Opublikowano
2018-04-25 10:00
Licencja
Wolna licencja

Roman Żuchowicz – „Wielka Lechia. Źródła i przyczyny popularności teorii pseudonaukowej okiem historyka” – recenzja i ocena

W polskim Internecie roi się od pseudonaukowych tekstów o „turbosłowianach” i rozległym Imperium Lechitów. Z tymi szkodliwymi opowieściami postanowił się rozprawić zawodowy historyk. Czy przekona zwolenników teorii o Wielkiej Lechii?


Strony:
1 2
wielkalechia Autor: Roman Żuchowicz
Tytuł: „Wielka Lechia. Źródła i przyczyny popularności
teorii pseudonaukowej okiem historyka”
Wydawca: Sub Lupa
ISBN: 9788365886330
Rok wydania: 2018
Oprawa: miękka
Liczba stron: 268
Cena: 38 zł

Ocena naszego recenzenta: 8/10
(jak oceniamy?)
Inne recenzje książek historycznych

Pseudonauka istniała od zawsze. Dokonania i teorie reprezentujących ją „badaczy”, chociażby Semira Osmanagicia, Ericha von Dänikena czy Michaela A. Cremo, zyskiwały okresowo dość duże zainteresowanie i uderzały w naukowe paradygmaty. Ich popularność opierała się (i wciąż opiera!) przede wszystkim na wywoływaniu sensacji, braku zaufania do ustaleń nauki akademickiej i autorytetów, czy też na zamiłowaniu części społeczeństwa do zawierzania tzw. teoriom spiskowym.

Potomkowie Wandalów, pogromcy Cezara… Legendarne dzieje Polaków

Czytaj dalej...

Prace pseudohistoryków i pseudoarcheologów również i dziś zajmują sporo miejsca na półkach księgarń i dyskontów książkowych, co dowodzi niesłabnącej ich popularności. W Polsce szczególnie poczytne są ostatnimi czasy pozycje poruszające kwestie istnienia tzw. Wielkiej Lechii, czyli starożytnego imperium Słowian rządzonego przez potężne, prapolskie dynastie. Miało ono obejmować swoimi granicami ogromne połacie środkowej i wschodniej Europy. Wydawane w ekspresowym tempie i ogromnych nakładach książki Janusza Bieszka, Pawła Szydłowskiego, czy Tomasza Kosińskiego, docierają do szerokiego grona odbiorców, a treści w nich prezentowane trafiają często na podatny grunt, o czym świadczą chociażby pozytywne komentarze na stronie wydawnictwa je publikującego. Z tą pseudonaukową teorią próbuje rozprawić się Roman Żuchowicz w swojej najnowszej książce, zatytułowanej: Wielka Lechia. Źródła i przyczyny popularności teorii pseudonaukowej okiem historyka, która ukazała się nakładem wydawnictwa Sub Lupa.

Roman Żuchowicz jest historykiem i dziennikarzem. Ukończył studia na Uniwersytecie Warszawskim, gdzie obecnie przygotowuje rozprawę doktorską. Od 2013 roku współpracuje z miesięcznikiem Focus Historia. Prowadzi także bloga (piroman.org), na którym zamieszcza artykuły popularnonaukowe, głównie z zakresu historii.

Prezentowana książka w swej treści odnosi się przede wszystkim do głównych założeń tzw. teorii wielkolechickiej, która, choć swoje źródło miała w Internecie (w osobie Pawła Szydłowskiego i jego „wykładów”), po raz pierwszy została upubliczniona na papierze przez Janusza Bieszka w jego Słowiańskich królach Lechii (2015). Całość tej teorii została rozbita przez Żuchowicza na mniejsze jednostki, z którymi rozprawia się on w kolejnych rozdziałach.

My Słowianie wiemy jak... zrobić krzywdę bliźniemu

Czytaj dalej...

Mowa tutaj o: autentyczności Kroniki Prokosza; teorii głoszącej, że starożytni Lechici znali pismo; wartości dowodowej tablicy, rzekomo wystawionej przez cesarza Tyberiusza dla lechickiego króla Leszka Awiłły oraz korespondencji Aleksandra Wielkiego z Arystotelesem; rzekomych źródłach archeologicznych, potwierdzających istnienie zorganizowanego organizmu państwowego na terenie Europy środkowej w pradziejach; twierdzeniu, że genetyka dowodzi autochtonizmu Słowian; starożytnych świadectwach pisanych, które zdaniem piewców teorii lechickiej potwierdzają istnienie Imperium Słowian; udowadnianiu „słowiańskości” plemion germańskich; w reszcie – tekstom średniowiecznym, które mają potwierdzać istnienie Wielkiej Lechii. Obok tych naczelnych tematów, Żuchowicz zajął się także pomniejszymi „dowodami”, na które zwolennicy tezy o starożytnym Imperium Słowian powołują się w swoich książkach i w Internecie.

W pierwszej części Wielkiej Lechii Żuchowicz zwraca jednak uwagę na samo powstanie całego „lechickiego zamieszania”. Jako pierwszy pod lupę wzięty został sam Janusz Bieszk, a w szczególności jego „metody badawcze”. Żuchowicz wyłuszcza braki warsztatowe głównego piewcy istnienia Słowiańskiego Imperium. Słowa samego badacza-amatora będą tutaj najlepszym komentarzem: „Odnośnie metod badawczych – mam swoje własne i nie muszą być one zgodne ze «stricte naukowymi»” (s. 15). Obnażenie braków metodycznych autora stanowi przyczynek do rozważań na temat nie tylko samej Wielkiej Lechii, ale też – w szerszym spojrzeniu – powstawania teorii pseudonaukowych.

Bóstwa, chochliki, demony. Życie duchowe dawnych Słowian

Czytaj dalej...

Owocem tejże krytyki są refleksje i uwagi na temat prowadzenia badań historycznych w ogóle. W drugim rozdziale czytelnik ma możliwość dowiedzieć się, czym zajmują się historycy, jakie stoją przed nimi ograniczenia, czy wreszcie – czym jest i jak dokonuje się krytyki źródeł. Ta część książki ma wartość szczególną zwłaszcza dla amatorów, nieposiadających wykształcenia historycznego. Na kartach kolejnych rozdziałów autor poddaje analizie poszczególne (wymienione już) założenia samozwańczych „badaczy”, udowadniających w swoich dziełach istnienie Wielkiej Lechii. Całość zamyka próba spojrzenia na przyczyny popularności tej teorii oraz na jej zwolenników.

Do zalet książki Żuchowicza niewątpliwie należy kompleksowe podejście do problemu. Teoria wielkolechicka wsparta została bowiem o wybiórczo dobrane ustalenia rozlicznych nauk, mniej lub bardziej wiarygodne źródła i przebrzmiałe już ustalenia historyków i archeologów. Z tego względu uznał autor (słusznie!), iż nie jest w stanie odnieść się do wszystkich tych kwestii samodzielnie i winien jest zaczerpnąć języka u autorytetów zarówno z dziedziny historii, jak i innych nauk, które niekoniecznie muszą stanowić chleb powszedni szeregowego historyka.

Chrzest Polski i początki państwa polskiego

Czytaj dalej...

Na kartach książki zamieszczono różnej objętości wypowiedzi (w formie wywiadów i krótkich komentarzy) naukowców i badaczy, reprezentujących poszczególne dyscypliny, wykorzystane przez piewców istnienia Wielkiej Lechii. Znaleźli się wśród tych autorytetów między innymi profesorowie Paweł Żmudzki (historyk – mediewista), Arkadiusz Sołtysiak (bioarcheolog), Marek Figlerowicz (biolog i chemik, dyrektor Instytutu Chemii bioorganicznej PAN), Robert Sucharski (filolog klasyczny) i inni. Wypowiedzi tych badaczy unaoczniają, iż domorośli „naukowcy” często wygłaszają tezy fałszywe, choć noszące znamiona naukowości i odnoszące się do rzeczywistych wyników badań, co stanowi szczególne zagrożenie dla laików. Obalenie i wyjaśnienie w zrozumiałych słowach poszczególnych elementów teorii o istnieniu Wielkiej Lechii to niewątpliwie główna zasługa tej książki.


Tekst ma więcej niż jedną stronę. Przejdź do pozostałych poniżej.

Strony:
1 2
Napisz komentarz
Regulamin komentarzy


Jeszcze jedna pomyłka: nie Instytut Biochemii Organicznej (czy istnieje jakaś biochemia nieorganiczna?), tylko Instytut Chemii Bioorganicznej.



Odpowiedz

"Wypowiedzi tych badaczy unaoczniają, iż domorośli „naukowcy” często wygłaszają tezy fałszywe, choć noszące znamiona naukowości i odnoszące się do rzeczywistych wyników badań, co stanowi szczególne zagrożenie dla laików."

Czyli jednak przyznano, że domorośli stoją na tak samo wysokim poziomie, co uniwersyteccy.



Odpowiedz

Gość: Wanderer |

@ kamyk Niby w którym miejscu? Od kiedy to fraza "noszące znamiona naukowości" świadczy o jakimś poziomie naukowym?



Odpowiedz
Mateusz Okoński

Mateusz Okoński, ukończył studia w zakresie historii na Uniwersytecie Pedagogicznym im. KEN w Krakowie oraz studia w zakresie archeologii na Uniwersytecie Jagiellońskim. Zainteresowany historią starożytną, ze szczególnym uwzględnieniem religii, obyczajów i kultury materialnej ludów barbarzyńskich. Obecnie, pod opieką prof. dr hab. Marka Wilczyńskiego, przygotowuje rozprawę doktorską poświęconą rytualnemu uśmiercaniu ludzi na terenach Barbaricum.

Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.

UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji i filmów dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod nimi lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org