Opublikowano
2015-11-27 10:00
Licencja
Wolna licencja

Mirosław Tryczyk - „Miasta śmierci. Sąsiedzkie pogromy Żydów” – recenzja i ocena

Zygmunt Bauman napisał, że jest to „dzieło wielkie”. Niestety, nie można się z tym zgodzić.


Autor: Mirosław Tryczyk
Tytuł: „Miasta śmierci. Sąsiedzkie pogromy Żydów”
Wydawca: Wydawnictwo RM
Rok wydania: 2015
Oprawa: miękka
ISBN: 978-83-7773-086-7
Format: 158 × 213 mm
Liczba stron: 460
Cena: 39,00 zł

Ocena naszego recenzenta: 1/10
(jak oceniamy?)
Inne recenzje książek historycznych

Podobnie jak nie można się zgodzić z opinią dziennikarza „Newsweeka” Jacka Tomczuka, który napisał o autorze książki Mirosławie Tryczyku, że dzięki przeprowadzonej przez niego kwerendzie i badaniom własnym „pisze na nowo polsko-żydowską historię” opisując „128 pogromów takich jak ten w Jedwabnem”.

„Miasta śmierci. Sąsiedzkie pogromy Żydów” to najlepszy przykład na to, że nawet dotarcie do źródeł i kwerenda archiwalna (uwzględniająca m.in. akta Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Białymstoku i akta z przechowywane w tamtejszym IPN), nie gwarantują, że publikacja będzie rzetelna. Decyduje o tym bowiem warsztat badacza-historyka i szeroka wiedza na temat omawianego okresu, czego próżno szukać u autora tej książki. Historyk nie może bowiem zasłaniać się źródłami, żonglować nimi w celu wykazania słuszności przyjętej z góry tezy i tworzyć imitacji badań jak jest w tym przypadku. Tymczasem u Tryczyka większość tekstu książki to nic innego jak przywoływane fragmenty źródeł i książek w minimalny sposób opatrzone komentarzem autora.

Zaledwie kilka pierwszych stron w zupełności wystarcza by zrozumieć, czym jest ta książka. Mamy bowiem do czynienia z publikacją z wyraźnie postawioną tezą i nie ważne, że nie znajduje ona potwierdzenia w źródłach archiwalnych. Głównym bohaterem tej książki są bowiem „polscy zbrodniarze antysemici” (chodzi o mieszkańców Podlasia w 1941 r.) A teza brzmi następująco: Niemcy uderzając na Związek Radziecki latem 1941 r. maszerując przez tereny Podlasia natrafili na sprawnie zorganizowaną zbrodniczą machinę terroru stworzoną przez polskie podziemie niepodległościowe, które w systematyczny sposób „oczyszczało Podlasie” z Żydów za pomocą fali krwawych pogromów. Ktoś pomyśli sobie, że to żart. Niestety nie, o tym bowiem jest właśnie ta książka, wyraźnie inspirowana „Sąsiadami” Jana Tomasza Grossa.

Jakie miejsce w tej narracji Tryczyka zajmują Niemcy? Są jedynie trzecioplanowymi uczestnikami wydarzeń, momentami występującymi wręcz jako obrońcy Żydów terroryzowanych przez Polaków. Zresztą autor uparcie propaguje tezę o „niepohamowanej kampanii antysemickiej na terenach polskiego Podlasia przeprowadzonej przez nazistów z udziałem struktur polskiego podziemia nacjonalistycznego”. Według Tryczyka Niemcy nie przeprowadziliby zatem pogromów, gdyby nie oddolna inicjatywa Polaków. By to udowodnić pisze w jednym z fragmentów, że jedna z jednostek niemieckich miała w zasadzie jedynie „wspierać” pacyfikację Jedwabnego, a w innym miejscu podaje, że „polscy kolaboranci” wchodzili w skład „komand śmierci” (właśnie tak autor opisuje działalność poszczególnych Einsatzgruppen). Tymczasem trudno o bardziej ahistoryczne ustalenia.

Zdziwienie musi wywołać naiwna wiara Tryczyka w sądownictwo Polski Ludowej w latach stalinowskich. Jego zdaniem cechowała je „niska zapadalność wyroków skazujących polskich zbrodniarzy antysemitów” (!). Jego zdaniem działo się tak dlatego, że środowisko sędziowskie okresu stalinowskiego przesiąknięte było rzekomo „ideologią narodówki” (czyli poglądami endeckimi!) oraz że było to odbiciem „powojennej słabości państwa polskiego” (chodzi tu zapewne autorowi o instalowanie i budowę władzy komunistycznej w Polsce po 1944 r.). Zresztą Tryczyk oskarża antykomunistyczne podziemie zbrojne o sianie „anarchii”, która „nie sprzyja praworządności” (!). Tak rozumiana „anarchia” czyli, napady na „placówki komunistycznej milicji, urzędy bezpieczeństwa, (…) wyroki śmierci na przedstawicielach nowej władzy oraz na kolaborujących z nią cywilach” skutkować miała właśnie tą niską skutecznością aparatu „sprawiedliwości” wobec „polskich antysemitów”. Warto dodać, że autor niemal zachwala Urząd Bezpieczeństwa za skuteczność i skrupulatność w zbieraniu materiału dowodowego przeciwko „polskim antysemitom”. Pozostawię to bez komentarza.

Jednym z głównych postulatów autora jest wywołanie u czytelnika poczucia winy za to co wydarzyło się latem 1941 r. na Podlasiu. Zdaje się on twierdzić, że wina ta ma już wymiar wielopokoleniowy. Zdaniem autora, „polscy świadkowie zbrodni zeznający w tych procesach sami też na ogół nie byli bez winy, zatem nie mieli żadnego interesu w tym, by świadczyć przeciwko swoim sąsiadom, którzy w efekcie, gdyby zostali skazani, mogliby się im odwdzięczyć pięknym za nadobne”. Winni są również rzekomo pracownicy Głównej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce. Autor kieruje swoje oskarżenia przeciwko Waldemarowi Monkiewiczowi, zasłużonemu pracownikowi byłej Okręgowej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce, który jego zdaniem „z determinacją zaangażował się w proceder zacierania pamięci o polskim udziale w Holokauście w czasie II wojny światowej i pisania historii od nowa. Oczywiście nie był w tym działaniu osamotniony, w procederze brała udział cała grupa prokuratorów, m.in. Janusz Morat i Eugeniusz Kukiełka. Jednak to właśnie Monkiewicz należał do najbardziej aktywnych, z czasem w nagrodę za osiągane wyniki awansował na najwyższe stanowiska w Komisji.” (!)

Według Tryczyka wyżej wspomniany „proceder” skutkował rzekomo tym, że świadków wzywanych do OKBZH w Białymstoku nakłaniano do składania zeznań obarczających Niemców bezpośrednią odpowiedzialnością za dokonane zbrodnie. Winni są również rzekomo sami komuniści, którzy zdaniem autora intencjonalnie ukrywali zbrodnie swoich politycznych przeciwników „by ocalić obraz robotniczo-chłopskiej ofiarności i ukryć obraz robotniczo-chłopskiej zbrodni”. Ostatnie pokolenie winnych to polscy historycy, działający na polu naukowym po 1989 r., kierujący się rzekomo „podobnymi pobudkami”. Tak przedstawiają się kolejne wyimaginowane oblicza polskiego antysemityzmu, „wykryte” przez Tryczyka.

Książka jest również paszkwilem wymierzonym w polski przedwojenny ruch narodowy (jeden z rozdziałów jest mu poświęcony), który zdaniem autora można sprowadzić wyłącznie do haseł antysemickich. Rozumowanie to jest jednak uproszczeniem, które okazuje się przekłamaniem. Na podobnej zasadzie można bowiem przedwojennych polskich socjalistów i ludowców określić mianem kryptokomunistów i agentów sowieckich. Podobnie, książkę Tryczyka można uznać za paszkwil uderzający w polskie podziemie niepodległościowe. Autor oskarża je o mordowanie Żydów, co opisane jest w sposób nieodbiegający stylem od reżimowych wydawnictw z lat PRL. Autor nie oszczędza także międzywojennej Polski charakteryzującej się rzekomo „wszechobecną dyskryminacją [Żydów] obejmującą właściwie wszystkie wymiary życia, zarówno te polityczne, jak i społeczne czy ekonomiczne” oraz „nastrojami pogromowymi”.

Ogromnie ubolewam, że takie wydawnictwo ukazało się drukiem. Jeszcze większą szkodą będzie przekład tej książki na choćby język angielski. Publikacja zamiast wyjaśniać temat wydarzeń mających miejsce latem 1941 r. na Podlasiu, będzie utrwalać szkodliwe stereotypy. Niestety, prowadzi to do wniosku, że książka Mirosława Tryczyka jest przykładem dyskursu pseudonaukowego.


Napisz komentarz
Regulamin komentarzy

Uwaga, wyświetliliśmy tylko ostatnio opublikowane komentarze. Zobacz wszystkie komentarze!

Gość: Obiektyw |

Niestety prawda bywa bolesna, pogromy na Podlasiu miały miejsce w 1941 ale i potem w latach następnych, rabunek mienia po żydach wywiezionych, zajmowanie ich majątku czy polowania i denuncjacje Niemcom. Szczególnie podłe było polowanie na uciekinierow z gett i transportów, mordowanie i ograbianie po lasach tam są tysiące bezimiennych grobów w tym dzieci ubitych pałkami czy siekierami przez prawdziwych polaków - katolików przesiąkniętch antysemityzmem, szmalcownictwo i ochotnicze komanda polujące na zbiegów. Powojenne pogromy to nie tylko Kielce, zabijano żydow wracających do swoich domów aby nie oddawać im zagrabionego mienia. To temat tabu na tamtych terenach ale niestety trzeba o tym pisać a nie wypierać się. Skoro żądamy od Niemców Rosjan, i Ukraińców przyznania się do zbrodni na jeszcze większą skalę, to warto nie wypierać się tych ciemnych kart tylko skłonić głowę i powiedzieć - my też mamy za co przepraszać.



Odpowiedz

Gość: |

@ Gość: Obiektyw
- a Rumkowski i jemu podobni, a żydzi z komando getta, żydzi kolaboranci z polskimi nazwiskami, którzy w pełni świadomi z precyzją maniaka mordowali miliardy pobratymców, cyganów i polskich obywateli w obozach koncentracyjnych ? - z getta na Bałutach "cudem" z kilkunastotysięcznej administracji i komando pozostało ponoć niespełna 800 osób. Gdzie owa ocalona elita decydująca o życiu innych, a co z dokumentami i majątkami pomordowanych ofiar. To potężny kapitał, a "odzyskiwane" obecnie przez żydów mienie budzi wiele wątpliwości. Należy nadmienić, że to właśnie żydowska finansjera kredytowała obozy zagłady. Gdzie wobec tego zaczyna się spirala przemocy. To budzi refleksję, bo historyczna prawda nigdy nie jest czarno-biała



Odpowiedz

Gość: kocham ŻYDÓW za to że szanują POLAKÓW i POLSKĄ HIS |

zgadzam się z autorem recenzji.
Niestety jest grupa osób znających język POLSKI niebędąca POLAKAMI a tylko obywatelami naszej OJCZYZNY, która w podły sposób próbuje szkalować POLAKÓW i doprowadzać do kłótni wewnetrzych, Niestety do pewnego stopnia skutecznie. Nie rozumiem zaciekłości tego typu osób, które hodowane na naszej piersi atakują nas. Kolejny raz posułużę się słowem NIESTETY grupa tych osób jest dość duża na tyle, że osiągnęła pewną masę krytyczną, a więc nadają sobie wzajemnie tytyły naukowe na POLSKICH uczelniach, aby za pieniądze POLAKÓW pluć POLAKOM w twarz - jaki poziom moralności trzeba mieć, żeby brać od kogoś pieniądze, żeby za nie krzywdzić swojego dobrodzieja??? NIESTETYTY różnego rodzaju tryczyki wpisują się w ten kanon urzywając retoryki pseudo-historycznej i pseudo-naukowej - tezy stawiane przez tego typu "naukowców" są tak samo absurdalne jak negowanie niemieckich obozów zagłady, z tą różnicą, że za negowanie istnienia niemieckich obozów zagłady można iść do więzienia...
Polacy nie dajcie się oszukać, uczcie się historii, ale prawdziwej, a nie zafałszowanetj przez "tryczyków"



Odpowiedz

Gość: Marzec |

Szkodliwe stereotypy - to powinno wystarczyć nad poziomem autora tego arykułu. Jedno jest pewne że hist magazyn odkrył że w Gwatemali odkryto ogromne miasto Majów.



Odpowiedz

Gość: Dr Konrad Ziółkowski |

Panie mgr Sudoł,

chcąc zarzucać badaczowi "dyskurs pseudonaukowy" należałoby przede wszystkim wykazać się odmiennym spójnym obrazem obalającym tezę postawioną przez autora recenzowanej pracy. Zamiast tego wytoczył Pan szereg pustych frazesów wskazujących na emocjonalne pretensje do autora, że dokonał kwerendy źródłowej i przedstawił analizowane przez siebie zjawisko przy pomocy klasycznej metody statystycznej (bardzo odpowiedniej dla tematów mogących budzić różne emocje). Mirosław Tryczyk (zdaje się) doskonale rozumiał, jak należy przedstawiać taki temat, niosący ciężki bagaż doświadczeń wśród współczesnych Polaków. Autor rozumie doskonale, że historia i postawy ludzkie są "szare" w każdej możliwej kombinacji (dlatego np. Józef Kuraś był oficerem Urzędu Bezpieczeństwa), a nie "czarne" lub "białe". Jest to jednocześnie element procesu historycznego, którego najwyraźniej Pan nie rozumie i dlatego to Mirosław Tryczyk ma stopień doktora nauk historycznych, a nie Pan...

I nie jest to przypadek



Odpowiedz

Gość: tylko pytam |

A kto ty jesteś "recenzencie"?



Odpowiedz
Tomasz Sudoł

Pracownik Wydziału Badań Naukowych BEP IPN, autor książki Poligon Wehrmachtu „Południe”, prowadzi badania zbrodni na żołnierzach Wojska Polskiego we wrześniu i październiku 1939 roku, zajmuje się też tematyką Służby Budowlanej w Generalnym Gubernatorstwie.

Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.

UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji i filmów dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod nimi lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org