczuciem rekonstruuje rytm życia miejscowości całkowicie podporządkowanej zakładowi pracy, a zarazem pokazuje kruchość rzeczywistości, której kres przyniosły zmiany gospodarcze końca XX wieku. Autor dobrze radzi sobie także z ukazywaniem wielowarstwowości pamięci. W jego narracji stale obecne są ślady niemieckiej przeszłości, niejednoznaczność powojennego „oswajania” tych terenów oraz poczucie życia w przestrzeni odziedziczonej po kimś innym.
Szymański pisze sprawnie, bardzo obrazowo. Potrafi budować sugestywne sceny i umiejętnie korzysta z detalu. Najciekawsze fragmenty książki mają wręcz literacki charakter. Tak choćby opisy podróży przez opustoszałe drogi, dawne osiedla robotnicze czy miejscowości istniejące obok głównego nurtu polskiego doświadczenia. Autorowi udaje się uniknąć protekcjonalności wobec swoich bohaterów. Widać, że autor spędził wiele czasu w opisywanych miejscach i rzeczywiście próbuje je zrozumieć.
Jednocześnie jednak „Szkoda Zachodu” pozostawia pewien niedosyt. Problemem książki okazuje się jej niejednorodność gatunkowa. Szymański waha się pomiędzy reportażem, esejem historycznym a osobistą narracją autobiograficzną. Nie zawsze potrafi utrzymać równowagę między tymi porządkami. W niektórych fragmentach prywatne doświadczenie autora wnosi do opowieści ważny ton emocjonalny, w innych jednak zaczyna dominować nad samym tematem. Dotyczy to zwłaszcza partii, w których „Pustka” zostaje przedstawiona bardziej jako projekcja osobistej fascynacji niż realny fenomen społeczny. Autor momentami ulega pokusie metaforyzacji regionu. Pojęcie „Pustki”, atrakcyjne literacko, jest po prostu zbyt pojemne. Pod jedną kategorią autor próbuje zmieścić zbyt wiele zjawisk historycznych i społecznych.
Pewne zastrzeżenia budzi także sposób pracy ze źródłami. Szymański korzysta z literatury historycznej, archiwów i relacji świadków, ale aparat dokumentacyjny pozostaje raczej dyskretny. Z jednej strony odpowiada to popularnemu charakterowi książki, z drugiej jednak czasem utrudnia oddzielenie interpretacji autora od ustaleń źródłowych. Dotyczy to zwłaszcza bardziej ogólnych diagnoz dotyczących specyfiki regionu. Autor chętnie formułuje sugestywne uogólnienia, ale nie zawsze wystarczająco je uzasadnia. W efekcie „Pustka” staje się chwilami kategorią bardziej emocjonalną niż analityczną.
Nie wszystkie rozdziały utrzymują równy poziom. Najlepsze są te, w których autor skupia się na konkretnym miejscu i pozwala wybrzmieć jego historii. Słabiej wypadają partie bardziej publicystyczne, zwłaszcza gdy Szymański próbuje budować szerszą diagnozę dotyczącą współczesnej Polski prowincjonalnej. W takich momentach narracja traci swoją subtelność, a tymczasem Autor jest znacznie ciekawszy jako kronikarz lokalnych światów niż jako komentator polskiej rzeczywistości.
Pomimo tych zastrzeżeń, „Szkoda Zachodu” pozostaje książką interesującą, wymykającą się banalnym opowieściom o polskiej prowincji. Jej siła polega przede wszystkim na przesunięciu perspektywy. Prawdziwie interesujące okazują się często miejsca pozornie niewidoczne, zawieszone między dawnymi granicami, pamięcią po nieobecnych mieszkańcach a doświadczeniem powojennego osiedlenia. Bo przecież prowincja może być tematem ambitnej literatury faktu, o ile potraktuje się ją z odpowiednią uwagą.
