Skąd wzięła się nazwa Polanie?
Ten tekst jest fragmentem książki Andrzeja Pleszczyńskiego „Bolesław Chrobry”.
Obecność w kronice Galla Anonima koncepcji politycznej zależności Polski od cesarstwa pozwala sądzić, że cytowany wyżej passus o prezentacji Ottonowi III struktury państwa Bolesława Chrobrego był swego rodzaju okazaniem z jednej strony podległości europejskiemu władcy uniwersalnemu, z drugiej zaś dumy z racji swojego stanu posiadania. Bo przecież kronikarz zaznaczał, że ubrania ludzi paradujących przed cesarzem to „nie była [tania] pstrokacizna byle jakich ozdób, lecz najkosztowniejsze rzeczy, jakie można znaleźć gdziekolwiek na świecie. Bo za czasów Bolesława każdy rycerz i każda niewiasta dworska zamiast sukien lnianych lub wełnianych używali płaszczy z kosztownych tkanin, a skór, nawet bardzo cennych, choćby były nowe, nie noszono na jego dworze bez [podszycia] kosztowną tkaniną i bez złotych frędzli. Złoto bowiem za jego czasów było tak pospolite u wszystkich jak [dziś] srebro, srebro zaś było tanie jak słoma”.
Kronikarz oczywiście idealizował swój opis czasów Bolesława Chrobrego, ponieważ jego postać kreował na bohatera, herosa-założyciela państwa i dynastii. Były jednak ku temu powody, bo przecież w istocie Chrobry dokończył budowę organizmu politycznego, którego wielkopolskie początki sięgają najdawniej do lat czterdziestych X wieku, nadając temu państwu mocny kręgosłup w postaci kościelnej organizacji metropolitalnej, która w przeszłości Polski okazała się niejednokrotnie silniejsza niż władza świecka. Symbolicznym finałem budowy państwowości było nadanie jej nazwy. W tym czasie była to rzecz niebagatelna, bowiem uważano, że nazwa ma cechy w pewien sposób materialne, łączy się ściśle, na zasadzie w gruncie rzeczy magicznej, z charakterem ziemi i zamieszkujących ją ludzi.
Jest zagadkowe i intrygujące, że chociaż władza piastowska już mniej więcej dwie dekady przed zjazdem gnieźnieńskim objęła teren odpowiadający, z grubsza rzecz biorąc, obszarowi współczesnej Polsce, to dopiero około roku 1000 pojawiły się w źródłach zapisy nazwy kraju i jego mieszkańców w formach zbliżonych do określeń współczesnych. Historycy przeważnie sądzą, że to właśnie rozgłos wydarzeń gnieźnieńskich sprawił, że najpierw na terenie Niemiec, później reszty Europy zaczęto dostrzegać istnienie chrześcijańskiego państwa polskiego, odróżniając je do pozostałej Słowiańszczyzny, zwłaszcza tej jeszcze wówczas pogańskiej. Przy czym zazwyczaj uważa się, że nazwa kraju była rodzima i wywodziła się z oznaczania obszaru trwale uprawianego, czyli pola. Następnie od nazwy pole/pola wzięło się określenie mieszkańców pól w formach Polani/Polanie, którzy mieli stanowić plemię założycielskie. Już kilka dekad temu okazało się jednak, że plemienia Polan u zarania państwa piastowskiego nie było. To Piastowie z ludzi sobie oddanych wykreowali etnos, grupę wojowników powiązanych wspólnym interesem państwowym, która właśnie około roku 1000 nazwała siebie albo została nazwana Polanami.
Z okazji milenium zjazdu gnieźnieńskiego pojawiły się liczne publikacje. Wśród nich była jedna, w której wybitny mediewista niemiecki, Johannes Fried, zaproponował nowe wyjaśnienie pochodzenia nazwy „Polska” i „Polacy”. Badacz zauważył wskazaną wyżej korelację wizyty cesarskiej w Polsce i pojawienia się w źródłach nazwy kraju i założył, że istnieje pomiędzy tymi faktami nie tylko związek czasowy, ale i realny, genetyczny. Fried próbował udowodnić istnienie łączności pomiędzy apostolską frazeologią stosowaną w oficjalnej tytulaturze monarszej Ottona III a określenia mi „Poleni”, „Polani”, które na zasadzie dość prostego skojarzenia brzmienia mediewista połączył z polskim i słowiańskim słowem: „polać”, „polewać”. Termin „Polska” zatem zdaniem badacza wcale nie pochodzi od słowa „pole” – jak twierdzi się tradycyjnie, a „Polacy” to nie „mieszkańcy pól” – jak głosiły dotychczasowe poglądy interesujących się tą kwestią, ale utworzenie określenia mieszkańców, a także narodziny miana samego państwa nastąpiłoby na zasadzie jednorazowego aktu. Cesarz mianowicie w trakcie zjazdu gnieźnieńskiego miałby zdaniem Frieda, ogłaszając swoje koncesje dla Chrobrego, wystąpić również jako ojciec chrzestny ludu i kraju, ponieważ „Polacy” – Poleni, Polani w tekstach łacińskich – to właśnie ludzie polani wodą chrzcielną, chrześcijanie, a sam imperator to ich apostoł – w sensie: organizator Kościoła.
Jedyną wyraźną podstawą źródłową wywodów Frieda jest pochodzący z XV wieku rocznik polski, w którym – bez przywoływania osoby Ottona III – w taki sposób wywiedziono nazwę Polski i Polaków, jaki odpowiada koncepcjom niemieckiego mediewisty. Ponieważ Fried jest wytrawnym badaczem, oparł on swoje dowodzenie na odpowiedniej bazie argumentów historycznych oraz teologicznych i całość, zabarwiona niewątpliwym talentem narratorskim, tworzy zgrabną konstrukcję. Problem jednak w tym, że mediewista niemiecki swój pomysł obudował wyłącznie materiałem dowodowym pochodzącym z kręgu cesarskiego, tytulatury, odwołań biblijnych itp., nie uwzględnił zaś zasad tworzenia i funkcjonowania nazw etnicznych w świecie słowiańskim, które przez mniej więcej dwa stulecia badań starali się zrozumieć językoznawcy i historycy. Nie ma też w analizach Frieda uwzględnienia kontekstu kulturowo-antropologicznego powstawania i funkcjonowania etnonimów nawet w społecznościach tradycyjnych, niekoniecznie specyficznie słowiańskich. Oprócz tego przeczy tezom badacza fakt sporządzenia przez kancelarię cesarską w czasie pobytu w Gnieźnie dyplomu dla biskupa Hieronima z Vicenzy, który jako miejsce swojego wystawienia zawiera słowa in Sclavania in civitate Gnesni (na Słowiańszczyźnie i mieście Gnieźnie), nie zaś „w Polsce…”.
Zainteresował Cię ten fragment? Koniecznie zamów książkę Andrzeja Pleszczyńskiego „Bolesław Chrobry” bezpośrednio pod tym linkiem!
Poza tym zawsze w przypadku nazw własnych ludów zachodzi konieczność ich akceptacji i nawet gdyby rzeczywiście zaistnienie terminów „Polska” i „Polacy” było wynikiem pewnego nadania cesarza, to jego przyjęcie w środowisku rodzimym świadczyłoby, że nazwy te odpowiadały miejscowym wyobrażeniom, spełniały kulturowe standardy stawiane wówczas mianom ludu, a to powinno znaleźć jakieś odzwierciedlenie w źródłach, tego zaś jednak nie znajdziemy.
Z braków dowodzenia Frieda właśnie w sferze antropologiczno-kulturowej zdawał sobie sprawę inny badacz niemiecki, dobrze obeznany ze specyfiką słowiańską, Christian Lübke. Próbował on bronić tez kolegi, starając się je osadzić w pewnych mocniejszych realiach historycznych oraz opatrzyć odpowiednim, słowiańskim kontekstem kulturowym. Lübke, idąc za koncepcją Frieda, akcentował to, co może ją wiązać ze starszymi poglądami na genezę nazwy „Polska”. Wspierając pogląd, według którego źródłem nazwy kraju miał być czasownik „pol/ew/ać”, zwracał uwagę, postępując za dowodzeniem Frieda, na fragment Starego Testamentu, gdzie mówi się, jak to łaska Boża odmienia wraz z nazwą kraju jego status i ziemia, którą spotyka owa nadprzyrodzona interwencja, staje się „polem urodzajnym”. W tym miejscu nowe pomysły dotykają dawnych koncepcji wyjaśniających nazwę kraju Piastów. Jednak nasz autor nie podejmuje tej kwestii, w zamian podsuwa czytelnikowi coś innego. Zauważa mianowicie, że w X wieku na Słowiańszczyźnie pojawia się szereg zmian nazw etnicznych, które miały miejsce wtedy, gdy ludy odnosiły jakiś sukces.
Lübke wyszedł w swoich rozważaniach od terminu „Lutycy” i uważał, że do narodzin i utrwalenia nowej nazwy dla ludu doszło w wyniku powodzenia powstania Słowian połabskich w roku 983, a jego upowszechnienie miało nastąpić dzięki temu, że przymiotnik „luty” (= „silny, srogi, okrutny”) wyrażał podobno satysfakcję ze zdolności pokonywania przeciwników nadbałtyckich pogan i integracji różnych plemion zamieszkujących obszary w delcie Odry i na zachód od ujścia tej rzeki do Bałtyku. Podobne zjawisko rozszerzenia się nazwy jednego ludu na szerszą zbiorowość wspomniany autor zauważa w przypadku terminu „Ruś” oraz nazwy Czechów.
Jeśli chodzi o Polskę, to Lübke sądził, że właśnie finałem udanego podboju przez Piastów różnych plemion i manifestacją zwycięstwa miała być nowa nazwa ludzi oraz kraju, narzucona następnie również pokonanym.
Jest w koncepcjach niemieckiego badacza coś intrygującego, jednak już pobieżne nawet zapoznanie się z nimi rodzić musi pytanie: dlaczego mianowicie piastowscy zwycięzcy, odmiennie od wspominanych przez Lübkego sąsiadów, mieliby czekać z przybraniem nowej nazwy dla swojego władztwa aż do przyjazdu Ottona III, skoro terytorialny kształt powiększonego państwa został ustalony mniej więcej dziesięć lat przed zjazdem gnieźnieńskim?
Wyżej przytoczona kwestia jest ważna, bo nazwa wyodrębniała społeczność z reszty tożsamych językowo ludów. Dla Piastów było to szczególnie istotne, bowiem stosowane w źródłach niemieckich określenie „Słowianie” albo Wenden/Winiden łączyło się po roku 983 bardzo mocno z pogańskością. Czymś znaczącym zatem, uwzględniwszy podany wyżej kontekst, było więc pojawienie się około roku 1000 i potem stale w źródłach niemieckich i zachodnioeuropejskich używanie określeń „Polonia” „Polanie”. W Polsce, co ciekawe – pewnie z racji konfliktów z Lucicami – nigdy, aż do dojrzałego średniowiecza, w stosunku do swojego kraju i jego mieszkańców nie stosowano miana „Słowianie”. Tego rodzaju okoliczność nie jest taka oczywista wobec faktu, że w Czechach jeszcze w XII wieku pisano o mieszkańcach kraju nie tylko Boemi (łac. Czesi), ale właśnie „Słowianie”, zaś nazwa rodzima „Czesi” pojawiła się w zapisie dopiero w XIV wieku w kronice tak zwanego Dalimila, chociaż przecież na przykład źródła ruskie dokumentują jej istnienie już w XII wieku. Nigdzie na Słowiańszczyźnie w omawianym tu czasie nie trafiamy na ślady programowego wprowadzania nazwy etnicznej. Jak się wydaje, działo się to samorzutnie, chyba nieformalnie. Także w przypadku Piastów nie ma podstaw, by zakładać jakąś wypracowaną i konsekwentnie wdrażaną koncepcją mającą na celu promowanie siebie i własnego kraju.
Przyjrzyjmy się nieco uważniej najdawniejszym przy kładom występowania nazwy kraju Piastów i jego mieszkańców. Pierwszy taki przypadek to zapis w najstarszym żywocie św. Wojciecha, powstałym chyba w Rzymie jeszcze przed cesarską wyprawą do Gniezna. Pojawiły się w nim słowa Palaniorum dux (książę Polaków) użyte dla nazwania Bolesława Chrobrego. Kolejne nazwy określające znów – co ważne – lud, a nie kraj, wystąpiły w utworach Brunona z Kwerfurtu (Żywocie św. Wojciecha, Żywocie Pięciu Braci Polskich, Liście do Henryka), pisanych po 1004 roku, w postaci terminów: Polani, Poloni oraz Poloniani. Brak jest we wspominanych tu utworach w ogóle użycia nazwy kraju „Polska-Polonia/Polania”. Są jedynie w pracach Brunona określenia terra Polanorum albo terra Polonorum. Podobnie w kronice Thietmara, pisanej pomiędzy rokiem 1012 a 1018, w stosunku do nazywania poddanych Bolesława Chrobrego konsekwentnie występuje termin Poleni, ale pojawia się także określenie państwa Piastów w formie Polenia.
Najczęściej jednak, i to w zasadzie powszechnie, nie tylko w przypadku Polski, występuje pierwszeństwo zaistnienia nazwy ludu przed pojawieniem się określenia kraju. Na obszarach słowiańskich w okresie najstarszym dobrze tę właściwość ilustruje na przykład fragment dzieła ruskiego anonimowego autora (XII w.) Powieści minionych lat traktujący o rozsiedleniu Słowian: „[Niektórzy] siedli nad rzeką imieniem Morawa i przezwali się Morawianami, a drudzy Czechami nazwali się. A oto jeszcze ciż Słowianie: Biali Chorwaci i Serbowie, i Karantanie. […] ci przyszedłszy siedli nad Wisłą i przezwali się Lachami, a od tych Lachów przezwali się jedni Polanami, drudzy Lachowie Lutyczami [Lucicami], inni – Mazowszanami, inni – Pomorzanami”. Nawet część współczesnej polskiej nomenklatury zachowała świadectwo tej nadrzędności terminów ludów, bo przecież określenia „Czechy”, „Węgry”, „Prusy” i inne, to przecież przejęte dla potrzeb identyfikacji krajów nazwy ludów.
Zainteresował Cię ten fragment? Koniecznie zamów książkę Andrzeja Pleszczyńskiego „Bolesław Chrobry” bezpośrednio pod tym linkiem!
Bardzo zastanawiające w tej sytuacji jest to, że w Polsce już bardzo wcześnie, krótko po roku 1000, pojawił się zapis nazwy kraju w formie Polonia. Ten najstarszy przykład łacińskiego określenia kraju Piastów wystąpił na otoku monety bitej w mennicy Bolesława Chrobrego w formie PRINCES POLONIE, o której już tu wspominano. Pierwszy wyraz bez wątpienia oznacza nieco zniekształcony tytuł władczy – princeps. Zwykle termin ten zgodnie z nomenklaturą późniejszego średniowiecza – wcale jednak nie okresu wybicia monety – tłumaczony jest jako „książę”. Znaczył on wówczas po prostu „pierwszy”.
Warto w tym miejscu zwrócić uwagę na nieskodyfikowany jeszcze wtedy zestaw tytułów władczych, co myli nieraz badaczy i sprawia, że interpretują przekazy błędnie. Najwięcej problemów jest z określeniem łacińskim rex, które wywodzi się od czasownika oznaczającego rządzenie. Tak więc po polsku to słowo w tekstach z wcześniejszego średniowiecza, do schyłku XI, a nawet do połowy XII wieku, powinno być oddawane jako „władca”, „rządzący”, nie zaś „król”, bowiem ten ostatni tytuł w polszczyźnie oznacza władcę koronowanego i namaszczonego, a więc króla frankijskiego. Jeśli zatem niemiecki kronikarz Widukind około roku 970 określał Mieszka i słowem rex, to wcale nie oznaczało, że chciał władcę piastowskie go jakoś wywyższyć, bo takim słowem byli też nazywani książęta nadbałtyckich Obodrzyców czy królowie skandynawscy, pogańscy jeszcze przecież. Podobnie słowa REX INCLITUS na denarze Bolesława znaczyły jedynie „władca” oraz „wspaniały”, „dzielny” i denar bynajmniej nie uzewnętrzniał królewskich aspiracji Chrobrego, jak czasami się twierdzi.
Wracając do przerwanego wątku monety wybitej około roku 1000, zauważmy, że drugi człon napisu (Polonia) bez wątpienia oznacza Polskę. Z wyjątkiem tego denara taka forma legendy była wtedy jeszcze niespotykana w naszym regionie Europy, gdzie podobne określenia pojawiają się na pieniądzach dopiero w XII wieku. Można by było nawet domyślać się fałszerstwa, ale denar znany jest ze znacznej liczby egzemplarzy odnajdywanych w kilku skarbach, pewnie datowanych na początek XI wieku.
Interesujący się kwestią przeważnie przyjmują za Ryszardem Kiersnowskim, że forma legendy denara Chrobrego bierze swój początek z napisów na monetach bitych w pierwszej połowie IX wieku we włoskim Benewencie. Wskazywać ma na to podobne w Italii i w Polsce zniekształcenie słowa princeps w postaci braku litery p na końcu wyrazu. Zakłada się przy tym, że pomiędzy pieniędzmi italskimi a denarem Bolesława Chrobrego istniało jakieś powiązanie. W monetach polskich i benewentyńskich podobny jest tylko napis z oznaczeniem kraju i błędem tytułu, to jednak dużo i zdaje się, że wyjątkowość polskiej monety musiała mieć jakiś związek z wizytą Ottona III i pojawieniem się w Gnieźnie ludzi z Italii. Nie sposób dzisiaj jednak odgadnąć, jak ten związek wyglądał w istocie, jaki miał charakter.
Oprócz tytułu władczego i nazwy kraju moneta Bolesława Chrobrego ma w polu po jednej stronie wyobrażenie ptaka, najpewniej pawia, co jest symbolem chrystologicznym, a po drugiej dość subtelnie wyprofilowany, z czterema kółeczkami przy wiązaniu belek, równoramienny krzyż. Całość programu ikonograficznego (obrazowego) i wymowa ideowa denara wiążą się więc z propagowaniem chrześcijańskiego charakteru kraju i podkreślaniem, że jest to monarchia. Istotne jest to, że w Polsce, chociaż pewnie korzystano z obcego wzoru, nam jednak nieznanego, wykonawca stempla do wybijania denara, z pewnością za wiedzą samego władcy i ludzi z jego otoczenia, intencjonalnie do legendy wstawił nazwę kraju i oryginalne elementy pola, nie przeniósł zaś dosłownie obcego schematu, co się przecież wówczas często zdarzało, również w kraju Piastów w czasach Bolesława Chrobrego.
Jednak sama nazwa kraju i ludzi, jak podpowiada nam świadomość niezwykłej trwałości pamięci, pieczołowitego przechowywania tradycji w dawnych społecznościach, każe z dużą uwagą spoglądać na wiadomości źródeł polskich dotyczące wywodzenia nazwy kraju od określenia „pole”. Tego rodzaju etymologia jest zresztą głęboko uzasadniona badaniami historyczno-językoznawczymi wykorzystującymi szeroki materiał porównawczy dotyczący powstawania rodzimych, tworzonych przez ludy na swój własny użytek nazw etnicznych. Wszystko wskazuje bowiem na to, że społeczność, która zaczęła w pewnym momencie, na pewno jednak długo przed zapisaniem nazwy, określać sama siebie „Polanami”, chciała w ten sposób podkreślić, że uważa się po prostu za lud cywilizowany. Nazwa manifestować miała przekonanie, że ludzie ją posiadający zamieszkują rozległe, życiodajne pola, w odróżnieniu od innych społeczności, które takich pól nie posiadały albo przynajmniej nie w takiej ilości jak ludność Wielkopolski. W tle zaś tliła się pewnie duma z umiejętności pozyskania owego dobra, zagospodarowania i uprawy oraz faktu posiadania bogactwa płodów ziemi, które stanowiły podstawę cywilizacji, a ich dostatek zawsze rozumiany był jako wyraz specjalnej opieki sfery sakralnej, zarówno w czasach pogańskich, jak i chrześcijańskich.
