Ostatni sejm II Rzeczypospolitej

2 września 1939 roku, dzień po ataku Niemiec na Polskę, po raz ostatni odbyło się posiedzenie Sejmu II Rzeczypospolitej. Czym zajmowali się posłowie w tym trudnym dla całego państwa i narodu momencie?
Tekst ma więcej niż jedną stronę!
Strona 1
Strona 2

Zebraniu się posłów towarzyszyły już naloty, a część z parlamentarzystów nie dojechała z powodu utrudnień komunikacyjnych. Mimo tego o godzinie 15.00 marszałek Wacław Makowski rozpoczął obrady, które w sytuacji wojny nie mogły polegać na dyskusji, a na wyrażeniu ducha wspólnej walki z wrogiem.

Jedynym merytorycznym elementem posiedzenia było głosowanie nad projektem ustawy o ochotniczej służbie wojskowej posłów i senatorów oraz zmniejszenie składu parlamentu na czas wojny. W ogólnej atmosferze oba wnioski zostały przyjęte bezdyskusyjnie. O ile drugi punkt brzmiał rozsądnie, o tyle pierwszy razi współczesnego czytelnika swoim propagandowym wydźwiękiem. Faktycznie – poza propagandą niewiele więcej w nim można znaleźć.

Pierwsze posiedzenie Sejmu V kadencji, 22 czerwca 1938 roku (fot. ze zbiorów Narodowego Archiwum Cyfrowego, Koncern Ilustrowany Kurier Codzienny - Archiwum Ilustracji, sygn. 1-A-922-2).

Należy jednak brać pod uwagę ogólną atmosferę pierwszych dni września, kiedy jeszcze liczono, że uda się powstrzymać Niemców i doczekać do interwencji zachodnich sojuszników. Trwała wówczas bitwa graniczna, a walki toczyły się między innymi pod Mławą. Dokładnie wtedy, gdy rozpoczynało się posiedzenie, w oddalonym o trochę ponad sto kilometrów na północ Żabokliku rozpoczął się niemiecki atak na polskie pozycje. Jeden z oficerów WP tak relacjonował jego przebieg:

O godzinie 15.00 rozpoczęło się generalne natarcie niemieckie. Oddziały wsparte potężnym ogniem artylerii i czołgów runęły na przedni skraj pozycji pułku. Lewe skrzydło trzyma się na swoich stanowiskach, prawe przyjmuje gwałtowne natarcie nieprzyjaciela. Rozżarła się walka ogniowa. Potok żelaza i stali, dym i kurz zalały cały odcinek […] Pułk walczy na śmierć i życie. Wielu żołnierzy rannych, zabitych i ogłuszonych. Ranni ciężej i lżej, których w tak straszliwym ogniu nie można ewakuować, po opatrunkach dalej chwytali za broń. Walczyli.

„Sytuacja jest jasna: zostaliśmy zaatakowani, więc walczymy!”

Premier Sławoj-Składkowski przybywa na posiedzenie Sejmu, maj 1939 roku (fot. ze zbiorów Narodowego Archiwum Cyfrowego, Koncern Ilustrowany Kurier Codzienny - Archiwum Ilustracji, sygn. 1-A-933-2).
Tymi słowami swoje przemówienie rozpoczął premier Felicjan Sławoj Składkowski, który następnie wyraził wdzięczność posłom za przekazanie części uprawnień w sprawach gospodarczych i wojskowych oraz wyraził wolę rządu do ścisłej współpracy z Wodzem Naczelnym. Po tych gestach zadeklarował: „jesteśmy spokojni – spokojni o losy Narodu i Państwa”. Spokój albo raczej pewność wygranej wynikać miały z oparcia na autorytecie zmarłego cztery lata wcześniej Józefa Piłsudskiego oraz zgodności i wspólnocie działaniu całego narodu pod przewodem prezydenta Ignacego Mościckiego i marszałka Edwarda Rydza-Śmigłego. Gdy padały kolejne nazwiska posłowie wstawali i wiwatowali na cześć wymienianych autorytetów.

Na tym premier zakończył swoje przemówienie, a jako kolejny głos zabrał wicemarszałek Zygmunt Wenda. On również odwołał się do narodu – do jego jednomyślności, posłuszeństwa, ofiarności i odwagi. Zapewnił, że prawda dziejowa pokazuje, że „w zetknięciu się z polskim orężem załamywała się germańska pycha i buta”. Dodał również, że do chwały Psiego Pola, Płowiec i Grunwaldu tocząca się wojna doda nowe laury. O germańskiej pysze i bucie wspomniał raz jeszcze, gdy stwierdził, że ciągle zagraża ona światowemu pokojowi. W całym przemówieniu te słowa brzmią chyba najbardziej uderzająco, ponieważ dziś, z perspektywy czasu widzimy w nich zapowiedź wszystkich zbrodni, jakich dokonali Niemcy w ciągu następnych pięciu lat.

„Obecnie nie czas na wzajemne spory polityczne”

Z kolei te słowa wypowiedział wicemarszałek Wasyl Mudryj, reprezentant mniejszości ukraińskiej. Wspólnie z posłem Stepanem Skrypnykiem wyrazili dumę z powodu wypełniania przez ludność ukraińską powinności względem Rzeczypospolitej, w szczególności służby wojskowej i wyrazili jej gotowość do dalszej walki z najeźdźcą i współdziałania w ramach jednego organizmu państwowego, w którym przyszło im wspólnie żyć. Żaden z nich nie znał przyszłości i chyba nie mógł nawet przypuszczać, co rozpoczynająca się wówczas wojna przyniesie dla relacji polsko-ukraińskich. Podobne słowa wygłosił po nich poseł Salomon Seidenman, a swoją wypowiedź zakończył słowami:

Wielka mocarstwowa, potężna Polska jest ideałem ludności żydowskiej, jako równouprawnionych obywateli Państwa. Niech żyje zwycięstwo polskie.

Stenogram zakończył tę deklarację kropką, a nie wykrzyknikiem, jaki najprawdopodobniej powinien się tam znaleźć. Schodząc jednak z tematu ewentualnych uprzedzeń stenografa, należy zauważyć, że mównica, z której wypowiadało się trzech wymienionych posłów, wielokrotnie była miejscem sporów narodowościowych. Ironią losu – świadomą lub nie – było to, że przemawiający chwilę wcześniej Zygmunt Wenda wyrażał się wcześniej zdecydowanie zbyt ostro na temat obu mniejszości. W lutym 1939 roku zaatakował bowiem ukraińskich ugodowców za koniunkturalność i tolerowanie „ruchów odśrodkowych”, przez co rozumiał działalność terrorystyczną radykałów – których w istocie karmiła niezbyt przyjazna Ukraińcom polityka rządu.

Płk. Zygmunt Wenda, polityk Obozu Zjednoczenia Narodowego i wicemarszałek Sejmu V kadencji, wcześniej m.in. dowódca 1 Pułku Piechoty Legionów (fot. ze zbiorów Narodowego Archiwum Cyfrowego, Koncern Ilustrowany Kurier Codzienny - Archiwum Ilustracji, sygn. 1-W-613).
Innym razem wygłosił w radiu przemówienie, w którym poparł interpelację posła Skwarczyńskiego, prezesa dominującego w Sejmie sanacyjnego Obozu Zjednoczenia Narodowego, który w sejmowym wystąpieniu stwierdzał jasno, że „Żydzi są czynnikiem osłabiającym i hamującym normalny rozwój polskich sił narodowych i państwowych. W strukturze naszego gospodarstwa stanowią element wysoce niepożądany”. Dalej kierowano do premiera pytanie dotyczące emigracji Żydów. Premier Składkowski, czyli pierwszy mówca ostatniego posiedzenia Sejmu odpowiedział, że rząd zgadza się z tym, że „dla rozwiązania kwestii żydowskiej w Polsce jednym z ważniejszych środków jest wydatne zmniejszenie liczby Żydów przez emigrację”, a rząd czyni co w jego mocy, aby doszło to do skutku.

Należy jednak uwzględnić także i to, że Zygmunt Wenda w swoim przemówieniu radiowym zdecydowanie opowiedział się przeciwko stosowaniu przemocy, czyli czynom, które godzą w honor i dobre imię narodu polskiego. Mimo wszystko mównica sejmowa bywała miejscem, z którego wypływały pytania w rodzaju: „I czy nie czas, panie premierze, zacząć oczyszczanie aparatu państwowego z Żydów i spokrewnionych z Żydami Polaków?”, a co zupełnie nie pasuje nam do wyidealizowanej wizji Polski przedwojennej i co godzi – chyba aż do dzisiaj – w dobre imię narodu.

Polecamy e-book Michała Przeperskiego „Gorące lata trzydzieste. Wydarzenia, które wstrząsnęły Rzeczpospolitą”:

Michał Przeperski
„Gorące lata trzydzieste. Wydarzenia, które wstrząsnęły Rzeczpospolitą”
Wydawca: PROMOHISTORIA [Histmag.org]
Liczba stron: 86
Format ebooków: PDF, EPUB, MOBI (bez DRM i innych zabezpieczeń)
ISBN: 978-83-934630-3-9

Tysiącletnia walka

Wacław Makowski, Marszałek Sejmu V kadencji (fot. ze zbiorów Narodowego Archiwum Cyfrowego, Koncern Ilustrowany Kurier Codzienny - Archiwum Ilustracji, sygn. 1-A-610).
Jako ostatni głos zabrał marszałek Wacław Makowski. Z trzech polskich mówców (Składkowski, Wenda i on – przedstawiciele mniejszości złożyli tylko krótkie deklaracje) jego należy uznać za najlepszego. Główny akcent marszałkowskiego przemówienia nie był położony na wodzach i idącym za ich wskazaniem narodem, ale na przeciwstawieniu wartości, jakie przyświecają Niemcom i Polakom – najeźdźcy i jego ofierze, która właśnie z powodu swojej postawy moralnej musi zwyciężyć nad napastnikiem, który hołduje zwierzęcej brutalności.

Podczas gdy hasłem naszego wroga jest: „tu się ma słuchać rozkazu!” – zawołanie Polski brzmi: „za wolność naszą i waszą” […] Wojna pomiędzy wolnością a niewolą, pomiędzy sprawiedliwością a gwałtem, pomiędzy broniącym ziemi swojej, praw swoich i najwyższych wartości ludzkim narodem polskim a chciwą zaborczością zbrodniczego najeźdźcy. Dziś rozpoczął się nowy etap tysiącletniej walki. Przyjmujemy ją ze spokojem, jako zadanie wyznaczone narodowi naszemu przez Opatrzność. W imię wolności, w imię prawdy i wszystkiego, co jest szlachetne w człowieku, walkę tę wygrać musimy i wygramy.

Wszyscy wstali, rozbrzmiały huczne oklaski spomiędzy których dobiegały ucha okrzyki rozentuzjazmowanych posłów. Po dalszych słowach posła zakończonych „Tak nam dopomóż Bóg”, posłowie w nastroju wzniosłości chwili, w jakiej przyszło im uczestniczyć odśpiewali hymn i „Pierwszą Brygadę”.

Jak zanotowano w stenogramie, „na tym porządek dzienny został wyczerpany i Marszałek zamknął posiedzenie o godz. 15 min. 40”. Niedługo potem walki o Żaboklik ustały:

Pierwsza fala Niemców natknęła się na pole minowe, fugasy. Miny wyrzucały swoim wybuchem ciała ludzkie, broń, wyposażenie. Wtedy nasze cudowne chłopaki zaczęli ciężko, krwawo i ofiarnie robić użytek z broni. Daremnie. […] Niemcy zalali pozycję „Żaboklik”. Broni się tylko „Czubatka”.

Na osobności, czyli lepiej nie mówić

Genadiusz Szymanowski, poseł ukraiński Sejmu RP III, IV i V kadencji (domena publiczna).
Wiedząc, jak wyglądał przebieg obrad, można zadać sobie pytanie o to, co myśleli o tej sytuacji posłowie, gdy byli sami poza wrzącą salą. Najprawdopodobniej każdy miał inne zdanie – mowa przecież o parlamencie polskim – jednak pewne wskazówki zawierać może historia z pamiętnika posła ukraińskiego Genadiusza Szymanowskiego. Do Warszawy przybył on o dzień za późno, podpisał jednak pozostawione listy obecności. W poniedziałek 4 września spotkał w restauracji sejmowej posła Józefa Sanojcę, który skinął głową na okno i pokazał dwa dość płytkie rowki, wykopane w zupełnie niewiadomym celu i zapytał: „Widzi pan, co oni robią? Rowki kopią! Na atak trzeba odpowiadać atakiem, a nie takie rowki sypać! Psia ich....!”

Ostatni Sejm II RP wydaje się niezwykle buńczuczny. Królował na nim frazes polityczny oraz słowa puste, ale za to bardzo dźwięczne. Te niewątpliwe wady w rzeczywistości jednak służyły robieniu dobrej miny do bardzo złej i bardzo ważnej gry. Sejm V kadencji był całkowitym przeciwieństwem uległego wobec Rosji sejmu grodzieńskiego z 1793 roku, czyli ostatniego sejmu I Rzeczypospolitej. Przeciwieństwem w o stokroć lepszym stylu, chociaż w istocie bez żadnego znaczenia, poza propagandą, a po przegranej kampanii – także sferą symboliczną.

Zobacz też: Ryszard Kaczorowski – ostatni prezydent Polski na uchodźstwie

Bibliografia:

Redakcja: Tomasz Leszkowicz

Pomóż nam zebrać fundusze na działalność i rozwój portalu Histmag.org!

<a href="https://histmag.org/>


Tekst ma więcej niż jedną stronę!
Strona 1
Strona 2
Śledź nas!
Komentarze

O autorze
Szymon Aleksander Grzegrzółka
Student Dziennikarstwa i Historii na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Interesuje się dziejami nowożytnej Europy Środkowo-Wschodniej. Jako autostopowicz lub cyklista z zapałem zwiedza ten region. Pasjonat rosyjskiej prozy. Niedoszły listonosz.

Wszystkie teksty autora

Pierwszy polski portal historyczny
ISSN: 1896-8651
Wydawca portalu
Michał Świgoń PROMOHISTORIA
ul. Koźmiana 2/89
01-606 Warszawa
telefon: 692 929 681
m.swigon@histmag.org
NIP 626-281-54-56
Numer konta: PL 33 1140 2004 0000 3802 7410 0716
Patronaty
Jak uzyskać patronat
Kontakt z redakcją
Mateusz Balcerkiewicz
redaktor naczelny
redakcja@histmag.org
telefon: 798 537 653
Reklamuj się u nas
Oferta reklamowa
Konkursy
Nasze konkursy