Opublikowano
2016-06-28 18:01
Licencja
Wolna licencja

Pojedynki sądowe w Polsce średniowiecznej

Słowo „pojedynek”, zwłaszcza w kontekście średniowiecza, budzi skojarzenia dość jednoznaczne: dwóch rycerzy, odzianych w pełne zbroje, potykających się w szrankach o honor, dla sławy czy ku uciesze gawiedzi. Właściwie nie ma powodów, by wątpić w ten nieco stereotypowy obraz. Warto jednak nadmienić, że średniowieczny porządek świata wcale nie musiał stanąć na głowie, by ostrza skierowali przeciw sobie rycerz z… chłopem.


Strony:
1 2 3

Próba rozpalonego żelaza przed cesarzem Ottonem III (Dirk Bouts, 1470/1475, domena publiczna). A działo się tak, ponieważ zbrojne starcie dwóch osób stanowiło środek dowodowy, nie ustępujący pod względem wiarygodności przysiędze świadków czy dokumentom. Reguły pojedynków sądowych (w źródłach często nazywanych duellum) zostały szczegółowo opisane w „Najstarszym zwodzie prawa polskiego”, dziele powstałym w II poł. XIII lub na początku XIV wieku. Jego autorem był niemiecki urzędnik, spisu polskiego prawa zwyczajowego dokonał zaś najprawdopodobniej dla władz krzyżackich, kiedy pod ich jurysdykcję trafiła liczna polska ludność (uczeni podają tutaj różne możliwości, między innymi nadanie Krzyżakom ziemi chełmińskiej w 1226 roku czy zajęcie Pomorza w 1309 roku). Przed przytoczeniem zasad pojedynków, jakie zawiera „Najstarszy zwód…”, warto jednak poświęcić chwilę na zapoznanie się z genezą tego zjawiska.

Irracjonalne środki dowodowe

Pojedynek sądowy wchodził w skład ordaliów, czyli sądów bożych (Iudicii Dei), w średniowieczu istniało bowiem przekonanie, że Bóg nie dopuści do porażki niewinnej osoby. Poza rozwiązaniem siłowym stosowano też szereg innych prób, mających wskazać osobę niewinną. W wymienionym już „Najstarszym zwodzie prawa polskiego” są to przede wszystkim próba wody zimnej lub gorącej oraz próba żelaza. Pierwsza uważana była za najłagodniejszą, dlatego niechętnie stosowano ją wobec ciężkich wykroczeń. Polegała na zanurzeniu podejrzanej osoby np. w rzece. Jeśli nie zaczęłaby tonąć, uznano by ją za winną, bowiem woda, jako żywioł czysty, nie przyjmie zbrodniarza. Tego typu praktyka przetrwała do epoki nowożytnej jako jedna z metod demaskowania czarownic. Następna próba nakazywała wyciągnięcie przedmiotu z kotła wypełnionego wrzącą wodą. Próba żelaza występowała zaś w trzech odmianach: było to stąpanie po rozżarzonym żelazie, niesienie tegoż i składanie przysięgi poprzez dotknięcie go dwoma palcami. Próbę uznawano za zaliczoną tylko wtedy, kiedy rany po oparzeniach goiły się bez problemu.

Iudicii Dei nie stanowiły jednak wytworu średniowiecza. Ich początki znaleźć można już w epoce starożytnej – słynny Kodeks Hammurabiego zawiera wzmiankę o próbie wody zimnej, później zaś były one obecne w germańskich zbiorach praw. Rozpowszechnienie ordaliów nastąpiło za sprawą Karola Wielkiego, który nadał im silną moc dowodową. Do początku XIII wieku zyskiwały one coraz większą popularność i uznanie w prawodawstwie, budziły jednak opór duchownych i ostatecznie zostały zakazane w 1215 roku na IV soborze laterańskim. Wpłynęło to na stopniowe zmniejszanie znaczenia ordaliów, ale nie ich całkowity zanik. Szczególnie długo utrzymały się pojedynki sądowe, stosowane we wszystkich państwach europejskich. Warto jeszcze dodać, że najprawdopodobniej ordalia były wśród Słowian instytucją rodzimą, na skutek rozwoju chrześcijaństwa mocno zmienił się jednak ich obrządek i zatraciły one pogańskie znaczenie, upodabniając się do sądów bożych Europy Zachodniej.

Zobacz też:

Kijem i mieczem

Jak wspomniałem, zasady odbywania pojedynków sądowych opisano w „Najstarszym zwodzie prawa polskiego”, trzeba jednak pamiętać, że sam zwyczaj rozstrzygania sporu poprzez duellum jest starszy niż to źródło. Przywilej dla klasztoru w Czerwieńsku z 1222 roku zawiera wzmiankę, iż tamtejsi duchowni od dawna posiadają uprawnienia do przeprowadzania próby wody i pojedynku. Co więcej, według tradycji, Bolesław Krzywousty zdobył władzę w Polsce, zwyciężając brata w zbrojnym starciu. Widać zatem, że jest to tradycja o silnych korzeniach. W jakich jednak sytuacjach można było odwołać się do tego typu ordalium według prawa zwyczajowego?

Pojedynek sądowy mógł zostać zarządzony przez księcia lub reprezentującego jego władzę sędziego. Jeśli oskarżony twierdził, że jest niewinny, a nie posiadał nikogo, kto mógłby za niego poręczyć, wtedy sąd mógł nakazać zwaśnionym stronom stoczenie walki. Ponadto oskarżyciel mógł zakwestionować wiarygodność świadków swojego oponenta – w tym wypadku przyszłoby mu pojedynkować się z pierwszym świadkiem, któremu zarzucił brak prawdomówności.

Ilustracja do zapisów o pojedynku sądowym ze Zwierciadła saskiego (XIV wiek, domena publiczna).

Nieco inaczej sytuacja przedstawiała się w przypadku wspólnot opolnych. Oskarżona przez opole wieś musiała odbyć pojedynek, żeby udowodnić, że nie doszło w niej do morderstwa; w przeciwnym wypadku (lub zapewne w przypadku przegrania walki) musiała zapłacić główszczyznę (czyli odszkodowanie za śmierć). Wieś mogła zrzucić odpowiedzialność na ród, ten zaś na jednego człowieka. Za każdym razem istniała jednak możliwość wybronienia się pojedynkiem (lub, jeśli oskarżono już konkretnego człowieka, również próbą żelaza), a w wypadku porażki należało zapłacić stosowną karę. Odrębne prawo było w tym wypadku pozostałością po czasach plemiennych, kiedy to organizacje sąsiedzkie strzegły bezpieczeństwa na swoich ziemiach, a współpraca i odpowiedzialność zbiorowa gwarantowały sprawne funkcjonowanie całej społeczności. Wraz z rozwojem państwowości władcy zmieniali zwyczaje w powinności wchodzące w skład prawa książęcego. I tak na przykład, wymieniona odpowiedzialność za morderstwo dokonane w obrębie wsi to tzw. „głowa”. Istniały jeszcze „krzyk”, czyli obowiązek ścigania przestępcy aż do następnej wsi, która następnie przejmuje powinność, oraz „ślad” będący śledztwem mającym na celu wykrycie miejsca ukrycia zbiega.

Tekst ma więcej niż jedną stronę. Przejdź do pozostałych poniżej.

Polecamy e-book Antoniego Olbrychskiego – „Pojedynki, biesiady, modlitwy. Świat średniowiecznych rycerzy”:

Autor: Antoni Olbrychski
Tytuł: „Pojedynki, biesiady, modlitwy. Świat średniowiecznych rycerzy”

ISBN: 978-83-65156-07-5

Wydawca: Michał Świgoń PROMOHISTORIA (Histmag.org)

Stron: 71

Formaty: PDF, EPUB, MOBI (bez DRM i innych zabezpieczeń)

5,9 zł

(e-book)

Strony:
1 2 3
Napisz komentarz
Regulamin komentarzy

Gość: Autor |

Przepraszam że dopiero teraz odpisuję, ale dawno nie zaglądałem do komentarzy pod tym artykułem. W pracy skupiałem się na pojedynkach w średniowieczu, a ich dalszy los jedynie zasygnalizowałem. Dlatego też ciężko mi teraz podać jakąś wartościową merytorycznie odpowiedź. Moim zdaniem w XVI w. ciężko już mówić o zwyczaju prawnym pojedynkowania się - raczej określiłbym to jako "relikt". Pewnie już niezbyt powszechny (zresztą jego zasądzenie należało już tylko do króla), ale wciąż sporadycznie praktykowany, co zresztą pokazuje właśnie "Ceduła..." z 1511 r. Spróbuję trochę pogłębić temat w wolnej chwili i odpowiedzieć bardziej rzeczowo. Ciekawe tylko czy jeszcze kiedyś Pan tu zajrzy ;) Pozdrawiam



Odpowiedz

Gość: Jakub Zabierowski |

A ja mam takie pytanie czy aby na pewno w Polsce po 1505 r. istniał nadal zwyczaj prawny pojedynkowania? Z moich badań wyszło, że konstytucja sejmowa z 1505 r. odstępuje od pewnych przepisów prawa magdeburskiego mówiących o pojedynkach sądowych.Zostawione były jedynie w kompetencji królewskie, z czego w XVI skorzystano raptem parę razy. Ja wiem, że sprawa prawa w Polsce w tamtych czasach jest śliska, dlatego pytam..



Odpowiedz

Gość: GG |

Bardzo fajny artykuł, człowiek wiedział jedynie o podtapianiu ewentualnych pojedynkach ale jak to w praktyce ciężko znaleźć, tym większy tutaj plus ;)



Odpowiedz
Antoni Olbrychski

Absolwent Instytutu Historycznego Uniwersytetu Warszawskiego. Interesuje się historią średniowieczną i nowożytną, w szczególności wojskowością i życiem codziennym. Instruktor szermierki, członek Akademii Szermierzy. Członek Towarzystwa Opieki nad Zabytkami w Czersku i edukator na Zamku Królewskim w Warszawie.

Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.

UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji i filmów dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod nimi lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org