Autor: Przemysław Piotr Damski
Tagi: 1945-1989, Film i telewizja, Historia kultury i sztuki, Artykuły, Ameryka Północna
Opublikowany: 2012-03-15 08:54
Licencja: wolna licencja

„Ojciec chrzestny”: gangsterska saga o Rodzinie

Jak powstał „Ojciec chrzestny”? 15 marca 1972 r., Francis Ford Coppola złożył widzom _propozycję nie do odrzucenia_. Do dziś nie potrafimy się uwolnić od konsekwencji jej przyjęcia.
Tekst ma więcej niż jedną stronę!
Strona 1
Strona 2
Strona 3

„Ojciec chrzestny” – zobacz też: Cosa Nostra - totalna wojna z mafią

Z potrzeby sprawiedliwości

I believe in America. Wyłaniająca się z ciemności twarz Amerigo Bonasery 40 lat temu wprowadziła nas w świat, gdzie słowa i czyny całkowicie się rozmijają. Włoski imigrant mówi w rzeczywistości Nie wierzę w Amerykę czy raczej Już nie wierzę w Amerykę. Bo gdy policja złapała bogatych chłopców, którzy skatowali jego córkę, sędzia skazał ich na trzy lata więzienia i zawiesił wyrok. Zawiesił wyrok! Odeszli wolno tego samego dnia! Pełen rezygnacji przyszedł po „sprawiedliwość” do don Corleone, Ojca chrzestnego jednej z nowojorskich Rodzin tj. klanów mafijnych.

Scena początkowa należy do najbardziej rozpoznawalnych w dziejach kina. Nie widzimy od razu Vita Corleone. Nasza uwaga jest skupiona na Bonaserze i jego historii. Słuchamy. Słuchamy tak samo jak słucha jej Ojciec chrzestny. Aż do momentu, gdy zawstydzony swą prośbą imigrant podchodzi, by wyznać ją na ucho, niczym w konfesjonale. I rzeczywiście. Potężny don przyjmujący swego gościa w ciemnym gabinecie jest niczym ksiądz. Nie może spełnić prośby. Jest ona niesprawiedliwa. Twoja córka żyje – mówi. Sprawiedliwość Corleone opierać się ma na zasadzie „oko za oko, ząb za ząb”. Reżyser, Francis Ford Coppola, tym prostym zabiegiem z miejsca pozyskuje pewną sympatię widza, który często właśnie tymi kategoriami chciałby zwalczać wszelką niesprawiedliwość. Po sprawiedliwość pójdziemy do don Corleone. To on jest ostatnią instancją.

„Ojciec chrzestny” – na początku było słowo

Reżyser Ojca chrzestnego, Francis Ford Coppola, należał w latach 70. XX w. do tak zwanej grupy brodaczy, w której skład wchodzili także George Lucas oraz Steven Spielberg. Każdy z nich miał nieco inne spojrzenie na kinematografię, wszyscy chcieli jednak zmieniać sposób filmowej narracji. Coppola wespół z Lucasem i kilkoma innymi adeptami szkoły filmowej założył w San Francisco niedużą wytwórnie filmową American Zeotrope.

Tymczasem w Hollywood – pogrążonym wówczas w kryzysie – na fali popularności adaptacji książki Love Story Paramount Pictures zdecydowała się zainwestować pieniądze w kolejne tego typu przedsięwzięcie. W ręce jednego z dyrektorów wytwórni Roberta Evansa wpadła powieść Mario Puzo zatytułowana Ojciec chrzestny. Z miejsca uznał ją za największą książkę dekady. Niestety, nikt nie chciał się podjąć reżyserii. Odmówili nawet Sergio Leone czy Elia Kazan.

Marlon Brando w kultowej roli Vita Corleone.
Zgłoszono się również do Coppoli, który uznał materiał za nieciekawy, coś w stylu filmów z Frankiem Sinatrą. Jego interesował zaś wymiar tragiczny i problem sukcesji. Według George’a Lucasa, katastrofalna sytuacja finansowa Zeotrope – którego pracownicy skupiali się na tak ważnych problemach jak nowy ekspres do kawy – pomogła zachęcić Coppolę do przyjęcia hollywoodzkiej propozycji. Młody filmowiec postawił jednak wytwórni twarde warunki. Film nie miał być opowieścią o zorganizowanej przestępczości, ale metaforą amerykańskiego kapitalizmu, podejmującą problem sukcesji i walki o władzę. Evans, choć niezadowolony z takiego obrotu spraw, zgodził się. Tylko Coppola chciał nakręcić ten film.

Praca nad obrazem była prawdziwą mordęgą. Reżyser musiał walczyć z wytwórnią o obsadę. Paramont nie chciała Brando, bo mamrotał. Pacino również był nie do przyjęcia, gdyż w roli Michaela zamierzano obsadzić bliższego literackiemu wizerunkowi Roberta Redforda. Całość pogarszał fakt, że Pacino wypadł fatalnie na castingach. Ostatecznie jednak udało się go zatrudnić, mnożono jednak kolejne problemy. Hollywood chciało zarobić jak najwięcej, wydając jak najmniej. Stąd postulowano przeniesienie akcji w lata 70. XX w., zamierzano również zmienić jej miejsce z Nowego Jorku na Saint Louis.

Nowatorstwo

Wreszcie, 15 marca 1972 r. odbyła się oficjalna premiera filmu. Z miejsca okazał się on przebojem. Coppola nie nakręcił bowiem kolejnej historii o mafiosach. Jak powiedział w jednym z wywiadów Joe Mantegna, grający w trzeciej części sagi, w Ojcu chrzestnym dobro i zło nie mają większego znaczenia. To w gruncie rzeczy opowieść o włoskiej rodzinie. Dotychczas społeczność włoską i włoskich gangsterów przedstawiano bardzo stereotypowo - aktorzy odtwarzający w filmach role imigrantów z Półwyspu Apenińskiego mówili z charakterystycznym akcentem, którego nie rozumieli sami oglądający je Włosi. Można to przyrównać do przypadku Janosika z Markiem Perepeczką, którego góralskiej gwary, jak chce Konrad J. Zarębski, dzieci z Podhala nie rozumiały ni w ząb.

Coppola stworzył nowy sposób opowiadania o gangsterach, który wywarł istotny wpływ na przyszłe filmy. Byli oni nie tylko przestępcami, ale też mężami, ojcami czy kochankami. Jawili się niczym postacie z greckiej tragedii czy opery. To bohaterowie z krwi i kości. Sonny Corleone, najstarszy syn seniora rodu, to nie tylko porywczy sadysta. To mężczyzna o niepohamowanej energii seksualnej, ale i kochający brat, który, gdy widzi obitą twarz swej siostry ze złości zagryza pięść i chce wymierzyć szwagrowi sprawiedliwość, bo honorowy człowiek, Corleone, tak nie postępuje.

Polecamy e-book Pawła Rzewuskiego „Warszawa — miasto grzechu: Prostytucja w II RP”:

Paweł Rzewuski
„Warszawa — miasto grzechu: Prostytucja w II RP”
Wydawca: PROMOHISTORIA [Histmag.org]
Liczba stron: 109
Format ebooków: PDF, EPUB, MOBI (bez DRM i innych zabezpieczeń)
ISBN: 978-83-934630-6-0

Książkę można też kupić jako audiobook, w tej samej cenie. Przejdź do możliwości zakupu audiobooka!

Motyw honoru jest jednym z najczęściej pojawiających się w filmie. Bohaterowie kierują się nim niczym średniowiecznym kodeksem rycerskim. Stoi on wyżej niż prawo państwowe, a największym dyshonorem jest pohańbienie rodziny i „Rodziny”. Nie bez powodu organizacje mafijne zorganizowane są w ten właśnie sposób. Niczym średniowieczne klany oparte o system wasali funkcjonują w nowym świecie w oparciu o stare zasady, które wydają się świetnie sprawdzać. Jednak i w tej strukturze, jak w każdej rodzinie, dochodzi do konfliktu młodego i starego. Sukcesja będzie świadectwem zmian koniecznych w obliczu nowej rzeczywistości. Specyficznie pojmowany honor jednak pozostaje. Zmienią się jedynie metody.

Swą opowieść Coppola okrasił mnóstwem szczegółów. Sekwencja otwierająca Ojca chrzestnego jest częścią wesela córki Vita Corleone – Constanzy „Connie”. Każdy kadr jest wypełniony osobą. Prawie wszyscy mówią po włosku. Sproszeni goście śpiewają sprośne piosenki niewiele różniące się od naszych polskich przyśpiewek. Panie opowiadają sobie łóżkowe historie. Panowie piją i zajmują się swymi sprawami. Domyślamy się, że w swych wypowiedziach nie ustępują paniom. Jednak oni mają inną rolę. Koncentrują się wokół obowiązków Dona, który nie może odmówić żadnej prośbie w dniu ślubu swej córki.

Ważne wydaje się również, że twórca Ojca chrzestnego nie moralizuje. Jest to bodaj pierwszy amerykański obraz tego typu, w którym gangsterów nie spotyka kara. Oczywiście, mamy scenę zemsty Michaela Corleone na szefach Pięciu Rodzin nowojorskich. Choć jest to dla niego sprawa osobista, podkreśla jednak, że to tylko interesy. On sam nie jest zaś bez skazy. Nie chciał być częścią mafii, nie chciał też tego jego ojciec. Zmusiły go okoliczności, jednak nie musiał być brutalniejszy od swego ojca. Coppola inaczej patrzy na Vita, inaczej zaś na Michaela. Ten pierwszy jest postacią na poły romantyczną, budzącą sympatię. Gdy umiera podczas zabawy ze swym wnukiem, wzruszamy się. Tymczasem Michael sprawia wrażenie zimnego i wykalkulowanego, pozbawionego ciepła.

Kontynuacja na opak

Odbiór filmu był lepszy niż się spodziewano. Steven Spielberg, jak sam twierdzi, po obejrzeniu zwątpił we własne umiejętności. Zdał sobie sprawę, ze nigdy nie nakręci nic tak dobrego. Nie dziwi zatem, iż dość szybko przystąpiono do prac nad kontynuacją.

Przy realizacji Ojca chrzestnego II Coppola miał większą swobodę twórczą. Od samego początku obserwujemy nieco odmienny sposób opowiadania. Reżyser zdecydował się na zestawienie historii młodego Vita Andolini, począwszy od jego przymusowej emigracji z rodzinnego Corleone na Sycylii do Stanów Zjednoczonych i przypadkowe w gruncie rzeczy wejście do półświatka, z losami Michaela po przejęciu kierownictwa nad Rodziną. Film wypełniają w związku z tym liczne retrospekcje.

Jest tu jednak i coś jeszcze – ironia. Andoilini przybiera nazwisko Corleone w związku z pomyłką w porcie na Ellis Island. Gangsterem zostaje przez przypadek. Z lojalności sąsiedzkiej i w trosce o rodzinę pomaga ukryć broń. Potem z podobnych względów staje się drobnym złodziejaszkiem, by ostatecznie z poczciwego emigranta stać się tym, który uwolnił dzielnicę od Czarnej Ręki. Doświadczony tym wszystkim wraca na Sycylię, aby pomścić matkę, ojca i brata. Jest w tym coś z pastiszu styli Franka Capry - poczciwy człowiek pchany przez okoliczności do sukcesu. Tylko jaki to sukces? Vito pozostaje jednak pewnym romantykiem, walczącym o dobro. Nie jawi się jako postać negatywna.

Coppola postawił sobie za cel zniszczenie Michaela Corleone. Na początku obserwujemy jego zmagania z przekupnymi senatorami, zdradami w Rodzinie i wśród najbliższych współpracowników. Nie jest to jednak najważniejsze. W toku rozgrywek traci on coś innego, ważniejszego – rodzinę. W akcie rozpaczy wyznaje swej matce obawy o jej utratę. Nie można stracić rodziny – odpowiada sędziwa kobieta. Czasy się zmieniają. Michael nie potrafi zrozumieć, czemu jego ojca wszyscy kochali, a jego się boją. Nie rozumie, czemu wszystko traci. W scenie finalnej, gdy pozbył się już wszystkich wrogów oraz ludzi, którzy go skrzywdzili, zostaje sam. Nie ma hołdów, czołobitnych pokłonów. Nie ma żony, która kręci się gdzieś obok. Zostaje tylko pusta tafla jeziora skrywającego smutne tajemnice i on mocujący się z własnymi myślami.

Coppola zdekonstruował opowieść. Tak jak czuliśmy swego rodzaju dumę pod koniec części pierwszej, tak teraz czuliśmy żal i współczucie. Film odniósł ogromny sukces artystyczny i kasowy. Niektórzy narzekali, jednak po dziś dzień uważa się, iż jest to z jeden z nielicznych przypadków, gdy kontynuacja jest lepsza od pierwowzoru.

Polecamy e-book Michała Przeperskiego „Gorące lata trzydzieste. Wydarzenia, które wstrząsnęły Rzeczpospolitą”:

Michał Przeperski
„Gorące lata trzydzieste. Wydarzenia, które wstrząsnęły Rzeczpospolitą”
Wydawca: PROMOHISTORIA [Histmag.org]
Liczba stron: 86
Format ebooków: PDF, EPUB, MOBI (bez DRM i innych zabezpieczeń)
ISBN: 978-83-934630-3-9

Saga operą

W roku 1990 r. światło ujrzała trzecia odsłona sagi Corleone, przez krytykę i publiczność uznawana za najsłabsze ogniwo opowieści. Przychylając się do tej opinii nie mogę nie pamiętać o złotej maksymie Zygmunta Kałużyńskiego: W każdym filmie jest scena, gest, dialog, dla których warto go obejrzeć. Ojciec chrzestny III to film dobry, ale na tle poprzednich dwóch części nie wyróżnia się niczym specjalnym. Reżyser próbował odświeżyć formułę kreśląc wątek spisku wokół Banku Watykańskiego prowadzącego do śmierci Jana Pawła I, jednak niewątpliwie kontrowersyjny wątek nie do końca pasował do opowieści o upadłym gangsterze.

Do ciekawych zabiegów należy swoista metamorfoza Michaela, który jest postacią mniej statyczną. Doświadczony przez los staje się cieplejszy i bardziej wyrozumiały, zbliżając się w tym do swego ojca. Interesująco prezentuje się również rola Andy’ego Garcii, który jest swoistą kumulacją charakterów Michaela i swego biologicznego ojca Sonny’ego „Santino” Corleone. Mniej fortunne okazało się osadzenie Sophii Coppoli w roli córki Michaela – Mary. Zważywszy na fakt, że musiała się przygotować do roli bardzo szybko po niespodziewanym wypadnięciu z obsady Winony Ryder, należy pewne rzeczy wybaczyć.

Zdecydowanie najmocniejszym punktem filmu i zarazem bardzo wyraźnie nawiązującym do poprzednich filmów jest końcówka. Zestawienie załatwiania rodzinnych porachunków z partiami opery Rycerskość wieśniacza ([Cavalleria Rusticana]) Pietro Mascagniego oddaje istotę sagi. Zemsta wieńczona tragedią. Niemy krzyk protagonisty po stracie córki przejmuje do głębi i brzmi głośniej niż największe działa i lamenty.

W ostatniej scenie obserwujemy bardzo już wiekowego Michaela, który samotnie kona. Coppola dokonał ostatecznego zniszczenia króla z pierwotnej opowieści o monarsze i trzech synach. Jak u Sofoklesa czy Safony nie ma dobrego zakończenia. Jak we włoskiej opera seria wszyscy w końcu giną. Prawdziwą klęska Michaela nie jest jednak śmierć - on znalazł się w Tartarze z chwilą śmierci córki. To jest ostateczna cena za życie jakie wiódł, za wybory jakich dokonywał. Nie kara, ale właśnie cena.

Ojciec chrzestny a popkultura

W epoce video i dzisiejszej DVD można spotkać się z dwoma autoryzowanymi przez Coppolę wersjami sagi. Pierwsza to tradycyjnie uporządkowane filmy. Druga znana jako The Godfather Saga to film uporządkowany w wersji chronologicznej tj. od ucieczki młodego Vita z Sycylii po śmierć jego najmłodszego syna i dziedzica zarazem. W ostatnich latach głośno zrobiło się również z powodu kontynuacji książkowych powieści Mario Puzo autorstwa Marka Winegardnera (Powrót ojca chrzestnego, Zemsta ojca chrzestnego).

Saga o rodzinie Corleone otrzymała wiele nagród. Część pierwsza przyniosła Oscary dla najlepszego filmu, reżysera i aktora pierwszoplanowego dla Marlona Brando (który nie przyjął nagrody), zaś niezapomniana muzyka Nino Roty otrzymała nagrodę BAFTA. Tą samą statuetką wyróżniono drugoplanową role Roberta Duvalla. Jeszcze lepiej oceniono kontynuację, która otrzymała sześć Oscarów. Nagrodzono film, scenografię, reżyserię, scenariusz, drugoplanową role Roberta De Niro czy muzykę Nino Roty i matki reżysera Carmine Coppoli.

Ojciec chrzestny jest powszechnie uważany za drugi po Obywatelu Kanie najlepszy film amerykański. Odcisnął znaczące piętno nie tylko na języku filmowym narracji, ale i całej popkulturze. Poszczególne frazy są powszechnie rozpoznawane i używane na całym świecie. Każdy rozumie zwrot złożyć propozycję nie do odrzucenia. Fani filmu prześcigają się w cytowaniu i zaginaniu się na kolejnych tekstach, w stylu iść na materace. Wielu reżyserów nie tylko cytowało go wielokrotnie, ale kusiło się o mniej i bardziej wyszukane parodie. Do jednej z najbardziej nieoczekiwanych jest autopastisz Brando w Nowicjuszu Andrew Bergmana z Matthew Broderickiem. Do najbardziej znanych zaś należy chyba scena z Robin Hooda – facetów w rajtuzach Mela Brooksa. Parodiujący postać kreowaną przez Marlona Brando Dom DeLuis w jednej ze scen głaskał jaszczurkę (w filmie Coppoli był to kot), a niewyraźną mowę tłumaczył wacikami dentystycznymi w ustach. Sam Brando nie dość, że miał kiepską dykcję, to – jak głosi legenda – miał na planie Ojca Chrzestnego wypychać policzki watą.

Ojciec chrzestny to bez wątpienia popkulturowe zjawisko oraz filmowe arcydzieło. Sam należę do grona wielbicieli tej trylogii. Obejrzałem ją niezliczoną ilość razy. Przy 56 seansie drugiej części przestałem liczyć. Bo po co? Ktoś może się zastanowić, co jest takiego w tej opowieści, że wraca się do niej po wielokroć. Mam tylko jedną odpowiedź. Coppola złożył mi propozycję nie do odrzucenia.

Redakcja: Tomasz Leszkowicz

Lubisz czytać artykuły w naszym portalu? Wesprzyj nas finansowo i pomóż rozwinąć nasz serwis!

Tekst ma więcej niż jedną stronę!
Strona 1
Strona 2
Strona 3
Śledź nas!
Komentarze
lub zaloguj się za pośrednictwem konta Google

O autorze
Przemysław Piotr Damski
Doktor nauk humanistycznych w zakresie historii powszechnej, specjalista dziejów XIX i XX wieku, ze szczególnym uwzględnieniem lat 1871–1918. Absolwent Uniwersytetu Łódzkiego; wykładowca w Akademii Finansów i Biznesu Vistula w Warszawie; współpracował ze Społeczną Akademią Nauk w Łodzi przy projekcie „Colonisation and Decolonisation in National History Cultures and Memory Politics in European Perspective”, nadzorowanym przez Universität Siegen (Siegen, Niemcy). Stypendysta Roosevelt Study Center (Middelburg, Holandia).

Wszystkie teksty autora

Pierwszy polski portal historyczny
ISSN: 1896-8651
Wydawca portalu
Michał Świgoń PROMOHISTORIA
ul. Koźmiana 2/89
01-606 Warszawa
telefon: 692 929 681
m.swigon@histmag.org
NIP 626-281-54-56
Numer konta: PL 33 1140 2004 0000 3802 7410 0716
Patronaty
Jak uzyskać patronat
Kontakt z redakcją
Mateusz Balcerkiewicz
redaktor naczelny
redakcja@histmag.org
telefon: 798 537 653
Reklamuj się u nas
Oferta reklamowa
Konkursy
Nasze konkursy