Autor: Przemysław Piotr Damski
Tagi: Ameryka Północna, XIX wiek, Sylwetki i biografie, Artykuły
Opublikowany: 2012-11-25 16:29
Licencja: wolna licencja

Teddy Bear i Teddy R. – pluszowy miś i amerykański prezydent

Theodore Roosevelt był jednym z najwybitniejszych prezydentów w dziejach Stanów Zjednoczonych. Do historii przeszedł jednak nie tylko jako wybitny przywódca, ale także jako osoba, od której imienia wzięła się angielska nazwa pluszowego misia.

„Proszę państwa oto miś,

Miś jest bardzo grzeczny dziś.

Chętnie państwu łapę poda.

Nie chce podać? A to szkoda.”

Pokolenie, które dorastało, czytając i oglądając przygody prof. Ambrożego Kleksa, świetnie zna tę zwrotkę wierszyka Jana Brzechwy. Z nim też najczęściej kojarzą się nam maskotki przypominające to szlachetne zwierzę. Nieco młodsi pamiętają zapewne serial animowany Troskliwe misie, którego bohaterowie byli ożywioną kopią przesłodzonych pluszaków. A najmłodsi? Nie mam zielonego pojęcia i nie będę udawał, że mam. Chyba jednak każde pokolenie ma swoje wyobrażenie pluszowego misia, choć może się ono nieco różnić od Misia Uszatka, Koralgola, czy innego zbudowanego w oparciu o sześć instytucji.

Prezydent Theodore Roosevelt z pociesznym misiem
Podobnie jest też w Stanach Zjednoczonych. Tam jednak maskotki imitujące te zwierzęta nie są po prostu niedźwiadkami czy misiami. Każdy, kto uczył się angielskiego, z pewnością zauważył, iż w języku Szekspira nazywa się je Teddy Bear. Skąd ta nazwa? Drugi człon można zrozumieć, ale pierwszy? Może to po prostu imię owego pluszaka albo syna producenta? Wydaje się to prawdopodobne, lecz nie ma nic wspólnego z rzeczywistością, która jest bardziej przewrotna. Amerykański miś wziął bowiem swoje imię od zagorzałego militarysty, człowieka bardzo impulsywnego, który zwykł powtarzać – Mów łagodnie, ale zawsze miej w zanadrzu grubą pałkę. Był nim 26. prezydent Stanów Zjednoczonych Theodore Roosevelt.

Roosevelt przyszedł na świat 27 października 1858 roku na Manhattanie w Nowym Yorku. W swojej karierze piastował kilka urzędów. Zasłynął jako kowboj i myśliwy na Terytorium Dakoty, był popularnym Komisarzem Policji Nowojorskiej, a także dowodził 1. Ochotniczym Regimentem Kawalerii Stanów Zjednoczonych, który wziął udział w walkach na Kubie podczas wojny amerykańsko-hiszpańskiej z 1898 roku. Sprawował również urząd zastępcy sekretarza ds. floty, gubernatora stanu Nowy Jork i wiceprezydenta, a w następstwie tragicznej śmierci Williama McKinleya zastąpił go na stanowisku prezydenta.

Prywatnie Roosevelt był osobą o bardzo szerokich zainteresowaniach. Pasjonował się przyrodą. W dzieciństwie kolekcjonował zasuszone owady i wypchane ptaki. Czytał wiele książek podróżniczych i przyrodniczych. Zamiłowania te przełożyły się na częsty udział w polowaniach. Wiązały się one dlań nie tylko z tropieniem zwierzyny i swego rodzaju sportową rywalizacją, ale też możliwością obcowania z przyrodą, do której żywił duży szacunek. Gdy został prezydentem, nie zrezygnował z tych pasji. Chodził na długie spacery, brał udział w polowaniach, a jednocześnie wprowadzał ustawodawstwo mające zabezpieczyć środowisko naturalne.

Roosevelt i miś

W listopadzie 1902 roku Roosevelt przebywał na granicy stanów Missisipi i Luizjany w związku ze sprawami państwowymi. Czas wolny miał spędzić na polowaniu na niedźwiedzie. Okazało się jednak, że nie przebiegało ono pomyślnie. Upłynęły trzy dni, a wciąż nie udało się ustrzelić wymarzonego trofeum. Dziennikarze śledzący każdy krok prezydenta prześcigali się w dworowaniu z niepowodzeń głowy państwa. Wciąż bez niedźwiedzia dla Roosevelta! – brzmiał nagłówek nowojorskiego „The Sun”. Niedźwiedź poturbował psy i uciekł prezydentowi! – oznajmiał z kolei „The New York Times”.

Krewki Roosevelt był poirytowany sposobem, w jaki zorganizowano przedsięwzięcie. W jednym z listów pisał:

[…] moi uprzejmi gospodarze, pełni dobrych intencji, nalegali na połączenie polowania z piknikiem, co zawsze skutkuje klęską polowania i zazwyczaj także klęską pikniku (T. Roosevelt, [The Letters…], vol. 3, s. 378).

Choć prezydent nie upolował nic, to innym się poszczęściło. Stawiało to osławionego kowboja w niezręcznej sytuacji. Pozostali uczestnicy polowania najwyraźniej czuli się nieco winni. Oni się spisali, a prezydent nie. Zaowocowało to niecodzienną sytuacją, którą szczegółowo opisał „The New York Times”:

Prezydent i pan Foot czekali na wyznaczonym stanowisku. W ich kierunku skoczyło kilka jeleni, ale nie zadano sobie trudu, aby któregoś ustrzelić. Prezydent i pan Foot czekali przez kilka godzin. Skowyczące psy tropiły niedźwiedzia i zniknęły poza zasięgiem słuchu. Krótko po południu pan Foot stracił nadzieję, że zwierzyna wróci w ich stronę i razem z Prezydentem wrócili do obozu na posiłek. Gdyby zostali na swoim miejscu, Prezydent miałby możliwość oddania czystego strzału, gdyż niedźwiedź z pościgiem na karku przebiegł tuż obok stanowiska myśliwych. […] Niecałą milę dalej – wyczerpany długą ucieczką – wbiegł do wodopoju i zwrócił się ku psom. Były tuż za nim. Biedne zwierzę było zbyt zmęczone by móc walczyć, ale chwyciło jednego z ogarów i skręciło mu kark, zabijając na miejscu. Gdy niedźwiedź odganiał drugiego psa, Holt Collier zeskoczył z konia i – chwyciwszy mocno strzelbę – uderzeniem w głowę powalił drapieżnika. Mężczyzna zadął w róg, oznajmiając, że zdobycz znajduje się w potrzasku. Posłaniec udał się do prezydenta. W międzyczasie Holt skrępował niedźwiedzia i przywiązał go do drzewa. Gdy prezydent na miejsce, stwierdził, że nie może zastrzelić zwierzęcia i zabronił tego robić. «Skróć jego cierpienia» powiedział do pana Parkera, który wziął swój nóż i zakończył życie niedźwiedzia ([One Bear Falls Prey to President’s Party], „The New York Times”, 15 listopada 1902).

Roosevelt nie upolował już nic do końca tej wyprawy. W swoich listach z tego okresu nie rozwodził się nad zwierzęciem, którego zastrzelenia odmówił w imię sportowej uczciwości, a którego polecił następnie zabić w przypływie litości. Niemniej, w kilka lat później – gdy zaproponowano mu udział w łowach na wilki – wspominał tę przygodę z niesmakiem:

Chociaż nie biorę udział w takich polowaniach, to gdyby odbyło się ono podczas mojego pobytu, mówiono by to samo i śmiano by się tak samo, jak w przypadku tego polowania w Missisipi, kiedy to związano niedźwiedzia. Oczywiście nie chciałem mieć z tym nic wspólnego, ale nie powstrzymało to prasy przed naigrywaniem się z sytuacji (T. Roosevelt, The Letters…, vol. 4, s. 1140).

Sprawa nie ucichła. Prasa naśmiewała się z niefortunnych łowów głowy państwa. Częściej niż o przygodzie z nieszczęsnym niedźwiedziem rozpisywano się nad pechem kowboja, który nie mógł nic upolować. Historia opisana przez „The New York Times” zainspirowała jednak rysownika Clifforda Berrymana z „The Washington Post”. Powstało kilka ilustracji przedstawiających opisaną scenę. Miejsce niedźwiedzia niemal natychmiast zastąpił wizerunek przestraszonego misia. Prezydent mimowolnie zaczął funkcjonować w powszechnej świadomości jako obrońca tegoż zwierzęcia. Na jednej z kolejnych ilustracji przedstawiono Roosevelta jak obejmuje swą niedoszłą ofiarę.

Roosevelt w obozie, podczas polowania w 1902 r. (domena publiczna)

Coraz głośniejsza historia stała się natchnieniem dla Morrisa Mitchoma, właściciela niewielkiego sklepu z zabawkami i słodyczami. Opracował on projekt nowej zabawki dla dzieci imitującej misia. Nazwał ją Teddy’s Bear, czyli miś Teddy’ego. Podobno prezydent osobiście udzielił mu zgody na wykorzystanie swego imienia.

Zabawki szybko zdobyły popularność. Wkrótce zaczęto je już określać mianem Teddy Bear, co przetrwało do dnia dzisiejszego. Warto odnotować, że nie tylko w ten sposób starano się zdyskontować łowiecką przygodę prezydenta. Amerykański wychowawca Seymour Eaton napisał kilka książek, których bohaterami były… Misie Roosevelta. Podróżowały one po całym świecie, przeżywając różne przygody – odwiedziły między innymi cara Mikołaja II.

Roosevelt po misiu

Epizod z popularną dziś zabawką nie naznaczył prezydentury Theodore’a Roosevelta. Okazała się być ona jedną z najważniejszych od czasu Abrahama Lincolna. Tak jak on, Roosevelt jest dziś jedną z najlepiej rozpoznawalnych postaci historycznych w amerykańskiej popkulturze. Jego wizerunek został uwieczniony na górze Rushmore obok Waszyngtona, Jeffersona i Lincolna. Był pierwszym amerykańskim prezydentem, który zdobył Pokojową Nagrodę Nobla. Jego bon moty znalazły trwałe miejsce w amerykańskiej publicystyce. Został uwieczniony w popularnym w latach 90. XX wieku serialu Kroniki młodego Indiany Jonesa oraz w komiksie Życie i czasy Scrooge’a McKwacza.

Należy zauważyć, że wizerunek Roosevelta jako obrońcy zwierząt to nie tylko efekt popularności opisanej tu anegdoty. To za jego prezydentury rząd amerykański rozpoczął ogromny projekt tworzenia nowych parków narodowych i pomników przyrody. Ustawę w tej dziedzinie zatwierdzono właśnie w 1902 roku. Amerykański przywódca wywarł też duży wpływ na rozwój leśnictwa.

„Roosevelt Bears” na łamach „The Salt Lake Tribune”, 25 kwietnia 1907 roku. Podpis: „Pewnego razu o wpół do szóstej zabrały cara na małą przejażdżkę, by pokazać mu miasto, o którym mówił, że często czytał o nim w swym zamku”

Historia Roosevelta i misia sprawia wrażenie zupełnie nieprawdopodobnej. Pokazuje też potęgę mediów, które ją wykreowały. Ani prezydent nie był bowiem tak szlachetny – wszak jego zachowaniem kierowały w równym stopniu honor i zdenerwowanie, jak i niechęć do pastwienia się nad umierającym zwierzęciem – ani utrwalona w legendzie wielkoduszność. Również niedźwiedź nie był tak słodki i bezbronny, jak mogłoby się wydawać spoglądając na pluszaki wygodnie usadowione w witrynach sklepowych. Sam wizerunek misia też nie został stworzony, aby nieść radość dzieciom, lecz dla celów czysto zarobkowych.

Pomimo to, z wyświadczonej Rooseveltowi – nomen omen – niedźwiedziej przysługi wyszło coś dobrego. W różnych miejscach świata dzieci kładące się spać wtulają się w swoje pluszowe misie w poszukiwaniu ciepła i bezpieczeństwa, chroniąc się przed potworami czyhającymi pod łóżkiem. I za dziesięć czy dwadzieścia lat wciąż będą o swojej zabawce pamiętać. Ja pamiętam. A ty?

Bibliografia

Źródła

  • Theodore Roosevelt, The Letters of Theodore Roosevelt, ed. Elting E. Morrison, vol. 3–4, Cambridge University Press, Cambridge, Mass. 1951.
  • „The New York Tribune”, 1902.
  • „The Salt Lake Tribune”, 1902.
  • „The Sun”, 1902.

Opracowania

Śledź nas!
Komentarze

O autorze
Przemysław Piotr Damski
Doktor nauk humanistycznych w zakresie historii powszechnej, specjalista dziejów XIX i XX wieku, ze szczególnym uwzględnieniem lat 1871–1918. Absolwent Uniwersytetu Łódzkiego; wykładowca w Akademii Finansów i Biznesu Vistula w Warszawie; współpracował ze Społeczną Akademią Nauk w Łodzi przy projekcie „Colonisation and Decolonisation in National History Cultures and Memory Politics in European Perspective”, nadzorowanym przez Universität Siegen (Siegen, Niemcy). Stypendysta Roosevelt Study Center (Middelburg, Holandia).

Wszystkie teksty autora

Pierwszy polski portal historyczny
ISSN: 1896-8651
Wydawca portalu
Michał Świgoń PROMOHISTORIA
ul. Koźmiana 2/89
01-606 Warszawa
telefon: 692 929 681
m.swigon@histmag.org
NIP 626-281-54-56
Numer konta: PL 33 1140 2004 0000 3802 7410 0716
Patronaty
Jak uzyskać patronat
Kontakt z redakcją
Mateusz Balcerkiewicz
redaktor naczelny
redakcja@histmag.org
telefon: 798 537 653
Reklamuj się u nas
Oferta reklamowa
Konkursy
Nasze konkursy