Opublikowano
2011-12-23 13:40
Licencja
Wolna licencja

Święta jako problem społeczno-gospodarczy. Boże Narodzenie w latach 80.

Przygotowania przedświąteczne wchodzą w kulminacyjną fazę. Wielu z nas jest już zmęczonych zakupami i całym tym szaleństwem. Jak za to wyglądały święta Bożego Narodzenia w socjalistycznej gospodarce niedoboru? Lektura prasy sprzed 30 lat pokazuje, jak wiele się od tego czasu zmieniło...


Zobacz też: Boże Narodzenie - historia i świąteczne tradycje

„Życie Warszawy” było uznawane za drugą (po „Trybunie Ludu”) gazetę codzienną w nieoficjalnej hierarchii prasy PRL. Jednak w odróżnieniu od naczelnego organu PZPR, „Życie” miało opinię gazety, którą „dało się czytać”. Obok spraw ogólnokrajowych jej dziennikarze w dużo miejsca poświęcali zagadnieniom lokalnym i związanym z życiem codziennym, pełniąc funkcję ograniczonego kontrolera władz na najniższych jej szczeblach. Wielu uwagi przykuwał tradycyjnie obszerny dział ogłoszeń drobnych.

Winieta „Życia Warszawy”

Lektura „Życia Warszawy” z grudnia 1980 r. pozwala zobaczyć, jak poważnym problemem (i to niekoniecznie politycznym) były w PRL-u święta Bożego Narodzenia. Obok rozpoczynającej swą działalność „Solidarności”, czczącej 10-tą rocznicę masakry robotników na Wybrzeżu, uwagę zwykłych ludzi skupiał w tym czasie pogłębiający się kryzys gospodarczy: braki w zaopatrzeniu, problemy z energią elektryczną, próby doraźnego ratowania socjalistycznej gospodarki. Przygotowania do świąt nałożyły się na ten kryzys, ukazując wszystkie bolączki trapiące centralnie sterowaną gospodarkę.

Coraz bliżej święta...

Święta to oczywiście choinki. Jak zaopatrzyć w nie milionowe miasto? Problem ten zaczęto rozwiązywać już na dwa tygodnie przed świętami:

W tym tygodniu dotrą do stolicy pierwsze choinki. Warszawa otrzyma ich w tym roku tyle co na zeszłoroczne święta, czyli ok. 10 tys. Świerki wycięte zostały z lasów białostockich. [...]

Ceny choinek – jak w ub. roku – mała kosztuje 30 zł, średnia 50 zł, a duża – 80 zł.

W ostatnich latach znacznie zmalało zainteresowanie naturalnymi choinkami. Kiedyś sprowadzano ich do Warszawy ok. 100 tys. Obecnie w bardzo wielu domach kupuje się choinki sztuczne, z tworzywa. Niestety zapotrzebowanie jest większe niż możliwości przemysłu i sztucznych drzewek brakuje w sklepach. Powodzenie mają również małe choineczki, robione z gałązek. Przygotowują je przede wszystkim stołeczne kwiaciarnie. Ich sprzedaż rozpocznie się w drugiej połowie grudnia (Pierwsze choinki już w tym tygodniu, „Życie Warszawy”, 11 grudnia 1980, s. 8).

Choinki przyjechały z niedalekiego Podlasia, skąd jednak wziąć pomarańcze, banany i rodzynki? Bogactwo świątecznego stołu zależało od pracy marynarzy i dokerów w polskich portach. Informacja PAP o statkach z bożonarodzeniowymi rarytasami na pokładzie znalazła się na pierwszej stronie „Życia Warszawy”:

W portach w Gdańsku i Gdyni trwa praca przy przeładunkach cytrusów i świątecznych artykułów. W porcie gdańskim dokerzy kończą rozładunek 2 tys. ton bananów przywiezionych z Kolumbii przez statek „Snow Flower” oraz wyładunek cytryn – łącznie blisko 3 tys. ton, przywiezionych przez m/s „Siemiatycze” oraz statek „Estebogen”. Dokerzy gdańscy rozładowują ponadto z ładowni statku „Olkusz” transport ponad 1400 ton soków pomarańczowych i cytrynowych.

Jeszcze w tym tygodniu spodziewane są kolejne statki ze świątecznym zaopatrzeniem. „Oświęcim” przywiezie np. 1,5 tys. ton rodzynków. Taką samą ilość transportuje statek „Contiliban”, w jego ładowniach znajduje się również 510 ton suszonych fig. Natomiast m/s „Gdański Kosynier” wiezie 2500 ton bananów, statek „Audecja” 3 tys. ton pomarańczy, a „Sanok” 650 ton soków i win (Przeładunek artykułów świątecznych w portach, „Życie Warszawy”, 12 grudnia, s. 1).

Warszawa przygotowywała się na wielkie zakupy przedświąteczne. Informowano już o wielkości dostaw: w porównaniu z poprzednim rokiem zgromadzono o kilka procent mniej mięsa i wędlin, za to aż o 46% więcej drobiu. Przywieziono 1050 ton karpi (nie tylko krajowych, ale także duńskich, węgierskich i jugosłowiańskich) i 880 ton śledzi. Zwiększono dostawy masła i białego sera, zbyt mało było jednak sera żółtego i topionego. Specjalnie na tę okazję sprowadzono też więcej rodzynek, orzechów włoskich i fig. Niestety, przewidywano mniejsze o 40% dostawy cytrusów (pomarańczy, mandarynek i grejpfrutów).

Od wielu tygodni na stołecznym rynku brakuje niektórych, podstawowych artykułów spożywczych. Wielu z nas zadaje więc z niepokojem pytanie, jak zaopatrzone będą sklepy w najbliższym czasie, czyli w okresie przedświątecznym.

Handel ma już zgromadzone (lub obiecane) znaczne ilości towarów świątecznych, niektórych – więcej niż było przed rokiem. Trudno jednak przewidzieć, czy będą to dostawy wystarczające. Od dłuższego bowiem czasu występuje ogromny wykup artykułów żywnościowych i mimo zwiększonych dostaw wielu produktów – półki w sklepach świecą pustkami. Dodatkowym w tym roku problemem dla handlu jest to, iż święta, dla większości trwać będą tym razem 4 dni, co wymaga dostawy przed 24 bm. wyjątkowo dużej porcji pieczywa, mleka itp. (Przedświąteczne zaopatrzenie sklepów, „Życie Warszawy”, 12 grudnia 1980, s. 8).

Świątecznych ryb przywieziono do Warszawy więcej niż w 1979 r., jednak struktura tych dostaw była już mniej korzystna. Miłośnicy karpi mogli być niezadowoleni – na stołach miało się ich znaleźć o 100 ton mniej niż w zeszłym roku.

Jak poinformowało Zjednoczenie Gospodarki Rybnej, bezpośrednio przed świętami dostawy ryb – zarówno morskich jak i słodkowodnych – będą o ok. 10 proc. większe w porównaniu z ubiegłym rokiem. Łącznie na rynek trafić ma ok. 20 tys. ton ryb (Mniej karpi – więcej śledzi. Ryby na świątecznym stole, „Życie Warszawy”, 18 grudnia 1980, s. 1).

Problem mięsny

W poniedziałek 15 grudnia czytelnicy „Życia Warszawy” w dziale stołecznym na stronie 8 znaleźli następującą informację o wprowadzeniu kartek na zakup świątecznego mięsa:

Dla ułatwienia zakupów w okresie przedświątecznym władze miasta podjęły decyzję o wprowadzeniu jednorazowego bonu na zakup wyższych gatunków mięsa, wędlin oraz masła. Powyższa decyzja podyktowana jest tym, że w roku bieżącym handel warszawski dysponować będzie znacznie mniejszą ilością asortymentów świątecznych mięsa i wędlin niż w latach poprzednich. [...]

Ustalono, że na jednorazowy bon przysługuje na osobę 80 dkg wędzonek (szynka, baleron, polędwica), 50 dkg mięsa (schab środkowy, karkowy, wieprzowina bez kości), 25 dkg masła (Świąteczne bony na mięso i wędliny, „Życie Warszawy”, 15 grudnia 1980, s. 8).

Sprawa bonów na mięso wywołała duże zainteresowanie mediów i czytelników. Następnego dnia dziennik relacjonował konferencję prasową, zorganizowaną przez władze miasta właśnie w tej sprawie.

Decyzja bonowego zaopatrzenia ludności zapadła w sobotę, 13 bm wieczorem – powiedziała wiceprezydent Karwacińska – Otrzymaliśmy bowiem liczne postulaty od mieszkańców, zakładów pracy, o potrzebie uregulowania świątecznej sprzedaży mięsa i wędlin mówili też dziennikarze na piątkowej konferencji prasowej. Powtórnie przeanalizowaliśmy więc nasze możliwości i zdecydowaliśmy się wprowadzić bony (Świąteczne bony na mięso i wędliny, „Życie Warszawy”, 16 grudnia 1980, s. 8).

Bony wydawano w zakładach pracy bądź w administracji spółdzielni mieszkaniowych. Osobom starszym mieli je przynieść dozorcy lub przedstawiciele organizacji społecznych. Do realizacji sprzedaży reglamentowanych dóbr wyznaczono ok. 300 sklepów w mieście. Jak zawsze, nie zabrakło problemów. Reporter „Życia” relacjonował sytuację w punkcie rozdawania kartek:

Na drzwiach Rejonu Obsługi Mieszkańców nr 2 przy ul. Litewskiej wisi kartka: „Bony na mięso wydawane będą od godz. 8, 17 bm. za okazaniem dowodu osobistego i aktualnego odcinka renty”. Za drzwiami, w małym korytarzyku stoi kilkadziesiąt osób – emerytów. Trudno się przecisnąć. Kolejka kończy się w pokoju administratorów. Bony wydawane są w dwóch okienkach. We wszystkich pomieszczeniach harmider i hałas. Kłótnie, dyskusje i ciągła wymiana informacji: Kto gdzie może dostać? Po co potrzebny dowód? Dlaczego dozorcy nie roznoszą?

Przy okienku:
Staruszka: Kto to zarządził, że trzeba okazywać dowody? Kartki na cukier można było dostać tylko na odcinek renty. Nikt nas nie informował, że trzeba przynieść dowody.
Urzędniczka: Przecież my wszystkich nie znamy, a to są duże pieniądze. Każda kartka ma wartość 150 zł. Musi pani wrócić po dowód.
Staruszka: Ale można było wywiesić na klatkach ogłoszenie. [...]
Staruszka: Takiego bałaganu jeszcze nie widziałam. Jak wczoraj stałam po śledzie, to kolejka była spisana. Każdy wiedział, że kto za kim stoi.
Emeryt: Każdy chce kupić jak najszybciej. Wiadomo, że szynki, polędwicy później nie będzie.
Drugi emeryt: Jakby zaczęli wydawać tydzień temu, to by nie było tego tłumu, a tak zwalili wszystko na administrację i są zadowoleni.
Czynnik społeczny: Jako czynnik społeczny muszę bronić pracowników administracji. Oni się też denerwują, ale nic nie mogą poradzić.
Emeryt: Zamiast się tłoczyć i kłócić w sklepie, tłoczymy się w administracji.
Pracownik ROM-u: Jak tu ma być dobra organizacja, jak nasz dyrektor Zjednoczenia dowiedział się o całej sprawie z prasy dwa dni temu (W kolejce po bony, „Życie Warszawy”, 18 grudnia 1980, s. 8).

Szał świątecznych zakupów

Problemy doskwierały nie tylko handlowcom. Okres przedświąteczny był też trudny dla pracowników poczty, którzy musieli rozdysponowywać liczne paczki przychodzące z zagranicy:

W okresie przedświątecznym Główny Urząd Przewozu i Wymiany Poczty przy ul. Chmielnej w Warszawie przeżywa ciężkie dni. Jest on monopolistą, jeśli chodzi o dalszą wysyłkę paczek nadchodzących do kraju pocztą lotniczą, zajmuje się także częściowo przesyłkami nadchodzącymi transportem kolejowym.

W br. napływ przesyłek z zagranicy jest wyjątkowo duży. Co więcej, jest zdecydowanie zbyt duży w stosunku do dotychczasowych możliwości urzędu. Wąskie gardło – to odprawa celna, której podlegają wszystkie paczki, zgodnie z przepisami (Ponad 100 tys. paczek świątecznych w magazynach, „Życie Warszawy”, 19 grudnia 1980, s. 2).

Przedświąteczne przygotowania z każdym dniem nabierały coraz większego tempa. 19 grudnia dziennik donosił o sytuacji na „zielonym rynku”:

Rogiem obfitości sklepy warzywne nie są, ale w odróżnieniu od innych placówek handlowych jest w nich sporo towaru. Obecnie przed świętami na zielony rynek trafia więcej warzyw i owoców. Choć rezerwy, których gromadzenie zakończono przed kilkoma tygodniami, są mniejsze niż rok temu, to świąteczne zaopatrzenie nie powinno wiele odbiegać od normy. Później będziemy zaciskać pasa. [...]

Jak co roku przed świętami do kraju trafiają większe transporty owoców cytrusowych, fig, rodzynków, orzechów włoskich, bananów, pomarańczy, grapefruitów i cytryn. Planowane dostawy grudniowe są większe niż przed rokiem, mniej będzie tylko pomarańczy. 1000 ton orzechów włoskich przywieziono z Chin, 4,5 tys. ton rodzynek zakupiono w Turcji i Grecji, 500 ton fig w Turcji, 4,4 tys. ton bananów w Kolumbii, ponad 27 tys. ton pomarańczy, grapefruitów we Włoszech, na Kubie i Urugwaju, 15 tys. ton cytryn kupiono w Grecji, Turcji i we Włoszech (Na przedświątecznym zielonym rynku, „Życie Warszawy”, 19 grudnia 1980, s. 6).

Z zainteresowaniem śledzono też sytuację w sklepach mięsnych. Wydawało się, że okolicznościowe wprowadzenie kartek spotkało się z pozytywną reakcją, przynajmniej handlarzy. Spekulanci nie mogli być zadowoleni:

Ochota, ul. Grójecka 18. W kolejce po mięso i wędliny nie więcej niż sto osób.
– Po raz pierwszy w okresie przedświątecznym nie jesteśmy oblegani – mówi Maria Sołtys, kierowniczka sklepu – Zwykle o tej porze nawet personel miał kłopoty z wejściem do środka. Tym razem odpadli znani nam od dawna klienci, ludzie mający czas na kolejki i wykupujący większość mięsa, chyba na handel, bo sami tego nie przejedli. Dlatego uważamy, że wprowadzenie kartek było bardzo dobrym pomysłem. Staramy się rozładowywać kolejkę – przy ladzie stoi i waży 6 osób, pieniądze i bony przyjmują 4 kasjerki. Niestety, muszą ciąć kartki, bo zabrakło nam masła. Interweniowaliśmy, mamy mieć dostawę (Z kartką po mięso..., „Życie Warszawy”, 19 grudnia 1980, s. 8).

Punkt kulminacyjnym przypadł jak zawsze na kilka dni przed 24 grudnia. „Życie Warszawy” donosiło o niedoborach i kolejkach:

Porządkom w domach i zakupom poświęcili warszawiacy ostatni przedświąteczny weekend. Ruch na mieście i w sklepach chyba większy niż w normalny dzień. Kupowano prezenty, choinki i ozdoby do nich, ale przede wszystkim uzupełniano zapasy w domowych spiżarniach i lodówkach. Po ryby, nabiał, owoce cytrusowe ustawiały się długie kolejki.

Mniejszy tłok panował w sklepach mięsnych, system kartkowy usprawnił sprzedaż. Nie wszyscy natomiast mogli kupić olej i margarynę, niezbędną do pieczenia świątecznych ciast. Stąd w sklepach z pieczywem cukierniczym klientów pełno.

W wielu punktach stolicy otwarto kiermasze i stragany ze świecidełkami na choinkę. Szklanych bombek, szpiców, mikołajków, laleczek jakby więcej niż w zeszłym roku, ale przydałaby się większa fantazja w ich projektowaniu. Choinek też nie brakuje, przed Halą Mirowską, na Placu Defilad każdy mógł wybrać coś dla siebie.

Więcej zwiedzających natomiast niż kupujących odwiedzało sklepy z odzieżą i wyrobami przemysłowymi. Bo i wybór w nich dużo mniejszy od ambicji handlu i potrzeb klientów. Podobnie zresztą jak w sklepach z zabawkami, kupienie czegoś naprawdę ładnego, a przy tym niezbyt drogiego, to sztuka (Przedświąteczna handlowa sobota i niedziela, „Życie Warszawy”, 22 grudnia 1980, s. 1)

Handel nie był tylko polskim problemem. Jak donosił korespondent „Życia” w NRD Andrzej Osiecki, wiele uwagi przyciągnęła decyzja rządu „bratniego kraju” o ograniczeniu ruchu turystycznego z PRL. Miało być ono spowodowane masowym wykupowaniem przez Polaków towarów z berlińskich sklepów. Oprócz tego wspomniano także o wschodnioniemieckich przygotowaniach do świąt:

Na razie tematem numer jeden są zbliżające się święta. Już rozpoczęto zakupy, przede wszystkim prezentów dla najmłodszych; już otwarto pierwsze punkty sprzedaży choinek, już kręcą się koła karuzeli na tradycyjnych jarmarkach przedświątecznych mających bardziej rozrywkowy niż handlowy charakter. Młodsi czekają oczywiście na ferie, starsi myślą o zbliżającym się zjeździe partii, mającym wytyczyć najsłuszniejsze metody budowania lepszego jutra (Świąteczne nastroje i dyskusje, „Życie Warszawy”, 12 grudnia, s. 5).

Coś dla ducha

W zgiełku codziennych przygotowań i trosk znalazły się jednak także elementy duchowe. Już 11 grudnia na pierwszej stronie ukazały się życzenia bożonarodzeniowe skierowane do Polaków przez Jana Pawła II:

Pragnę przekazać szczególne pozdrowienia dla Was wszystkich tutaj obecnych i dla wszystkich Polaków w związku ze zbliżającymi się świętami Bożego Narodzenia, a także szczególne wyrazy solidarności w związku z sytuacją, jaką w tej chwili przeżywa nasza ojczyzna.

Chcę powiedzieć, że modlitwa za ojczyznę, którą Episkopat Polski ogłosił w ostatnich dniach i której odmawianie zapowiedział we wszystkich kościołach Polski, jest także moją modlitwą, ponieważ sprawy naszej wspólnej ojczyzny, jak też związane z tym sprawy ładu i pokoju na świecie, leżą mi i wszystkim nam wspólnie na sercu. Życzę więc dobrych świąt, życzę pokoju, tego, o którym mówią święta Bożego Narodzenia: pokoju ludziom dobrej woli. Jesteśmy ludźmi dobrej woli. Zasługujemy na to (Życzenia świąteczne papieża dla Polaków, „Życie Warszawy”, 11 grudnia 1980, s. 1).

19 grudnia Polska Agencja Prasowa poinformowała o planowanej radiowej transmisji Pasterki odprawianej w Katedrze na Wawelu:

24 grudnia o godz. 24:00 z wieży katedry na Wawelu rozlegnie się 12 uderzeń zegara a następnie nad Kraków popłynie głęboki bas dzwonu Zygmunta. W wawelskiej świątyni rozpocznie się uroczysta msza święta „Pasterka”.

Wawel jest od stuleci miejscem, do którego biegną myśli i patriotyczne uczucia milionów Polaków z kraju i zagranicy. Królewskie wzgórze nad Wisłą – symbol najwspanialszych narodowych tradycji, potęgi i dumy – jest zarazem symbolem jedności i zgody nas wszystkich. I dlatego z zadowoleniem całego społeczeństwa spotka się decyzja o bezpośredniej transmisji „Pasterki” przez Polskie Radio – w programie II oraz na falach UKF.

Transmisje takie przeprowadzone były przed wojną i bezpośrednio po niej (Radiowa transmisja „Pasterki” z Katedry na Wawelu, „Życie Warszawy”, 19 grudnia 1980, s. 1).

W przeddzień Wigilii wśród informacji ze stolicy pojawiło się zdjęcie św. Mikołaja, który spotkał się z dziećmi w „Smyku”. Podpis pod zdjęciem mówił:

Coraz więcej świętych Mikołajów pojawia się na ulicach miasta. Znak, że święta są coraz bliżej. Oczywiście, największą publiczność miał Mikołaj, który usadowił się na piątym piętrze w „Smyku”. Przyjmował on zamówienia na gwiazdkowe prezenty i częstował cukierkami („Życie Warszawy”, 23 grudnia 1980, s. 8).

Życzenia świąteczne dla czytelników „Życia Warszawy”

Wreszcie święta!

W poświąteczną sobotę po przedświątecznym chaosie nie było śladu, informowano już tylko o spokojnym, rodzinnym przebiegu świątecznych dni:

W atmosferze wypoczynku, spotkań w rodzinnym gronie, przy sprzyjającej spacerom ciepłej, niemal wiosennej pogodzie upłynęły dwa świąteczne dni.

W wieczór wigilijny, gdy przy stołach zgromadziła wszystkich tradycyjna wieczerza, ze wzruszeniem wysłuchano – w programie radiowym i telewizyjnym – życzeń świątecznych przekazanych Polakom przez papieża Jana Pawła II. O północy radio transmitowało Pasterkę z Katedry Wawelskiej. [...]

Typowo świąteczny tłok panował w urzędach stanu cywilnego; ponad sześćdziesiąt młodych par stanęło np. w tych dniach na ślubnym kobiercu w Pałacu na Starym Mieście (Święta pod znakiem wypoczynku w rodzinnym gronie, „Życie Warszawy”, 27/28 grudnia 1980, s. 1).

Świętowanie... nieco inaczej. Esbecka wigilia w Rozmowach kontrolowanych Sylwestra Chęcińskiego z 1991 r.

Zobacz też:

Napisz komentarz
Regulamin komentarzy

Uwaga, wyświetliliśmy tylko ostatnio opublikowane komentarze. Zobacz wszystkie komentarze!

@Giero I tak i nie - prosto jest powiedzieć, że społeczeństwo robiło władzy na złość i kultywowali tradycję chrześcijańską. To dość prosta klisza, którą przykładamy do rzeczywistości PRL. Wielokrotnie tak było, ale bez wątpienia duża część społeczeństwa traktowała Boże Narodzenie po prostu jako element tradycji (tak jak to jest dzisiaj). I nie marudźmy na dzisiejszą komercję i dawne \"lepsze czasy\". To święto zawsze było świętem konsumpcji - dniem szczególnym, innym, po zakończeniu \"postu\", w którym można było spożytkować zapasy, poczynione na jesieni. Przy okazji świąt w TV co najmniej dwa razy widziałem etnografów, którzy w ten sposób tłumaczyli korzenie tego święta.



Odpowiedz

Gość: Noe |

Moim skromnym zdaniem autor komentarza 1 i 4 (podpisujący się odpowiednio \"Polska Ludowa szkalowana\" i \"hist\") to ta sama osoba, ten sam kiepski styl wypowiedzi i brak polskich znaków diakrytycznych. Nadal też nie dostrzegam argumentów, że niby tekst jest sarkastyczny, groteskowy, szkalujący czy ubliżający - większość stanowią przecież cytaty z ówczesnej prasy...



Odpowiedz

Gość: hist |

m.wyborcza.pl/wyborcza/1,105226,10869334,Artysta_pyta__jak_zyc.html i co ignoranci redakotrzyny? w PRL artysta miał zapewniony byt, a teraz? jestes niedouczenie. pewnie jakie to proste ponizyc Polskę Ludowa , jakie to latwe.. ps zgadzam sie autorem slow szklaujecie PRL, mam tez na mysli sarkastyczny kipeski groteskowy jezyk duch tekstu



Odpowiedz

Gość: Giero |

Wtedy władza walczyła o to, żeby zabić religijny charakter świąt a ludzie starali się kultywować tradycję chrześcijańską władzy na złość. Teraz nikt o nic nie walczy a i tak mało kto pamięta o co tak naprawdę w tych świętach chodzi - święta Bożego Narodzenia to teraz: zakupy, bombka, choinka, żarcie i \"gwiazdor\"



Odpowiedz

Gość: Noe |

Szanowny Kolega (Koleżanka) gdzie w tym artykule widzi szkalowanie i ubliżanie? Poproszę o próbkę, tak żebym mógł się odnieść do konkretnego argumentu.



Odpowiedz
Tomasz Leszkowicz

Redaktor działu naukowego, członek redakcji merytorycznej portalu od października 2006 roku, redaktor naczelny Histmag.org od grudnia 2014 roku do lipca 2017 roku. Doktorant w Instytucie Historii im. Tadeusza Manteuffla Polskiej Akademii Nauk. Absolwent Instytutu Historycznego i Instytutu Dziennikarstwa Uniwersytetu Warszawskiego. Były członek Zarządu Studenckiego Koła Naukowego Historyków UW. Specjalizuje się w historii dwudziestego wieku (ze szczególnym uwzględnieniem PRL), interesuje się także społeczno-polityczną historią wojska. Z uwagą śledzi zagadnienia związane z pamięcią i tzw. polityką historyczną (dawniej i dziś). Publikował m.in. w „Mówią Wieki”, „Uważam Rze Historia”, „Pamięci.pl”, „Polityce” oraz „Dziejach Najnowszych”. Oprócz historii pasjonuje go rock i poezja śpiewana, jest miłośnikiem kabaretów, książek Ryszarda Kapuścińskiego i Hansa Helmuta Kirsta oraz gier z serii Europa Universalis.

Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.

UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji i filmów dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod nimi lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org