Stalingrad – wojna szczurów

Stalingrad przeszedł do historii jako miejsce jednej z największych klęsk armii niemieckiej w II wojnie światowej. Po latach można z dużą dozą pewności określić, dlaczego bitwa pod Stalingradem okazała się dla Niemców katastrofą – złe przygotowanie Wehrmachtu do walk w miastach.
Tekst ma więcej niż jedną stronę!
Strona 1
Strona 2
Strona 3
Strona 4
Strona 5

Stalingrad 1943

Niemieckie siły zbrojne należały na początku II wojny światowej do najnowocześniejszych na świecie. Dzięki tajnemu programowi zbrojeniowemu i koncepcji „wojny błyskawicznej” Wehrmacht stał się zabójczą machiną bojową zdolną do pokonania w polu każdego przeciwnika. Sukcesy doprowadziły jednak do powstania mitu o jego niezwyciężalności. Kiedy uwierzyli w niego niemieccy generałowie, klęska stała się nieuchronna.

Sytuacja w Europie na przełomie 1941 i 1942 roku (rys. San Jose, tłumaczenie Armadni General, na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0)

Fall Blau

Rok 1941 przyniósł Niemcom srogą niespodziankę. Mimo olbrzymich strat ludzkich, materiałowych i terenowych, ZSRR nadal był daleki od załamania. „Barbarossa” nie spełniła pokładanych w niej nadziei, jednak Hitler nie miał zamiaru rezygnować ze swoich planów. Skoro w 1941 roku nie udało się rozbić Armii Czerwonej w walce, w 1942 roku Niemcy mieli ją zagłodzić i pozbawić materiałów do walki. Celem stały się pola naftowe i jeden z największych szlaków żeglugowych ZSRR – Wołga. Jak nakazywała dyrektywa nr 41: „Ostatecznym celem jest zniszczenie pozostałej jeszcze Rosjanom żywej siły obronnej i odebranie im, w stopniu możliwie największym, najważniejszych źródeł sił dla gospodarki wojennej”.

Na tym etapie planowania Stalingrad był tylko punktem na mapie. Choć był to ważny ośrodek produkcyjny, to jego znaczenie bladło wobec kaukaskich pól naftowych. Bez nich czołgi produkowane w Stalingradzie stanęłyby w miejscu zaraz za miastem z pustymi bakami. Wzmiankowana już dyrektywa wspomina o Stalingradzie jedynie w symboliczny sposób: „Jeśli w toku tych operacji, szczególnie po zdobyciu nieuszkodzonych mostów, powstałyby widoki na utworzenie przyczółków mostowych na wschód, względnie na południe od Donu, to możliwości takie należy wykorzystać. W każdym razie należy spróbować dotrzeć do samego Stalingradu, lub przynajmniej poddać go działaniu naszej ciężkiej broni, tak aby został on wyłączony jako ośrodek zbrojeniowy i komunikacyjny”.

Operacja Fall Blau (plan niebieski) na froncie wschodnim od maja do listopada 1942 roku (rys. Gdr, na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0)

Druga wielka letnia ofensywa kampanii rosyjskiej rozpoczęła się 28 czerwca 1942 roku. Jak rok wcześniej, niemieckie kolumny błyskawicznie przecięły radzieckie linie. 30 czerwca kryptonim operacji, ze względów bezpieczeństwa, zmieniono na Braunschweig (Brunszwik). Rosjanie rozpoczęli odwrót, jednak tym razem nie doszło do wielkich okrążeń charakterystycznych dla kampanii 1941 roku. Patrząc na odwrót wroga, Hitler nabrał przekonania, że wystarczy zaledwie jedno zdecydowane uderzenie na symbol dominacji Stalina – Stalingrad – by zwycięsko zakończyć wojnę w ZSRR jeszcze w 1942 roku. Dał temu wyraz w dyrektywie nr 45:

[…] dalekosiężne cele zostały w zasadzie osiągnięte. […] Ześrodkowanie dalszych nieprzyjacielskich grup bojowych w rejonie Stalingradu, którego przeciwnik przypuszczalnie będzie zażarcie bronił, jest w toku. […] Grupie Wojsk „B” przypada – jak rozkazano – zadanie, obok rozbudowy obrony na Donie, uderzeniem na Stalingrad rozbić znajdujące się tam w stadium rozbudowy nieprzyjacielskie zgrupowanie bojowe, zająć samo miasto i zablokować międzyrzecze pomiędzy Donem a Wołgą. […] Te operacje Grupy Wojsk „B” otrzymują kryptonim „Fischreiher” [czapla] – ochrona tajemnicy: Ściśle tajne.

Podstawowym elementem niemieckiego natarcia miały być jednostki pancerne. O ile sprawowały się znakomicie na otwartej przestrzeni, to po rozpoczęciu walk w terenie zabudowanym ich wartość bojowa zdecydowanie zmalała.

Polecamy e-book: „Polowanie na stalowe słonie. Karabiny przeciwpancerne 1917 – 1945”

Łukasz Męczykowski
„Polowanie na stalowe słonie. Karabiny przeciwpancerne 1917 – 1945”
Wydawca: PROMOHISTORIA [Histmag.org]
Liczba stron: 123
Format ebooków: PDF, EPUB, MOBI (bez DRM i innych zabezpieczeń)
ISBN: 978-83-934630-9-1

Część pola bitwy widziana z powietrza. Stalingrad, wrzesień 1942 roku (fot. Bundesarchiv, bild 183-B22176, na licencji Creative Commons Attribution-Share Alike 3.0 Germany)

Szybkość czy pancerz?

Pierwsze działo szturmowe (StuG III) i pierwszy niszczyciel czołgów ([Panzerjäger] I) weszły do użytku już podczas kampanii francuskiej, jednak to kampania w Rosji i konieczność walki na olbrzymich przestrzeniach z silnym liczebnie przeciwnikiem doprowadziła do rozpoczęcia masowej produkcji wozów mających służyć przede wszystkim do walki z radziecką bronią pancerną. Konstrukcja wielu z nich nosiła znamiona pośpiesznej improwizacji, jednak Wehrmacht nie dysponował wówczas niczym lepszym.
Choć trudno to uwierzyć, niemieccy generałowie zapomnieli, ruszając na Stalingrad, czym w rzeczywistości dowodzą. Niemieckie siły zbrojne zbudowano do jednego zadania: błyskawicznego uderzenia z wykorzystaniem wszystkich rodzajów sił zbrojnych. Saperzy, czołgi, artyleria i piechota zmotoryzowana mieli nacierać równocześnie, korzystając z osłony własnego lotnictwa, przełamać pozycje przeciwnika i zmusić go do panicznego odwrotu lub zamknąć w okrążeniu. Niemieckie wozy wyposażone w wysokiej jakości silniki, radiostacje i zapewniające załodze komfortowe (o ile to słowo pasuje do dusznego, ciasnego i smrodliwego wnętrza pojazdu bojowego) warunki pracy, idealnie nadawały się do przeprowadzania szybkich rajdów na tyły i skrzydła wroga, jednak w starciu z nieprzyjacielskimi czołgami często musiały polegać bardziej na manewrach i wsparciu innych rodzajów broni niż na sile własnych dział. Były to zresztą często armaty niewielkiego kalibru (37–50 mm), nie zapewniające przewagi nad przeciwnikiem. Niemiecki PzKpfw z 1942 roku nadal był przede wszystkim maszyną służącą do szybkich manewrów, a nie do czołowego starcia z wrogiem.

Kiedy wady niemieckiej broni pancernej stały się widoczne, Niemcy rozpoczęli budowę różnorodnych pojazdów mających dostarczyć niezbędną siłę ognia na pole bitwy. Na stepy Rosji wjechały rozmaite Jagdpanzery i Sturmgeschütze, jednak nie były w stanie zastąpić pełnowartościowych czołgów. W walce w mieście radziły sobie za to jeszcze gorzej od nich.

Podpis - StuG III w Stalingradzie, wrzesień 1942 roku (fot. Pfreundtner, Bundesarchiv, bild 183-B22413, na licencji Creative Commons Attribution-Share Alike 3.0 Germany)

Panzer w mieście

Aby pojazd pancerny mógł efektywnie wpierać własną piechotę podczas walk w mieście, musi wyróżniać się przede wszystkim grubym opancerzeniem i silnym uzbrojeniem. Takimi pojazdami były Sturmtiger czy Jagdtiger. Przydatne są również wozy specjalnie skonstruowane do pokonywania barykad, czy burzenia budynków, jak B IV czy miny Goliath. Piechota doceni również wsparcie transporterów opancerzonych i samobieżnych miotaczy ognia. Problem w tym, że w Stalingradzie takich maszyn albo nie było (bo po prostu nie istniały), albo było ich zbyt mało. Sturmtiger i Jagdtiger trafiły do produkcji odpowiednio w kwietniu 1944 i lipcu 1944 roku, natomiast pierwszy samobieżny miotacz płomieni zdolny do walk w mieście, Flammpanzer III, pojawił się dopiero w lipcu 1943 roku. Była to jedna z konstrukcji stworzonych pod wpływem walk w Stalingradzie, która nie zdążyła znaleźć tam zastosowania.

Kup koszulkę z Marcinem Lutrem:

Cena koszulki wynosi 34,99 zł.

Kup koszulkę, wesprzyj nasz portal!

Warunki walki w mieście są bardzo nieprzyjazne dla załóg czołgów i innych pojazdów pancernych. Ich pole widzenia, i tak skromne, jest dodatkowo ograniczane poprzez stojące wokół budynki i ruiny. Co więcej, zabudowa dostarcza obrońcom wielu stanowisk umożliwiających ostrzał wrażliwych części wozu – stropu i tyłu. Celowniczowie nieprzyjacielskich dział czy rusznic mieli też możliwość oddawania strzałów z mniejszych odległości niż zazwyczaj, co z jednej strony zwiększało prawdopodobieństwo zniszczenia celu, a z drugiej umożliwiało dokładne skierowanie broni w kierunku słabych punktów pojazdu. Na czołg czyhali także ludzie z minami, wiązkami granatów czy butelkami samozapalającymi.

Dla porządku należy wspomnieć o 12 wozach Sturm-Infanteriegeschütz 33B, wyposażonych w działa 150 mm, dostarczonych do Stalingradu prawdopodobnie w listopadzie 1942 roku. Brak informacji o sprawowaniu się tych pojazdów w walce. Kolejne 12 sztuk brało udział w próbach przebicia się do oblężonej 6 Armii.
Pierwszą i niekiedy ostatnią linią obrony niemieckich czołgów była własna piechota. To ona musiała likwidować stanowiska „niszczycieli czołgów” czy wskazywać ukryte działa przeciwpancerne pancerniakom. Bez niej czołg był ślepy i głuchy. Za tę „opiekę” czołgi mogły się odwdzięczać nad wyraz skromnie, bo ogniem dwóch karabinów maszynowych i działa. Najskuteczniejszą pomocą, jaką mogła okazać Panzerwaffe, były wozy z długolufowymi armatami 75 mm – działa o długiej lufie, zapewniające wysoką prędkość początkową pocisku, łatwiej radziły sobie z grubymi murami czy też elementami wyposażenia zakładów przemysłowych. W warunkach miejskich znacznie bardziej przydatne byłyby jednak samobieżne haubice 105 mm zdolne do zwalczania celów z niewielkich odległości, ale StuH 42 trafiły do służby dopiero w lutym 1943 roku.

Panowanie nad wysokimi budynkami miało kluczowe znaczenie. Stalingrad, styczeń 1943 roku (fot. Bundesarchiv, bild 183-P0613-308, na licencji Creative Commons Attribution-Share Alike 3.0 Germany)

Czasem piechota musiała zadowolić się wsparciem pojazdu z „krótką” lufą kalibru 75 mm czy działem 50 lub 37 mm. Działo krótkolufowe pozwalało na użycie pocisku o takiej samej ilości materiału wybuchowego jak armaty długolufowe tego samego kalibru, jednak ustępowało mu pod względem zdolności do przebijania murów przy użyciu pocisków przeciwpancernych. Działa 50 czy 37 mm ustępowały działom 75 mm zarówno pod względem zdolności penetracyjnych, jak i ilości materiału wybuchowego zamkniętego w skorupie pocisku. Niezależnie od kalibru, każdy czołg miał problem z kątem podniesienia lufy, co uniemożliwiało zwalczanie przeciwnika ukrytego na wyższych piętrach, a warunki nie zawsze pozwalały na odpowiednie oddalenie się od zajętego przez nieprzyjaciela budynku. W ograniczonej miejskiej przestrzeni, pełnej pułapek i niebezpieczeństw, czołgi nie były już bronią pozwalającą na szybkie przełamania. Z narzędzia „[Blitzkriegu]” stały się jednym z elementów piły powoli penetrującej radzieckie pozycje. I to wcale nie najsilniejszym.

Inne pojazdy wspierające niemieckie natarcia były w jeszcze w gorszej sytuacji. Podczas walk ulicznych działa szturmowe nie mogły swobodnie się przemieszczać, a zagrożenie ostrzałem z góry sprawiało, że używanie karabinu maszynowego (osłoniętego tarczą tylko od przodu) było bardzo kłopotliwe. Wiele innych pojazdów było otwartych od góry (jak SdKfz 250 czy 251) lub z wielu stron (pojazdy serii [Marder]), przy czym istniejący pancerz był w większości wypadków zbyt cienki, by zatrzymać pociski rusznic przeciwpancernych. Piechota musiała więc walczyć bez wsparcia wymienionych broni, tak samo jak bez dział przeciwlotniczych zamontowanych na pojazdach nieopancerzonych. Rozstawianie armat czy haubic na silnie ostrzeliwanych ulicach było bardzo ryzykownym (i potencjalnie samobójczym) zadaniem, jednak czasem było to niezbędne. Co gorsza, podczas walk w ciasnej zabudowie czy wewnątrz kompleksów mieszkalnych nawet tak ograniczone wsparcie ze strony pojazdów pancernych było niemożliwe. Niemiecki piechur musiał radzić sobie sam.

Polecamy książkę „Z Miodowej na Bracką”:

Maciej Bernhardt
„Z Miodowej na Bracką. Opowieść powstańca warszawskiego”
Wydawca: Histmag.org
Okładka: miękka
Liczba stron: 334
Format: 140x195 mm
ISBN: 978-83-925052-9-7

Książkę można również zakupić jako e-book. Przejdź do strony zakupu e-booka!

Walka w mieście wymagała wykształcenia nowych umiejętności, przede wszystkim maskowania i orientowania się w terenie zabudowanym. Na zdjęciu niemiecki żołnierz ze zdobycznym pistoletem maszynowym PPSz-41, czyli MP717(r). Stalingrad, październik 1942 roku (fot. Bundesarchiv, bild 116-168-618, na licencji Creative Commons Attribution-Share Alike 3.0 Germany)

Landser w mieście

Najsilniejszym elementem walczącej w Stalingradzie 6 Armii była jej piechota. Tylko zwykły piechur mógł oczyszczać budynki z Rosjan, walczyć w kanałach czy szturmować umocnione budynki. Jego wyposażenie było jednak dalekie od ideału. Podstawowa broń niemieckiego żołnierza, karabinek Mauzera, była zbyt nieporęczna w walkach w mieszkaniach, miała za małą pojemność magazynka i niską szybkostrzelność. Znacznie bardziej skuteczne okazały się pistolety maszynowe, lecz ich liczba była nieadekwatna do potrzeb. Sytuację starano się poprawić poprzez stosowanie broni zdobycznej, jednak zawsze było jej zbyt mało, by wyposażyć każdego żołnierza w broń szybkostrzelną. Dużym wsparciem były MG-34, łatwe do przenoszenia i zapewniające odpowiednią siłę ognia, jednak podczas szturmów zasilano je z niewielkiego, 50 nabojowego odcinka taśmy zamkniętego w Gurttrommel 34. Jak można się domyśleć, taki zapas amunicji wystarczał zaledwie na kilka serii.

Tradycyjnym środkiem wsparcia piechoty jest artyleria. W walce miejskiej niemieckie działa nie mogły się jednak wykazać pełną skutecznością. Pozycje niemieckie i radzieckie znajdowały się zbyt blisko siebie, by móc efektywnie niszczyć umocnione budynki skoncentrowanym ogniem artylerii. To samo dotyczyło zresztą wsparcia ze strony lotnictwa. Dużą pomocą były by ciężkie moździerze, jednak Niemcy wprowadzili Gr.W. 42 dopiero w 1943 roku. Do tego czasu piechota musiała zadowolić się wsparciem moździerzy 50 i 81 mm. Ich pociski były zbyt lekkie w warunkach miejskich, gdzie łatwo o osłonę.

Rattenkrieg

Walczący w Stalingradzie piechurzy musieli stawić czoła dość niecodziennej sytuacji – walce w trzech wymiarach. W lesie czy na pustej przestrzeni pole manewru jest dość ograniczone – w przód, w tył lub na boki. Miasto dodało kolejne kierunki: w górę i w dół. Budynki szturmowano z kanałów, podkopów, przez ściany, a także skacząc z dachu na dach. Przejścia wykonywano za pomocą łomów, kilofów lub materiałów wybuchowych. Jeśli pozwalała na to budowa obiektu, strzelano amunicją przeciwpancerną przez ściany lub podłogi i sufity. Granaty i ręczne ładunki wybuchowe były wielką pomocą, jednak pojedynczy żołnierz nie mógł zabrać ich zbyt dużo, co przekładało się na czas, przez który mógł skutecznie nacierać. Sukcesy mierzono w metrach, nie kilometrach.

Kup książkę: „Polacy na krańcach świata: XIX wiek”

Mateusz Będkowski
„Polacy na krańcach świata: XIX wiek”
Wydawca: PROMOHISTORIA [Histmag.org] i Wydawnictwo CM
Okładka: miękka
Liczba stron: 422 Wymiary: 145 x 210
Format: 145 x 210
ISBN: 978-83-66022-39-3 Oprawa: miękka

Książka dostępna również jako e-book, w trzech częściach: Część 1 Część 2 Część 3

Siły ognia nigdy nie za wiele. Radzieccy żołnierze w Stalingradzie, styczeń 1943 roku (fot. Bundesarchiv, bild 183-E0406-0022-001, na licencji Creative Commons Attribution-Share Alike 3.0 Germany)

W Stalingradzie Niemcy po raz pierwszy poczuli smak zaciętej walki miejskiej. Pozbawieni wsparcia czołgów, artylerii i lotnictwa, mogli polegać jedynie na sile własnych rąk. Walczono o każdy pokój. Warunki sanitarne były okropne, a zaopatrzenie nie zawsze mogło przedostać się przez ostrzeliwane ruiny. Była to walka, w której nie obowiązywały żadne zasady, a śmierć mogła czekać za każdym rogiem. Niemcy, nie mogąc określić warunków walki w Stalingradzie znanymi do tej pory pojęciami, stworzyli nowe, oddające realia sytuacji. Blitzkrieg przeminął, nastał czas wojny szczurów, Rattenkrieg. Ludzie, jak szczury, walczyli w brudzie na śmierć i życie o niewielkie pomieszczenia pozbawione większego znaczenia.

Niemiecki snajper w Stalingradzie, wrzesień 1942 roku (fot. Bundesarchiv, bild 169-0526, na licencji Creative Commons Attribution-Share Alike 3.0 Germany)

W zrujnowanym mieście istniało jednak kilka punktów radzieckiego oporu, które przeszły do legendy. Ich trwanie było efektem zaciętego oporu i braku możliwości ich zniszczenia ogniem ciężkich dział strzelających na wprost. „Dom Pawłowa” bronił się od 27 września do 25 listopada, wiążąc liczne siły niemieckie i przyczyniając się, dzięki zapewnieniu strzelcom i obserwatorom artyleryjskim dobrego pola widzenia, do zadania znacznych strat przeciwnikowi. Długotrwała obrona możliwa była przede wszystkim dzięki stałemu napływowi posiłków, zaopatrzenia i silnemu wsparciu artylerii zza rzeki. Równie zacięte walki toczyły się o elewator zbożowy, dworzec kolejowy czy kompleksy fabryczne. Istnienie tych twierdz w morzu ruin było dowodem radzieckich zdolności obronnych, ale i niemieckiej słabości w walce miejskiej.

Podsumowanie

Pomimo olbrzymich trudności, Niemcy prawie osiągnęli sukces. Radziecka kontrofensywa z 19 listopada 1942 roku zmieniła wszystko. Tym razem to Niemcy zostali pobici w otwartym polu i zmuszeni do walki w ostrzeliwanym mieście. W zachodnich dzielnicach Stalingradu powstał kolejny front „wojny szczurów”. Teraz to Rosjanie musieli stawić czoła tym samym problemom, z którymi borykali się nacierający Niemcy. Żołnierze Paulusa byli już jednak wyczerpani miesiącami walk, mrozem i brakiem zaopatrzenia, a Rosjanie wprowadzili do walki nowe, świeże siły. Niemieccy żołnierze zapłacili wysoką cenę za zadufanie generałów i ich wiarę, że armia Blitzkriegu jest w stanie zwyciężyć w każdej sytuacji. Dopiero po fakcie zrozumieli, że Wehrmacht nigdy nie powinien rozpoczynać starcia, do którego nie był przygotowany.

Niemieccy żołnierze odprowadzani do obozu jenieckiego w Stalingradzie, 1943 rok (fot. domena publiczna)

Polecamy e-book: „Polowanie na stalowe słonie. Karabiny przeciwpancerne 1917 – 1945”

Łukasz Męczykowski
„Polowanie na stalowe słonie. Karabiny przeciwpancerne 1917 – 1945”
Wydawca: PROMOHISTORIA [Histmag.org]
Liczba stron: 123
Format ebooków: PDF, EPUB, MOBI (bez DRM i innych zabezpieczeń)
ISBN: 978-83-934630-9-1

Bibliografia

Redakcja: Roman Sidorski

Tekst ma więcej niż jedną stronę!
Strona 1
Strona 2
Strona 3
Strona 4
Strona 5
Śledź nas!
Komentarze

O autorze
Łukasz Męczykowski
Doktor nauk humanistycznych, specjalizacja historia najnowsza powszechna. Absolwent Instytutu Historii Uniwersytetu Gdańskiego. Miłośnik narzędzi do rozbijania czołgów i brytyjskiej Home Guard. Z zawodu i powołania dręczyciel młodzieży szkolnej na różnych poziomach edukacji. Obecnie poszukuje śladów Polaków służących w Home Guard.

Wszystkie teksty autora

Polecane artykuły
Pierwszy polski portal historyczny
ISSN: 1896-8651
Wydawca portalu
Michał Świgoń PROMOHISTORIA
ul. Koźmiana 2/89
01-606 Warszawa
telefon: 692 929 681
m.swigon@histmag.org
NIP 626-281-54-56
Numer konta: PL 33 1140 2004 0000 3802 7410 0716
Patronaty
Jak uzyskać patronat
Kontakt z redakcją
Magdalena Mikrut-Majeranek
redaktor naczelna
redakcja@histmag.org
telefon: 796 418 763
Reklamuj się u nas
Oferta reklamowa
Konkursy
Nasze konkursy