Szymon Jędrusiak – „Zawisza Czarny. Wielka wojna” – recenzja i ocena

opublikowano: 2018-05-13 08:00
wolna licencja
poleć artykuł:
Zawisza Czarny z Garbowa to ideał polskiego rycerza. Ulubieniec króla Władysława Jagiełły jest do dziś bohaterem licznych legend i anegdot. Zawisza jako as wywiadu w służbie Jego Królewskiej Mości? Czemu nie!
REKLAMA
Szymon Jędrusiak
„Zawisza Czarny. Wielka wojna”
nasza ocena:
7.5/10
cena:
39,90 zł
Okładka:
Miękka ze skrzydełkami
Liczba stron:
400
Premiera:
20 kwietnia 2018
Format:
140 mm × 205 mm
ISBN:
978-83-8074-103-4

Zawisza Czarny. Wielka wojna jest trzecią książką cyklu. Choć każda pozycja traktuje o odrębnej historii, warto wcześniej zapoznać się z poprzednimi częściami serii. Autor Wielkiej wojny nawiązuje do wydarzeń opisywanych w tomach. Robi to w taki sposób, że czytelnik jest w stanie bez problemu zorientować się w opowiadanej historii. Pomimo tego sugerowałbym jednak zapoznanie się z pierwszym i drugim tomem.

Autor dokonał nie lada sztuki – z średniowiecznego rycerza, bohatera pieśni dworskich i salonowego lwa uczynił agenta służb specjalnych. Ten piętnastowieczny James Bond przypomina swojego alter ego pióra Iana Flemminga w wielu aspektach. Romansuje z agentkami i nie tylko nimi. Jest niezależny i niezdyscyplinowany – uznaje tylko swojego najwyższego zwierzchnika (w tym przypadku króla) i jemu służy bezgranicznie. Ma swoje dojścia i swoich zaufanych ludzi. Sam wie najlepiej, czego jego kraj potrzebuje najbardziej. Idzie mu tak dobrze, że pewna może międzynarodowa organizacja wydała na niego wyrok śmierci. Zagraża też bezpieczeństwu jego najbliższych.

W kronikach i źródłach ciężko znaleźć opisy struktur i działań służb specjalnych. To dało autorowi duże pole do popisu w stworzeniu idealnej grupy wywiadowczej. Zawisza Czarny może liczyć na swoistego „mózgowca”, który „ogrania” wszystkie skomplikowane sprawy oraz jest niezrównaną krynicą mądrości. Ma też pod sobą grupę „komandosów” od brudnej roboty. Są to zazwyczaj dawni puszczańscy tropiciele. Skoro są w stanie niezauważeni podejść jelenia, to ludzi chyba też.

Jest i oczywiście piękna agentka, która dla kraju i króla zrobi wszystko. Kusi, uwodzi,

ale głowy nie traci dla nikogo. Uroda to nie jej jedyna broń – znakomicie posługuje się sztyletem. W końcu została wyszkolona przez „tropicieli”. Innymi słowy – piękna i niebezpieczna. Niebezpieczna przede wszystkim dla wrogów polskiej Korony.

Powyższe asy działają w ramach sprawnej organizacji, ale nie jednolitej struktury. Jędrusiak udanie przeniósł do średniowiecza typowe dla współczesności problemy zarządzania wywiadem. Tak więc teoretycznie na jego czele stoi wyznaczony przez króla urzędnik, ale Jagiełło nie na darmo uchodził za szczwanego Litwina - czego dowodzi wyodrębnienie oddzielnej struktury podległej tylko jemu.

REKLAMA

Najgroźniejszym przeciwnikiem naszych bohaterów są krzyżackie służby specjalne, jednak nie są one w najlepszym stanie. Najprawdopodobniej w wyniku intrygi swoich polskich odpowiedników najlepsi wywiadowcy Szpitala pod wezwaniem Najświętszej Marii Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie zostali unicestwieni. Stracili zaufanie wielkiego mistrza, odsunięto ich na boczny tor, albo wręcz pozbyto się ich z ziemskiego padołu. Jednakże główny mózg krzyżackiego wywiadu wydostaje się z lochu i włącza się w intrygę. Przy okazji odbudowuje swoje dawne kontakty.

Cały ten szpiegowski szkielet wypełnia obraz epoki – królewskie dwory, turnieje, wielka polityka oraz politycy realizujący swoją wizję interesów królestw czy państw. Państwo polsko-litewskie szykuje się na decydujące starcie ze swoim największym wrogiem. Jeśli ktokolwiek myśli, że wielka polityka rozgrywa się jedynie na salonach, to się grubo myli – wielcy tego świata mogą pisać scenariusze wydarzeń, ale reżyserami są właśnie agenci.

Autor tak bardzo skupił się na dokładnym opracowaniu intryg, że umknęły mu drobne szczegóły. Abstrahując od faktu, że dialogi głównych bohaterów są lekko zbyt współczesne, to cokolwiek dziwnie czyta się, gdy wszyscy służą „ojczyźnie”. XV wiek to za wcześnie na takie hasła. Szkoda również, że autor nie zarysował tła epoki w sposób, tak istotne w tego typu powieściach nie jest aż tak barwne, jak by się można było spodziewać. Są to drobne usterki. Do takich zaliczyłbym też szaleńcze momentami tempo akcji.

Szymon Jędrusiak zabrał nas w podróż do świata, który wciąż budzi emocje i rozpala wyobraźnię. Jego książka to dobry pomysł na wakacyjną lekturę.

REKLAMA
Komentarze

O autorze
Michał Staniszewski
Absolwent Wydział Historycznego UW, autor książki „Fort Pillow 1864”. Badacz zagadnień związanych z historią wojskowości, a w szczególności wpływu wojny na przemiany społecznych, gospodarczych i kulturowych - ze szczególnym uwzględnieniem konfliktów XIX wieku.

Wszystkie teksty autora

Zamów newsletter

Zapisz się, aby otrzymywać przegląd najciekawszych tekstów prosto do skrzynki mailowej. Tylko wartościowe treści. Za darmo.
Zamawiając newsletter, wyrażasz zgodę na użycie adresu e-mail w celu świadczenia usługi. Usługę możesz w każdej chwili anulować, instrukcję znajdziesz w newsletterze.
© 2001-2023 Promohistoria. Wszelkie prawa zastrzeżone