Autor: Tomasz Leszkowicz
Tagi: Wywiady, Historia społeczna, Historia kobiet, 1945-1989, Polska
Opublikowany: 08 marca 2014
Licencja:wolna licencja

Natalia Jarska: „genderowa” rewolucja w PRL była ograniczona

Dzień Kobiet to jedno z bardziej kojarzących się z PRL świąt w naszym kalendarzu. Jak wyglądała polityka komunistów polskich wobec kobiet? Jakie wzorce wykorzystywano? Opowiada o tym dr Natalia Jarska.

Tomasz Leszkowicz: Dlaczego Dzień Kobiet stał się tak ważnym punktem komunistycznego kalendarza świąt?

Natalia Jarska - historyczka, w 2014 r. w Instytucie Historii PAN obroniła pracę doktorską poświęconą pracy kobiet w Polsce w okresie stalinowskim. Pracuje w Biurze Edukacji Publicznej IPN. Autorka m.in. Idealne kobiety. Sekcja Kobieca Falangi 1934–1950 (Lublin 2011).
Natalia Jarska: Zacznijmy od tego, że Dzień Kobiet (zwany w PRL „Międzynarodowym”) nie należał do najważniejszych świąt w kalendarzu. W PRL daleko mu było do takich kluczowych świąt jak 22 lipca, 1 Maja czy kolejne rocznice Rewolucji Październikowej. To były święta konstytuujące reżim, przypominające najważniejsze punkty jego uniwersum ideologicznego i akty założycielskie.

W ZSRR Dzień Kobiet stał się ważnym narzędziem propagandowym dopiero w latach 30. Ósmy marca ogłoszono tam dniem wolnym od pracy w 1966 r., w Polsce – nigdy. Nie byłoby to zresztą chyba możliwe, bo zakładowe celebrowanie Dnia Kobiet było bardzo istotnym elementem oficjalnego rytuału.

Sowiecki plakat propagandowy z 1932 r. (domena publiczna).
Niemniej Dzień Kobiet był świętem ważnym i masowo obchodzonym. Miało być ono symbolem emancypacyjnego potencjału ideologii komunistycznej, czerpiącej w tej kwestii swe inspiracje wprost od dziewiętnastowiecznych socjalistów. Propaganda, choć zmienna, przez cały PRL głosiła komunizm (czy socjalizm) jedynym zdolnym wyzwolić kobiety. 8 Marca partia-państwo miały okazję ten przekaz ponawiać. Wedle uproszczonego schematu wykształcenie i pracę polskie kobiety zawdzięczać miały „władzy ludowej”. Z biegiem lat bardziej niż o emancypację zaczęło chodzić o podkreślenie, że państwo opiekuje się kobietami, co miało je zachęcić do wdzięczności i „dalszej ofiarności”.

Szczególnie ważny był Dzień Kobiet w stalinizmie. Święto miało mobilizować kobiety politycznie, ale przede wszystkim – do wykonania planu sześcioletniego. Było okazją do podejmowania zobowiązań produkcyjnych i ostentacyjnego awansowania kobiet w hierarchii zawodowej. Po okresie stalinowskim święto jednak przestało być wielką machiną propagandową, przybrało zrytualizowane formy, o których co roku niewiele dyskutowano. Co roku partia wystosowywała „list do kobiet”, jednak treść tego listu przestała podlegać dyskusji i w gruncie rzeczy niewiele się zmieniała, może za wyjątkiem kryzysów polityczno-społecznych. Święto trwało i tyle.

T.L.: Czy komuniści liczyli na „kupienie” poparcia kobiet?

N. J.: Oczywiście. Bolszewicy nie przywiązywali z początku wagi do „kwestii kobiecej” – wydawała się ona bowiem odwracać uwagę od problemu kluczowego czyli walki klas – ale nieco zmienili zdanie po tym, jak wystąpienia kobiet (w Dzień Kobiet właśnie!) rozpoczęły rewolucję lutową w Rosji. Bolszewicy widzieli w kobietach wówczas przede wszystkim przeciwniczki wojny, stanowiące istotną siłę społeczną, oraz jako dające się wykorzystać w walce ze „spekulacją”. Jednocześnie uważali kobiety za „zacofane”, a więc wymagające oddzielnych form agitacji i treści propagandowych.

W Polsce PPR, poza tym że wprowadzała pewne sowieckie wzorce mechanicznie, w połowie lat czterdziestych próbowała zyskać poparcie kobiet. Uważała – słusznie zresztą – że kobiety stanowią większość społeczeństwa (dysproporcje płci były po demograficznej katastrofie wojennej znaczące), dlatego w nadchodzących wyborach ich głos był niejako ważniejszy. Stało się to jedną z inspiracji stworzenia wydziałów kobiecych w partii wiosną 1946 r.

W tym pierwszym okresie chciano zdobyć legitymizację wśród kobiet poprzez walkę z bezrobociem, które było istotnym problemem dla dziesiątek tysięcy kobiet (znacznie większym niż dla mężczyzn). Stawiano na konkretną pomoc dla „matki i dziecka”, w okresie wzmożonych migracji tworząc izby dworcowe, gdzie kobiety wraz z dziećmi mogły przenocować, otrzymać posiłek. Dość szybko rozwijała się sieć żłobków i przedszkoli. Dzień Kobiet był okazją do rozdania kobietom jakichś paczek. Z dokumentów wydziałów kobiecych PPR i Społeczno-Obywatelskiej Ligi Kobiet wynika, że kobiety zwracały się do nich często z prośbą o konkretną pomoc. Uzyskując ją, niektóre rzeczywiście przekonywały się do tych instytucji. Tym bardziej, że – świadomie – pepeerówki unikały wówczas otwartego głoszenia komunistycznych haseł, by „zacofanych” kobiet do siebie nie zniechęcać. Część kobiet wstępowała nawet do PPR w zamian za miejsce pracy. Nacisk na „werbunek” kobiet do partii był wówczas olbrzymi.

Stałym elementem oddziaływania na kobiety była antywojenna retoryka. Uważano, że strasząc wojną (czy „niepokojami społecznymi” w latach 80.) można wpłynąć na postrzeganie przez kobiety reżimu jako gwaranta pokoju i spokoju. Kryło się za tym dość tradycyjne wyobrażenie o kobiecie jako przede wszystkim matce i strażniczce rodziny.

Włókniarki na sowieckim znaczku pocztowym (domena publiczna).

W późniejszym okresie partia starała się budować swoją legitymizację wśród kobiet również na „osiągnięciach” ustroju na polu emancypacji (bo przecież coraz więcej kobiet zdobywa wykształcenie, państwo troszczy się o dzieci itd.), a także konsumpcji. Dlatego w Dzień Kobiet w latach sześćdziesiątych czy siedemdziesiątych podkreślano, o ile wzrosła produkcja pralek czy liczba sklepów. Wiedza o tym, jakie były „osiągnięcia” realnego socjalizmu w sferze konsumpcji pozwala nam odpowiedzieć sobie na pytanie o skuteczność takiej strategii legitymizacyjnej…

W Polsce istotnym motywem, dla jakiego partia trudziła się, by zdobywać poparcie kobiet, było ich zaangażowanie religijne. Uważano, że kobiety są szczególnie związane z Kościołem (bo przecież są „zacofane”!), a ponieważ to one właśnie wychowują kolejne pokolenie, są po prostu niebezpieczne. Wysiłki na tym polu jednak przynosiły jedynie klęski.

T.L.: W gronie przywódców PZPR nie ma kobiet. Dlaczego? Czy można wskazać jakieś wpływowe wysokie funkcjonariuszki partyjno-państwowe?

N.J.: To nie jest do końca prawda. Jeżeli ograniczymy się do Biura Politycznego, to rzeczywiście poza absolutnymi wyjątkami nie odnajdziemy członkiń. Ale już przyjrzenie się centralnym elitom partyjnym odkrywa obecność kobiet. Chodzi tu zwłaszcza o pierwszy okres istnienia PPR/PZPR, mniej więcej do końca lat 50. Wówczas aktywne były działaczki związane z ruchem komunistycznym przed wojną, nieraz odsiadujące w II Rzeczypospolitej długie wyroki (bądź więzione w sowieckich łagrach…). W Komitecie Centralnym ich rola była znacząca, wiele z nich piastowało wysokie, kierownicze stanowiska. Można tu wymienić Helenę Kozłowską (która z początku wchodziła nawet w skład wąskiego Sekretariatu KC PPR), Romanę Granas i Celinę Budzyńską (szefowały ważnym szkołom partyjnym), Teodorę Feder (zastępczynię kierownika Wydziału Zagranicznego KC PZPR), czy kobiety, które w pierwszym powojennym okresie szefowały wojewódzkim strukturom PPR (np. Edwarda Orłowska w Białymstoku). A Julia Brystygier jako szefowa jednego z najważniejszych departamentów MBP? Te kobiety miały władzę. Część z nich stanowiła istotną siłę obozu puławian podczas odwilży.

Kobiety skupiały się jednak w sferach w większości tradycyjnie „kobiecych” – oświata, szkolnictwo partyjne, wydziały KC związane z obsługą administracyjną, no i sam Wydział Kobiecy. W posiedzeniach Biura Politycznego brała udział kobieta (zasłużona działaczka) – by je protokołować. To pokazuje, jak ograniczona była „genderowa” rewolucja nawet na szczytach władzy. W „terenie” zaś sytuacja przedstawiała się dalece gorzej.

Wkrótce zresztą kobiety zaczęły znikać nawet z podrzędnych stanowisk w centralnym aparacie władzy. Stare działaczki – urodzone między 1900 a 1910 rokiem – zaczęły przechodzić na emeryturę. Nowych było niewiele. Z biegiem lat władza w PRL stawała się coraz bardziej „męska”.

T. L.: Jaki wzorzec kobiety propagował system komunistyczny w Polsce? Na ile był on zbieżny z tradycyjnym wizerunkiem „matki-Polki”?

N. J.: Te wzorce się zmieniały, z biegiem lat próbowano je rzeczywiście coraz bardziej pogodzić z „matką-Polką”. Można to wiązać z próbami nacjonalistycznej legitymizacji reżimu. Macierzyństwo podkreślano szczególnie w epoce Gierka. „To nasze matki wychowały naród w duchu niezłomnego patriotyzmu” – mówił. Było to więc nie tyle podkreślenie reprodukcyjnych funkcji kobiet, ale odwołanie się właśnie do macierzyństwa jako obowiązku patriotycznego. Macierzyństwo pozostało bardzo ważnym wątkiem propagandy w kolejnej dekadzie. Jedną z kampanii propagandowych czasów Wojciecha Jaruzelskiego była budowa Pomnika-Szpitala Centrum Zdrowia Matki Polki.

Podstawowy wzorzec to jednak kobieta pracująca zawodowo. Najsilniej był on obecny w stalinizmie, ale przez kilka dekad nie zniknął z propagandy. Po 1956 r., gdy otwarcie krytykowano politykę „produktywizacji” kobiet, mniej promowano już zawody robotnicze, częściej te uznawane za kobiece (i rzeczywiście przez wiele kobiet pożądane). Jednocześnie przekaz skierowany do kobiet (albo: do całego społeczeństwa o kobietach) zaczął bardziej podkreślać role związane z macierzyństwem i gospodarstwem domowym. Kobieta spełniająca się w życiu zawodowym i rodzinnym stała się nowym ideałem.

Innym wzorcem pozostawała kobieta aktywna społecznie, zaangażowana w pracę komunistycznych organizacji. Przekonywano, że organizacje te działają w interesie kobiet, a praca społeczna daje się pogodzić z innymi rolami.

Kluczowe było to, że – niezależnie od aktualnie promowanych ról społecznych kobiet – państwo przedstawiało siebie jako głównego pomocnika w ich realizacji. Pracownica, gospodyni domowa, matka, aktywistka, kobieta „na dwóch etatach” – wszystkim partia obiecywała pomoc.

T.L.: Czy hasło „kobiety na traktory” było tylko propagandowym sloganem bez pokrycia w rzeczywistości?

N. J.: Kobiety rzeczywiście pracowały na traktorach. Pierwsze zresztą polskie traktorzystki to „repatriantki” z ZSRR. To był zawód, konkretne kwalifikacje, które w ówczesnej rzeczywistości były wielkim atutem. Nie znamy jednak liczby traktorzystek. Można przypuszczać, że podobnie jak w innych „męskich” zawodach kobiet pracowało stosunkowo niewiele. W okresie destalinizacji zresztą postulowano powrót kobiet do „właściwych” dla nich zawodów.

T. L.: Czy okres stalinowski można uznać za okres odgórnego równouprawnienia kobiet polskich? A jeśli tak, to na ile ta tendencja była podtrzymana w późniejszych latach?

N. J.: Równouprawnienie jako przyznanie równych praw obu płciom rzeczywiście wiązać można ze stalinizmem. W tym sensie zresztą nie było bardzo wiele do zrobienia, ponieważ podstawowe prawa zostały przyznane kobietom w II RP. Pozostały natomiast kwestie prawa rodzinnego; w nowym duchu regulował je kodeks z 1950 r.

Sowiecki znaczek pocztowy z okazji Dnia Kobiet (domena publiczna).

Oczywiście równouprawnienie nie oznacza równości. Jeżeli mówimy o tej drugiej, w stalinizmie rzeczywiście prowadzono politykę, która miała na celu „odrzucenie przesądów o niższości kobiety” – między innymi starając się promować pracę kobiet w (niemal) wszystkich zawodach, czy promując na wyższe stanowiska w gospodarce czy administracji. Nawet jednak w stalinizmie nie walczono z nierównym podziałem obowiązków w gospodarstwie domowym.

W PRL stopniowo powiększano zakres ustawodawstwa ochronnego dla kobiet. W zależności od perspektywy tego rodzaju ustawodawstwo jest traktowane jako dające kobietom większe możliwości, albo jako dyskryminujące. Urlopy macierzyńskie były coraz dłuższe, wreszcie w latach 80. płacono kobietom zasiłek za przerwanie pracy po urodzeniu dziecka przez okres trzech lat.

T.L.: Czy kobiece święto w PRL ewoluowało wraz z czasem? Na ile stawało się ono pustym rytuałem?

N. J.: Święto ewoluowało przede wszystkim jeśli chodzi o znaczenie mu nadawane. Jego formy natomiast zmieniały się niewiele i zmiany te nie były doniosłe. Okolicznościowe spotkanie z reprezentacją „kobiet polskich” mogło się odbywać w budynku KC PZPR lub w Belwederze, list do kobiet wystosowywał KC lub Front Jedności Narodu, jakie to jednak miało znaczenie?

Rytuały stalinowskie osłabły, ale jeszcze w latach 60. kobiety podejmowały zobowiązania produkcyjne. Ważnym i mało zmiennym rytuałem pozostawały obchody w zakładach pracy – okolicznościowe herbatki, połączone z wręczaniem drobnych zwykle upominków. Jedni ten rytuał wspominają ciepło, innych on irytował, jednak wszyscy wiedzieli, że nie ma on żadnego znaczenia jeśli chodzi o sytuację kobiet.

Od końca lat 50. zaczął się także upowszechniać prywatny wymiar świętowania, zupełnie niezwiązany z oficjalnymi hasłami. Święto uległo częściowemu przynajmniej oswojeniu.

Zobacz też:

Śledź nas!
Komentarze

O autorze
Tomasz Leszkowicz
Redaktor działu naukowego, członek redakcji merytorycznej portalu od października 2006 roku, redaktor naczelny Histmag.org od grudnia 2014 roku do lipca 2017 roku. Doktor historii, absolwent Instytutu Historycznego i Instytutu Dziennikarstwa Uniwersytetu Warszawskiego. Były członek Zarządu Studenckiego Koła Naukowego Historyków UW. Specjalizuje się w historii dwudziestego wieku (ze szczególnym uwzględnieniem PRL), interesuje się także społeczno-polityczną historią wojska. Z uwagą śledzi zagadnienia związane z pamięcią i tzw. polityką historyczną (dawniej i dziś). Publikował m.in. w „Mówią Wieki”, „Uważam Rze Historia”, „Pamięci.pl”, „Polityce” oraz „Dziejach Najnowszych”. Oprócz historii pasjonuje go rock i poezja śpiewana, jest miłośnikiem kabaretów, książek Ryszarda Kapuścińskiego i Hansa Helmuta Kirsta oraz gier z serii Europa Universalis.

Wszystkie teksty autora

Polecane artykuły
Pierwszy polski portal historyczny
ISSN: 1896-8651
Wydawca portalu
Michał Świgoń PROMOHISTORIA
ul. Koźmiana 2/89
01-606 Warszawa
telefon: 692 929 681
m.swigon@histmag.org
NIP 626-281-54-56
Numer konta: PL 33 1140 2004 0000 3802 7410 0716
Patronaty
Jak uzyskać patronat
Kontakt z redakcją
Magdalena Mikrut-Majeranek
redaktor naczelna
redakcja@histmag.org
telefon: 796 418 763
Reklamuj się u nas
Oferta reklamowa
Konkursy
Nasze konkursy