Opublikowano
2011-08-25 16:45
Licencja
Wolna licencja

Piotr Bojarski – „Kryptonim Posen” – recenzja i ocena

Nieczęsto sięgam po powieści kryminalne, ale jeśli mi się to zdarzy, to są to powieści kryminalne retro. Mogę chyba powiedzieć, że jestem prawdziwym fanem tego typu pisarstwa. Tym bardziej ucieszyłem się, kiedy zobaczyłem zapowiedzi literackiego debiutu Piotra Bojarskiego pt. „Kryptonim Posen”.


Autor: Piotr Bojarski
Tytuł: Kryptonim POSEN
Wydawca: Media Rodzina
Rok wydania: 2011
ISBN: 978-83-7278-506-0
Oprawa: miękka
Liczba stron: 306
Cena: 29.90 zł

Ocena naszego recenzenta: 7,5/10
(jak oceniamy książki?)

Autor jest poznaniakiem, historykiem oraz reporterem i dziennikarzem „Gazety Wyborczej”. Dwukrotnie zostawał laureatem nagrody Wielkopolskiego Oddziału Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich (lata 2009 i 2010), a w 2010 roku opublikował książkę „Cztery twarze Prusaka”. Jego najnowsza powieść jest mieszanką kryminału i beletrystyki. Sama fabuła może wzbudzić ogromne zainteresowanie. Akcja bowiem rozgrywa się w Poznaniu w 1944 roku, w momencie gdy sojusznicze armie III Rzeszy i Polski wracają zwycięskie z kampanii przeciwko Związkowi Radzieckiemu. Obchody zwycięstwa na wschodzie odbywają się w Warszawie… 1 sierpnia 1944 roku!

Książka została bardzo ładnie i starannie wydana. Świetną ideą okazało się szczególnie dodanie wkładki z mapą oraz zdjęciami przedwojennego Poznania. Z powodzeniem można by podpowiedzieć ten pomysł innym autorem tego typu powieści, tym bardziej że Czytelnik nie tylko może sobie wyobrazić miejsca o których czyta, ale i je zobaczyć.

Akcja książki zaczyna się obiecująco. Kiedy w Warszawie trwają przygotowania do defilady zwycięstwa armii polskiej, w Poznaniu dochodzi do brutalnego morderstwa. Jak się później dowiadujemy ofiarą jest jeden z oficerów „dwójki”, czyli wywiadu. Śledztwo w tej sprawie ma poprowadzić as poznańskiej kryminalistyki, komisarz Zbigniew Kaczmarek. Trochę przez przypadek w śledztwie pomaga mu jego kuzyn, oficer armii polskiej i weteran frontu wschodniego kapitan Jan Krzepki, który akurat spędza tygodniowy urlop w rodzinnym mieście.

Autor zabiera nas w poszczególnych rozdziałach w fascynującą podróż po zakamarkach Poznania. Ukazuje walkę policjanta o jak najszybsze schwytanie mordercy, który zabija w nocy, podrzynając ofiarom gardła w bramach kamienic wojskowym bagnetem. Jak się wkrótce okazuje, zabici są funkcjonariuszami wywiadu, a do pracy Karczmarka wtrącają się nie tylko decydenci miasta, ale i wywiad, który w dodatku nie chce mu nic wyjawić. Bardzo ciekawie zarysowana jest sytuacja polityczna i militarna, która ujawnia się nie tylko w rozmowach bohaterów, ale i w nagłówkach gazet.

Co do tej ostatniej rzeczy, to muszę jednak przyznać, że trochę się zawiodłem. Oczywiście nie sposób przedstawić zagadnienia sojuszu II RP z III Rzeszą w powieści kryminalnej, ale aż się prosiło o chociażby stronicowe przedstawienie tej współpracy poprzez opis kampanii, zarysowanie relacji między żołnierzami armii sojuszniczych. Zwłaszcza to ostatnie zagadnienie mogło by być ogromnie ciekawe, podobnie jak zarysowanie problemu Polaków z byłego zaboru niemieckiego. Ściślej, problem ten pojawia się, ale jest spłaszczony w celu pokazania podziału: dobrzy Polacy – źli Niemcy. Tymczasem wiemy, że nigdy w historii nie działało to w sposób tak oczywisty, zwłaszcza w miastach wielonarodowych jak Wilno, Lwów czy właśnie Poznań. Co więcej, poza tym, że Czytelnik dowie się o kampanii na wschodzie, autor niestety nie napisał ani zdania o innych teatrach wojny. Jedyne co wiadomo, to to, że „Zachodowi” sojusz polsko-niemiecki nie podobał się, a Węgry były silnie uzależnione od Rzeszy.

Generalnie sam pomysł jest po prostu pierwsza klasa, natomiast słabiej prezentują się szczegóły książki. Postacie są jednak dość nijakie, sama akcja jest również momentami zbyt oczywista. Interesujące są postaci głównego bohatera oraz jego kuzyna, ale jednocześnie przedstawiono je jako zbyt kryształowe. Kto jak kto, ale oficer frontowy i komisarz policji nie wyglądają wiarygodnie jako postaci jednoznacznie pozytywne. A gdzie środowisko do którego wracają? Można nawet odnieść wrażenie, że przedstawiono ich w taki sposób jedynie dlatego, że są Polakami. Są na szczęście w książce fragmenty, które rozgrzewają i powodują, że Czytelnik, w tym i ja, nie może oderwać się od książki.

Trzeba śmiało napisać, że kryminalna historical fiction Bojarskiego to przedsięwzięcie udane. Tak jak napisałem wyżej, książkę czyta się dobrze i polecam ją każdemu, kto uwielbia nie tylko kryminalne powieści umieszczone w przedwojennej, a w tym wypadku wojennej, Polsce, ale też jest zainteresowany alternatywną wersją historii pokazaną przez autora. Pomysł bardzo ciekawy, a treść dobra, choć pewien niedosyt pozostał.

Redakcja: Michał Przeperski
Korekta: Justyna Piątek


Napisz komentarz
Regulamin komentarzy

Gość: Mim |

Ja się nie zgodzę z recenzentem. Siłą książki jest właśnie to, że nie wdaje się w szczegółowe rozważania historyczno-militarne na temat ataku Polski i Rzeszy na ZSRR. W pełni mogą ją docenić poznaniacy, zarówno ze względu na opracowanie topografii, jak i ciekawe szczegóły (\"archiwum czarownic\" Himmlera czy wprowadzenie postaci \"Ślepego Antka\" Gąsiorowskiego).



Odpowiedz
Leszek Molendowski

Doktorant, absolwent Instytutu Historii Uniwersytetu Gdańskiego. Poza historią wojskowości zajmuje się również historią Niemiec XIX i XX wieku oraz historią Pomorza Gdańskiego. W 2008 roku obronił pracę magisterską pt: „Dzieje Gimnazjum i Liceum Ojców Jezuitów w Gdyni”, teraz przygotowuje rozprawę doktorską na temat „Dzieje zakonów męskich na Pomorzu Gdańskim w XX wieku”.

Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.

UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji i filmów dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod nimi lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org