Rachel P. Maines - „Technologia orgazmu” – recenzja i ocena

Doskonała glosa do badań na temat tego jak układają się w społeczeństwie relacje władzy, choćby tylko tej niewidocznej, ustalającej, co jest „normą”, a co poza nią wykracza. Książka Maines to pozycja z pogranicza historii techniki i gender studies i – jak przystało na rzetelną pracę historyczno-kulturoznawczą – lektura raczej ponura. Wyłaniający się z niej obraz zachodniej kultury sprzed rewolucji lat 60. trudno nazwać inaczej niż przygnębiającym.

Rachel P. Maines
Technologia orgazmu. „Histeria”, wibrator i zaspokojenie seksualne kobiet
35 zł
Wydawca: Aletheia
Tłumaczenie: M. Madej
Rok wydania: 2011
Okładka: Miękka
Liczba stron: 264
Format: 120 x 195 mm
ISBN: 978-83-61182-78-6

Oczywiście, podczas lektury można się uśmiechnąć. Autorka przedstawia cały szereg naukowych głupstw o kobiecej fizjologii, od pism starożytnych poczynając. Mimo zachowania periodyzacji przytaczanych źródeł, ich treść zasadniczo się nie zmienia, problem „wściekłej macicy” jest utrapieniem i zarazem przedmiotem badań dla lekarzy w wieku X, XV i XIX. Lejtmotywem jest 1) zalecanie kobietom małżeństwa, 2) oburzone spostrzeżenie, że wiele kobiet nie znajduje satysfakcji w pożyciu seksualnym - i niemal natychmiastowa konstatacja, że musi świadczyć to o ich „typowo kobiecej” niedojrzałości / oziębłości / histerii. Skoro mężczyzna jest sprawny, to „problem” musi być po stronie kobiety – winne jest jej usposobienie, stan zdrowia, prowadzenie się, dieta, klimat.... oraz fakt, że jest kobietą.

Autorka wskazuje, że taki tok rozumowania możliwy jest jedynie w obrębie androcentrycznego modelu seksualności, utożsamiającego współżycie z penetracją i orgazmem mężczyzny (ewentualnie poprzedzone „grą wstępną”). Od kobiety oczekuje się, że osiągnie orgazm w trakcie [tak zdefiniowanego - AK] współżycia, ale jeśli tak się nie stanie, zasadność aktu jako „prawdziwego seksu” wcale nie ulega w związku z tym osłabieniu – pisze. Jak się nietrudno domyślić, androcentryczny model seksualności, stawiający znak równości między seksem a aktem prokreacji, łączył się z patriarchalnym rozumieniem instytucji rodziny. Jego główną słabością jest jednak bezużyteczność w analizie wielu zjawisk, jak choćby wspomnianego wyżej braku satysfakcji z pożycia lub kobiecej masturbacji: Z lekarskiego punktu widzenia najbardziej niepokojącymi masturbantkami były mężatki, których zachowanie kazało wątpić w ideał wspólnej rozkoszy przenikającej współżycie.

Paradoksalnie jednak, to właśnie androcentryczne spojrzenie na seksualność i sprowadzające je niemal wyłącznie do penetracji, a do fizjologii kobiecej odnoszące się w najlepszym razie z rezerwą, zaowocowało wynalezieniem wibratora.

Już od starożytności wiedziano, iż masaże dolnych części ciała przynoszą kobietom ulgę, pozwalają rozładować napięcie i ogólnie są korzystne dla zdrowia. Paradygmat utożsamiający seks z użyciem penisa, a także postrzeganie kobiecych genitaliów jako czegoś obrzydliwego powodował jednak, że zabiegi takie nie budziły seksualnych skojarzeń: wręcz przeciwnie, wykonujący je lekarze nierzadko uznawali je za uwłaczające ich profesji (co zresztą można uznać za echo ówczesnego podziału medycyny na – upraszczając – teorię i praktykę. Studiujący astronomię lekarz, w przeciwieństwie do felczera, nie brudził sobie rąk kontaktem z wydzielinami pacjentów – stąd też i cena podobnych usług była odpowiednio wysoka. Maines przywołuje wypowiedź dziewiętnastowiecznego lekarza, utrzymującego, iż z łącznego rocznego dochodu lekarzy Stanów Zjednoczonych szacowanego na ponad dwieście milionów dolarów „trzy czwarte tej kwoty – sto pięćdziesiąt milionów – nasi lekarze zawdzięczają słabowitym kobietom”. Obrzydzenie i znużenie z jednej strony, ekonomia z drugiej, wiek pary i maszyny (również: sprzętu AGD) z trzeciej… I oto w kobiecych czasopismach z drugiej połowy XIX w., między poradami dotyczącymi utrzymania domu i ogłoszeniami biur matrymonialnych mnożą się reklamy wygodnych a niedrogich sprzętów użytku osobistego, likwidujących „nerwobóle, ból głowy, zmarszczki”, zapewniających „dopływ krwi do przekrwionych części, usuwając chorobę i ból”, a także gwarantujących „SUKCES SPOŁECZNY I ZAWODOWY”. W Stanach Zjednoczonych jeden z popularniejszych modeli wibratora intensywnie promowała (m.in. hasłem: „Vibration is Life”) Chrześcijańska Unia Kobiet na Rzecz Wstrzemięźliwości [Women’s Christian Temperamence Union], swoją nazwę umieszczając bezpośrednio na produkcie. Z dzisiejszej perspektywy brzmi to wszystko dość zabawnie, ale czy dziewiętnastowieczne zachęty do zakupu „przenośnych masażerów” różnią się właściwie od współczesnych reklam produktów „zwalcz ból - zażyj mnie!” [w domyśle: „i wracaj do pracy”] / „bądź piękna - kup mnie”?

Zmierzch ery wibratora – produktu, „jaki chce mieć każda kobieta” – splata się z rewizją dotychczasowego paradygmatu, czyli paradoksalnie, z „odkryciem”, co kobietom może sprawiać przyjemność seksualną. W latach 30. XX wieku hasło, iż dany sprzęt pozwala „rozkoszować się zarówno masażem pulsacyjnym, jak i zasysającym”, traci uprzednią niewinność, wibrator „musi zniknąć”. Dopiero rewolucja seksualna w latach 70. i zrównanie męskich i damskich potrzeb w dominującym dyskursie umożliwiła powrót wibratora – już nie leku na tak irytującą mężczyzn histerię, tylko sympatycznego gadżetu. Tak samo, „akt płciowy” nie oznacza już wyłącznie penetracji, zakończonej orgazmem mężczyzny.

Autorce udało się skompletować bardzo obszerną bibliografię, także Technologia… może służyć za punkt wyjścia dla osób chcących zgłębić tematykę. Kilka bardzo ciekawych reprodukcji. Trochę niezręczności tłumaczeniowych, jak np. „źródła wtórne” (w oryginale zapewne chodziło o secondary sources). Na okołowalentynkowy prezent jak znalazł.

Redakcja: Michał Przeperski

Śledź nas!
Komentarze
lub zaloguj się za pośrednictwem konta Google

O autorze
Aleksandra Konarzewska
Studentka Philosophy of Being, Cognition and Value w Instytucie Filozofii UW. Zajmuje się historią idei, z naciskiem na wiek XIX i XX. Lubi czerwone wino, ładnie wydane książki (mniejsza o treść) i włoskie wyroby papiernicze.

Wszystkie teksty autora

Polecamy artykuł...
Pierwszy polski portal historyczny
ISSN: 1896-8651
Wydawca portalu
Michał Świgoń PROMOHISTORIA
ul. Koźmiana 2/89
01-606 Warszawa
m.swigon@histmag.org
NIP 626-281-54-56
Numer konta: PL 33 1140 2004 0000 3802 7410 0716
Patronaty
Jak uzyskać patronat
Kontakt z redakcją
Mateusz Balcerkiewicz
redaktor naczelny
redakcja@histmag.org
Reklamuj się u nas
Oferta reklamowa
Konkursy
Nasze konkursy