Osmanowie i niemiecki dżihad

Dżihad kojarzy się nam najczęściej albo z podbojami arabskimi z czasów średniowiecza, albo ze współczesnym islamskim fundamentalizmem. Mało kto wie, że pierwszy wielki dżihad dwudziestego stulecia zawdzięczamy Niemcom.
Tekst ma więcej niż jedną stronę!
Strona 1
Strona 2

Usytuowany na szczycie czwartego wzgórza prastarego rzymskiego miasta góruje nad miejskim krajobrazem Stambułu, kiedy idzie się przez most Galata od strony Pery. I choć nie jest tak piękny, jak ulubiony przez turystów Błękitny Meczet, a dla muzułmanów nie tak święty jak starszy meczet Eyup, położony dalej nad zatoką Złoty Róg, to jednak Fatih Camii [Meczet Zdobywcy – przyp. tłum.] odgrywa ważniejszą rolę w życiu miasta, skupiając wokół siebie olbrzymi kompleks, w którym niegdyś znajdowała się biblioteka, szesnaście islamskich medres, szpital i łaźnie publiczne. Mimo że jego pierwotna konstrukcja uległa zniszczeniu wskutek kilku trzęsień ziemi, plac wokół Fatih zachował swą rangę jako miejsce zgromadzeń publicznych.

Meczet Fatih Sultan Mehmet(fot.Muscol/Wikipedia Creative Commons Attribution-Share Alike 3.0 Unported)

Fatih („Zdobywca”), wzniesiony na ruinach bizantyńskiego kościoła Świętych Apostołów na rozkaz Mehmeda II, sułtana, który w 1453 roku zdobył Konstantynopol, miał przewyższyć swą świetnością świątynię Hagia Sofia. Według legendy Mehmed obciął ręce architektowi, gdy stało się jasne, że nazwany jego imieniem meczet nie dorównał wysokością wielkiemu kościołowi Justyniana. Grób Mehmeda tkwi złowieszczo w mauzoleum przylegającym do Fatih Camii, niczym policzek dla kolejnych sułtanów, którzy nie dorośli do wybitnych dokonań Zdobywcy.

W tym właśnie meczecie, tak bogatym w historyczną symbolikę, Urguplu Hayri Bey, Şeych-ul-Islam imperium osmańskiego, 14 listopada 1914 roku wręczył Miecz Proroka sułtanowi-kalifowi Mehmedowi Reszadowi V, w geście usankcjonowania wojny przeciwko Wielkiej Brytanii, Francji i Rosji. Ceremonia w meczecie Fatih, odbywająca się wkrótce po ogłoszonych poprzedniego tygodnia pięciu fatwach dżihadu, zainaugurowała pierwszy w dziejach globalny dżihad, w którym obowiązkiem każdego muzułmanina na każdym miejscu na ziemi było toczyć wojnę z niewiernymi (z ententy).

Przeczytaj:

Osmańskie fatwy świętej wojny z 1914 roku miały znaczenie historyczne, nie były jednak tak całkiem bezprecedensowe. Wojny z Rosją w latach siedemdziesiątych XVIII wieku i w latach dwudziestych XIX wieku zostały ogłoszone jako państwowy dżihad, podobnie jak wojna z Grecją w 1897 roku (choć nie stało się tak w przypadku wojny z Rosją w latach 1877–1878 ani niedawnych wojen bałkańskich). Tak jak owe wcześniejsze deklaracje, fatwy dżihadu w 1914 roku głosiły, że wojna Turcji z ententą stanowi podjęty dla obrony farz-ı ayn, „pilny osobisty obowiązek spoczywający na wszystkich muzułmanach”, w odróżnieniu od farz-i kifaya, dżihadu o charakterze ofensywnym, w którym udział niektórych wypełnia obowiązek za wszystkich. Tym, co wyróżniało fatwy z 1914 roku, nie była treść samej deklaracji, lecz raczej pozostawienie otwartej możliwości wyboru celów – mających obejmować ludność cywilną państw ententy oraz ich armie – z wyraźnym wyłączeniem obywateli niemieckich i austro-węgierskich, co było krokiem bez precedensu.

Mehmed V Reszad, sułtan osmański w latach 1909-1918
Przedsięwzięcie to w znacznej mierze nie miało mocnych podstaw teologicznych. Według ścisłej przedosmańskiej interpretacji prawa islamskiego dżihad stanowił z grubsza ciągły stan wojny między tymi, którzy znajdują się w Dar al Islam, a Dar al Harb, nienawróconymi na islam – czyli całą resztą ludzi. Tradycyjnie kalif jako swego rodzaju „naczelny wódz” muzułmanów miał obowiązek prowadzić tę wojnę bądź czasowo ją przerwać, aby zebrać siły do następnych bitew. Nowożytna koncepcja osmańska, według której dla usankcjonowania którejś z wojen Turcji wymagany był specjalny edykt sułtana-kalifa, stanowiła symptom chylącej się ku upadkowi potęgi świata islamskiego, Wysoka Porta odwoływała się bowiem do potężnych ongiś sił, których obecny kalifat już nie posiadał. Składała zatem deklaracje

na wyrost.

Problematyczny, z prawnego punktu widzenia, charakter deklaracji dżihadu z listopada 1914 roku nie dziwi, jeśli uwzględnić, że bodziec do niego wyszedł nie z grona osmańskich przywódców religijnych, lecz z rządu niemieckiego, który finansował dystrybucję fatw oraz większości towarzyszących im komentarzy autorstwa znawców prawa muzułmańskiego. Pomimo złożonych cesarzowi obietnic co do świętej wojny nawet Enwer miał w październiku skrupuły co do deklarowania dżihadu na globalną skalę, obawiając się, by i Niemcy nie padli jego ofiarą, jeśli zostanie potraktowany dosłownie. Rezultat – „ogłoszenie świętej wojny przeciwko wszystkim Europejczykom z wyjątkiem Austriaków, Węgrów i Niemców” – brzmiał dość chaotycznie: ani dość bezkompromisowo dla Niemców, ani należycie pod względem teologicznym dla muzułmańskich duchownych. Odczytywany jednak dosłownie, oznaczał, że można było brać na cel obywateli państw neutralnych, w tym również Belgów, wymienionych konkretnie w osmańskich dekretach dżihadu, oraz Serbów. Z kolei obywatele amerykańscy zamieszkali w Turcji zostali odrębnie wyłączeni wraz z pracownikami amerykańskich szkół misyjnych.

Powyższy tekst pochodzi z książki Seana McMeekina pt. „Ekspres Berlin-Bagdad. Kajzer, islam i imperium osmańskie 1898–1918”.

Sean McMeekin
Ekspres Berlin-Bagdad.
56,90 zł
Wydawca: Wydawnictwo UJ
Rok wydania: 2012
Okładka: miękka
Liczba stron: 440
ISBN: 978-83-233-3326-5

Ambasador Austrii Pallavicini był bardzo przeczulony na punkcie owej puszki Pandory, jaką mogła otworzyć turecko-niemiecka święta wojna. Dżihadowskie zamieszki w afrykańskich koloniach Włoch mogły łatwo skłonić Rzym do wojny po stronie ententy, mimo że formalnie Włochy sprzyjały Państwom Centralnym. Obawy te podzielał Wangenheim, prywatnie zgadzając się z Pallavicinim, że globalnego dżihadu, „pomijając już moralny punkt widzenia, również z przyczyn praktycznych nie należy zanadto podsycać”. Co więcej – przestrzegał Pallavicini – ciężkim błędem było rozbudzenie atawistycznych namiętności muzułmanów przeciwko chrześcijanom. Choć osmańskie mniejszości – Ormianie, Grecy i chrześcijanie Lewantu – nie zostały wymienione w fatwach dżihadu, to wielowiekowa tradycja wskazywała, że ostrze muzułmańskiej furii skieruje się właśnie przeciwko nim, co przyznał sam Enwer Pasza swemu przyjacielowi Humannowi, niemieckiemu attaché marynarki wojennej. Gdyby doszło do takich rzezi, znaczna część odpowiedzialności moralnej musiałaby wkrótce „spaść na Niemcy jako moralnego sprawcę”. To zaś nieuchronnie zrodziłoby problemy wizerunku państw centralnych w państwach neutralnych, wywierając na opinii publicznej najgorsze możliwe wrażenie, „zwłaszcza we Włoszech i w Ameryce”. Do tego wszystkiego dżihad musi nieuchronnie kierować się przeciwko chrześcijanom. Pomimo wybiorczości owego spisu niewiernych, których „wszyscy dobrzy muzułmanie mają obowiązek [...] zabijać jako wrogów islamu”, większość obywateli państw centralnych była przecież chrześcijanami. „Musimy poważnie liczyć się z możliwością – złowieszczo ostrzegał Wiedeń Pallavicini – że sytuacja zmieni się tak, iż [wybuchy gniewu – przyp. aut.], kierujące się dziś przeciw Rosjanom, Anglikom i Francuzom, mogą jutro zostać wymierzone przeciwko Austriakom, Węgrom i Niemcom”.

Wilhelm II Hohenzollern, cesarz niemiecki w latach 1888-1918
Jak wskazuje niezadowolenie (prywatne) ambasadorów niemieckiego i austriackiego, ukochany dżihad cesarza na miejscu w Konstantynopolu jawił się zupełnie inaczej niż w Berlinie. W mieście, które na przestrzeni wieków oglądało tyle rzezi ludności cywilnej, nawet dobrze chroniony personel ambasad nie czuł się bezpiecznie, patrząc w początkach listopada, jak tłuszcza ciągnie przez miasto „wymachując wielkimi zielonymi flagami”, a „derwisze wyją i wywijają przesiąkniętymi krwią ubraniami”. Próbując ograniczyć zakres celów muzułmańskiej wściekłości, 14 listopada władze osmańskie zorganizowały publiczną demonstrację przed Ministerstwem Wojny, która podążyła później w należytej dyscyplinie w stronę ambasady niemieckiej. Odkładając chwilowo na bok swe zastrzeżenia co do nadciągającego dżihadu, Wangenheim w dramatycznym geście wyszedł na balkon ambasady, aby oddać hołd sułtanowi-kalifowi i jego świętej wojnie. W barwnym, politycznym widowisku wystąpił w otoczeniu czternastu marokańskich, tunezyjskich i algierskich muzułmanów, z których kilku poprzysięgło (łamaną turecczyzną) ponieść osmański dżihad do francuskiej Afryki Północnej. Była to zatem – jak szyderczo poszeptywano w Perze – święta wojna alla franca.

Osobliwa inscenizacja w niemieckiej ambasadzie była typową operacją w stylu Oppenheima, łączącą teatralny blichtr z odrobiną kuglarskich sztuczek. Rzekomo spontaniczne pojawienie się frankofońskich muzułmanów w celu usankcjonowania antyfrancuskiego dżihadu zaplanowano w istocie wiele tygodni wcześniej, zanim jeszcze Turcja przystąpiła do wojny. Karl Emil Schabinger von Schowingen, dragoman z niemieckiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych, ktory wcześniej służył w Casablance, Fezie i Tangerze, został w październiku wysłany przez biuro dżihadu Oppenheima z zadaniem wyszukiwania, w rozlicznych obozach jenieckich na terenie Niemiec, schwytanych poborowych z muzułmańskich kolonii Francji. Słusznie obawiając się, że żołnierze dopiero co wyrwani z okropieństw na froncie zachodnim nie będą się palić do szybkiego powrotu na pole bitwy (ani do zdrady Francji), Schabinger nie mówił swoim rekrutom, w jakim celu ich wybrał ani dokąd się udają. Powiedział im tylko, że cesarz jest wielkim przyjacielem islamu i że pragnie zjednoczyć ich z muzułmańskimi braćmi. Kiedy już wyszukał czternastu dostatecznie naiwnych północnych Afrykańczyków, wrócił z nimi do Berlina i wsiadł w pociąg jadący do Konstantynopola przez Rumunię. Niczym w parodii niedawnych przygód ekspedycji afgańskiej Niedermayera muzułmańscy jeńcy wojenni Schabingera zostali zapisani w dokumentach jako akrobaci z „wędrownego cyrku”.

Sam Schabinger najwyraźniej traktował swą misję ze zdrową dawką cynizmu. Jako klasyczny niebieskooki blondyn postanowił podróżować z rozmachem, zajmując w Orient Expressie cały wagon pierwszej klasy, podczas gdy jego muzułmańscy podopieczni jechali trzecią klasą. Od razu po przyjeździe na dworzec Sirkeci czternastu przyszłych bojowników dżihadu zostało zabranych przez osmańską policję, a światło dzienne ujrzeli ponownie dopiero w ów wielki dzień w ambasadzie niemieckiej. Schabinger miał dosłownie kilka minut, aby wyuczyć ich, co mają mówić, które to słowa odczytali z uroczystą obojętnością. Po takiej deklaracji dżihadu z balkonu niemieckiej ambasady na ulice Pery wyruszył niebywały pochód świętej wojny, z Schabingerem – niesionym na szezlongu – na czele, łupiąc i paląc sklepy i przedsiębiorstwa należące do Francuzów i Anglików. Aby nie angażować się nazbyt osobiście w ekscesy dżihadu, Schabinger polecił opuścić szezlong na ziemię przed hotelem Tokatlian, w którym zamieszkał. Hotel ów, własność – jak sugeruje nazwa – bogatego ormiańskiego chrześcijanina, był „najpiękniejszym i najdroższym hotelem w Konstantynopolu”. W wymownym geście zuchwalstwa turecki policjant, towarzyszący Schabingerowi, wkroczył do ormiańskiego hotelu i wypalił kulą w stary angielski zegar na drugim końcu holu. Niemiecki dżihad rozpoczął się na dobre.

Powyższy tekst pochodzi z książki Seana McMeekina pt. „Ekspres Berlin-Bagdad. Kajzer, islam i imperium osmańskie 1898–1918”.

Sean McMeekin
Ekspres Berlin-Bagdad.
56,90 zł
Wydawca: Wydawnictwo UJ
Rok wydania: 2012
Okładka: miękka
Liczba stron: 440
ISBN: 978-83-233-3326-5

Tekst ma więcej niż jedną stronę!
Strona 1
Strona 2
Śledź nas!
Komentarze

O autorze
Sean McMeekin
Profesor historii, wykładowca Yale Univeristy oraz na Uniwersytecie Bilkent w Ankarze. Autor kliku książek, m.in. The Red Millionaire. A Political Biography of Willi Münzenberg, Moscow’s Secret Propaganda Tsar in the West (2004), History’s Greatest Heist. The Looting of Russia by the Bolsheviks (2008), The Russian Origins of the First World War (2011). Jego książka The Berlin-Baghdad Express. The Ottoman Empire and Germany’s Bid for World Power została niedawno opublikowana w jezyku polskim przez Wydawnictwo UJ. Mieszka w Stambule.

Wszystkie teksty autora

Pierwszy polski portal historyczny
ISSN: 1896-8651
Wydawca portalu
Michał Świgoń PROMOHISTORIA
ul. Koźmiana 2/89
01-606 Warszawa
telefon: 692 929 681
m.swigon@histmag.org
NIP 626-281-54-56
Numer konta: PL 33 1140 2004 0000 3802 7410 0716
Patronaty
Jak uzyskać patronat
Kontakt z redakcją
Mateusz Balcerkiewicz
redaktor naczelny
redakcja@histmag.org
telefon: 798 537 653
Reklamuj się u nas
Oferta reklamowa
Konkursy
Nasze konkursy