Opublikowano
2007-02-23 20:00
Licencja
Prawa zastrzeżone

Mit Chrystusa w Japonii

Ateiści nie wątpią na ogół w śmierć Chrystusa — co innego w zmartwychwstanie. Dla chrześcijanina sprawa jest oczywista. W Japonii przekonania dotyczące Jezusa zahaczają o coś trudnego do określenia.


Zobacz też: Wielkanoc i początki chrześcijaństwa

Głównym źródłem do napisania tego tekstu była wspaniała książka śp. Jolanty Tubielewicz Japonia zmienna czy niezmienna. Autorka, zajmując się w książce m.in. problemem podania opowiadającego o wizytach Chrystusa w Japonii, wspomina spotkanie z mieszkańcami wsi Shingo-mura. Pozwolę sobie zacytować fragment.

Zajechaliśmy na skromny parking w półkolistym wgłębieniu zbocza góry. Na skraju stał biały słup z napisem „grób Chrystusa”. Po drugiej stronie szosy były jakieś budynki, a dalej rozciągały się pola pocięte na równiutkie prostokąty. Z jednego budynku wyszedł starszawy człowiek w słomianym kapeluszu, wsiadł na rower i odjechał. Wyglądał dokładnie tak, jak każdy inny starszawy japoński chłop. Nagano-san wskazał go dyskretnie i powiedział z niepewnym uśmiechem: „To jest właśnie pan Sawaguchi, potomek Chrystusa. Jego ojciec, który umarł wiele lat temu, miał niebieskie oczy, wysoki nos i jasne włosy”. Zapytany bez ogródek, czy wierzy w to, że Chrystus mieszkał w Herai, Nagano-san zawahał się i bąknął, że sam nie wie. Opowiada całą historię, bo to ciekawe i przyciąga turystów do Shingo.

Jak więc widać, przynajmniej część osób powiązanych ze sprawą ma do niej podejście nie religijne, lecz komercyjne. Przy tym wysoki wzrost, jasne włosy i niebieskie oczy raczej nie świadczyłyby o żydowskim pochodzeniu.

Lecz skąd wzięła się ta legenda? Trudno dociec, niemniej została ona rozpowszechniona przez coś, co autorka określa literaturą Takenouchi, nazwaną tak od kapłańskiego rodu. Według ww. tekstów jest on starszy od panującej dynastii cesarskiej i dwóch poprzednich, które miały istnieć przed milionami lat. Ot, dowiadujemy się na przykład, że cesarz Takeygayafukiaezu, rozpoczął panowanie 1 637 890 lat po swoim ojcu — całkiem niezła liczba. W historii Japonii rzeczywiście mogły być przypadkiem trzy dynastie, jednak jeśli ktoś chce wierzyć literaturze Takenouchi odnośnie do tych ogromnych przestrzeni czasowych, jego wola.

Prawdziwa historia świata

Główną i najbardziej znaną propagatorką tej legendy oraz paru innych była pani Yamane Kiku, która w swoich książkach objawiała prawdy ukryte przed światem. Dowodziła ona ponad wszelką wątpliwość, że nauczana w szkołach historia to stek bzdur, natomiast literatura Takenouchi pokazuje rzeczywiste dzieje świata. Popatrzmy na kilka ciekawszych „pewników” opisanych przez jej książki. Przykładowo: Sekai-no seishi, czyli Prawdziwa historia świata, wydana w 1964 roku, to książeczka licząca sobie w wersji japońskiej 251 stron i podzielona na IV części:
a) pierwsza: Siedem pokoleń bogów,
b) druga: Boscy cesarze — od pierwszego do dwudziestego piątego pokolenia,
c) trzecia: Dynastia cesarza Fukiaezu — od pierwszego do siedemdziesiątego trzeciego pokolenia,
d) czwarta: Od cesarza Jimmu do Obecnie Panującego (co, patrząc na datę wydania, oznacza cesarza Showa, czyli Hirohito).
Dodajmy do tego aneks na temat obrzędu chodzenia przez ogień Kosoko-taijingu i wstęp nawołujący do powszechnego pokoju. Powinien być on osiągnięty poprzez studiowanie literatury Takenouchi, ludzie są bowiem braćmi i siostrami, natomiast Japonia to matka wszystkiego.

Niezwykle zajmujące są także inne teorie, np. o Mojżeszu i Romulusie, którzy mieli przybyć do Japonii za panowania 69. cesarza z dynastii Fukiezu, Kamutaruwaketoyosuki. Żyli sobie spokojnie w Japonii 12 lat, po czym Romulus wypada z gry, znikając z kart książki, natomiast o Mojżeszu dowiadujemy się całkiem sporo. Otóż w czasie swej wizyty zakręcił się on wokół cesarskiej córki imieniem Roma, którą poślubił i miał z nią siódemkę potomków. Umarł po przeżyciu 571 lat, natomiast jego małżonka po 461 latach. Oboje pochowano na górze Hodotsusan, obecnie prefektura Ishikawa. Jego największym wyczynem było jednakże wyrycie w kamieniu Dziesięciu Przykazań, które ofiarował cesarzowi, ten zaś przekazał je świątyni Kosoko-taijingu, którą kieruje rodzina Takenouchi. Pani Yamane zdradza czytelnikom wielką tajemnicę związaną z tym kamieniem. Otóż poszukuje go ponoć tajne masońskie stowarzyszenie Żydów, które uważa, że posiadanie kamienia jest kluczem do władania nad światem. Jego członkowie przypuszczają, że ów kamień znajduje się w rękach żydowskich, tymczasem jest to całkowita nieprawda, gdyż przechowują go kapłani Takenouchi. Autorka Prawdziwej historii świata dodaje, iż nie ulega chyba wątpliwości, że odkrycie tej tajemnicy stanie się wielkim problemem dla całego świata. Trudno się spierać z tak wyrażoną opinią, nieprawdaż?

Kolorowi ludzie

Inna rzecz, że nie tylko Mojżesz działał w Japonii. Także Siddhārtha Gautama Sakjamuni, Lao-tsy, Konfucjusz, Mahomet. Niezwykle interesujący jest fragment, także związany z Mojżeszem, o ludziach w pięciu kolorach. Zostało bowiem wyjaśnione, że kamień wyryty przez Mojżesza stał się źródłem praw dla ludzi w pięciu barwach: białej, żółtej, niebieskiej, czarnej oraz czerwonej. Tutaj pisarka przeprowadza nowy podział ludzkości, zaliczając np. do ludzi:
a) niebieskich: mieszkańców Johannesburga, spośród których wywodzą się ludy Transwal, Natal oraz Kirimane (cokolwiek to oznacza), także lud z Hanoi, z którego pochodzą mieszkańcy Tonkinu i Kambodży,
b) czerwonych, których jest całkiem dużo w Afryce, w Ameryce Południowej, Australii etc. (Pani Yamane wymienia tutaj np. ludy Suez-Akaba, Freetown, Konakra oraz Morze Egipskie),
c) białych, których jest niewielu. W każdym razie obejmują oni grupę Azja, Syjam, Bangkok oraz Malakka,
d) żółtych, do których należą np. Meksyk oraz Filadelfia,
e) czarnych, czyli Hindusi oraz ludy indoturańskie, przy czym ci ostatni są przy okazji nie tylko czarni, ale także częściowo czerwoni.
Nieco trudno się połapać w tym wszystkim. Dodajmy do tego, że istnieją jeszcze ludy niekolorowe, np. Nicea, Mediolan czy Szczecin, także nacje Sfinksów oraz Piramid (Piramidów?). Owe pięć kolorów ludzkości wzięło się natomiast stąd, że cesarz Tsukurinushiyorozuo żyjący setki tysięcy bilionów lat temu miał dzieci właśnie pięciu kolorów.

Autorka przedstawia zresztą na poparcie swoich tez konkretne dowody. Najbardziej uderzyła mnie np. boliwijska figurka drewniana, na której postumencie wyryte są ponoć znaki prastarego pisma japońskiego amekoshine. Zostawił ją ponoć w Boliwii jeden ze starożytnych cesarzy podczas objazdu świata ileś tam milionów lat temu. Jest też portret Czyngis-chana z klasztoru Kulun. Posiada on na piersiach ornament, który autorka utożsamia z herbem Minamoto. Według niej, mongolski władca to nie kto inny, tylko sam Minamoto-no Yoshitsune, brat pierwszego shoguna i japoński odpowiednik Zawiszy Czarnego. I dalej mniej więcej w ten sam deseń.

Japoński żywot Chrystusa

Książka Sekai-no seishi wspomina zaledwie teorię o śmierci Chrystusa. Prawdziwy popis znajomości tej tematyki pani Yamane dała w innej swej książce zatytułowanej Kirisuto-wa Nihon-de shinde iru, czyli Chrystus umarł w Japonii. Zresztą, nie tylko książka została poświęcona temu faktowi. Ponoć nad rzeką Mabushi istnieje chram shintoistyczny upamiętniający zstąpienie Jezusa na ziemię japońską. Jego grób położony jest natomiast we wsi Shingo, która powstała z połączenia dwóch osad: Herai i Nozawa. Jakże więc przedstawia się życiorys Chrystusa według literatury Takenouchi? Ano mniej więcej tak:

Chrystus urodził się w Judei i poza kilkoma laty spędzonymi w Egipcie mieszkał tam całą młodość. Kiedy nieco podrósł, udał się do Japonii, gdzie zstąpił na ląd w porcie Hashidate. Uczył się oraz poddawał ascetycznym praktykom pod kierunkiem tutejszych mędrców, a także studiował język i zapoznawał z kulturą w prowincji Etchu. Kiedy miał 33 lata, powrócił do Judei, niosąc przekaz o wspaniałej japońskiej cywilizacji. Właśnie te nauki, stojące w sprzeczności z całą ówczesna wiedzą oraz religią, miały zaprowadzić go na krzyż. Nastąpiła jednak jakaś wymiana więźniów, w rezultacie której Jezusowi udało się uniknąć śmierci, natomiast na krzyżu zawisł jego młodszy brat, Isukiri. Chrystus, chroniąc się przed śmiercią, uszedł z Palestyny. Wraz z grupą uczniów przez Syberię udał się pieszo na Alaskę, która to podróż trwała cztery lata. Niezbyt przy tym wiadomo, jak przedostał się przez Cieśninę Beringa. Stamtąd na statku popłynął do Japonii i po dwudziestosześciodniowym rejsie przybił na wyspy w Hachinohe, po czym osiedlił się w Herai. Tam dożył lat stu osiemnastu, znany pod przybranym imieniem Toraitaro Daitengu. Był mężem japońskiej kobiety Miyuko, która urodziła mu 3 córki. Pochowany został na górze Heraidake (Heraiyama). Po czterech latach zaś jego prochy przeniesiono 16 kilometrów na wschód, do miejsca, które jest dzisiaj oznaczone białym słupem.

Według literatury Takenouchi istnieje szereg dowodów na fakt zamieszkania Chrystusa w Japonii. Przykładowo, herb Sawaguchi, stanowiących ponoć rodzinę potomków Chrystusa, to gwiazda. Wprawdzie pięcioramienna, zaś gwiazda Dawida, jak wiadomo, ma sześć ramion, jednak na zadane przez prof. Tubielewicz pytanie oprowadzający ją przewodnik niepewnie odparł: oba herby są gwiazdami, a ilość ramion ma drugorzędne znaczenie. Podobnie ma się sprawa z innymi dowodami, wśród których są prezentowane w miejscowym shiryokanie lalki. Obydwie ubrane są w stroje, które literatura Takenouchi uznaje za niezwykle podobne do tych noszonych w Izraelu. Także niektóre miejscowe zwyczaje miał Jezus przeszczepiać z Palestyny.

Szczegółowe życie Chrystusa opisane jest w jego testamencie, który odkryła pani Yamane. Jej wnioski potwierdziła ekipa specjalistów, archeologów, którzy pod światłym kierownictwem miejscowego sołtysa, Sasaki Denjiro, odnaleźli ludzkie szczątki. Należy dodać, że w ich pobliżu znajdowało się buddyjskie miejsce pochówku, niemniej uznano, że fragmenty kości bez wątpienia należą właśnie do Jezusa. Owo badanie archeologiczne miało miejsce w roku 1936 i od tego też czasu istnieje zwyczaj obchodzenia 10 czerwca Kirisuto-matsuri, czyli Święta Chrystusa, stanowiącego dziwną kompilację obrzędów różnych religii połączonych z tańcami bon-odori wokół miejsca pochówku. Trudno stwierdzić, czy zwyczaj ów jest dalej kultywowany, bowiem pisząc książkę Japonia zmienna czy niezmienna, polska profesor kierowała się swoimi wspomnieniami z lat 70. i 80. Prawdopodobnie jednak tradycja nie zamarła, gdyż na stronie http://www.japanfile.com można znaleźć informację o wiosce Shingo-mura. Fragment odnośnika Jesus_in_Japan mówi chyba sam za siebie.

Japonia jest pod wieloma względami krajem niezwykłym, jednak tym razem wydała mi się całkiem normalna. Wystarczyło przypomnieć sobie sporą grupkę europejskich oraz amerykańskich mitomanów piszących od nowa historię świata. Dlaczego Japonia miałaby być pod tym względem inna? Można się podśmiewać z tego typu zjawisk, niemniej interesując się Krajem Kwitnącej Wiśni, pamiętajmy, że także one stanowią fragment japońskiej kultury.

Napisz komentarz
Regulamin komentarzy
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy
Dariusz Lipiec

Autor nie nadesłał informacji na swój temat.

Prawa zastrzeżone – ten materiał jest chroniony przez przepisy prawa autorskiego.

Kopiowanie, przedrukowywanie (poza dozwolonymi prawnie wyjątkami) wyłącznie za zgodą redakcji: redakcja@histmag.org