Opublikowano
2019-11-07 15:00
Licencja
Prawa zastrzeżone

Rozdrapywanie ran po wojnie domowej w Hiszpanii

Hiszpańska wojna domowa pozostawiła głębokie rany i wciąż wywołuje silne emocje. Do dzisiaj Hiszpanie są podzieleni w ocenie tamtych wydarzeń.


Strony:
1 2

We Fuentes de Andalucía wszyscy wiedzieli: leżą w studni na działce El Aguaucho.
Wszyscy wiedzieli: było ich pięć. Miały na imię Coral, Josefa, María Jesus, Joaquina i María. Najmłodsza miała szesnaście lat. Najstarsza – dwadzieścia dwa. Były najładniejsze.
Ludzie wiedzieli: zabrali je na działkę, kazali usługiwać sobie nago przy obiedzie. Potem zgwałcili je, zamordowali i wrzucili do studni. O świcie wrócili do wsi, przedefilowali główną ulicą. Na bagnetach powiesili sobie ich majtki. „Dziś w nocy mieliśmy świeże mięso” – ryczeli. Był 27 sierpnia 1936 roku.
W oficjalnych dokumentach władze wpisały, że dziewczyny z Fuentes zmarły „na skutek wojny”. Hasło No pasarán (pol. nie przejdą) na transparentach lewicy w czasie wojny domowej w Hiszpanii
W październiku 2017 roku regionalne władze Andaluzji wraz z kilkoma stowarzyszeniami postanowiły odnaleźć studnię, wydostać z niej ciała, dać im godny pochówek. Szukano długo. Co jakiś czas dzwoniłam do Sewilli i pytałam:
– Znaleźliście je już?
– Jeszcze nie – odpowiadał mi ktoś z biura do spraw pamięci lokalnego rządu. – To bardzo trudny teren. Trzeba zejść głęboko. Podchodzi woda.
Wreszcie wydano komunikat: ekipa, która prowadziła ekshumację, zeszła na głębokość ośmiu i siedmiu dziesiątych metra. Na dnie studni znaleziono kości zwierząt i dużo śmieci. Ciał dziewczyn nie odnaleziono.
– Czy to znaczy, że ta historia jest nieprawdziwa? Że to się nie wydarzyło?
– Nie. To znaczy, że postarano się to dobrze ukryć.
To także znaczy, że rodziny dziewczyn z Fuentes być może nigdy nie odzyskają ich ciał.
Zapamiętałam z Milagros starszego człowieka z laską, w znoszonym swetrze. Stał i patrzył. Mrużył wilgotne ze starości oczy. Wreszcie podszedł do Heleny.
– Coś pani powiem.
– Czy mogę to nagrać?
– Nie. Żadnego nagrywania. Powiem pani, kto tu leży – i krótkimi machnięciami końca laski zaczął wskazywać na kości, jakby doskonale je rozpoznawał, jakby nawet odarte z ciała nie mogły przed nim ukryć swojej tożsamości. Wymieniał nazwiska: jedno, drugie, piąte.
– Ile wymieniłem?
– Pięć.
– To dalej, ich było więcej – przerwał Helenie i zaczął wymieniać od początku. Zacinał się. Walczył z pamięcią. Widać było, jak złości go to zacinanie się, ta walka. – Ten chłopak, ten chłopak, jak on się nazywał. Roque! – przypomniał sobie wreszcie. – Tak się nazywał. Roque. Zabrali ich najpierw do Arandy de Duero, do więzienia, i dopiero stamtąd przywieźli. Roque, tak. Zabił go ojciec panny młodej. We wsi był ślub i zabił go ojciec panny młodej…
– Czy możemy zapisać pana nazwisko? – pytała Helena.
– Nie. Żadnych nazwisk. Żadnego nagrywania.
Jeszcze długo stał nad wykopem, patrzył na kości, machał laską.

Wojna domowa w Hiszpanii oczyma Ksawerego Pruszyńskiego

Gdy poruszamy temat reportaży i wspomnień z wojny domowej w Hiszpanii w latach 1936-1939, niemal natychmiast nasuwa się na myśl słynna książka George’a Orwella z 1938 roku „W hołdzie Katalonii”. Tymczasem mało kto wie, że w naszej literaturze istnieje dzieło o tej samej tematyce, co najmniej dorównujące, a być może nawet przewyższające książkę Orwella...



Czytaj dalej...

Co właściwie można było zrobić z tym, co powiedział? Z tymi nazwiskami, imionami, których nigdzie nie można sprawdzić, nigdzie potwierdzić? Helena powiedziała, że czasem kilka dni po ekshumacji ludzie dzwonią, żeby odwołać wszystko, co powiedzieli. Proszą, żeby skasować nagranie. Wykreślić ich dane. Czasem robią to, bo zadzwoniły dzieci z Madrytu i zabroniły im mieszać się w te sprawy. Po co ci to, tato? Po co rozdrapywać stare rany? Jeszcze ktoś ci wypomni.
Nie dziwiła się temu. Rodziny tych, których zabijano, i tych, którzy zabijali, czasem żyły koło siebie wiele lat. W jednej wsi, w milczeniu. Rano przyszedł człowiek, siedemdziesięciolatek, żeby opowiedzieć o swoim ojcu. Ten ojciec zdołał uciec w góry, ukryć się przed aresztowaniem. Miał pecha, bo zobaczył go ktoś z jego wsi. Ta osoba wydała go falangistom. Zanim go rozstrzelali, sprowadzili tego człowieka do wsi, kazali mu przejść główną ulicą, bijąc go i kopiąc. Jego żona była wówczas w ciąży, widziała wszystko.

Hiszpańska wojna domowa w fotografii [Galeria]

O hiszpańskiej wojnie domowej z lat 1936-1939 mawia się często, że była ona preludium dla II wojny światowej. Oto zbiór zdjęć z czasów konfliktu, który „podpalił” część Półwyspu Iberyjskiego.



Czytaj dalej...

Zapytałam Etxeberrię, czy słuchając tego, co opowiadają rodziny ofiar, jest w stanie pozostać bezstronny w tym, co robi.
– Bezstronny czy neutralny? – odpowiedział pytaniem. – Kiedy pracuję podczas ekshumacji, muszę zachować bezstronność, obiektywizm. Patrzę na kości i widzę, jakie ślady noszą, potrafię rozpoznać, jakie choroby przeszedł człowiek, do którego należały, które urazy odniósł za życia, szukam takich, w wyniku których poniósł śmierć. Jeśli dobrze wykonam moją pracę, będę mógł powiedzieć, jaka była przyczyna zgonu, i zrobię to obiektywnie i bezstronnie. Ale to nie znaczy, że wolno mi być neutralnym. Nie, kiedy łamane są prawa człowieka. – Wstał. – Myślę, że martwi także mają prawa – powiedział jeszcze. – Na przykład prawo do prawdy. Prawda nigdy się nie przedawnia.
Bardzo nie lubił, kiedy mówiło się, że te ekshumacje pomagają zaginionym odzyskać godność.
– Oni nigdy jej nie stracili – mówił wtedy twardo.

Ten tekst jest fragmentem książki Katarzyny Kobylarczyk „Strup. Hiszpania rozdrapuje rany”:

Kobylarczyk Katarzyna - „Strup. Hiszpania rozdrapuje rany” - okładka Tytuł: „Strup. Hiszpania rozdrapuje rany”
Autor: Kobylarczyk Katarzyna
Wydawnictwo Czarne
Data premiery: 30 października 2019
Wymiary: 125 mm × 195 mm
Liczba stron: 280
ISBN: 978-83-8049-935-5
Cena: 39,90 zł
Kup ze zniżką!
Cena e-booka: 31,90

Tekst ma więcej niż jedną stronę. Przejdź do pozostałych poniżej.

Strony:
1 2
Napisz komentarz
Regulamin komentarzy

Gość: kowal |

Hehe, ciekawe czy cała książka jest taka stronnicza :D ?



Odpowiedz

Gość: T. |

@ Gość: kowal
Co w tej (króciuteńkiej) opowieści o ekshumacjach i różnych podejściach do tragedii hiszpańskiej wojny domowej jest niby stronniczego? Fakt, niektóre działania są dość nietypowe, ale nadal to dość wyważony różnym podejściem opis, przynajmniej moim zdaniem.



Odpowiedz
Katarzyna Kobylarczyk

(ur. 1980) – reporterka, autorka książek Pył z landrynek. Hiszpańskie fiesty i Baśnie z bloku cudów. Reportaże nowohuckie. Dla Małopolskiego Instytutu Kultury napisała pięć zbiorów reportaży historycznych poświęconych kulturze i historii regionu. Publikowała w m.in. „Dzienniku Polskim”, „Gazecie Wyborczej” i „Tygodniku Powszechnym”. Laureatka dziennikarskich nagród Zielonej Gruszki i „Za różnorodnością, przeciw dyskryminacji”. Z urodzenia i zamiłowania nowohucianka.

Prawa zastrzeżone – ten materiał jest chroniony przez przepisy prawa autorskiego.

Kopiowanie, przedrukowywanie (poza dozwolonymi prawnie wyjątkami) wyłącznie za zgodą redakcji: redakcja@histmag.org