Opublikowano
2016-06-28 18:01
Licencja
Wolna licencja

Pojedynki sądowe w Polsce średniowiecznej

(strona 2)

Słowo „pojedynek”, zwłaszcza w kontekście średniowiecza, budzi skojarzenia dość jednoznaczne: dwóch rycerzy, odzianych w pełne zbroje, potykających się w szrankach o honor, dla sławy czy ku uciesze gawiedzi. Właściwie nie ma powodów, by wątpić w ten nieco stereotypowy obraz. Warto jednak nadmienić, że średniowieczny porządek świata wcale nie musiał stanąć na głowie, by ostrza skierowali przeciw sobie rycerz z… chłopem.


Strony:
1 2 3

Poza „Najstarszym zwodem…” pewnych informacji dotyczących pojedynku sądowego dostarcza „Księga henrykowska”, źródło pochodzące z II poł. XIII wieku. Wzmianka w niej zawarta jest krótka, lecz znacząca. Wspomniana została sprawa dziedziców wsi Bobolice – Przybysława, Boguchwała, Wojsława i Gostacha – którzy trudnili się rabunkiem. Kiedy zostali postawieni pod sądem książęcym, każdy z nich stoczył pojedynek i każdy został pokonany. Zgodnie z obyczajem mieli zatem zostać skazani na karę śmierci albo mogli wykupić się, co też postanowili uczynić. Poświadczone jest zatem użycie pojedynku sądowego w procesie karnym, widać również, że sądy boże leżały w kompetencji księcia. W tym wypadku władca zdecydował się na takie rozwiązanie zapewne z braku jawnych dowodów winy oskarżonych. Prawdopodobnie też książę wyznaczył zastępcę, który stoczył pojedynek w jego imieniu, w „Księdze henrykowskiej” widnieje bowiem stwierdzenie, że „następnie z rozkazu księcia pana zostali w pojedynku wszyscy zwyciężeni” (Księga I, rozdział 4, „Wywód o Bobolicach i ich uzasadnieniu”).

W tym momencie trzeba zaznaczyć jedną z ciekawszych cech pojedynków sądowych – mógł brać w nich udział każdy, niezależnie od stanu. Walka chłopa z rycerzem, z prawnego punktu widzenia, miała zatem jak najbardziej rację bytu. Nie należy jednak dopatrywać się w tym zaburzenia porządku feudalnego czy wręcz społecznego równouprawnienia. Lepiej urodzeni mieli zazwyczaj nieco szerszy wachlarz możliwości do wyboru, a jeśli powodem był książę, to mógł on wyznaczyć do walki dowolnego ze swoich ludzi. Podobnie właściciel ziemski nie musiał osobiście bić się z chłopem pochodzącym z jego domeny. W wypadku oskarżenia osoby posiadającej poddanych (rycerz, biskup) przez chłopa innego pana również możliwe było wykorzystanie zastępcy. Duchowni zaś mogli zostać wyzwani na pojedynek, ale wzięcie w nim udziału było już dla nich zabronione – nie mieli więc innego wyboru niż wyznaczenie osoby, która stoczyłaby bój w ich imieniu. Z kolei jedynym powodem, w którym po wyznaczeniu pojedynku dwóch osób równych stanem jedna z nich znajdowała zastępcę, była silna choroba. Jeden z artykułów „Zwodu…” dopuszcza jeszcze możliwość zamienienia pojedynku na próbę żelaza, jeśli pozwany zdoła w jakiś sposób udowodnić swoją niezdolność do wzięcia udziału w walce.

Pojedynek między powodem a pozwanym, ilustracja z XV-wiecznej Normandii (domena publiczna). Obie strony konfliktu musiały zgodzić się na pojedynek. Jeśli tak się stało, wyznaczony został czternastodniowy okres, w którym walka musiała się odbyć; za obopólną zgodą mogło jednak dojść do niej od razu. Rodzaj broni zależał od stanu pozwanego: jeśli był nim chłop, bój toczyło się na kije, jeśli rycerz – na miecze. Danie chłopu miecza do walki mogło wyglądać niemalże na wyniesienie go ponad stan, najprawdopodobniej chodziło jednak tylko o wyrównanie szans. Kij był dla rycerza bronią uwłaczającą. Dlatego też niechęć rycerza do walki z pozwanym chłopem wynikać mogła nie tylko z konieczności pojedynkowania się z niżej urodzoną osobą, ale także wymogiem użycia do tego niegodnej broni. Przed rozpoczęciem starcia głowy walczących posypywano popiołem w celu zatrzymania krwi po ewentualnym trafieniu. Ponadto pojedynkujący dostawali tarcze, a pod nie poduszki dla dodatkowej amortyzacji. Tak przygotowane strony konfliktu mogły rozpocząć walkę. Na temat jej przebiegu „Najstarszy zwód…” przekazuje dwie informacje: w wypadku wytrącenia broni należy ją ponownie podać, zaś bój ma trwać tak długo „aż jeden uzna, że przegrał pojedynek, albo aż zostanie pokonany” („Najstarszy zwód prawa polskiego”, art. 23).

Przemoc nie jest rozwiązaniem?

Stosowanie pojedynku w prawie karnym ilustruje też inny aspekt mentalności społeczeństwa średniowiecznego: ludzie wierzyli, że sądy odbywają się pod opieką Boga, stąd wiara w działanie irracjonalnych środków dowodowych. Jednak to walka wysuwa się na czoło spośród różnych typów ordaliów. Dopiero w przypadku komplikacji (np. wymienionej wcześniej niezdolności do stoczenia boju) odwoływano się do innych prób, na przykład żelaza. W pewien sposób przemoc stanowiła więc lepszą, budzącą więcej zaufania metodę rozwiązania problemu od stąpania po rozżarzonych lemieszach, o niechętnie odprawianej próbie zimnej wody nie wspominając. Stanowić to może pokłosie czasów przedpaństwowych, a konkretnie tzw. demokracji wojennej. Pod broń powoływani byli wówczas wszyscy wolni mężczyźni, a brak dużych i trwałych struktur politycznych sprawiał, że liczne plemiona często wojowały ze sobą, zmuszając się do nieustannej gotowości bojowej. Zresztą i później zbrojna drużyna stała się elitą skupioną wokół władcy.

W czasach panowania Henryka Pobożnego wymiar sprawiedliwości odznaczał się dużym okrucieństwem, a za rozbój mogła czekać nawet kara śmierci. Wymienieni już wcześniej czterej bracia z Bobolic zostali pokonani w pojedynku, ale ocalili głowy, gdyż byli w stanie się wykupić. Rozwiązanie sprawy poprzez duellum wygląda jednak jak manifestacja fizycznej przewagi wymiaru prawa. Prof. Marek Cetwiński, na podstawie „Księgi henrykowskiej”, przedstawił XIII-wieczny Śląsk jako miejsce pełne kryminalistów, gdzie w rozwiązywaniu problemów dominowała próba sił. Spowodowane było to między innymi chaosem po najeździe tatarskim i rządami niedbającego o porządek w dzielnicy Bolesława Rogatki. Anarchia i poczucie zagrożenia były potęgowane przez wróżdy, będące krwawą zemstą za zabicie krewnego (przeradzające się niekiedy w wojnę rodową), oraz wzrost liczby rycerzy-rabusiów w związku z osłabieniem władzy książęcej. Z czasem jednak argumenty siłowe powoli traciły na znaczeniu kosztem umacniania się litery prawa. Nie zmienia to faktu, że przemoc zakorzeniła się w mentalności ludzi, a to z kolei znalazło odzwierciedlenie w prawie zwyczajowym. Przykładem tego mogą być właśnie opisane w „Najstarszym zwodzie prawa polskiego” pojedynki sądowe.

Tekst ma więcej niż jedną stronę. Przejdź do pozostałych poniżej.

Polecamy e-book Michała Rogalskiego – „Bohaterowie popkultury: od Robin Hooda do Rambo”

Autor: Michał Rogalski
Tytuł: „Bohaterowie popkultury: od Robin Hooda do Rambo”

ISBN: 978-83-65156-06-8

Wydawca: Michał Świgoń PROMOHISTORIA (Histmag.org)

Stron: 87

Formaty: PDF, EPUB, MOBI (bez DRM i innych zabezpieczeń)

7,9 zł

(e-book)

Strony:
1 2 3
Napisz komentarz
Regulamin komentarzy

Gość: Autor |

Przepraszam że dopiero teraz odpisuję, ale dawno nie zaglądałem do komentarzy pod tym artykułem. W pracy skupiałem się na pojedynkach w średniowieczu, a ich dalszy los jedynie zasygnalizowałem. Dlatego też ciężko mi teraz podać jakąś wartościową merytorycznie odpowiedź. Moim zdaniem w XVI w. ciężko już mówić o zwyczaju prawnym pojedynkowania się - raczej określiłbym to jako "relikt". Pewnie już niezbyt powszechny (zresztą jego zasądzenie należało już tylko do króla), ale wciąż sporadycznie praktykowany, co zresztą pokazuje właśnie "Ceduła..." z 1511 r. Spróbuję trochę pogłębić temat w wolnej chwili i odpowiedzieć bardziej rzeczowo. Ciekawe tylko czy jeszcze kiedyś Pan tu zajrzy ;) Pozdrawiam



Odpowiedz

Gość: Jakub Zabierowski |

A ja mam takie pytanie czy aby na pewno w Polsce po 1505 r. istniał nadal zwyczaj prawny pojedynkowania? Z moich badań wyszło, że konstytucja sejmowa z 1505 r. odstępuje od pewnych przepisów prawa magdeburskiego mówiących o pojedynkach sądowych.Zostawione były jedynie w kompetencji królewskie, z czego w XVI skorzystano raptem parę razy. Ja wiem, że sprawa prawa w Polsce w tamtych czasach jest śliska, dlatego pytam..



Odpowiedz

Gość: GG |

Bardzo fajny artykuł, człowiek wiedział jedynie o podtapianiu ewentualnych pojedynkach ale jak to w praktyce ciężko znaleźć, tym większy tutaj plus ;)



Odpowiedz
Antoni Olbrychski

Absolwent Instytutu Historycznego Uniwersytetu Warszawskiego. Interesuje się historią średniowieczną i nowożytną, w szczególności wojskowością i życiem codziennym. Instruktor szermierki, członek Akademii Szermierzy. Członek Towarzystwa Opieki nad Zabytkami w Czersku i edukator na Zamku Królewskim w Warszawie.

Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.

UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji i filmów dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod nimi lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org