Opublikowano
2012-02-18 15:18
Licencja
Prawa zastrzeżone

Przemytnicy na zachodniej rubieży

W latach rewolucji 1905–1907 kurierki PPS-u przekraczające granicę umiejętnie kryły pod obszernymi pelerynami i spódnicami broń, a pod gorsetem amunicję i dynamit. Jednorazowo „dromaderka” (tak je żartobliwie nazywano) mogła przetransportować 40 funtów dynamitu lub 3 pistolety i 100 ładunków amunicyjnych.


Jeden z ważniejszych szlaków przerzutu broni wiódł przez Lubliniec, Herby i Częstochowę. Granica dzieląca Śląsk od Małopolski przebiegała tędy od wieków. Rubieże chroniły bory sosnowe ciągnące się od Częstochowy po Lubliniec. Na samej linii granicznej, pod Herbami, występowały torfowiska porośnięte sosną lub brzozą karłowatą i przypominające krajobraz tundry. Przejść przez bagniste tereny nie było łatwo. Krążyły legendy o „lejinach”, czyli duchach przebierających postać jelenia, o „prowadnikach” udających człowieka i o innych zmorach wciągających nieostrożnych w bagna. Przerażenie budziły „świcki”, gdy wydobywający się z torfowisk metan płonął żółto-niebieskim ogniem.

Tylko człowiek odważny, miejscowy, znający ukryte ścieżki mógł w bezksiężycowe noce przemierzać tę nadgraniczną krainę z workiem pełnym towaru. Takich odważnych nie brakowało – większość mieszkańców nadgranicznych wsi żyła z przemytu, przekazując sobie tradycje chodzenia z pokolenia na pokolenie.

Straż Graniczna rewiduje grupę osób, 1924-1939 (fot. ze zbiorów Narodowego Archiwum Cyfrowego, sygn. 1-G-6459)

Tradycje przemytnicze z czasów zaborów

Już w początkach XIX wieku w Królestwie Polskim zrodziło się określenie „towary częstochowskie”. Nazywano tak przemycane produkty zagraniczne, dla niepoznaki przypisując im miejscowy rodowód. Słusznie podejrzewając, że organizatorami finansującymi przemyt byli kupcy żydowscy, władze rosyjskie wprowadziły w 1834 roku przepis zakazujący wiejskim Żydom mieszkania w przygranicznym pasie o szerokości 3 mil. W przypadku miast nadgranicznych można było usunąć każdego Żyda, jeśli dwukrotnie padło na niego podejrzenie o udział w przemycie. Wysiedleni spod Częstochowy przenosili się do Łodzi i innych miast Królestwa.

Jednym z elementów przemytniczego fachu było przenoszenie przez granicę broni czy patriotycznej „bibuły”. Podczas rewolucji 1905 roku Wydział Spiskowo-Bojowy PPS uznał wspomniany korytarz za szczególnie istotny dla zapewnienia niezbędnego zaopatrzenia. Akcję zakupu i przemytu broni przygotowała Zofia Praussowa. Broń dostarczano do karczmy pod Herbami po stronie pruskiej, a stamtąd przyrzucali ją do Częstochowy wynajęci przemytnicy ze wsi Lubojna. W samym mieście (w hucie żelaza na Rakowie) i jego okolicy (w wapiennikach w Rudnikach i w cementowni we Wrzosowej) PPS miał magazyny, w których składowano przemyconą broń. Były to ilości hurtowe: tylko na początku 1906 roku przerzucono 400 pistoletów i 11 800 sztuk amunicji. Meldunki rosyjskie alarmowały, że rewolucjoniści wykupili broń we wszystkich niemieckich miastach przygranicznych i odprawiali je całymi transportami do Herb. Większość z tego przenosili na swoich plecach miejscowi przemytnicy, mniejsze ilości broni szmuglowały kurierki „dromaderki” kursujące kolejką wąskotorową Częstochowa–Herby. W przemycie uczestniczyli także kolejarze z organizacji bojowej PPS-u, ukrywając broń w parowozach kolejki herbskiej.

Ochroną granicy zajmowała się 14 Częstochowska Brygada Oddzielnego Korpusu Straży Pogranicza. Jeden z jej pułków stacjonował w Częstochowie (w koszarach na obecnej ulicy ks. Popiełuszki, w pobliżu Jasnej Góry), kolejne zaś rozmieszczono na granicy w Łebkowie, Herbach, Trzepizurach i Gniazdowie. Dowódcą Brygady był generał Mikołaj Zucato. 28 lipca 1906 roku stał się on przypadkową ofiarą strzelaniny, jaka wywiązała się podczas akcji ekspropriacyjnej przeprowadzanej przez bojowców PPS-u, przejmujących wiezione koleją herbską pieniądze.

Funkcjonariusze Straży Granicznej legitymują domokrążcę na granicy z Niemcami, 1924-1939 (fot. ze zbiorów Narodowego Archiwum Cyfrowego, sygn. 1-G-6486) Ta śmierć spowodowała zmiany organizacyjne. W końcu września 1906 roku kontrolę na stacji w Herbach powierzono Warszawskiemu Zarządowi Żandarmerii. Utrzymywano dwie linie strzegące granicy: pierwszą na samej linii granicznej, drugą zaś stanowił patrolowany obszar położony kilka kilometrów dalej w głąb kraju. Dodatkowo na obszarze całego Królestwa kontrolowano ważniejsze szlaki komunikacyjne i pociągi, szukając kontrabandy.

Nawet najszczelniejszy system nie mógł jednak zatrzymać przemytu bez współpracy z lokalną społecznością. Zdarzały się przypadkowe wpadki, zdarzały się wsypy powodowane przez konfidentów, ale opłacalność całego procederu była tak duża, że zawsze znajdowali się kolejni ryzykanci.

Dla zawodowych przemytników współpraca z PPS-em, a także innymi partiami, była zajęciem pobocznym. Niewielu z nich, wstępując do organizacji, kierowało się pobudkami ideologicznymi. Najsłynniejszym z tego grona był Antoni Sukiennik. Były kelner w karczmie w Blachowni będącej „dziuplą” przemytników, wielokrotnie przekraczał granicę. Od 1905 roku prowadził przerzut broni dla PPS-u, wstąpił do partii i jako bojowiec uczestniczył w kilkudziesięciu akcjach zbrojnych. Usunięty w 1910 roku z OB PPS, stał się konfidentem ochrany i doprowadził do aresztowania 82 osób. Przykład Sukiennika potwierdził obawy przed wiązaniem się ze środowiskiem przemytników. Byli to bandyci kierujący się własnym kodeksem i zasadami, którzy dla pieniędzy ryzykowali życie – straż rosyjska i niemiecka bezwzględnie używała broni. W czerwcu 1906 roku w pobliżu wsi Łebki zastrzelono na granicy Jana Stracha, miesiąc później zabito innego przemytnika Jacentego Barwinka. Na przemoc odpowiadano przemocą. Broń była tania – pistolet kupowany od przemytników kosztował 5 rubli, naboje 3 kopiejki sztuka – nic dziwnego, że często jej używano, broniąc się przed żandarmami lub likwidując konfidentów.

Straż Graniczna i złapani przemytnicy, 1928-1933 (fot. ze zbiorów Narodowego Archiwum Cyfrowego, sygn. 1-G-6464)

Wolność Polski, wolność szmuglu

Odzyskanie przez Polskę suwerenności nie wpływało na zmianę zwyczajów. Dla przemytników każde państwo było wrogiem. Organizujące się dopiero struktury bezpieczeństwa nie były w stanie uszczelnić granicy. Rosyjską brygadę zastąpił w Częstochowie 2 pułk Straży Granicznej utworzonej dekretem Naczelnika Państwa z 18 grudnia 1918 roku. Próbowano ograniczać szkodliwą dla gospodarki kontrabandę, zwłaszcza wywóz z głodującego kraju żywności, a jednocześnie władze publiczne korzystały nieoficjalnie z usług przemytników, wspierając w ten sposób powstania śląskie.

Po zakończeniu trzeciego powstania śląskiego i włączeniu części Górnego Śląska do Polski granica pod Częstochową zmieniła swój przebieg; Herby przestały być stacją graniczną, rubież przesunęła się kilkanaście kilometrów na północny-zachód, pod Truskolasy i Krzepice. Krzepły struktury administracyjne, utworzono Straż Celną, a 22 marca 1928 roku dekretem Prezydenta RP powołano do życia Straż Graniczną, kończąc w ten sposób okres ciągłych reorganizacji. Częstochowę obejmował swą jurysdykcją Śląski Inspektorat SG w Katowicach, w mieście zlokalizowano komisariat, a na linii granicznej placówki obsadzane przez 1 podoficera i 9-14 funkcjonariuszy. Straż chroniła zachodnią i południową rubież państwa, na wschodzie zaś, ze względu na dywersję sowiecką, powołano Korpus Ochrony Pogranicza. Wzrost zagrożenia niemieckiego przyczyniał się do stałego powiększania SG, która w lipcu 1939 roku liczyła już 16 tysięcy funkcjonariuszy, 400 placówek I linii i 200 placówek II linii, 129 komisariatów, 16 komend obwodowych i 6 okręgowych; dysponowała też 76 samochodami i 72 motocyklami. Idąc za rosyjskim wzorem, SG tworzyła dwie linie ochrony: na samej granicy i w pasie 6-10 km od granicy. Podczęstochowscy przemytnicy zyskali więc mocnego przeciwnika; żołnierzy SG nazywano od koloru munduru „zielonkami”.

W 1938 roku kierowanej przez komendanta Zalewskiego Komendzie Obwodu w Częstochowie podlegały komisariaty w Pankach, Herbach, Lublińcu, Kaletach i placówka II linii w Częstochowie. To właśnie ta ostatnia prowadziła większość spraw: w 1938 roku odnotowano ich 576, w tym w Częstochowie 278. Wartość przechwyconych towarów wynosiła w 1938 roku ponad 38 tysięcy zł, zatrzymano ogółem 484 przemytników i 694 osoby próbujące nielegalnie przekroczyć granicę.

Funkcjonariusze posterunku straży granicznej w Kaletach podpisują pożyczkę narodową, wrzesień 1933 r. (fot. ze zbiorów Narodowego Archiwum Cyfrowego, sygn. 1-G-6336)

Asortyment przemycanego towaru zależny był od zapotrzebowania rynkowego. Do Niemiec wędrowały gęsi i półtusze wieprzowe, w drugą zaś stronę przenoszono tytoń, cukier, spirytus, artykuły przemysłowe. O fortelach przemytników opowiadano legendy. Przepędzanym przez granice koniom zakładano buty, gęsiom owijano łapy szmatami, by zmylić ślady. Żywym prosiakom wsadzano na granicy do ryjka kluskę z ciasta, a gęsiom zawiązywano dzioby szmatką. W zimne jesienne noce forsowano nadgraniczne rzeczki i bagna, dźwigając na barkach półtusze lub stukilogramowe worki z towarem. Połcie słoniny przenosiły kobiety pod bluzkami, swoistym patentem było ukrywanie spirytusu w balonach ze świńskiego pęcherza. Używano także tresowanych psów przenoszących na grzbiecie pojemniki z eterem.

Przerzucano przez granicę także ludzi – meldunki SG mówiły o sezonowej, nielegalnej emigracji do pracy w Niemczech szacowanej na 2-3 tysiące osób rocznie. Jednym z punktów przerzutu ludzi była karczma w Bodzanowicach po niemieckiej tronie, gdzie oczekiwano 2-3 dni na wysłanników z majątków ziemskich oferujących pracę. Kary za nielegalne przekroczenie granicy były po polskiej stronie umiarkowane: 5 zł grzywny lub 2 dni aresztu. Przejście kordonu wiązało się jednak z dużym ryzykiem – niemieccy strażnicy używali broni, w latach trzydziestych na granicy pod Bodzanowicami śmiertelnie postrzelona została kobieta w ciąży. Nie była to, niestety, jedyna ofiara.

Legendy pogranicza

Prasa lokalna wielokrotnie opisywała w kronikach policyjnych różne wydarzenia ukazujące klimat pogranicza. Jesienią 1925 roku w Częstochowie kontrolerzy skarbowi w asyście policji wkroczyli do młyna znajdującego się nad Wartą na Zawodziu, przy ulicy Henryka 9, a należącego do Joska Berlińskiego, którego podejrzewano go o przechowywanie pochodzącej z przemytu sacharyny. Podczas przeszukiwania znajdującego się przy młynie elewatora zamiast worków z towarem odkryto pliki fałszywych banknotów pięćdziesięciozłotowych. Berliński próbował uciec, a po doprowadzeniu na komisariat, w celi „wydobył chusteczkę, zdjął koszulę, skręcił w sznur i powiesił się, lecz zaimprowizowany sznur zerwał się i Berliński ocalał” („Goniec Częstochowski”, nr 224, 29 września 1925). Na tym nie koniec – Berlińskiemu udało się uciec z aresztu miejskiego... i ślad po nim zaginął. Wraz z nim przepadła możliwość wyjaśnienia zagadki pojawienia się na częstochowskim rynku sporej ilości fałszywych banknotów zaledwie rok po emisji złotego przez NBP.

Funkcjonariusz Straży Granicznej z psem na granicy z Niemcami, 1928-1939 (fot. ze zbiorów Narodowego Archiwum Cyfrowego, sygn. 1-G-6478)

Tragicznie skończyło się życie 25-letniego Stefana Wojciechowskiego i 21-letniego Wawrzyńca Karasia. Obaj przemytnicy dokonali razem w lipcu 1925 roku dwóch zabójstw policjantów. Najpierw zastrzelili posterunkowego Ignacego Nagockiego pod Wieluniem, gdy próbował on skontrolować ich na drodze. Dzień później, uciekając przed obławą, śmiertelnie postrzelili z rewolweru posterunkowego Józefa Kunera. 3 sierpnia 1925 roku, na posiedzeniu w Częstochowie, Sąd Okręgowy w Piotrkowie skazał obydwu zabójców na karę śmierci. Wyrok wykonano 5 sierpnia o 14.30. Na miejsce egzekucji, którym był lasek za cmentarzem Kule, skazańcy zostali przewiezieni w zakrytym aucie. Ostatni swój spacer odbyli pieszo, rozkuci z kajdan. Sami podeszli do słupków, policjanci przywiązali ich do nich sznurami. „Na przeciwko skazańców ustawiły się dwa oddziałki wojska. Na milczącą komendę oficera za pomocą skinienia szablą zagrzmiała jednoczesna salwa [...]. Skrwawione zwłoki włożono do przygotowanych trumien i przewieziono na cmentarz, gdzie też je pochowano”. „Goniec...” zauważył z oburzeniem, że „na miejsce kaźni przybiegł kilkutysięczny tłum, a wśród niego... dużo kobiet z dziećmi. Po strzałach tłum rzucił się naprzód w kierunku rozstrzelanych i policja z trudem zdołała powstrzymać masy” („Goniec Częstochowski”, nr 179, 6 sierpnia 1925).

W styczniu 1927 roku policja zastrzeliła jednego z najsłynniejszych przemytniczych hersztów, Antoniego Kaczmarzyka z Truskolas zwanego Napoleonitą lub Kapitanem. Pojmany w 1921 roku i skazany na 10 lat pozbawienia wolności, Kaczmarzyk uciekł z więzienia w Lublińcu. Ukrywał się po niemieckiej stronie granicy, kontrolując jednocześnie przemyt po polskiej stronie. Jego banda pobierała haracz – każdy przemytnik musiał płacić 20 zł za prawo przekroczenia granicy. „Kapitan” w towarzystwie dwóch adiutantów często odwiedzał wioski po polskiej stronie, nie odpuszczając większych zabaw i weselisk. W styczniu uczestniczył w weselu we wsi Kalej, gdzie policja zaskoczyła go w czasie odpoczynku po pijaństwie. Bandyta chwycił za broń, policjanci byli jednak szybsi. Przy zastrzelonym znaleziono rewolwer i karabin z obciętą lufą.

Straż Graniczna eskortuje grupę przemytników na Górnym Śląsku, 1924-1934 (fot. ze zbiorów Narodowego Archiwum Cyfrowego, sygn. 1-G-6457)

Współpraca bandytów z mieszkańcami wsi często kończyła się tragicznie. W lipcu 1926 roku wieś Kamińsk pod Przystajnią została ostrzelana przez niemiecką straż ścigającą przemytników. W styczniu 1934 roku odurzony eterem 30-letni przemytnik Adam Radlak zatłukł kijem dębowym kupca Hercla Ickowicza . Być może przyczyną tego zabójstwa były porachunki biznesowe – drobni kupcy żydowscy, tak jak i w czasach carskich, pełnili rolę organizatorów i osób finansujących przemyt. Potwierdzała to sprawa wykrycia szajki z Wręczycy. Specjalizowała się ona w przemycaniu „luksusowych” towarów (brzytew, pilniczków do manikiuru, nożyczek) w wozie z podwójnym dnem. Organizatorami procederu byli kupcy Aron Cincinatus i Icek Markowicz, a wykonawcami miejscowi chłopi. W „luksusowym” asortymencie specjalizowała się także szajka z Aleksandrii, która w chwili zatrzymania przewoziła pod drewnem na wozie koronki, kupony lamy i brokat – towar wart 20 tysięcy zł.

Zestawienie towarów zatrzymanych w 1938 roku przez Straż Graniczną pokazuje dużą ich różnorodność. Odnotowano między innymi: 22 rowery, 2 patefony, 21 tali do gry, 32 zegarki, 50 kg maggi, 40 kg drożdży, 5 kg pieprzu, harmonijki ustne, skrzypce, wieczne pióra, serwisy porcelanowe, dewocjonalia, 20 kg jedwabiu, 29,5 kg skórek futrzanych, 200 kg korkociągów, kamienie do zapalniczek, pudełka zapałek, 309 kg spirytusu, 174 kg eteru, 165 kg sacharyny, a także wiele kilogramów tytoniu i papierosów. Na granicy zatrzymano nawet przemycaną bryczkę wartości 150 zł.

Ratując ludzi przed niemieckim terrorem

Przemytu nie ograniczyły nawet surowe sankcje wprowadzone przez okupanta niemieckiego. W czasie wojny granica miedzy Rzeszą a Generalnym Gubernatorstwem przebiegała kilka kilometrów od Częstochowy, a posterunek celny znajdował się w Gnaszynie. Lepsze zaopatrzenie w Rzeszy skłaniało ludzi do szmuglu mimo zagrożenia karą śmierci. Terror stosowany przez niemiecką straż celną i graniczną nie różnił się od metod gestapo. Szczególnie złą sławą cieszył się posterunek Zollamtu (straży celnej) w Szarlejce, którym kierował Bruno Spiers. Zatrzymanych na próbie przekroczenia granicy bito, szczuto psami, topiono w bagnach Kocinki. W lipcu 1940 roku zastrzelono w Gruszewni 17-letniego chłopca, rok później od kul celników zginął inny młody chłopiec z Częstochowy. W listopadzie 1941 roku strażnicy zabili na granicy Juliana Szewczyka z Gorzelni i Józefa Płusa z Szarlejki, w marcu 1942 roku Spiers osobiście zastrzelił Wiktorię Mysłek z Częstochowy.

Szlaban przy drodze koło Trzebini, na granicy między Generalnym Gubernatorstwem a III Rzeszą. Widoczni stojący na drodze funkcjonariusze straży granicznej, 1939-1945 (fot. ze zbiorów Narodowego Archiwum Cyfrowego, sygn. 2-4707)

Mimo tego terroru przemyt nie ustawał, bo rezygnacja z niego w warunkach świadomego zagładzania mieszkańców okupowanej Polski byłaby rezygnacją z prawa do życia. Najodważniejsi, profesjonalni przemytnicy z przedwojennym doświadczeniem, odkryli w latach okupacji „złotą żyłę” – przemycaną z Rzeszy żywność dostarczali do getta krzepickiego, a po jego likwidacji do częstochowskiego, gdzie za chleb mogli otrzymać złote pierścionki.

Odrębną historią było wykorzystanie przemytników – tak jak w okresie rewolucji 1905 roku i w czasie powstań śląskich – w służbie dla niepodległości Polski. Przed wybuchem wojny korzystano z usług wybranych szmuglerów, prowadząc działania wywiadowcze. W czasie wojny obyci z bronią ludzie pogranicza stawali się żołnierzami AK. Nie było przypadkiem, że kierownikiem szkoły w Borze Zajacińskim, przy granicy, był porucznik rezerwy Stanisław Sojczyński, po 1939 roku znany jako „Warszyc”, organizator i dowódca ZWZ, potem AK, a po 1945 roku Konspiracyjnego Wojska Polskiego. Wśród walczących pod jego rozkazami nie brakło osób z doświadczeniem przemytniczym.

Po dawnej linii granicznej pozostały dziś tylko nieliczne ślady w krajobrazie i miejscowe legendy przypominające opowieść o „Kochankach Wielkiej Niedźwiedzicy” Sergiusza Piaseckiego.

Inne artykuły związane z historią Częstochowy:

Bibliografia:

  • Romuald Cieśla, Blask dawnych Krzepic,Urząd Miasta Krzepice, Krzepice 2007.
  • „Goniec Częstochowski” [dziennik wydawany w Częstochowie w latach 1906–1939 pod redakcją Dyonizego Wilkoszewskiego],
  • Jerzy Górecki, Wiara w zabobony w regionie częstochowskim, „Almanach Częstochowski”, r. 2006.
  • Władysław Hyla, Zabytki i osobliwości powiatu częstochowskiego, „Ziemia Częstochowska”, t. 2 (1937).
  • Ryszard Majzner, Częstochowskie pogranicze w latach 1938–1939, [w:] Społeczeństwo Częstochowy w latach 1918–1939, red. Ryszard Szwed, Waldemar Palus, „Prace Naukowe Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Częstochowie”, Wydawnictwo WSP, Częstochowa 1999.
  • Jerzy Pietrzykowski, Cień swastyki na Jasną Górą, Instytut Śląski, Katowice 1985.
  • Polskie formacje graniczne – SG w liczbach [w:] Serwis internetowy Komendy Głownej Straży Granicznej, [dostęp: 22 stycznia 2012], <http://www.strazgraniczna.pl/wps/portal/tresc?WCM_GLOBAL_CONTEXT=/pl/serwis-sg/polskie_formacje_graniczne/historia>.
  • Jan Przewłocki, Częstochowa wobec plebiscytu i powstań śląskich, „Biuletyn Instytutu Filologiczno-Historycznego WSP”, nr 7 (1996).
  • Juliusz Sętowski, Czyn zbrojny organizacji bojowych PPS w częstochowskim 1904–1910, Wydawnictwo WSP, Częstochowa 2003, r. 1925-1927, 1934.
  • Ignacy Schiper, Dzieje handlu żydowskiego na ziemiach polskich, Warszawa 1937.

Redakcja: Roman Sidorski

Napisz komentarz
Regulamin komentarzy

Gość: Łukasz |

Drobna uwaga do bibliografii: Autor pracy o handlu żydowskim to Ignacy, a nie Izaak Schiper.



Odpowiedz
Jarosław Kapsa

Politolog, pracownik samorządowy, autor książek i artykułów poświęconych najnowszej historii Częstochowy.

Prawa zastrzeżone – ten materiał jest chroniony przez przepisy prawa autorskiego.

Kopiowanie, przedrukowywanie (poza dozwolonymi prawnie wyjątkami) wyłącznie za zgodą redakcji: redakcja@histmag.org