Polacy, Czesi i potęga stereotypów

Na dźwięk języka czeskiego Polak mimowolnie uśmiecha się z wyższością, ale Czech nie pozostaje mu dłużny. W ten sposób już od wieków niewiele o sobie wiemy i kiepsko się rozumiemy. I jak tu na serio myśleć o politycznej współpracy?
Tekst ma więcej niż jedną stronę!
Strona 1
Strona 2
Strona 3
Strona 4

Polacy i Czesi – zobacz też: Kryzys polsko-czechosłowacki 1945 roku – dogrywka przedwojennego konfliktu

Warto poświęcić nieco miejsca fenomenowi, który w kluczowy chyba sposób wpływał na trudności w porozumieniu pomiędzy Pragą a Warszawą. Chodzi tu mianowicie o głęboką niewiedzę obu narodów na temat drugiej strony. Dotyczyło to w równym stopniu polityków, co i zwykłych ludzi. Tej niewiedzy nie zmienił fakt, że Polacy i Czesi przez tyle lat wspólnie zamieszkiwali imperium habsburskie. Jak pisał czeski historyk, „współżycie pod berłem habsburskim nie zapisało się zbyt wyraźnie. Było to raczej życie obok siebie, z własnymi tradycjami, opcjami, orientacjami i preferencjami”. Zatem: niby razem, a jednak osobno. „Nawet najbardziej biegli w swoim rzemiośle dyplomaci I Republiki postrzegali nadwiślańskie realia przez pryzmat własnej (jakże odmiennej od polskiej) kultury — pisał Sławomir Nowinowski. — Sporządzone przez nich raporty, instrukcje i analizy odzwierciedlają nie tylko geopolityczne kalkulacje. Dowodzą także, jak trudno im było powściągnąć emocje, gdy pisali, konwersowali i rozmyślali o Polsce”.

Czechosłowacja w roku 1930 (domena publiczna)

Nie ma zatem wątpliwości co do tego, że Polska, zwłaszcza w momentach kryzysu we wzajemnych relacjach, wywoływała nad Wełtawą silne emocje. Ale wiedza Czechów o naszym kraju wyglądała bardzo skromnie. Podobnie było zresztą z wiedzą o Czechosłowacji nad Wisłą. To zaś otwierało pole do tworzenia się stereotypów, które w wyrazisty sposób porządkowały świat, choć wcale nie musiały trafnie odzwierciedlać rzeczywistości.

Owa wzajemna niewiedza urosła do rangi problemu politycznego w momencie, gdy powstały niepodległe państwa: polskie i czechosłowackie. Bezdyskusyjnym twórcą państwa czechosłowackiego był Tomáš Masaryk. Odcisnął on decydujące piętno nie tylko na kształcie jego granic, ale również na jego obliczu intelektualnym. Warto tu przypomnieć, że ten polityk-filozof potrafił nie tylko odważnie bronić swoich poglądów, ale także bardzo zręcznie kreował wizerunek niezależnego intelektualisty. To w znacznej mierze owej autokreacji Masaryk zawdzięczał wpływy, jakie uzyskał w czasie pierwszej wojny światowej w najwyższych sferach Ameryki, Wielkiej Brytanii i Francji. Być może właśnie ten jego niezwykły urok i zręczność stały się głównym powodem, dla którego ententa tak silnie broniła czechosłowackich interesów na paryskiej konferencji pokojowej. Na pewno zaś Masaryk stworzył ideowe podstawy nowego państwa, wytyczył mu kierunki rozwoju i narzucił swoje intelektualne interpretacje. Był tym samym zarówno reprezentantem czeskiej tradycji, jak i twórcą nowego bytu. Reprezentował jednocześnie zmianę i kontynuację.

Wielokrotnie przywoływałem już słowa czechosłowackiego prezydenta zdające się świadczyć o jego gotowości współpracy z Polakami. Czy jednak sam Masaryk ich znał? Wiele wskazuje na to, że nie — czym zresztą nie różnił się od polityków czeskich swojego pokolenia. Jak wskazywał jego biograf, Masaryk nigdy nie utrzymywał żadnych poważniejszych kontaktów z elitami polskimi. Stąd wniosek, że wszystko, co potrafił powiedzieć o Polakach, opierał na swoich obserwacjach elit galicyjskich — obserwacjach, dodajmy, dość pobieżnych i tendencyjnych. Sytuacji nie ułatwiało to, że z punktu widzenia Czechów Galicja stanowiła synonim nędzy i zacofania, a jednocześnie ucieleśnienie wszystkich polskich przywar. Tego obrazu dopełniają listy wymieniane przez Masaryka z Benešem. Dowodzą one, że pierwszy prezydent Czechosłowacji miał o Polakach niskie mniemanie, uważając ich za zdemoralizowanych zaborami, niewiarygodnych oraz pozbawionych umiejętności organizacyjnych potrzebnych dla sprawnego funkcjonowania gospodarki i administracji. „Odbudowa historycznej Polski oznacza powrót wszystkich błędów dawnej Polski i niesie w sobie zarodek jej upadku” — pisał Masaryk do Beneša w czerwcu 1919 roku. A jest to tylko jeden z wielu przykładów jego bardzo surowych ocen sąsiadów z północy.

Popiersie Tomasza Masaryka przy Masarykovej Chacie w Górach Orlickich (fot. MOs810; Creative Commons Uznanie autorstwa–na tych samych warunkach 3.0 niezlokalizowana)

Nie oznaczało to, jak już wiemy, że czechosłowacki prezydent nie chciał powstania Polski. Chciał, ale nie życzył sobie, aby stała się państwem zbyt rozległym. Polska federacyjna — taka, o jakiej myślał Józef Piłsudski — była dla niego koszmarem. Problem stanowiły też granice II Rzeczypospolitej, konsekwentnie uznawane przez Pragę za „absurd” i zagrożenie pokoju europejskiego. Te poglądy podzielali najbliżsi współpracownicy Masaryka, z wieloletnim szefem praskiego MSZ, Edvardem Benešem na czele. Warto więc postawić pytanie: czy tworzenie spójnego bloku z politykami, o których działaniach myśli się tak krytycznie, było w ogóle do pomyślenia dla czechosłowackich liderów? Odpowiedź nasuwa się sama: nie. Znacznie atrakcyjniejszymi partnerami do dyskusji, i współpracy, wydawali się potężni Francuzi, pokrewni kulturowo Niemcy, czy tradycyjnie doceniani Rosjanie.

„Świat pojęć politycznych, którego spadkobiercami w Polsce byli zarówno Piłsudski, jak i Beck — pozostawał dla Czechów niezrozumiały, podobnie jak mało zrozumiały dla Polaków był czeski «realizm», mający silne podłoże «organicznikowskie»” — ocenia historyk dyplomacji Marek Kornat. Poseł czechosłowacki w Warszawie Václav Girsa w październiku 1928 roku, w przemówieniu kierowanym do Polaków, dowodził, że nieporozumienia pomiędzy oboma krajami wynikały głównie z faktu, „żeśmy się wzajemnie zbyt mało znali, będąc oddzieleni od siebie chińskim murem różnych zasadniczo warunków, w których zmuszano nas żyć w czasach przedwojennych pod jarzmem państw zaborczych”. Z takich podstaw intelektualnych płynęły poważne konsekwencje dla wzajemnego postrzegania polityków obu stron.

Józef Piłsudski i generał Gustaw Orlicz-Dreszer (po prawej) na moście Poniatowskiego, 12 maja 1926 roku

Jeżeli mielibyśmy uogólniać, czescy politycy byli skłonni widzieć w Polakach raczej wrogów niż przyjaciół. Owszem, bywały momenty, gdy pojawiały się także propozycje współpracy. Można wśród nich znaleźć nawet pomysł powołania do życia unii polsko-czesko-słowackiej z połowy lat dwudziestych. Tak pomyślany organizm polityczny miał w intencjach jego twórców skutecznie przeciwstawić się ekspansji niemieckiej na wschód. Ale były to idee pojawiające się gdzieś na marginesie. Nie podejmował takich tematów żaden z poważnych polityków czeskich. Od początku lat dwudziestych aż po koniec lat trzydziestych właściwie żaden z nich nie chciał słyszeć o bliższej współpracy z Polską.

Jak na tym tle wyglądały opinie wyrażane przez obywateli Czechosłowacji? Co myśleli oni o Polakach? Pewne pojęcie o tym daje fragment prześmiewczego tekstu napisanego przez Jaroslava Haška w 1921 roku. Tekst ten, opublikowany w lewicowym dzienniku „Tribuna”, był zmyślonym zapisem z dziennika Józefa Piłsudskiego, który wybierał się do Paryża, aby podpisać traktat sojuszniczy z Francją: „Dzisiaj wyjechałem z Warszawy po uroczystym nabożeństwie odprawionym przez arcybiskupa. Przyjąłem ciało Pana. Potem był bankiet pożegnalny z rządem. Prezes Rady Ministrów pożyczył ode mnie 1000 marek polskich. Zanim pociągiem opuściłem granice Polski, odprawiono na ostatniej stacji granicznej mszę polową i ktoś dał mi szablę. Mam już takich szabli na pamiątkę ze 600”. W krzywym zwierciadle ukazane tu zostały te cechy, które Czesi uważali za bardzo „polskie”. Polak to według Haška katolik, religijny aż do dewocji, ale też zawsze gotów do uczt i zabaw. Oprócz tego skłonny do ostentacji i nieznośnie, do granic absurdu, przywiązany do symboli.

Tekst jest fragmentem książki Michała Przeperskiego pt. „Nieznośny ciężar braterstwa. Konflikty polsko-czeskie w XX wieku”:

Michał Przeperski
„Nieznośny ciężar braterstwa. Konflikty polsko-czeskie w XX wieku”
54,90 zł
Wydawca: Literackie
Okładka: twarda
Liczba stron: 464
Data i miejsce wydania: I
Premiera: październik 2016
Format: 165x240 mm
Format ebooków: EPUB MOBI
Zabezpieczenie ebooków: ebook: watermark
ISBN: 978-83-08-06206-7

Tomáš Garrigue Masaryk (fot. Josef Jindřich Šechtl/ Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0.)

Na podobne stereotypy można natrafić w czasie uważnej lektury czeskiej prasy z okresu dwudziestolecia międzywojennego. Wiele o opiniach na temat Polaków wyrażanych w czeskich mediach mówi wyrazista figura Polaka-awanturnika, często goszcząca na łamach prasy satyrycznej, zwłaszcza w karykaturach. Postać ta przypominała „szlachcica, obfitych kształtów, z charakterystycznym nakryciem głowy — czapką krakuską, podobną do rogatywki”. W oczach Czechów była to figura emblematyczna, jak w soczewce skupiająca wszelkie najgorsze polskie cechy. W zależności od kontekstu mógł on symbolizować agresję, awanturniczość, drażliwość, zapalczywość czy zuchwałość. Wypada odnotować, że były to te same cechy, które Polakom zwykł przypisywać Masaryk oraz jego najbliżsi współpracownicy polityczni. Widać takie pojmowanie Polaków przez Czechów było jeżeli nie powszechne, to bardzo częste. Wolno podejrzewać, że tego rodzaju opinie pojawiały się wśród reprezentantów wszystkich czeskich warstw społecznych i grup wiekowych. Warto dodać, iż negatywne stereotypy pokutowały też w tradycji ludowej. Wśród czeskich przysłów znajdziemy między innymi takie: „U nas nie ma polskiej samowoli, ale jedna mocna wola”.

Nad Wisłą w zasadzie też niewiele wiedziano o Czechach. Wypada przyznać, że mało się nimi interesowano, zwłaszcza w okresach spokojniejszych. „Stoimy wobec ważnych, decydujących zmian u granic polskich. To lub inne rozwiązanie kwestii czechosłowackiej zadecyduje o międzynarodowym położeniu Polski, o warunkach nie tylko rozwoju, ale i jej bytu. Tymczasem nasz ogół zachowuje się w stosunku do tej sprawy dziwnie obojętnie” — pisał Władysław Studnicki już w 1938 roku. Dobrze oddawało to podejście Polaków do problematyki czechosłowackiej, która znajdowała się w hierarchii zainteresowania zawsze niżej od relacji na przykład z Niemcami czy ze Związkiem Radzieckim.

Podział Śląska Cieszyńskiego (aut. Mix321/wikipedia; GNU Licencja Wolnej Dokumentacji 1.2)

Można zatem sądzić, że obiegowe opinie Polaków kształtowały się bardzo często na gorąco, zwłaszcza pod wpływem sytuacji konfliktowych. Zasadnicze znaczenie miał tu przede wszystkim najazd czechosłowacki na polską część Śląska Cieszyńskiego. Przez Polaków był on postrzegany jednoznacznie negatywnie jako czyn moralnie naganny. Co do tego panowała zgoda wśród wszystkich polskich ugrupowań politycznych oraz, jak wolno sądzić, znacznej większości obywateli zainteresowanych sprawami publicznymi. Co ważne, wojny polsko-czechosłowackiej nie traktowano jako elementu działań jedynie lokalnych. Polska opinia publiczna nie miała wątpliwości, że jest to element szerszego planu zmierzającego do zmarginalizowania Polski w tworzącym się układzie politycznym w Europie Środkowej. „Z dziecięcą wściekłością nienawidzą w nas nie kogo innego jak bandytów, którzy ukradli im część Cieszyńskiego”, komentowała silne nastroje antyczeskie w Polsce jedna z czeskich gazet w marcu 1921 roku.

Negatywny stereotyp Czecha funkcjonujący wśród Polaków wydaje się zaskakująco zbieżny ze stereotypem Polaka funkcjonującym wśród Czechów. Oto bowiem u progu II RP Czesi są oceniani jako drapieżni, goniący za „postępowością” na pokaz, a jednocześnie głęboko przeświadczeni o własnej wyższości nad innymi narodami. Specyficznego posmaku nabierały także religijne zarzuty stawiane Czechom przez Polaków. Mieli oni być katolikami jedynie na pokaz, a w gruncie rzeczy kacerzami, zdrajcami — swoistym koniem trojańskim Zachodu w tej części Europy. „Czesi pozostali tym, czym od wieków byli: podszywaczami, kondotierami obcej siły, «podstrojkami» obcej potęgi i firmy. Tu bodaj uchwyciliśmy istotę narodowego charakteru czeskiego” — pisał polski publicysta w okresie otwartego konfliktu między Pragą a Warszawą. Inny w wyraźnie antyczeskim dziełku przypominał z goryczą, że Czesi „w bezpośrednim (…) zetknięciu się z Polską nie dotrzymali ani jednej umowy”. Przypisywanie Czechom wiarołomności wcale nie było w dwudziestoleciu międzywojennym rzadkie. Ale i Polacy okazywali się w czeskich oczach sprzedawczykami, zwłaszcza wtedy, gdy podpisali pakt o nieagresji z Niemcami w 1934 roku — prasa czeska określała ich wówczas mianem zdrajców Słowiańszczyzny. Podobne opinie dominowały zresztą wśród czeskich polityków.

Eugeniusz Kwiatkowski, wicepremier i minister skarbu 1935-1939 (fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe, PIC_1-A-2300; domena publiczna)

Czy możemy powiedzieć, że w okresie dwudziestolecia międzywojennego negatywny stereotyp Czecha utrwalił się wśród Polaków? To prawda, że Czechom w Polsce pamiętano lata 1919–1920. Ale z drugiej strony konflikt polsko-czechosłowacki znajdował się na marginesie najważniejszych wydarzeń politycznych w tym okresie w Polsce. Badacz tematu Tadeusz Kisielewski wyciągał z tego wniosek, że „negatywny stereotyp Czecha zrodzony w sytuacji konfliktowej nie miał niejako siły i trwałości — przynajmniej poza obszarem konfliktu — stereotypów tworzących się na owym głównym kierunku polskich niebezpieczeństw i lęków”.

Pisząc o obrazie Czechów w oczach Polaków, trzeba poczynić jedno ważne rozróżnienie: wyraźnie oddzielić dwie różne płaszczyzny, na których funkcjonowały nad Wisłą stereotypy związane z Czechami. Na jednej sytuowały się sprawy polityczne i militarne, na drugiej — ekonomiczne i cywilizacyjne. Pierwszy zespół stereotypów miał wydźwięk zdecydowanie negatywny. Ten drugi — wręcz przeciwnie. Osiągnięcia gospodarcze Czechów były niewątpliwe i Polacy obserwowali je z podziwem już na przełomie XIX i XX wieku, o czym pisałem wcześniej. W okresie II RP nad Wisłą zdawano sobie sprawę, że południowy sąsiad to jedno z najwyżej gospodarczo rozwiniętych państw Europy. Opinia ta była podzielana nie tylko przez polskich intelektualistów liberalnych, ale także przez niektórych reprezentantów elity władzy. Wśród osób podkreślających siłę gospodarki czechosłowackiej znajdował się na przykład wicepremier ostatniego rządu przedwrześniowego Eugeniusz Kwiatkowski.

Tekst jest fragmentem książki Michała Przeperskiego pt. „Nieznośny ciężar braterstwa. Konflikty polsko-czeskie w XX wieku”:

Michał Przeperski
„Nieznośny ciężar braterstwa. Konflikty polsko-czeskie w XX wieku”
54,90 zł
Wydawca: Literackie
Okładka: twarda
Liczba stron: 464
Data i miejsce wydania: I
Premiera: październik 2016
Format: 165x240 mm
Format ebooków: EPUB MOBI
Zabezpieczenie ebooków: ebook: watermark
ISBN: 978-83-08-06206-7

Obraz Leonhard Niederwimmer z [Pixabay](https://pixabay.com/pl/service/license/)
Obraz Leonhard Niederwimmer z Pixabay

Praga cieszyła się również dobrą opinią wśród polityków opozycyjnie nastawionych do rządów Piłsudskiego i jego następców. Ostatnia demokracja w Europie Wschodniej stała się schronieniem dla niektórych polskich działaczy. Należał do nich Wincenty Witos — skazany w politycznym procesie brzeskim — przebywający na emigracji w Czechosłowacji w latach 1933–1939. W połowie lat trzydziestych Witos notował: „W przeciągu kilkudziesięciu lat wieś «czeska» zupełnie zmieniła swoje oblicze pod względem społecznym. Gdy przed wojną gospodarze rolni stanowili nieomal sto procent mieszkańców, obecnie spadli do niespełna czwartej części. Zamożność i postęp na każdym kroku widoczne. Chłopom i robotnikom dobrze się powodzi”67. A zatem z punktu widzenia Witosa można było podziwiać południowego sąsiada nie tylko za jego umiłowanie demokracji. Szacunek i uznanie mógł budzić również dynamiczny rozwój gospodarczy i cywilizacyjny. Dla lidera polskiego ruchu ludowego porównanie zamożnej wsi czeskiej ze znajdującym się w permanentnym kryzysie rolnictwem polskim musiało być zresztą szczególnie bolesne. Może to prowadzić do wniosku, że Czech nie miał dobrego obrazu Polski, natomiast Polak widział pewne dobre strony państwa czechosłowackiego.

Ignacy Daszyński i Wincenty Witos, 1920

Wróćmy jeszcze do opinii odnoszących się do sfery polityki — tych było w obiegu publicystycznym znacznie więcej. Choć dzisiaj nie brzmi to poważnie, w dwudziestoleciu międzywojennym Czechosłowacja była jednak uważana za państwo, w którym wielki wpływ na życie społeczne wywierają loże masońskie. Znajdowało to odzwierciedlenie w stosunku, jaki do Czechosłowacji mieli politycy reprezentujący polski obóz narodowy — rzekome wpływy masońskie nastawiały ich do tego kraju sceptycznie, a nawet wrogo. Ponadto w drugiej połowie lat trzydziestych naszego południowego sąsiada postrzegano nie tylko jako „kraj rządzony przez masonerię”, ale także jako „lotniskowiec Związku Sowieckiego”. W tym kontekście o ewolucji swoich sympatii do Czechów mówił znany pisarz i publicysta Adolf Nowaczyński. Swoją dłuższą wypowiedź zaczął od przedstawienia fascynacji osiągnięciami czeskimi na niwie gospodarczej i politycznej sięgającej jeszcze okresu przed 1914 rokiem. Nowaczyński należał do najbardziej zasłużonych działaczy na rzecz wzajemnego poznania i zbliżenia między oboma narodami, za co został zresztą uhonorowany wysokim odznaczeniem czechosłowackim przez samego Masaryka. „Dopiero galopujące wprost wzmaganie się sympatii sowieckich w Czechach zaczęło mnie rozczarowywać na dobre — mówił polski pisarz w wywiadzie z lutego 1937 roku przeprowadzonym dla „Merkuriusza Polskiego”. — Następca bowiem prezydenta Masaryka odznacza się szczególniejszą niechęcią do całej polskiej elity dyplomatycznej i politycznej oraz równie negatywnym stosunkiem do Polski”. O wpływie masonerii na czechosłowacką politykę trudno jest poważnie dyskutować. Natomiast wpływy radzieckie nad Wełtawą były dla Polaków rzeczywistym problemem i sprzyjały wytwarzaniu się poczucia nieufności wobec Czechów.

Adolf Nowaczyński, polski pisarz i publicysta (domena publiczna)

Skoro tyle miejsca poświęciliśmy wzajemnej o sobie niewiedzy, to warto też wspomnieć próby jej przełamania. Wizyty sąsiedzkie pozostawały najlepszym remedium na wszelkie stereotypy. Czeski uczestnik jednej z takich wycieczek — na Targi Poznańskie — mówił w 1929 roku: „I jest to radosny efekt naszych odwiedzin, skoro możemy się przekonać o tym, że Polacy kulturalnie, gospodarczo i socjalnie stoją lepiej, niż myślimy”. Malkontent powie, że z tej wypowiedzi jasno wynika, iż Czesi mieli Polskę za kraj zacofany. W pewnym sensie II RP rzeczywiście takim krajem była. Ale to, że gość z Czechosłowacji przekonywał się na własne oczy o tym, jak Polacy walczą z oporną materią ekonomiczną, było istotne. Nawet dla obywatela przemysłowej Czechosłowacji nie ulegało wątpliwości, że Polska dokonała w dwudziestoleciu międzywojennym bardzo poważnego wysiłku modernizacyjnego. Wyjście z roli kraju opierającego swoją pozycję na eksporcie płodów rolnych było dla II RP ważne — takie wizyty jak wspomniana, stanowiły konkretny, choć drobny krok w tym kierunku.

Przemysł miał swoje znaczenie we wzajemnych stosunkach polsko-czechosłowackich. Świadectwa tego przynoszą choćby dokumenty koncernu Škoda, który w dwudziestoleciu był potentatem w produkcji sprzętu wojskowego. Co ciekawe, znajdziemy tam również dowody na wysoką jakość polskiego państwa. Bez większej przesady można powiedzieć, że uwidocznia się w nich dążenie do tego, by wobec wyżej rozwiniętej Czechosłowacji nie odgrywać roli gospodarczej kolonii. Oto bowiem w tamtejszych raportach handlowych można natrafić na utyskiwania, że „administracja państwowa i samorządowa w RP jest nieprzekupna, przedstawiciele władz targują się o każdy grosz i niechętnie udzielają koncesji przemysłowi czechosłowackiemu”. Być może w innych krajach czeski przemysł zdobywał atrakcyjne kontrakty. W Polsce najwyraźniej szło to opornie i świadczyło raczej, wolno tak przypuszczać, o polskim etosie urzędniczym niż o niechęci do czechosłowackiego kapitału.

Vlasta Burian, czeski aktor i reżyser (aut. nieznany; CC BY-SA 3.0)

We wzajemnym poznaniu ważną rolę odgrywała nie tylko gospodarka. Wielkie znaczenie miały też wizyty intelektualistów obu stron czy kontakty sportowe i turystyczne. W przypadku tych ostatnich do najpopularniejszych miejsc należały pogranicze polsko-czechosłowackie w Tatrach, polskie morze, a także obie stolice. Trudną do przecenienia rolę odgrywały również publikacje w polskich gazetach, w których pojawiały się specjalne rubryki poświęcone Czechosłowacji. Zwłaszcza po 1925 roku, gdy polityczna współpraca między oboma krajami znalazła się w ślepym zaułku, na pierwszy plan wyraźniej wysunęły się więzi kulturalne. Zaniedbane w okresie wojny polsko-czechosłowackiej, w latach dwudziestych z wolna odzyskiwały swoją intensywność. Jeden z największych sukcesów współpracy polsko-czechosłowackiej w zakresie kultury przyniósł 1933 rok. Wtedy to Vlasta Burian zrealizował w Warszawie komedię 12 krzeseł, a w roli głównej wystąpił wielki gwiazdor przedwojennego kina polskiego, Adolf Dymsza.

Tradycyjnie ważnym polem wymiany kulturowej pomiędzy Polakami a Czechami pozostawała literatura. Tradycja polsko-czeskich kontaktów literackich była dobrze ugruntowana jeszcze przed wybuchem pierwszej wojny światowej. „Właśnie z literatury społeczeństwo czeskie czerpało wiedzę o «sprawie polskiej» i o polskich dążeniach niepodległościowych” — pisał czeski historyk Jaroslav Valenta. Literatura polska cieszyła się wówczas najwyraźniej naprawdę dużym powodzeniem. W drugiej połowie lat trzydziestych socjaldemokratyczny poseł do praskiego parlamentu mówił: „Na nasz sąd o Polsce wielki wpływ miała wysoka kultura duchowa, której szczytem była mesjanistyczna poezja Mickiewicza. Na wzrost naszego entuzjazmu dla polskich spraw wpływały też powieści Sienkiewicza ukazujące nam sławną polską przeszłość”. Wydaje się jednak, że zarówno Mickiewiczowski mesjanizm, jak i Sienkiewiczowska fantazja, tak fundamentalnie ważne dla polskiej kultury narodowej, były nad Wełtawą odbierane przede wszystkim jak nieszkodliwe szaleństwo.

Tekst jest fragmentem książki Michała Przeperskiego pt. „Nieznośny ciężar braterstwa. Konflikty polsko-czeskie w XX wieku”:

Michał Przeperski
„Nieznośny ciężar braterstwa. Konflikty polsko-czeskie w XX wieku”
54,90 zł
Wydawca: Literackie
Okładka: twarda
Liczba stron: 464
Data i miejsce wydania: I
Premiera: październik 2016
Format: 165x240 mm
Format ebooków: EPUB MOBI
Zabezpieczenie ebooków: ebook: watermark
ISBN: 978-83-08-06206-7

Antoni Słonimski

„Szanowaliśmy pracę Czechów nad wewnętrznym ich zjednoczeniem i państwowym odrodzeniem. Czciliśmy, jak należy, ich piśmiennictwo i sztukę. Stawialiśmy sposoby pracy jako wzory dla siebie” — pisał w pierwszych latach II RP Stefan Żeromski. Mistrz nieco przesadzał w tak pozytywnej ocenie Czechów i ich znaczeniu dla współczesnej kultury polskiej. Kurtuazja ta jest jednak zrozumiała, Żeromski bowiem zapisał się w historii jako jeden z największych czechofilów polskiej literatury. Jaką naprawdę rolę odegrały w dwudziestoleciu stosunki pomiędzy literatami z obu krajów? Dość skromną. Byli autorzy utrzymujący szerokie kontakty w Czechosłowacji, między innymi Zofia Nałkowska i Emil Zegadłowicz — oboje zresztą rodzinnie powiązani z tym krajem. Nie brakowało też innych podróżników. W Pradze gościł Wacław Sieroszewski cieszący się wśród Czechów znaczną popularnością, była tam też Kazimiera Iłłakowiczówna. W końcu lat dwudziestych czechosłowacką stolicę odwiedzili zwartą grupą skamandryci. Ale w opinii literaturoznawców kontakty między Polską a Czechosłowacją nie dawały wyraźniejszych efektów twórczych. Nie sposób się też ich dopatrzeć w polskiej prasie literackiej. Na dobrą sprawę, jakikolwiek tytuł by wziąć pod uwagę, począwszy od liberalnych „Wiadomości Literackich”, a skończywszy na radykalnie prawicowym „Prosto z Mostu”, Czechosłowacja nie pojawiała się w nich prawie wcale.

Gdy mowa o literaturze, nie można zapomnieć o znaczeniu książek czeskich nad Wisłą. Na tym polu najważniejszą pozycję zdobyli sobie Jaroslav Hašek oraz Karel Čapek. Najwytrwalszym propagatorem twórczości obu pisarzy stał się Paweł Hulka-Laskowski, dziennikarz, pisarz, a z przypadku również tłumacz literatury. Zwłaszcza dla popularności Haška Hulka-Laskowski miał znaczenie kluczowe. Kongenialny przekład powieści Przygody dobrego wojaka Szwejka, opublikowany w początku lat trzydziestych, odniósł ogromny sukces. Gdyby nie Hulka-Laskowski, nie wiadomo, czy byłby on możliwy. Jeszcze w końcu lat dwudziestych polskie podręczniki literatury czeskiej pomijały Haška całkowitym milczeniem i oto nagle doskonale znany również dzisiejszym Polakom Szwejk stał się w przedwojennej Polsce żywo obecną figurą kultury popularnej. Został stereotypowym wyrazicielem czeskiego pacyfizmu, dekownictwa, a Tadeusz Boy-Żeleński pisał o nim jako o „leserze dumnym z demencji i alkoholizmu”. Taki obraz Czechów obecny był nie tylko w publikacjach Boya — pojawił się również u Antoniego Słonimskiego. Ksawery Pruszyński szedł natomiast głębiej w interpretacji szwejkowego stereotypu. Tak pisał o Czechach: „to jest naród Szwejka, który — wbrew fałszywej opinii polskiej — bynajmniej nie był tchórzem, lecz tylko, żeby się bić i ryzykować życie, potrzebował pewnej racji, a tej mu monarchia austro-węgierska nie mogła i nie umiała dostarczyć”.

Tadeusz Boy-Żeleński

Innym sposobem prowadzenia wymiany kulturalnej między Polakami a Czechami była działalność towarzystw przyjaźni. Sięgała ona swoimi korzeniami jeszcze do lat osiemdziesiątych XIX wieku. Tego rodzaju ośrodki powstały w dwudziestoleciu międzywojennym na przykład w Poznaniu, Warszawie, Gdyni i we Lwowie. Po polskiej stronie ich działalność była ściśle uzależniona od bieżącego stanu wzajemnych stosunków politycznych. Gdy w pierwszej połowie lat trzydziestych te ostatnie zaczęły się definitywnie psuć, polskie władze zdecydowanie ograniczyły możliwość prowadzenia podobnej działalności. W Czechosłowacji tymczasem towarzystwa takie działały nieniepokojone przez nikogo. Na przykład w 1934 roku w Pradze w klubie czesko-polskim zorganizowano uroczystość z okazji imienin Marszałka Piłsudskiego. Zabrał na niej głos gen. František Bláha, mówiąc: „ceniliśmy zwłaszcza polskie przywiązanie do spraw narodowych i opartą na doświadczeniach bezkompromisowość w kwestiach narodowej obrony”.

Ale wbrew temu, co można byłoby wnioskować ze słów czechosłowackiego wojskowego, stosunek do wojska i władzy dzielił Polaków i Czechów. Symbolizowali to dwaj ludzie: Piłsudski i Masaryk. Ten pierwszy był wyrazistym, autorytatywnym przywódcą, który w czasie wojny dowodził zorganizowanymi przez siebie oddziałami wojskowymi. Ten drugi był jego przeciwieństwem. Współtworzył co prawda czechosłowacką armię, ale pozostawał przede wszystkim politykiem gabinetowym, spokojnym intelektualistą. Co za tym idzie, już po 1918 roku Masaryk wśród znakomitej większości rodaków nie budził negatywnych, silnych emocji. Inaczej Piłsudski — nie szanował instytucji demokratycznego państwa, widząc w nich źródło słabości Rzeczypospolitej. Tymczasem Masaryk w demokracji upatrywał jedyną szansę dla stworzonego przez siebie państwa czechosłowackiego. Sposób sprawowania przywództwa w obu wypadkach był zupełnie inny. Gdy Piłsudski pozostał typem wodza, to Masaryk typem lidera politycznego. Już takie skrótowe zestawienie pokazuje wielką różnicę pomiędzy oboma politykami, którzy cieszyli się opinią „ojców narodu”. W pewnej mierze oznacza to również, że część stereotypów i uprzedzeń, jakie żywili wobec siebie nawzajem Czesi i Polacy, miały swoje racjonalne jądro. Przywódcy są przecież znakomitymi wizytówkami grup, którym przewodzą.

Charakterystyczna na tym tle wydaje się również opinia o Polakach wyrażona w 1936 roku przez czeskiego publicystę. Utrzymywał on, że „Polacy osobistymi cnotami i cechami charakteru jakby przypominali żołnierzy w cywilu”. Tymczasem podejście Czechów do politykujących żołnierzy było zupełnie inne niż w Polsce. Piłsudski stał się przywódcą cieszącym się szerokim poparciem społecznym, tymczasem nad Wełtawą taka kariera byłaby nie do pomyślenia. Gdy generał Radola Gajda, przywódca Legionu Czechosłowackiego w czasie rosyjskiej wojny domowej, zaczął zdradzać ambicje polityczne, został natychmiast usunięty z armii. Dodajmy jeszcze, że ci z Polaków, którzy od początku związali swoje losy z Józefem Piłsudskim i tworzonymi przez niego oddziałami polskimi, fatalnie zapamiętali Czechów walczących na froncie wschodnim w czasie pierwszej wojny światowej. Nierycerscy, tchórzliwi, niewierni — tacy mieli być żołnierze czescy w c.k. armii.

Milan Hodža, premier Czechosłowacji w latach 1935-1938

Swoistą projekcją różnic pomiędzy dwoma wyrazistymi liderami było przeciwstawienie „demokratyczna Czechosłowacja — autokratyczna (lub mniej demokratyczna) Polska”. Czy Czesi mieli rzeczywiście prawo czuć się społeczeństwem bardziej demokratycznym od Polaków? Za tym na pewno przemawiała czeska tradycja narodowa oparta przede wszystkim na egalitarnej wspólnocie. Zestawienie jej z kulturą polską, odwołującą się do tradycji szlacheckiej I Rzeczpospolitej, zdawało się przesądzać sprawę. Ale krótki rzut oka na proces powstania obu państw może nas doprowadzić do zaskakujących wniosków. Oto bowiem w Polsce bardzo szybko, bo już w styczniu 1919 roku, przeprowadzone zostały powszechne wybory parlamentarne, z bardzo demokratyczną jak na owe czasy ordynacją wyborczą. Tymczasem prowizoryczny parlament czechosłowacki wyłoniony został drogą kooptacji. Siłą rzeczy oznaczało to, że u swego zarania Czechosłowacja była, jeśli można tak powiedzieć, krajem rządzonym mniej demokratycznie niż Polska. Potem sytuacja wyraźnie się zmieniła. Najpierw w 1926 roku, gdy w wyniku zamachu stanu w Polsce do władzy doszedł Józef Piłsudski, potem gdy w 1935 roku, krótko przed jego śmiercią, uchwalono konstytucję wprowadzającą system autorytarny. W odniesieniu do ostatnich lat dwudziestolecia międzywojennego przeciwstawienie „demokratyczna Czechosłowacja — autokratyczna Polska” będzie uzasadnione.

Jak podkreślał badacz tego zagadnienia, „nigdy tak zdecydowanie, nigdy tak ostro nie podkreślaliśmy w etnicznym obrazie Czecha polskiej wrogości, nigdy tak zdecydowanie nie wyrażaliśmy oficjalnie takiej niechęci i pogardy jak w II Rzeczpospolitej”. Czech pozostał dla Polaka zdrajcą, wrogiem i nikczemnikiem. I chociaż nigdy wcześniej, ani też nigdy później, nie zrobiono tyle dla osłabienia stereotypów, to wszystkie te wysiłki zakończyły się klęską. A w znaczącym stopniu przyczynić się miał do tego problem Zaolzia oraz rola Polski w kryzysowym dla Czechosłowacji 1938 roku.

Tekst jest fragmentem książki Michała Przeperskiego pt. „Nieznośny ciężar braterstwa. Konflikty polsko-czeskie w XX wieku”:

Michał Przeperski
„Nieznośny ciężar braterstwa. Konflikty polsko-czeskie w XX wieku”
54,90 zł
Wydawca: Literackie
Okładka: twarda
Liczba stron: 464
Data i miejsce wydania: I
Premiera: październik 2016
Format: 165x240 mm
Format ebooków: EPUB MOBI
Zabezpieczenie ebooków: ebook: watermark
ISBN: 978-83-08-06206-7

Korekta: Michał Przeperski

Tekst ma więcej niż jedną stronę!
Strona 1
Strona 2
Strona 3
Strona 4
Śledź nas!
Komentarze
lub zaloguj się za pośrednictwem konta Google

O autorze
Michał Przeperski
(ur. 1986), doktor historii, pracownik Instytutu Historii Nauki PAN. Od stycznia 2012 do czerwca 2014 redaktor naczelny Histmaga. Specjalizuje się w dziejach Europy Środkowej w XX wieku, historii dziennikarstwa i badaniach nad transformacją ustrojową. Autor m.in. książek „Gorące lata trzydzieste. Wydarzenia, które wstrząsnęły Rzeczpospolitą” (2014) i „Nieznośny ciężar braterstwa. Konflikty polsko-czeskie w XX wieku” (2016). Laureat nagrody „Nowych Książek” dla najlepszej książki roku (2017), drugiej nagrody w VII edycji Konkursu im. Inki Brodzkiej-Wald na najlepsze prace doktorskie z dziedziny humanistyki (2019). Silas Palmer Research Fellow w Stanford University (2015), laureat Stypendium im. Krystyny Kersten (2015), stypendysta Funduszu Wyszehradzkiego w Open Society Archives w Budapeszcie (2019). Kontakt: m.przeperski@gmail.com

Wszystkie teksty autora

Polecamy artykuł...
Pierwszy polski portal historyczny
ISSN: 1896-8651
Wydawca portalu
Michał Świgoń PROMOHISTORIA
ul. Koźmiana 2/89
01-606 Warszawa
m.swigon@histmag.org
NIP 626-281-54-56
Numer konta: PL 33 1140 2004 0000 3802 7410 0716
Patronaty
Jak uzyskać patronat
Kontakt z redakcją
Mateusz Balcerkiewicz
redaktor naczelny
redakcja@histmag.org
Reklamuj się u nas
Oferta reklamowa
Konkursy
Nasze konkursy