Opublikowano
2012-03-28 10:58
Licencja
Wolna licencja

Piotr Gontarczyk: Gwardia Ludowa to szkodliwy nowotwór, a nie bohaterska formacja

28 marca 1942 roku polscy komuniści utworzyli swoją podziemną organizację zbrojną – Gwardię Ludową. Jej historia była w okresie PRL mitologizowana i mistyfikowana. O rzeczywistym obliczu tej formacji opowiada dr Piotr Gontarczyk z Biura Edukacji Publicznej IPN.


Tomasz Leszkowicz: W centrum Warszawy, naprzeciw byłego Komitetu Centralnego, stoi pomnik upamiętniający pierwszy oddział Gwardii Ludowej, znany powszechnie jako „Pomnik partyzanta”. Czy Pana zdaniem jest to słuszne miejsce pamięci o żołnierzach partyzantki czy może relikt dawnej propagandy?

Piotr Gontarczyk – absolwent Instytutu Nauk Politycznych UW, w 2003 r. obronił pracę doktorską pt. Polska Partia Robotnicza. Droga do władzy w latach 1942-1945, w roku następnym wyróżnioną nagrodą im. Jerzego Łojka. Pracuje w Biurze Edukacji Publicznej IPN. Autor licznych publikacji książkowych, m.in. Tajne oblicze GL-AL, PPR. Dokumenty (1997-1999, razem z Markiem Janem Chodakiewiczem i Leszkiem Żebrowskim), Pogrom? Zajścia polsko-żydowskie w Przytyku 9 marca 1936 r. Mity, fakty, dokumenty (2000), Tajny współpracownik „Święty” (2005), SB a Lech Wałęsa. Przyczynek do biografii (2008, razem ze Sławomirem Cenckiewiczem). Autor licznych publikacji prasowych, m.in. w „Rzeczpospolitej”, „Gazecie Polskiej”, „Naszym Dzienniku”, „Uważam Rze”, „Polityce”, „Gazecie Wyborczej”. Piotr Gontarczyk: GL nie walczyła o Polskę, tylko była fragmentem komunistycznej konspiracji, którą budowano od 1941 r. na polecenie Stalina. Głównym jej zadaniem była aktywizacja zbrojna Polaków i, jak się da, wywołanie zbrojnego powstania. Gdyby doszło do realizacji takiego scenariusza, skończyłoby się to – wobec ogromnej przewagi Niemców – hekatombą ofiar po stronie polskiej. Ale to nie obchodziło ani Kremla ani władz PPR. Jednym i drugim chodziło po prostu o przerwanie linii zaopatrzeniowych na front wschodni. Jeszcze raz powtarzam: tu w żadnym razie nie chodziło o Polskę - to były działania na jej szkodę. GL to komunistyczny nowotwór na ciele społeczeństwa, a nie coś, co należałoby upamiętniać.

W książce płk. Zbigniewa Załuskiego Siedem polskich grzechów głównych pierwszy oddział GL został przedstawiony jako straceńcza formacja rzucająca się wręcz z motyką na słońce (co, według autora, w efekcie miało przynieść zwycięstwo). Jak w takim razie naprawdę wyglądała historia oddziału Franciszka Zubrzyckiego „Małego Franka”?

Jako historyka mniej interesuje mnie barwność opisu, a bardziej twarde kalkulacje polityczne. Nie liczy się dla mnie to, czy to były działania „straceńcze” czy nie, tylko czemu i komu służyły. A że nie służyło to Polsce, udowadniam powyżej.

Historia oddziału „Małego Franka” to taka trochę tragifarsa. Jeden z jej znanych uczestników, dąbrowszczak Józef Mrozek nazwał ją „nieprzemyślaną awanturą”. Zubrzycki ze współtowarzyszami napadli 9 czerwca 1942 r. na leśniczówkę Antoniego Kozłowskiego, po czym zostali rozpędzeni na cztery wiatry przez ścigającą ją grupę żandarmerii. Kilkudniowa historia bez historii. I nie zgadzam się z tezą, że tego typu niepoważne działania przyniosły jakiekolwiek „zwycięstwo”. To przyniosła komunistom Armia Czerwona.

Jak GL i AL realizowało swój, wydawałoby się, podstawowy cel istnienia, jakim była walka z okupantem, na ile zaś skupiała się na rywalizacji z innymi formacjami podziemnymi?

Podstawowym celem istnienia GL i AL nie była walka z okupantem. To było narzędzie realizacji innych celów. Do tych należało m.in.: wsparcie frontu wschodniego, przejęcie kontroli nad prowincją i wypieranie stamtąd wpływów niepodległościowej konspiracji. Kiedy komuniści poczuli się w latach 1943/44 pewniej, coraz częściej zaczęli występować zbrojnie przeciwko AK i NSZ. W walkach z komunistami i pacyfikacjach przez nich przeprowadzanych zginęło nie mniej niż kilkuset żołnierzy polskiego podziemia. Oddziały GL wymordowały też co najmniej kilkuset ukrywających się w lasach Żydów. Z drugiej strony dorobek GL/AL w walce z Niemcami to w głównej mierze propagandowa mistyfikacja.

W jaki sposób dobierano kadry do tej formacji? Na ile ich poziom zwiększał udział weteranów wojny w Hiszpanii czy zawodowych oficerów takich jak Michał Rola-Żymierski?

W GL/AL było kilkudziesięciu byłych „Hiszpanów”, którzy stanowili pierwszą kadrę dowódczą tej organizacji. Ale szybko się wykruszali. Było kilku przedwojennych polskich oficerów komunistów, ale nie mieli oni większego znaczenia. Rola-Żymierski, agent sowiecki i kryminalista, trafił do formacji późno i był raczej „kwiatkiem do kożucha”.

Większością oddziałów partyzanckich GL dowodzili ludzie dość przypadkowi i wszystko to mało przypominało wojsko. Ważnym elementem dowódczym byli pospolici przestępcy kryminalni. Proszę pamiętać, że do komunistycznej konspiracji chętnie werbowano działające na prowincji, czasem jeszcze od przedwojnia, pospolite bandy rabunkowe. To także odcisnęło piętno na w znacznej mierze bandyckim charakterze działalności PPR. Tu akcji antyniemieckich jest niewiele, za to powszechnym zjawiskiem jest pospolity rabunek.

Jak układała się współpraca GL/AL z AK i innymi formacjami podziemnymi w sytuacjach tak wyjątkowych jak obrona Zamojszczyzny czy Powstanie Warszawskie?

Współpraca była okazjonalna, wynikająca po prostu z wojennej sytuacji, jak np. wspomniane przez Pana Powstanie Warszawskie czy też przypadki, kiedy oddziały jednej i drugiej formacji znalazły się wspólnie w okrążeniu. Ale stosunki były złe i wynikało to z dwóch zasadniczych przyczyn.

Oddziały AK pełniły funkcje porządkowo-policyjne na terenie swojego operowania, toteż niejednokrotnie ścigały i rozbijały grupy komunistyczne za bandytyzm. Nie miało to nic wspólnego z polityką. Z drugiej strony komuniści niejednokrotnie podejmowali działania w sposób planowy zmierzający do niszczenia polskiej konspiracji: mordowanie jej członków, rozbijanie oddziałów, próby zabierania broni. Na Lubelszczyźnie trwała otwarta wojna między polskim podziemiem i komunistami, którzy m.in. wymordowali dwa oddziały AK.

W rozmowie z Robertem Mazurkiem śp. prof. Paweł Wieczorkiewicz mówił o „pokoleniu Szlachciców” jako specyficznej formie „pokolenia Kolumbów” ukształtowanych przez partyzantkę PPR-owską. Czy takie pokolenie stworzone przez GL/AL rzeczywiście istniało?

Tak, wydaje mi się że tak. Wielu ludzi tej formacji trafiło po wojnie na wysokie stanowiska państwowe, do wojska i UB. Utrzymywali kontakty, spotykali się na rocznicach, dbali o swój mit, do którego budowy mogli używać aparatu propagandowego partii i państwa. Apogeum wpływów tej formacji do lata drugiego sekretarzowania Gomułki (1956-1970). Potem ci ludzie systematycznie tracili na znaczeniu. Moczar, Korczyński, także Szlachcic, to postacie w Polsce bardzo wpływowe. Termin „partyzanci” od lat funkcjonuje w historiografii jako określenie pewnej formacji polityczno-środowiskowej. Jest on absolutnie uzasadniony.

Pomnik Partyzantom Bojownikom o Polskę Ludową przy Rondzie De Gaulle’a w Warszawie (fot. T. Leszkowicz).

Jak potoczyły się losy dawnych partyzantów w Polsce Ludowej? Czy były to kariery a'la Mieczysław Moczar, Grzegorz Korczyński i Franciszek Szlachcic, czy może jak Franciszek Jóźwiak, który przez cały okres stalinowski był de facto figurantem?

Te losy były bardzo różne, niekiedy dość skomplikowane. Wielu byłych partyzantów od razu trafiło do MO, UB i wojska, otrzymując „na pierwszy dzień” służby stopnie oficerskie, mimo że byli często zwykłymi bandytami i rzezimieszkami. Przydali się w latach utrwalania władzy ludowej. Potem już było gorzej. Niektórzy byli prominentnymi działaczami do końca PRL jak Edwin Rozłubirski, inni trafili do więzień za przestępstwa kryminalne dokonywane po wojnie. Niektórzy trafili w latach 50. za kratki w związku z mordowaniem Żydów. Byli tacy, którzy zostali profesorami uniwersyteckimi, ale i tacy, którzy zerwali z komunistami i po wojnie zostali bogobojnymi katolikami, albo znowu „poszli do lasu”, gdy zaczynały się próby kolektywizacji. Bo w GL znaleźli się wcześniej przypadkiem: chcieli walczyć z Niemcami, ale nie o komunizm.

To wszystko jest bardzo pasjonujące, zróżnicowane. Co człowiek, to historia, dlatego, uważając całą formację za działającą na szkodę Polski, trzeba być ostrożnym z jednoznacznymi, generalnymi ocenami jej członków. Nie wszyscy wiedzieli, kto tym interesem rządzi i komu to naprawdę służy.

Zobacz też:


Gość |

Panie Piotrze! Podany poniżej cytat z Pańskiej wypowiedzi może być odczytany jako krótka charakterystyka przyczyn i skutów działań AK i Powstania Warszawskiego: \"Głównym jej zadaniem była aktywizacja zbrojna Polaków i, jak się da, wywołanie zbrojnego powstania. Gdyby doszło do realizacji takiego scenariusza, skończyłoby się to – wobec ogromnej przewagi Niemców – hekatombą ofiar po stronie polskiej.\" I jeszcze jedno. Określa się Pan mianem historyka a używany język i styl wypowiedzi najbardziej przyponinają propagitki sprzed 1955 r. W moich oczach zniszczyło to meritum wypowiedzi, tak \"na oko\" w 60% słusznej.



Odpowiedz

Gość: mbbaran |

Przepraszam, znowu się nie podpisałem.



Odpowiedz

Gość: mbbaran |

Zadam jednak pytanie o to kim byli w latach 50. ludzie o sposobie wyrażania się o przeciwnikach politycznych podobnym do zaprezentowanego. A co ze zdaniem rozpoczynającym się od słów: \"Głównym jej...\". Dość się niegdyś nasłuchałem podobnych ocen ba, tak samo formułowanych zdań. Może czas zmienić chocby frazeologię.



Odpowiedz

Gość: Mercykiller |

Panie Baran, w latach 50. nie było przeciwników politycznych, tylko okupanci obcego mocarstwa i Żołnierze Wolnej Polski (nieliczni, bo większość już w latach 40. zlikwidowali okupanci niemieccy i rosyjscy). Co do zdania - \"Głównym jej zadaniem była aktywizacja zbrojna Polaków i, jak się da, wywołanie zbrojnego powstania. Gdyby doszło do realizacji takiego scenariusza, skończyłoby się to – wobec ogromnej przewagi Niemców – hekatombą ofiar po stronie polskiej.\" moje pytanie brzmi, która jego część jest niezgodna ze stanem faktycznym? Co do porównania do sytuacji Powstania Warszawskiego: \"29 lipca o godz. 20.15 w Warszawie usłyszano nadaną w języku polskim audycję z Moskwy. Wedle relacji Bora (T. Bór-Komorowski, The Unconquerables, \"The Reader\'s Digest\", luty 1946) zawierała ona sygnowany przez Mołotowa, radzieckiego komisarza spraw zagranicznych, oraz Osóbkę-Morawskiego, przewodniczącego PKWN, apel do Polaków znajdujących się na terenach okupowanych o natychmiastowe rozpoczęcie powstania. Wzywano: \"Polacy! Nadchodzi czas wyzwolenia! Polacy, do broni! Niech każdy Polak stanie do walki przeciw najeźdźcy! Nie ma chwili do stracenia!\" Arthur Bliss Lane, ambasador USA w Polsce w latach 1945-1947, \"Widziałem Polskę zdradzoną\", Fronda, Warszawa 2008, s. 52 Jest więc oczywistym, że dokładnie o hekatombę polskich żołnierzy chodziło Rosjanom, gdy zachęcali ich do rozpoczęcia Powstania Warszawskiego. Należało słuchać oficerów NSZ i zdawać sobie sprawę, że ruskim ufać nigdy nie należy, najpierw strzelać, potem pytać.



Odpowiedz

Gość: mbbaran |

Co do czystości \"zagrań\" w owych czasach polecam tekst: http://niniwa2.cba.pl/afera-bergu.html Mam nadzieję iż autora czyli S. Cenckiewicza nie uzna Pan za niegodnego.



Odpowiedz

Gość |

Nazywam się Andrzej Sosnowski, 65 lat wykształcenie wyższe, techniczne, emeryt. Przez 30 lat tzw.\"komuniści\" robili mi \"wodę z mózgu\". Teraz, na szczęście nie muszę tego znosić. Wypisuję się.



Odpowiedz

Gość: Otryk |

GL sowiecka bandyterka, w wolnej Polsce by wisieli.



Odpowiedz

Ostatni komentarz został skasowany z powodu przekroczenia granic krytyki. Zawierał obraźliwe stwierdzenia skierowane pod kątem osoby, z którą przeprowadzony był wywiad. Nie musicie się państwo zgadzać z Piotrem Gontarczykiem, ale redakcja portalu nie pozwoli również zamiany tego miejsca w kloakę.



Odpowiedz

Gość: Jan Muszyński |

Gwardia Ludowa, a później Armia Ludowa, były częścią sił zbrojnych koalicji antyhitlerowskiej -podobnie jak oddziały partyzantki radzieckiej czy jugosłowiańska armia partyzancka Józefa Broz - Tito. Tego w żadnym wypadku nie można powiedzieć o Narodowych Siłach Zbrojnych, i tylko warunkowo - i tylko w odniesieniu do pewnego okresu - można to powiedzieć o Armii Krajowej, podobnie jak o serbskiej partyzantce Mihajlovica, któremu alianci cofnęli poparcie, gdy podjął walkę przeciw komunistom.



Odpowiedz

Gość: Glover |

\"Gdyby doszło do realizacji takiego scenariusza, skończyłoby się to – wobec ogromnej przewagi Niemców – hekatombą ofiar po stronie polskiej.\" Czyli tak, jak skończyło się Powstanie Warszawskie?



Odpowiedz

Gość |

a sowieccy oprawcy teraz biorą emerytury z naszych pieniędzy. A w zamian opluwają Polaków



Odpowiedz

Gość: Mercykiller |

Aby nie być gołosłownym III RP, będąca bezpośrednim następcą po katach PRLowskich, odmawia pochowania zmarłej niedawno córki majora Łupaszki w grobie jej ojca bez sowitego wynagrodzenia. Widać nie wystarczyło katom zamordowanie jej ojca, muszą jeszcze napluć na ciało jego córki. http://podziemiezbrojne.blox.pl/2012/04/Zmarla-corka-mjr-Lupaszki.html



Odpowiedz

Powyższa dyskusja została \"wyczyszczona\" ze wszystkich wiadomości (i odpowiedzi na nie) zawierających jakiekolwiek argumenty ad personam skierowane w stronę naszego rozmówcy, a także kilka zupełnie niemerytorycznych wypowiedzi.



Odpowiedz

Gość: POSZUKUJACY |

panie \"doktorze\" pisze pan ze wywołanie przez GL NARODOWEGO POWSTANIA WOBEC NIEMCÓW SKONCZYŁOBY SIE HETAKOMBĄ NARODU-to niech pan jeszcze dopisze że powstanie warszawskie wywołane prze pańskich ulubienców z Londynu i krajowych watażków AK spowodowało hetakombę WARSZAWY JEJ MIESZKAŃCÓW ORAZ WIELOWIEKOWEGO DZIEDZICTWA KULTUROWEGO NARODU POLSKIEGO-no ale o tym pan nie napisze bo to sie nie miesci w pańskiej psedonaukowej swiadaomości. RyŚ



Odpowiedz

Gość |

czy to nie Pańscy ulubieńcy mieli takie zdanie: 29 lipca do warszawiaków zaapelował przez radio moskiewskie Związek Patriotów Polskich, nawołując ludność Warszawy do powstania przeciw Niemcom. Komunikaty, będące powtórzeniem tej audycji, nadawała także czterokrotnie dnia 30 lipca 1944 roku (w godzinach: 15.00, 20.55, 21.55 i 23.00) moskiewska Radiostacja im. Tadeusza Kościuszki[8]. W obliczu zbliżania się Armii Czerwonej do Warszawy i okolic, jej sukcesów na froncie i pozytywnej oceny jej możliwości dalszej ofensywy, zdecydowano o wybuchu powstania. Wobec sprzyjającej sytuacji na froncie polscy dowódcy przewidywali, iż powstanie powinno trwać zaledwie kilka dni[9], w rzeczywistości zaś jego walki trwały 63 dni. ? Nic nie trzeba poszukiwać. I PAnie daruj sobie teksty typu \"watażki\" w stosunku do Polaków.



Odpowiedz

Gość: jerry |

Jestem mieszkańcem lubelszczyzny, w czasie okupacji w okolicach gdzie mieszkam były wyłącznie oddziały AL i GL. Kto nie poszedł do niewoli jako żołnierz lub nie został wywieziony na roboty do Niemiec musiał iśc do partyzantki. Z opowiadań ludzi którzy pamiętają tamte czasy nikt nie mówi że byli to bandyci bo kto by napadał na własny dom. Wielu zabili Niemcy, często po obławach urządzali egzekucje i rozstrzeliwali po kiku czy kilkunastu. To byli zwykli ludzie a nie bandyci. Ich dowódcy to często byli oficerowie z armii radzieckiej, to jest fakt. Można tak pisać i pisać. Chcę tylko powiedzieć, ze od podszewki temat wygląda inaczej.



Odpowiedz

Gość: Aaa |

Mlodzi czytajmy swietne prace profesora Jozefa BUSZKI znakomitego i jednego z najwybitniejszych autorytetow historycznych w Polsce, w tych pracach jest sa przedstawione heroiczne dzieje zolnierzy Gl i AL



Odpowiedz

Gość: Serdiuk |

Józef Buszko? Czy może chodzi o tego komucha, redaktorzynę kwartalnika KC PZPR \"Z Pola Walki\"? Zaiste, godny polecenia.... Ale się tu nazbierało komentatorów... Czy \"mbbaran\" to może słynny w czasie stanu wojennego Marek Barański, pisujący ostatnio pod pseudonimem \"leszek Miller\"?



Odpowiedz

Gość: Bezlitosny |

"Oddziały AK pełniły funkcje porządkowo-policyjne na terenie swojego operowania, toteż niejednokrotnie ścigały i rozbijały grupy komunistyczne za bandytyzm" Co do tego czy nie powinno być czasami na odwrót bym nie był pewien.Wielu polskich partyzantów dopuszczało się niecnych czynów a czytałem że zdarzały się też czyny zbrodnicze.



Odpowiedz

Gość: Wierzący Komunista |

BOŻE CO ZA PROPAGANDA TEGO PANA ,ZA CZASÓW GŁĘBOKIEGO SOCJALIZMU DO 53 ROKU TAKIEJ NIE BYŁO.



Odpowiedz

Gość |

Nie krzycz. Krzykiem wyrażasz tylko swoją bezsilność. Jaki "głęboki socjalizm" ? Co to za twój ? Ten twój gs to bestialski komunizm. A ten Pan ma całkowitą rację. Prawdy nie zakrzyczysz.



Odpowiedz

Gość: nowomoda |

relikty historyczne http://armialudowa.com/uroczystosci.htm#Porytowe Wzgórze http://www.dws.org.pl/viewtopic.php?f=110&t=15500



Odpowiedz

Gość: pas |

Polecam artykuł "Dziś a nie jutro trzeba atakować wroga" "Szlak bojowy" grupy GL "ISKRA" na Rzeszowszczyźnie (str. 59) znajdziecie tu Państwo potwierdzenie słów Piotra Gontarczyka http://ipn.gov.pl/__data/assets/pdf_file/0007/45538/1-7149.pdf



Odpowiedz

Gość: Śmiech |

"Oddziały AK pełniły funkcje porządkowo-policyjne na terenie swojego operowania, toteż niejednokrotnie ścigały i rozbijały grupy komunistyczne za bandytyzm. Nie miało to nic wspólnego z polityką. Z drugiej strony komuniści niejednokrotnie podejmowali działania w sposób planowy zmierzający do niszczenia polskiej konspiracji: mordowanie jej członków, rozbijanie oddziałów, próby zabierania broni. Na Lubelszczyźnie trwała otwarta wojna między polskim podziemiem i komunistami, którzy m.in. wymordowali dwa oddziały AK." Śmieszny jednak ten Gontarczyk. Komunistyczna partyzantka to kryminaliści i mordercy z powodów politycznych. Ale AK walczy z nimi tylko z racji tępienia rabunku. Czyli AK nie była organizacją polityczną albo składała się z naiwnych świętych, którzy politycznie nic do komunistów nie mieli? Widać, jak czarno-biały schemat wyraźnie pozbawia człowieka racjonalizmu...



Odpowiedz

Gość: mbbaran |

Proponuję dać spokój p. Gontarczykowi. Działa on według dawno wypracowanych schematów widocznych np. w pewnych "Żywotach świętych pańskich" opracowanych przez irlandzkich mnichów z Nowego Jorku. W tychże "Żywotach..." nie ma miejsca dla postaci nie lubianych przez naród autorów, na przykład świętych z Anglii.



Odpowiedz

Gość: Gość |

Prawdziwy historyk (Zychowicz) o politologu Gontarczyku: "W swoich obsesyjnych atakach na cudze książki Gontarczyk niemal zawsze poucza autorów w sprawie warsztatu historyka. Czasami jest to całkowicie surrealistyczne (gdy "recenzuje" moje książki publicystyczne), a czasami można by to od biedy uznać za celowe. Problem jednak w tym, że i na tym polu Gontarczyk nie jest specjalnie wiarygodny. Wbrew temu, co o sobie mówi i pisze, nie jest bowiem historykiem. Wystarczy zajrzeć do pracy T. Witucha i B. Stolarczyka "Studenci Instytutu Historycznego Uniwersytetu Warszawskiego 1945-2000" (s. 756) by przekonać się, że Gontarczyk przebrnął tylko przez III rok studiów historycznych. Magisterium z historii zrobić mu się nie udało (w przeciwieństwie do piszącego te słowa) i ostatecznie musiał skończyć politologię. Skutkuje to tym, że pouczający wszystkich na temat warsztatu historyka politolog Gontarczyk, sam popełnia poważne warsztatowe błędy. [...] Wspominałem już o manii Gontarczyka, jaką jest obsesyjne atakowanie na łamach prasy cudzych książek. Otóż mania ta idzie w parze z całkowitą niemocą twórczą, brakiem możliwości napisania czegoś własnego. Politolog ten od jedenastu lat, czyli od wydania książki "PPR. Droga do władzy", nie napisał bowiem samodzielnie żadnej naukowej monografii. Odłogiem leży jego habilitacja, którą dawno powinien był już obronić. On tymczasem ustawicznie zmienia jej temat. Najpierw miała być to kontynuacja PPR-u, potem biografia Jaruzelskiego. A teraz? Przyznam szczerze, że już nie nadążam. Sam autor chyba również".



Odpowiedz

Komentarze pisane ad personam w stosunku do użytkowników serwisu zostały usunięte.



Odpowiedz

Gość: Antoni Walendzik |

Śmiech, i kilku innych forumowiczów bawią, mnie swoją niewiedzą oraz nawiedzoną propagandą o korzeniach moczarowskich. Zajrzyjcie do dokumentów zarówno AL-owskich i GL-owskich (nie wiem, czy odróżniacie GL-PPR od GL-PPS), to się przekonacie, że byli to zwyczajni bandyci + agenci wyszkoleni przez NKWD. Oczywiście byłą tam garstka ludzi, którzy chcieli walczyć o niepodległość Polski W samych dokumentach AL-owskich i GL-owskich znajdziecie liczne dowody zbrodni na właścicielach ziemskich oraz zwyczajnych mieszkańcach wsi. Na Lubelszczyźnie AL-owcy od "Cienia" i innych agentów komunistycznych mordowali nie tylko żołnierzy AK, ale również partyzantów żydowskich Służyli interesom obcego mocarstwa, a likwidując AKowców, nie wahali się używać do tego niemieckich służb specjalnych (gestapo, Abwehry). Nie wiem, czy wiecie, ale jedną z większych wsyp w Szarych Szeregach, w wyniku której aresztowany został Janek Bytnar ps. "Rudy" oraz Henryk ostrowski wraz z żoną, była efektem donosu agenta NKWD, a później pracownika kontrwywiadu AL na Kielecczyźnie, po wojnie pracownika UB. Większość AL-owców rozpracowywała struktury Polskiego Państwa Podziemnego (ZWZ-AK i Delegatura), by po wojnie aresztować rozpracowanych członków AK, a następnie ich mordować, jak np nastoletnią "Inkę" sanitariuszkę "Łupaszki". To właśnie GL i AL (czytaj UB) wspólnie z NKWD zniszczyły polskie przedwojenne elity. Przypominam ci, że w Katyniu NKWD mordowało Polaków, a na każdej stronie listy ofiar znajdziecie kilka nazwisk żydowskich oraz Ukraińców i Białorsinów. To PPR z NKWD spowodowało, że najlepsza młodzież harcerska m.in. z batalionów Zośka i Parasol została wymordowana, zamknięta w więzieniu lub musiała udać się na emigrację.



Odpowiedz

Proszę albo zająć się dyskusją nad tematem albo odpuścić sobie komentarze. Ataki czy choćby przytyki personalne wobec innych osób będą kasowane (lub wyedytowane - jak w poście powyżej, który jako pierwszy od dawna skupił się na historii, a nie wzajemnym obrzucaniu się błotem).



Odpowiedz

Gość: Śmiech |

Panie Antoni Walendzik, nie wiem, gdzie w prostym pytaniu o racjonalizm wywodu dostrzega pan propagandę moczarowską. Zwróciłem uwagę na idiotyczną sprzeczność w rozumowaniu Gontarczyka- przedstawia on formacje komunistyczne w partyzantce jako: A. bandytów, B. mordujących biednych AK-owców z pobudek politycznych. Tymczasem AK-owców prezentuje wyłącznie jako walczących z tymiż formacjami komunistycznymi z racji ich bandytyzmu (podałem cytat z wywiadu powyższego to potwierdzający). To oznacza, że wg pana Gontarczyka AK nie zwalczało partyzantki komunistycznej z powodów politycznych? Czyli AK-owcy byli idiotami, którzy wierzyli, że mają dwu wrogów, walczą nie tylko o niepodległość ale i kształt ustrojowy przyszłej Polski (jak stale nam się powtarza i co jest już przyjmowane za oczywistość) a jednocześnie- nie wiedzieli z kim o ten kształt ustrojowy muszą walczyć? Jeśli nie dostrzega pan ideowego przegięcia w "uwznioślaniu" w ten sposób AK, które doprowadza do absurdu spojrzenie na AK (no bo przecież dobrzy chłopcy z AK nie mogli zwalczać komunistów z powodów politycznych, a fe, jak by to wyglądało, oni po prostu walczyli z bandytami), tzn że nie widzi pan, że Gontarczyk w ten sposób robi z AK jakichś kretynów, bawiących się w wojenkę. Tak nawiasem, w wojnie partyzanckiej granica między bandytyzmem a partyzantką zawsze jest bardzo płynna, często te same formacje dla jednych ofiar są bandytami, dla innych- wyzwolicielami etc. Propaganda komunistyczna po wojnie też manichejsko z jednych uczyni świętych a z drugich-bandytów. Więc kto tu wchodzi w buty Moczara? Ja po prostu jakoś nie mam wątpliwości, że zwalczanie przez AK partyzantki komunistycznej "za bandytyzm" było świetnym sposobem legitymizacji walki ideowo-politycznej. Nawet wtedy, jeśli formacje komunistyczne rzeczywiście były "bandyckie". Że nie były zaś WYŁĄCZNIE bandyckie przyznaje nawet Pan: "Oczywiście byłą tam garstka ludzi, którzy chcieli walczyć o niepodległość Polski". W niczym nie usprawiedliwiam tym partyzantki komunistycznej, nie wybielam jej ani nie stoję po jej stronie. Po prostu oczekuję po ludziach piszących historię (nawet jeśli nie skończyli studiów, jak Gontarczyk) RACJONALIZMU. Rozum na pierwszym miejscu, bo tylko z jego pomocą można historię WYJAŚNIAĆ.



Odpowiedz

Gość: Jan Muszyński |

Gościu - Nie wiem, co widzi Redakcja, ale wiem, że ty nie widzisz ironii zawartej w cytowanej wypowiedzi. Iwan chciał zwrócić uwagę na nagminne, często bezpodstawne stosowanie epitetu "zdrajca" jako argumentu w dyskusjach historycznych. Co do partyzantki komunistycznej w czasie II wojny światowej, to każdy z dyskutantów może sobie myśleć i pisać co chce, ale prawda jest taka, że Stalin, Roosevelt i Churchill zgodnie uważali, że ci, którzy zwalczali partyzantkę komunistyczną, w gruncie rzeczy działali na rzecz hitlerowskich Niemiec. Boleśnie przekonał się o tym "Draża" Mihajlowicz.



Odpowiedz

Gość: bartensteiner |

Będąc w wojsku uczestniczyłem - oczywiście na rozkaz - w akcji "Sztafeta pokoleń" (lub podobnie), polegającej na spisywaniu wspomnień uczestników walk "o wolność i demokrację" z czasów II wojny światowej. Trafiłem w Olsztynie, wraz z kolegą, do kombatanta (po wojnie był ubowcem - wg sąsiadów zapytanych o jego aktualny adres), który określił się jako żołnierz plutonu specjalnego GL, zorganizowanego do zwalczania wrogiego podziemia. Zapytany o jakąś akcję bojową przeciwko okupantom, opowiedział nam jak w nocy jego oddział otoczył pewną stodołę, podpalił ją i wystrzelał uciekających z niej ludzi. Podczas tego opowiadania aż się zaślinił z podniecenia i z błyskiem w oczach wykrzykiwał: "...a my po tych AK-owcach ratatatata!" Nie potrafił natomiast powiedzieć czegoś o jakiejś akcji przeciwko Niemcom. Oczywiście nie pozwolono nam włączyć opisywanej historii do specjalnej księgi, upamiętniającej czyny naszych poprzedników.



Odpowiedz

Gość: vende |

A ja napiszę historię z mojej rodziny o oficerze AK, który był dowódcą jednego z oddziałów, który także działał na Lubelszczyźnie. Dzień przed przełamaniem frontu w 1944 w pewnej wiosce oddział AK robi tzw czystkę - niby właśnie z komunistów (na wsi komuniści?) - wywlekają miejscową ludność z chałup i domagają się aby im wskazano w których chałupach przebywali partyzanci nie z AK. Nikt się nie odezwał, wszyscy milczeli i patrzyli ze zdziwieniem na dwóch oficerów, których znali, bo dwukrotnie ukrywali(przebywali?) się w tej wiosce w 1940 i 1942/1943 w sumie kilka dni. Po krótkim monologu zastępcy dowódcy oznajmiają, że chyba wszyscy są winni i rozpoczynają grabież całej małej wioski, przy okazji mordując chłopaka, który chciał im przeszkodzić. Powstaje zamieszanie i generalnie staruszkowie próbują uciekać w las, nie wszystkim się jednak udało ujść z życiem. Mały oddział na pożegnanie pali kilka chałup i znika w pospiechu. Pewnego dnia oficer tamtego oddziału zostaje złapany w 1946 przez WP. Współpracuje z ówczesną władzą - tzn sypie co niektórych znanych mu innych członków z AK, i zostaje skazany na 15 lat. Wychodzi w 1955 na wolność i wraca w swoje stare kąty do rodziny w Wielkopolsce. Gdy odsiadywał wyrok kilku mężczyzn dopytywało się właśnie o niego, i dotarli oni do rodziny tego oficera. Mężczyźni ci także mieli przeszłość z lasu, i pochodzili właśnie z tej nieszczęsnej wioski (i proszę nie brać pod uwagę, że byli komunistami-byli rolnikami prześladowanymi przez ustrój). Niedługo cieszył się wolnością, po trzech dniach zostaje zabity. Na pogrzebie są tylko dwie osoby, żona i córka, i to po pozwoleniu całej rodziny - dość licznej. Śledztwa nie przeprowadzono ze względu na brak współpracy z Milicją. I tak też bywało, czarne owce wszędzie się pojawiały.



Odpowiedz

Gość: Gwi_ek |

Dodam do dyskusji jeszcze jeden przyczynek. Mój dziadek, prosty przedwojenny ślusarz, dosłużył się dzięki konspiracji w GL/AL stopnia podpułkownika. Maturę robił chwilę przed swoim synem już jako major LWP. Ale "w lesie" dorobił się też marskości wątroby, która skończyła się rakiem - bezpośrednią przyczyną jego w sumie przedwczesnej śmierci (nie dożył do 50tki)bo większość czasu w partyzantce on i jego towarzysze walki spędzał na piciu bimbru. Za to w latach 1948-55 siedział w więzieniu. Nie za działania bandycki w czasie okupacji napady na Żydów tylko za odchylenie i współpracę z okupantem - ot, czystka. Ścieżki ludowych partyzantów nie były tak jednoznaczne jak sądzi p. Gontarczyk.



Odpowiedz

Gość |

Ma rację Gontarczyk



Odpowiedz

Gość: Gość |

Politolog Gontarczyk.



Odpowiedz

Panie Gontarczyk.Podaje się pan za historyka,a jest pan tzw. "politologiem" ,a konkretnie prawicowym propagandystą. Przeczytaj pan dokładnie co napisałeś i przemyśl jeszcze raz te brednie...



Odpowiedz

Może to głupie stwierdzenie, ale właśnie komuniści polscy jeszcze przed końcem wojny postawili na właściwego konia. Alianci bardzo chętnie wykorzystali Polaków na wszystkich frontach II WŚ, potem sprzedali w Teheranie i Jałcie bez żalu. Oficerowie z GW/AL/LWP porobili kariery w PRLu i spokojnie doczekali starości, zaś generalicja polska na Zachodzie skończyła smutno: jako barmani, stolarze czy windziarze.



Odpowiedz
Tomasz Leszkowicz

Redaktor naczelny Histmag.org, członek redakcji merytorycznej portalu od października 2006 roku. Doktorant w Instytucie Historii im. Tadeusza Manteuffla Polskiej Akademii Nauk. Absolwent Instytutu Historycznego i Instytutu Dziennikarstwa Uniwersytetu Warszawskiego. Były członek Zarządu Studenckiego Koła Naukowego Historyków UW. Specjalizuje się w historii dwudziestego wieku (ze szczególnym uwzględnieniem PRL), interesują go też dzieje Niemiec i historia wojskowości. Z uwagą śledzi zagadnienia związane z pamięcią i tzw. polityką historyczną (dawniej i dziś). Publikował m.in. w „Mówią Wieki”, „Uważam Rze Historia”, „Pamięci.pl” oraz „Dziejach Najnowszych”. Stały współpracownik tygodnika polonijnego „Monitor” z Chicago. Oprócz historii pasjonuje go rock i poezja śpiewana, jest miłośnikiem kabaretów, książek Ryszarda Kapuścińskiego i Hansa Helmuta Kirsta oraz gier z serii Europa Universalis.

Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.

UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji i filmów dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod nimi lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org