Opublikowano
2014-06-29 18:11
Licencja
Wolna licencja

Polskie żywe torpedy: „Będziemy walczyć jak furiaci!”

Nie tylko Japończycy mieli żołnierzy gotowych dokonać samobójczej akcji dla swojego kraju. Również w II RP znaleźli się ludzie, którzy chcieli walczyć z Niemcami jako żywe torpedy.


Strony:
1 2

Wydawać by się mogło, że ochotnicy, którzy są gotowi do samobójczych akcji, nie będą liczną grupą. Tymczasem 6 maja 1939 roku, kiedy kryzys polsko-niemiecki zaczął coraz bardziej narastać, w „Ilustrowanym Kurierze Codziennym”, jednej z największych gazet przedwojennej Polski, ukazał się apel trzech ochotników (Władysław Bożyczko i jego dwóch szwagrów, braci Lutostańskich) o stworzenie formacji żywych torped. Bożyczko zwrócił się do władz Rzeczypospolitej tymi słowami:

Proszę zamieścić nasz list otwarty w swojem piśmie, ponieważ chcemy dać swoją odpowiedź Hitlerowi na jego żądania. Otóż ja i moi dwaj szwagrowie, wzywamy wszystkich tych Polaków, co chcą niezwłocznie oddać życie za Ojczyznę, jednak nie w szeregach armji razem ze wszystkimi, lecz w charakterze żywych torped z łodzi podwodnych, żywych bomb z samolotów, w charakterze żywych min przeciwpancernych i przeciwczołgowych. Każda zmarnowana torpeda, bomba i mina kosztuje dużo pieniędzy, których nadmiaru nie mamy. Każdy okręt nieprzyjacielski, czołg, pancerka, może i tak kosztować życie kilkunastu żołnierzy, zaś jeden człowiek zdecydowany może oddać tylko jedno swoje życie, jako żywy pocisk, czy w torpedzie, bombie lub minie. Człowiek w torpedzie zawsze znajdzie ten cel, w który zechce trafić i tem samem zaoszczędzi życie innym żołnierzom, zniszczy zaś wielu wrogów. Do tego celu nie są potrzebni ludzie zupełnie zdrowi z kategorją A, B czy C, lecz może to być nawet człowiek ułomny, lecz silny duchem, który twardo postanowił oddać życie dla Ojczyzny bez reszty, bo musi przede wszystkiem powiedzieć sobie, że dla niego w ogóle niema szansy ocalenia. Właśnie tacy ludzie są nam potrzebni. Nie wątpię, że takich, jak my, zgłosi się tysiące, ale te tysiące będą kosztowały wroga miljony złotych i setki tysięcy ludzi.
W ten sposób chcemy oddać nasze życie w ręce Marszałka Polski Śmigłego-Rydza, ażeby zużytkować je jak najskuteczniej w obronie Ojczyzny. Proszę nie myśleć, że my to robimy z jakiejś rozpaczy, czy czegoś podobnego. Ja jestem urzędnikiem państwowym, szwagier jest pracownikiem miejskim, drugi szwagier jest masarzem, zarabiamy nieźle, jesteśmy silni i zdrowi. Tylko nie wiemy, gdzie się mają zwracać kandydaci. Proszę to wydrukować!
Podpisy: Władysław Bożyczko, Edward Lutostański, Leon Lutostański, — Warszawa 24, Poprzeczna 7. m . 10.

Władysław Bożyczko, kandydat na żywą torpedę (fot. ze zbiorów NAC, Koncern Ilustrowany Kurier Codzienny - Archiwum Ilustracji, sygn. 1-W-765). Celowo list ochotników przytoczono w całości, dobrze bowiem oddaje pewien styl myślenia, szczególnie, że nie było to zjawisko marginalne – zgodnie z zachowanymi dokumentami tylko do końca maja i tylko do IKC-a zgłosiło się 1300 osób.

Torpedą we wroga!

Ochotnicy samobójcy wiązali się z domniemanym projektem Marynarki Wojennej, zgodnie z którym miano skonstruować żywe torpedy, czyli jednoosobowe łodzie podwodne do niszczenia wrogich okrętów.

Narcyz Klata w swojej książce Polskie żywe torpedy w 1939 roku przytacza relacje kilku ochotników, którzy nawet przeszli stosowne szkolenie. Projekt miał nadzorować komandor porucznik Eugeniusz Pławski. Niestety, z racji braków archiwów, niczego konkretnego o „żywych torpedach” powiedzieć nie można.

Zobacz też:

Zachowały się wspomnienia świadków na temat projektów torped, między innymi Jana Szumiaty, który miał się zgłosić w Gdyni jako ochotnik do samobójczych akcji. Zgodnie z jego relacją oficer, z którym rozmawiał, mówił wiele o samej torpedzie oraz zapewniał go, że w razie potrzeby zostanie zmobilizowany. Inny ochotnik, Marian Kamiński, mówił nawet, że odbył specjalne szkolenie podczas którego oficerowie pokazywali mu i pozostałym 82 ochotnikom film instruktażowy. Zgodnie z nim polska armia miała mieć wyprodukowanych 16 torped rodzimej produkcji gotowych do akcji.

Zgodnie z relacją Kamińskiego, torpeda miała mieć 8 metrów długości i ważyć prawie pół tony, przewożąc 200 kg ładunku wybuchowego. Opisana przez świadka torpeda przypominała nieco istniejącą konstrukcję, mianowicie włoską torpedę samobieżną Maiale, która była na wyposażeniu armii Mussoliniego od roku 1936. Relacje innych świadków, w tym i Jana Szumiaty, różnią się jednak znacząco.

Tekst ma więcej niż jedną stronę. Przejdź do pozostałych poniżej.

Polecamy e-book: Paweł Rzewuski – „Wielcy zapomniani dwudziestolecia”

Autor: Paweł Rzewuski
Tytuł: „Wielcy zapomniani dwudziestolecia cz.1”

Wydawca: PROMOHISTORIA [Histmag.org]

ISBN: 978-83-934630-0-8

Stron: 58

Formaty: PDF, EPUB, MOBI (bez DRM i innych zabezpieczeń)

3,9 zł

(e-book)

Strony:
1 2
Napisz komentarz
Regulamin komentarzy

Gość: kolega |

Mówienie o polskich "żywych torpedach" jest tak samo uprawnione jak twierdzenie o milionie polskich samochodów elektrycznych. Poza luźnym pomysłem i wstępną deklaracją nie wydarzyło się nic co mogłoby uprawdopodobnić takie działania. A jak nadszedł czas próby to okazało się że "pomysł nie został zrealizowany – po pierwsze, w chaosie odwrotu nie odnaleziono listy ochotników do tego typu zadań, po drugie, aby zrealizować to zadanie, ochotnicy musieli bardzo dobrze pływać, a i z tym był duży problem."
Reasumując koncepcja polskich ataków samobójczych chwały nam nie przynosi a jedynie wstyd.



Odpowiedz

Gość: miki |

Relacje świadków, a nie światków. Pozdrawiam



Odpowiedz
Paweł Rzewuski

Absolwent filozofii i historii Uniwersytetu Warszawskiego, doktorant na Wydziale Filozofii i Socjologii UW. Publikował w „Uważam Rze Historia”, „Newsweek Historia”, „Pamięć.pl”, „Rzeczpospolitej”, „Teologii Politycznej co Miesiąc”, „Filozofuj”, „Do Rzeczy” oraz „Plus Minus”. Tajny współpracownik kwartalnika „F. Lux” i portalu Rebelya.pl. Wielki fan twórczości Bacha oraz wielbiciel Jacka Kaczmarskiego i Iron Maiden.

Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.

UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji i filmów dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod nimi lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org