Autor: Michał Staniszewski
Tagi: Ameryka Północna, XIX wiek, Historia wojskowości, Historia polityczna, Artykuły
Opublikowany: 2012-12-13 09:00
Licencja: wolna licencja

„Pełzający, niebieski dywan” - klęska Unii pod Fredericksburgiem

Ambrose Everett Burnside obciążony był jakąś przedziwną klątwą. Skonstruował świetny odtylcowy karabinek, w który zainwestował wszystkie pieniądze, licząc na zwrot w postaci zamówień rządowych. Niestety, ta kwestia zeszła na dalszy plan, bo waszyngtoński Departament Wojny miał pod koniec 1860 r. ważniejsze sprawy na głowie, niż jakieś tam zamówienie.
Tekst ma więcej niż jedną stronę!
Strona 1
Strona 2
Strona 3

Gen. Ambrose Burnside

Burnside’owi pomógł stary znajomy z West Point, George Brinton McClellan, znajdując mu posadę we własnych liniach kolejowych – pracował tam całe lata pięćdziesiąte. Po wybuchu wojny secesyjnej, Burnside – jak niemal każdy dawny żołnierz w Unii – zgłosił się do służby. Odznaczył się w trakcie walk o forty w rejonie Roanoke Island i New Bern. Za te sukcesy otrzymał awans na generała majora ochotników oraz IX Korpus Armijny do dyspozycji.

Wydawało się, że przed 38-letnim Burnsidem kariera stoi otworem. Jego wysokie umiejętności w koordynowaniu działań amfibijnych predestynowały go z pewnością do wysokich stanowisk w armii federalnej. Pomogłyby mu również dobre stosunki oraz opinia, jaką miał wśród mundurowych kolegów – dzięki swoim przymiotom charakteru (uprzejmość, skromność), nie miał zbyt wielu wrogów w kłębowisku żmij o nazwie „kadra generalska wojsk Unii”.

Jednak skromność Burnisde’a niosła pewne niebezpieczeństwo – brak wiary w siebie. Generał zdawał sobie sprawę ze swoich braków, które mogą mieć wpływ na jego dowodzenie. Stąd konsekwentnie unikał odpowiedzialności w postaci dowództwa Armii Potomaku. Abraham Lincoln ofiarowywał mu tę sposobność dwukrotnie – po nieudanej Kampanii Półwyspowej oraz po bitwie nad Antietam Creek (17 IX 1862). Dlaczego zatem prezydent uparcie promował bokobrodego oficera z Connecticut, aż ten w końcu objął komendę w Wirginii?

Jak rozkaz... to rozkaz! (7–13 XI)

7 XI 1862 r. Burnside został drugim dowódcą Armii Potomaku. Nie był zachwycony awansem, czuł że krzywdzi swojego przyjaciela McClellana. Alternatywą dla niego był gen mjr Joseph Hooker, za którym Burnside nie przepadał – „Walczący Joe” miał dość barwną przeszłość, wykazywał się również sporą ambicją. Zresztą nie miał wyboru – przekazano mu de facto rozkaz objęcia dowództwa.

Bitwa pod Fredericksburgiem (1862)

Dlaczego Lincolnowi tak zależało? Z pewnością wpływ na to miało doświadczenie Burnside’a w nowatorskich operacjach wojennych. Ten pierwszy zdawał sobie sprawę, że prowadzi wojnę nowego typu. Dodatkowo, Burnside wykazywał się nieposzlakowaną uczciwością. Opinia ta mogła się brać z sierpniowego spotkania kwatermistrza Armii USA gen. Montogomery’ego Meigsa z kadrą Armii Potomaku w Harrison’s Landing. Kiedy część oficerów związanych z McClellanem zaczęła sugerować marsz na Waszyngton i „zrobienie porządku” z władzami, Burnisde wprost stwierdził:

Nie wiem koledzy, jak nazywacie takie gadki, ale – na Boga – ja to nazywam zdradą!

Innymi słowy – był generałem bez politycznych ambicji.

A gdzie są pontony? (17-25 XI)

14 XI Lincoln zaakceptował plan generała. Wykorzystując znaczne rozciągniecie wojsk Roberta Lee, Burnside zamierzał szybkim marszem obejść rebeliantów i przekroczyć rzekę Rappahannock w Skinker’s Neck koło Fredericksburgu. Na początku wszystko szło dobrze. 17 XI federalni podeszli pod miasto obsadzone przez raptem 500 żołnierzy. Wystarczyło tylko położyć most pontonowy, który znajdował się… Cóż, tego nikt nie wiedział. Zapotrzebowanie wysłano do Waszyngtonu 15 XI, w momencie wymarszu, co spowodowało plotki o zdradzie lub celowym działaniu doradcy Lincolna, gen. Henry’ego Hallecka. Najprawdopodobniej jednak zawinił bałagan biurokratyczny i rozkaz nie dotarł do saperów na czas.

Pomimo tego Jankesi wciąż mieli szansę skorzystać z brodów wokół miasta. Naciskał na to gen. mjr Edwin Vose Sumner, chcąc zająć leżące za Fredericksburgiem pasmo Wzgórz Marye’a (ang. Marye’s Heights). Burnside nakazał mu jednak zostać w Falmouth i, obawiając się odcięcia wojsk na zachodnim brzegu rzeki w razie przyboru wody, czekać na pontony. Te nadeszły dopiero 25 XI. Lepiej by było, gdyby zostały w Waszyngtonie…

Powrót w czasy młodości

Gen, Edwin Vose Sumner

Fredericksburg był miastem z bogatymi tradycjami, z którymi Wirgińczycy byli mocno związani. Sam Lee miał do tego miasta duży sentyment, albowiem to właśnie w nim oświadczył się swojej żonie, pani Mary Custis. Jednakże nie to było powodem szybkiego marszu wojsk konfederackich nad Rappahannock, lecz naciski prezydenta Jeffersona Davisa, martwiącego się o to, aby nie doszło do kolejnej bitwy w okolicach Richmond.

Federalni obserwowali z drugiego brzegu rzeki pikiety Południowców, nie zdając sobie sprawy, że od 21 XI pozycje za miastem zajmuje I Korpus Armii Północnej Wirginii gen. por. Jamesa Longstreeta, który natychmiast zaczął umacniać wzgórza za miastem. Czekano również na nadchodzący z Doliny Shenandoah II Korpus gen. por. Thomasa Jonathana Jacksona oraz kawalerię gen. mjr. Jamesa Ewella Browna (Jeb) Stuarta. Łącznie za miastem zebrało się ok. 80 tys. ludzi w szarych, obszarpanych mundurach. Natychmiast zaczęli oni budować fortyfikacje i czekać na atak wroga.

Niepotrzebna reorganizacja?

Gen. Joseph Hooker

Burniside’a spotkała spora krytyka za podjęte decyzje. Nie powinien przekraczać rzeki w Fredericksburgu, nie powinien czekać na pontony i nie powinien reorganizować armii w sposób, w jaki to zrobił. Swoje sześć korpusów zorganizował mianowicie w tzw. Wielkie Dywizje (ang. Grand Divisions), składające się z dwóch korpusów. Prawą Wielką Dywizją (II i IX Korpusy Armijne oraz dywizja kawalerii) dowodził Sumner, centralną (II i V Korpusy Armijne) gen. Joseph Hooker, zaś lewą ((I i VI Korpusy Armijne) gen. mjr William Buell Franklin. Do tego dochodziła rezerwa gen. mjr Franza Sigla (XI i XII Korpusy Armijne), która ostatecznie pozostała w Falmouth i nie wzięła udziału w walkach.

Można się spierać o cel tej reorganizacji, jednak pomysł w zasadzie był dobry. Studwudziestotysięczna Armia Potomaku była zbyt dużym związkiem, aby nadzorował ją jeden dowódca. Tworząc szczeble pośrednie, Burnside chciał stworzyć sprawne narzędzie oraz przynajmniej część odpowiedzialności przerzucił na swoich podwładnych. Nie było już jego winą, że miał takich wykonawców jakich miał…

Kolejny spór dotyczył miejsca przeprawy. Jakby nie patrzeć Jankesi przeprawiali się bowiem przed frontem rebeliantów. Burnside sam tłumaczył, że wybrał konkretny punkt, licząc na osłabienie wroga z powodu jego rozciągnięcia. Chciał tym zaskoczyć również gen. Lee. To mu się udało – „Szary Lis” z pewnością zastanawiał się, kto o zdrowych zmysłach przekracza rzekę pod lufami wroga.

Lubisz czytać artykuły w naszym portalu? Wesprzyj nas finansowo i pomóż rozwinąć nasz serwis!

Niebieski dywan w Fredericksburgu i przeprawa (11-12 XII)

Cała operacja rozpoczęła się 11 XII. Pod ogniem strzelców z Missisipi gen. bryg. Williama Barksdale’a saperzy Armii Potomaku położyli dwa mosty pontonowe. Ogień konfederatów wciąż jednak dokuczał, bowiem Barksdale obiecał rozłożyć przed Lee „niebieski dywan z martwych Jankesów”. Jego działaniom próbowała przeszkodzić Rezerwa Artylerii gen. bryg. Henry’ego Jacksona Hunta, jednak jej ogień okazał się mało skuteczny – Południowcy skryli się w murowanych piwnicach domów i stamtąd razili wroga. Niezdecydowany Burnside wysłał ostatecznie grupę strzelców, którzy oczyścili podejście do miasta i Prawa Dywizja mogła rozpocząć przeprawę.

Przez cały następny dzień armia federalna przeprawiała się mozolnie po dwóch mostach – wpierw Sumner, za nim Hooker i na końcu Franklin. Plan jednoczesnego przekroczenia rzeki i natychmiastowego natarcia upadł. Ostatecznie, do końca dnia tylko część wojsk znalazła się na zachodnim brzegu Rappahannock. Dodatkowo część żołnierzy zaczęła „z radości” zwyczajnie plądrować miasto – opanowanie ich zajęło dowódcy żandarmerii gen. bryg. Marsenie Patrickowi nieco czasu. Wesołą grabież próbował przerwać jeden z sierżantów, stwierdzając, że zbyt łatwo przeszli rzekę. Stary wojak doszedł do wniosku, że Lee po prostu tego chciał. Nikt nie posłuchał tego głosu rozsądku. Ze szkodą dla armii.

Natarcie (13 XII)

Burnside postanowił wykonać koncentryczne natarcie na obu skrzydłach. Następnie wojska miały wyjść na tyły wroga i otoczyć je. Pomysł był dobry, ale wymagać takiego wysiłku od przemarzniętych i głodnych żołnierzy (noc z 12 na 13 XI armia federalna spędziła w polu) było już przesadą. Ostatecznie ustalono, że Sumner uderzy przez miasto na pozycje Longstreeta na Marye’s Heights, zaś Franklin z Hookerem zajmą się korpusem Jacksona na południe od miasta. Plan niby prosty, ale jak to zwykle bywało z Burnsidem– coś poszło nie tak.

Generałowie otrzymali rozkaz natarcia i „zajęcia” (ang. to seize) pozycji wroga. Niestety, były to wytyczne mało precyzyjne i przewidywały do wykonania tego zadania po jednej dywizji (z 19 obecnych na polu bitwy). Nie tego spodziewano się po dowódcy. Precyzja rozkazów również pozostawiała wiele do życzenia – nie wiadomo było, czy należy dążyć do „zdobycia” (ang. to carry) czy poprzestać jedynie na próbie zajęcia pozycji wroga. Z tego powodu, przy całkowitym braku koordynacji działań Armia Potomaku nie wiedziała co robić.

Nieśmiałe próby Franklina

Na południu od miasta pierwsza ruszyła do ataku dywizja gen. mjr George’a Gordona Meade’a z I Korpusu, wspierana przez kolegów z dywizji gen. bryg. Johna Gibbona, zaś całość ruchu osłaniał gen. mjr Abner Doubleday. Ich marsz zakłócał młody bohater z Wirginii, kpt. John Pelham z Artylerii Konnej Jeba Stuarta. Co prawda ostrzał z dwóch dział mógł co najwyżej irytować, jednak, któż jest w stanie wykonać zamierzone czynności, gdy bez przerwy nad głową brzęczy mu uprzykrzona mucha? Artylerzyści ustrzelili gen. George’a Bayarda, przebywającego w rejonie sztabu Franklina, jednak w końcu musieli się wycofać. Pomimo to, Meade dotarł do pozycji wroga i przerwał front. W tym momencie wystarczyło tylko przesłać wsparcie i bitwa byłaby rozstrzygnięta. Tak się jednak nie stało.

Choć unioniści rozbili brygadę gen. Jamesa Archera, natychmiast wpadli w krzyżowy ogień pozostałych jednostek konfederackich Wsparcia nie udzielili na czas żołnierze Gibbona. Mająca poszerzyć lukę dywizja gen. Davida Birneya z III Korpusu nacierała nieśmiało i ostatecznie kontratak dywizji gen. mjr Jubala Early’ego zmusił federalnych do odwrotu. Franklin uznał, że zrobił co mógł i wycofał się na pozycje wyjściowe. Przepadła znakomita okazja do rozstrzygnięcia bitwy. Meade słusznie zapytał po bitwie dowódcę I Korpusu:

Mój Boże, generale Reynolds, czy oni myśleli, że swoją dywizją pobiję całą armię Lee?

Rzeź przy kamiennym murku

Sumner miał cięższy orzech do zgryzienia. Pozycje konfederackie na Marye’s Heights wspierał znajdujący się tam kamienny parkan. Dodatkowo konfederaci doskonale rozmieścili swoje armaty – płk Edward Porter Alexander dumnie zameldował Longstreetowi:

Generale, tak dobrze pokrywamy pole, że możemy je przeczesać idealnym grzebieniem. Kurczak by nie przeżył, gdybyśmy otworzyli ogień.

Bull Sumner do wykonania zadania miał wysłać „co najmniej dywizję”. Burnside najprawdopodobniej zapomniał komu wydał rozkaz. Przez całą swoją 43-letnią służbę stary generał wykonywał dosłownie rozkazy, więc pomysł, że sam oceni sytuację, był, delikatnie rzecz ujmując, bardzo optymistyczny. Zaś fakt, że robił wszystko żeby wypełnić polecenia wydało wyrok śmierci na tysiące żołnierzy w niebieskich mundurach.

Natarcie rozpoczęło się ok. godz. 10, a prowadziła je dywizja gen. bryg. Williama Frencha z II Korpusu Armijnego. W trakcie natarcia okazało się, że musi po drodze przekroczyć wyschnięty kanał, co spowolniło atak i wystawiło ją na konfederacki ogień. Dodając do tego całkowity brak osłony, można sobie wyobrazić, że chłopcy Longstreeta tego dnia urządzili sobie ostre strzelanie.

Polecamy e-book: „Źródła nienawiści. Konflikty etniczne w krajach postkomunistycznych”

„Źródła nienawiści. Konflikty etniczne w krajach postkomunistycznych”
Liczba stron: 480
Format ebooków: PDF, EPUB, MOBI (bez zabezpieczeń)
ISBN: 978-83-62329-99-1

A mieli ku temu znakomitą okazję – Sumner wysyłał do boju dywizję za dywizją. Falowe ataki niebieskiej piechoty zatrzymywały się przed konfederackimi pozycjami. Ustawieni w cztery szeregi (ostatni ładował broń i podawał kolegom) i nieustannie rotujący się Południowcy sprawili unionistom krwawą łaźnię. Nie mieli dla nich litości – nawet Irlandczycy z 24. Pułku Piechoty z Georgii wystrzeliwali krwawe bruzdy w szeregach nacierającej federalnej Irlandzkiej Brygady gen. Thomasa Meaghera. Lee obawiał się takiego zagęszczenia żołnierzy na wąskim odcinku, ale Longstreet z dumą odpowiedział :

Generale, jeśli umieści Pan wszystkich z drugiej strony Potomaku na tym polu, żeby do mnie podchodzili na tej samej pozycji i da mi Pan zapas amunicji, wystrzelam ich wszystkich nim podejdą do mojej linii.

Ostatecznie po odparciu Dywizji Sumnera, Konfederaci wzięli się za oddziały Hookera, który w tym czasie postanowił wymusić na Burnsidzie odwołanie rozkazów. Ten nie był przekonany, czy to słuszny wybór, ale ok. godziny 16 Hooker dochodząc do wniosku, że stracił więcej ludzi niż wymagały to moje rozkazy przerwał bezcelowe ataki.

Bitwa pod Fredericksburgiem (1862)

Polarna zorza (13-14 XII)

Pole bitwy wyglądało okropnie – przed konfederackimi pozycjami leżały masy rannych federalnych błagających o wodę i pomoc. Jeden z świadków uznał to za pełzający, niebieski dywan. W dodatku ten dywan każdym ruchem prowokował Południowców do strzału. Część rebeliantów swoim zwyczajem obrabowała zwłoki z czego się dało, tak że, zdaniem jednego z nich, polegli Jankesi:

wyglądali jak wypatroszone wieprzki… To był okropny widok. Współczułem tym martwym biedakom i nic nie mogłem na to poradzić.

Upiorny nastrój potęgowała widoczna tej nocy zorza polarna. Padło wówczas słynne stwierdzenie Lee:

To dobrze, że wojna jest tak okrutna. Inaczej za bardzo byśmy ją lubili.

Obie strony spędziły noc na wyjściowych pozycjach – co dla Jankesów było dodatkową torturą. Zdemoralizowani nie wiedzieli, że Stonewall Jackson zaproponował nocny atak w celu zepchnięcia ich do rzeki. Dla odróżnienia przeciwnika w nocy zaproponował atak w stroju Adama w warunkach grudniowej nocy. Lee rozsądnie odmówił, stwierdzając, że znajdą się wówczas pod ogniem Rezerwy Artylerii Armii Potomaku. Jackson nie naciskał, ale sentymentu do nocnych ataków nie stracił. Ze zgubą dla siebie, jak miało okazać się w przyszłości.

Następnego dnia federalni wrócili do Fredericksburga. Dzień później obie strony zaczęły zbierać rannych. Do historii przeszedł „Anioł z Marye’s Heights”, sierż. Richard Kirkland z 2 Pułku Piechoty z Karoliny Południowej, który osobiście udzielał pomocy rannym wrogom jeszcze nocą 13 XII. Jak widać rzeź poprzedniego dnia nie pozbawiła żołnierzy całkowicie człowieczeństwa.

Gdzie tu logika?

Gen. George G. Meade

Konfederaci stracili ok. 5 tys. żołnierzy (z czego tylko 1200 na Marye’s Heights), zaś federalni ponad 12 tys. – z czego ok. 8 tys. przypada na odcinek Sumnera. Cała operacja zakończyła się katastrofą i wszyscy zgodnie obciążyli odpowiedzialnością Burnside’a. Czy słusznie?

Przede wszystkim nie modyfikował on swojego planu (Sumner ponoć miał prosić kolegów, żeby przypomnieli Burnside’owi o fakcie, że to jego własna operacja). Z drugiej jednak strony należy pamiętać, że wiązały go naciski Lincolna. Burnside wiedział za co McClellan stracił dowództwo i nie chciał popełniać podobnych błędów. Był dowódcą armii od niedawna i działał pod dużą presją.

Ciężko go również obwiniać o opóźnienie z pontonami – nie miał na nie wpływu. Sam plan bitwy (natychmiastowa przeprawa i uderzenie całością sił) zakładał maksymalne użycie przewagi liczebnej, którą federalni dowódcy trwonili w cząstkowych atakach. Oczywiście można za to winić rozkazy Burnside’a, ale z drugiej strony generałowie mogli sami ocenić sytuację na swoich odcinkach.

Siedziba Burnside'a w czasie bitwy pod Fredericksburgiem

Po bitwie Sumner stwierdził, że w takim terenie żadne oddziały nie wytrzymałyby takiego ognia. Innego zdana był Meade, który stwierdził, że najmniejsza słomka mogła by przechylić szalę na naszą korzyść. I tutaj widać największy błąd Bunside’a – zły dobór dowódców odcinków. Gdyby Marye’s Heights atakował trzymający niedoprecyzowanej się litery rozkazu Franklin, po pierwszym nieudanym szturmie przerwałby pewnie rzeź, ograniczając się do wiązania wroga. Z kolei „Byk” Sumner uderzałby brutalnie aż do skutku – z takim dowódcą Meade z pewnością otrzymałby wsparcie. Straty byłyby mniejsze, a za to odniesiono by sukces. „Gdybologia stosowana” nie jest metodą naukową, ale patrząc na postępowanie dowódców Wielkich Dywizji można dojść do takich wniosków. Burnside był o krok od sukcesu, a pozbawił się go – pomimo wszystkich wspomnianych okoliczności – tylko jedną decyzją. Doborem dowódców! Sztuka wojenna jest czasem całkowicie pozbawiona logiki…

Marsz w Błocie

Armia federalna wycofała się do obozów zimowych wewnętrznie skonfliktowana. Oficerowie obwiniali się o błędy, żołnierze obwiniali o wszystko generałów. W czasie świąt grupa oficerów z gen. Johnem Newtonem na czele udała się do Waszyngtonu oraz poinformowała rząd i wybranych polityków, że armia nie ufa już w ogóle Burnside’owi oraz, że rozpadnie się po kolejnej klęsce. Lincoln naciskał więc na generała, żeby spróbował jeszcze raz zniszczyć armię Lee.

20 I 1863 r. armia federalna opuściła zimowe obozy i ruszyła w stronę Brodu Stanów Zjednoczonych na Rappahannock. Ledwo rozpoczęła się operacja, a już rozpętała się burza z piorunami i wojsko ugrzęzło w błocie. Dwa dni później żołnierze suszyli się w swoich kwaterach, a morale sięgnęło dna. Burnisde w między czasie rozpoczął walkę z podwładnymi (łatwo ustalił którzy knuli – wystarczyło zobaczyć kto prosił w święta o przepustkę do stolicy). Tego już było Lincolnowi za wiele – 26 I odwołał bokobrodego generała i wraz z IX Korpusem wysłał go do wschodniego Tennessee. Z „braku laku” zastąpił go „Walczącym Joe” Hookerem.

Jak pech to pech…

Ambrose Burnside (ok. 1880 r.)

Burnside wrócił do Wirginii w 1864 r. Walczył w Lądowej Kampanii Ulyssesa Granta i brał udział w walkach o Petersburg. Zaplanował nowatorską operację przerwania umocnień konfederackich, ale jak to zawsze z nim bywało – coś poszło nie tak i Unia straciła ok. 4 tys. ludzi w tzw. Bitwie o Krater (30 VII 1864). Był to jego ostatni występ na froncie – otrzymał urlop, z którego zgodnie z delikatną sugestią Granta miał nie wracać. Wystąpił z armii 14 IV 1865 r.

Po wojnie odnosił sukcesy jako gubernator Connecticut oraz – mimowolnie – zapisał się w języku angielskim słowem sideburns – bokobrody. Albowiem jego imponujący image zastąpił tradycyjne słówko side lashes.

Spodobał ci się nasz artykuł? Podziel się nim na Facebooku i, jeśli możesz, wesprzyj nas finansowo. Dobrze wykorzystamy każdą złotówkę! Kliknij tu, aby przejść na stronę wsparcia.

Bibliografia

Źródła i wydawnictwa źródłowe:

  • E. P. Alexander, Military Memoirs of a Confederate: A Critical Narrative, New York 1907;
  • J. B Hood, Advance and retreat. Personal experiences in the United States and Confederate States armies, New Orleans 1880;
  • J. B. Gordon, Reminiscences of the Civil War, New York 1904;
  • J. Longstreet, From Manassas to Appomattox: Memoirs of the Civil War in America, Philadelphia 1896;
  • E. A. Moore, The story of a cannoneer under Stonewall Jackson, Lynchburg 1910;
  • The War of the Rebellion: a Compilation of the Official Records of the Union and Confederate Armies. Series, series 1, Vol. XXI, Part 1. Washington, DC: U.S. Government Printing Office, 1880–1901.
  • W. M. Owen, In camp and battle with the Washington artillery of New Orleans. A narrative of events during the late civil war from Bull run to Appomattox and Spanish Fort, Boston 1885.

Opracowania:

  • B. Catton, Terrible Swift Sword, New York 1963;
  • Sh. Foote, The Civil War: A Narrative, Vol. 2: Fredericksburg to Meridian, New York 1986;
  • The Fredericksburg Campaign: Decision on the Rappahannock, ed. G. W. Gallagher, Chapel Hill 1995;
  • W. Marvel, Burnside, Chapel Hill 1991,
  • F. A. O'Reilly, The Fredericksburg Campaign: Winter War on the Rappahannock, Baton Rouge 2003;
  • G. C. Rable, Fredericksburg! Fredericksburg!, Chapel Hill 2002.

Redakcja: Michał Przeperski

Tekst ma więcej niż jedną stronę!
Strona 1
Strona 2
Strona 3
Śledź nas!
Komentarze
lub zaloguj się za pośrednictwem konta Google

O autorze
Michał Staniszewski
Absolwent Wydział Historycznego UW, autor książki „Fort Pillow 1864”. Badacz zagadnień związanych z historią wojskowości, a w szczególności wpływu wojny na przemiany społecznych, gospodarczych i kulturowych - ze szczególnym uwzględnieniem konfliktów XIX wieku.

Wszystkie teksty autora

Sonda!
Pierwszy polski portal historyczny
ISSN: 1896-8651
Wydawca portalu
Michał Świgoń PROMOHISTORIA
ul. Koźmiana 2/89
01-606 Warszawa
m.swigon@histmag.org
NIP 626-281-54-56
Numer konta: PL 33 1140 2004 0000 3802 7410 0716
Patronaty
Jak uzyskać patronat
Kontakt z redakcją
Mateusz Balcerkiewicz
redaktor naczelny
redakcja@histmag.org
Reklamuj się u nas
Oferta reklamowa
Konkursy
Nasze konkursy